Już nie tylko pisma łowieckie straszą złymi wilkami, ale i media ogólnopolskie, jak i regionalne piszą o wilkach, które grożą ministrantom, biegają po ulicach miast i rzekomo zagrażają baligrodzkim niedźwiedziom. Źródłem informacji są myśliwi i polujący leśnicy. Nowy sezon medialnej nagonki może zakończyć się boleśnie dla świata polskiej przyrody

 Wilk znalazł się ponownie w centrum zainteresowania mediów. To skutek aktywności zwolenników wznowienia polowań na ten chroniony gatunek.

Powrót wilka do polskich lasów to skutek objęcia tego gatunku pełną ochroną – od 1995 roku w części kraju, a od 1998 roku na całym obszarze. Wilki pojawiają się w nowych regionach, przywracają naturalny porządek w świecie przyrody, stając się czynnikiem regulującym liczebność gatunków łownych. Również tych, na które polują  myśliwi.

Mamy obecnie w Polsce ok. 1500 do 2000 wilków. Są naturalną konkurencją dla człowieka-myśliwego, która zaburza spokój miłośników polowań. „Populacje saren zmalały do tego stopnia, że w tym roku niektóre koła łowieckie chcą ograniczyć lub wręcz wstrzymać ich odstrzał. Oddziaływanie wilków na jelenie i daniele jest również widoczne” – skarżył się rok temu Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu Janusz Kaczmarek.

Nic dziwnego, że to myśliwi są głównym źródłem „antywilczych” sensacji. Drapieżnik ten jest ich konkurentem w łowisku i obnaża słabą stronę polskiego łowiectwa. W gospodarce łowieckiej mówi się bowiem o hodowli dzikich zwierząt i planach hodowlanych, jak mówią myśliwi – „żeby hodować, trzeba polować”. I w tę hodowlę dzikich zwierząt nie wpisuje się wilk.

Wilk wchodzi w paradę również Lasom Państwowym, które dysponują Ośrodkami Hodowli Zwierzyny i oferują polowania. W OHZ wilk może być również rywalem polujących leśników.

Owszem dochodzi również do sytuacji konfliktowych z udziałem wilka, ale zostały wypracowane sposoby na radzenie sobie z takimi zdarzeniami – zabezpieczenia i rekompensaty wypłacane przez Skarb Państwa. Polska posługuje się modelowym systemem zarządzania populacją wilka. Można wręcz stwierdzić, że mamy więcej korzyści z powrotu wilka niż ewentualnych strat. Nie odnotowuje się również ataków wilka na człowieka. Zarejestrowane przypadki nietypowego zachowania dotyczyły na przykład osobnika chorego na wściekliznę. Wilki starają się unikać ludzi, którzy tępili ten gatunek w Polsce. A jednak znowu zaczęły przeszkadzać myśliwym i leśnikom.

No to przyjrzyjmy się, jak robi się wilkom czarny PR.

Leśnik „obroni” przed wilkiem? Bzdura

Klasycznym przypadkiem stał się słynny już filmik opublikowany na stronie Nadleśnictwa Baligród na FB. Niedźwiedzia rodzina trafiła na wilczą rodzinę. Samicy o imieniu Aga towarzyszyły dwa niedźwiadki, nazwane przez leśników Wiesio i Grzesio. Wszystko sfilmował leśniczy Kazimierz Nóżka, który w pewnym momencie zaczął krzyczeć na zbliżające się wilki – „Nieee! Zostawcie! Zostaw!” Wystraszone wilki odbiegły.

„To nie było przypadkowe spotkanie, lecz misternie zaplanowany atak” – tak o całym zdarzeniu napisało Nadleśnictwo Baligród.

Wdzięczni za uratowanie niedźwiadków internauci ochoczo rozpowszechniali filmik wśród znajomych. Całe zdarzenie opisał rzeszowski dodatek „Wyborczej”. Internauci chwalą dzielnego Nóżkę. Też bym tak postąpił, a swoją drogą to całkiem liczna wataha jak na „biedny” wilczy gatunek, rzekomo bezwzględnie tępiony przez myśliwych!”.

A także: „Leśniczy najwyraźniej uratował młodym niedźwiedziom życie, mimo że matka była w pobliżu, niewiele mogła zrobić w obliczy zaplanowanej akcji wilków. Popieram postawę leśniczego, gdyż wilki nie „odpuszczą ” i poradzą sobie, a dla tych małych niedźwiadków zima to bardzo ciężki okres niebezpieczeństwa, próby i codziennej walki.”

W tym przekonaniu starało się utrzymać swoich fejsbukowych sympatyków Nadleśnictwo, poprzedzając filmik wpisem: „Bywa, że czasem trzeba opowiedzieć się po jednej ze stron”, a potem pisząc w komentarzach: „Ta zima będzie dla rodziny najcięższym okresem próby. Trzymamy kciuki, bo wilki nie odpuszczą.”

Ale są i internauci powątpiewający w sens działań leśniczego Nóżki. „Nikt się jakoś nie wzruszył nad głodnymi wilkami i czy ich młode przeżyją zimę. W końcu w bajkach wilk to zawsze ten zły…”.

Interwencja leśniczego była całkowicie zbędna

„Doszło do skandalicznej ingerencji w polowanie wilków, bezprawnego przerwania polowania gatunku chronionego – twierdzi dr Robert Maślak z Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspert od lat zajmujący się badaniami nad zachowaniem niedźwiedzi. – „Pojawienie się wilków nie przesądzało, że zaatakują one niedźwiedzie. Co więcej, te niedźwiedzie prawdopodobnie by spały, gdyby Lasy Państwowe nie dopuszczały do dokarmiania jeleniowatych i dzików dla celów myśliwskich w swoich Ośrodkach Hodowli Zwierzyny. Zmiany zachowania niedźwiedzi wskutek takiego dokarmiania są udokumentowane w literaturze naukowej, także dla terenu Polski.”

Osoby zajmujące się od lat badaniami nad bieszczadzkimi niedźwiedziami, przypominają, że spotkania obu gatunków nie powinny dziwić w miejscu, gdzie mamy ich najważniejszą ostoję.

„Interakcje niedźwiedzi i wilków mają miejsce, co potwierdzają nagrania z fotopułapek.

Nigdy nie doszło do zabicia niedźwiedzia lub niedźwiadka. Niepotrzebna ingerencja człowieka w naturalny rytm natury i dość banalna interpretacja obserwacji podgrzewająca nagonkę antywilczą”

– napisał dr Bartosz Pirga, który od lat w terenie bada duże drapieżniki w Bieszczadach.

Echa baligrodzkiej historii dotarły nawet na zachodni kraniec polskich Karpat i posłużyły jako materiał kiepskiego żartu, już nie z udziałem wilka, ale niedźwiedzia.

„Na początku lutego młody człowiek będący na desce w Ustroniu przesłał do matki filmik, wycięty z filmu Nadleśnictwa Baligród, gdzie niedźwiedzica podbiega w górę i potem ucieka, z podłożonymi własnymi krzykami przerażenia i przekleństwami, tak by uwierzono, że to on został pogoniony przez miśka, gdy załatwiał potrzebę w lesie. Matka przestraszona zadzwoniła na policję w Ustroniu, policjanci już mieli się tam udać, żeby sprawdzić sytuację, ale ich uprzedziłam, że to dowcip” – opowiada dr Sabina Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, która od lat zajmuje się badaniami polskich wilków.

Myśliwskie fałszywki. Groźna wataha z … Wisconsin

Pojawia się coraz więcej fałszywych informacji o agresywnych wilkach, celowo wysyłanych do sieci. Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” zareagowało już na kilka z nich.

W opinii Stowarzyszenia większość tych wilczych fake newsów miała na celu wprowadzenie w błąd urzędników i wzbudzenie niepokoju okolicznych mieszkańców.

Najszerzej rozpropagowana przez poważne media była informacja poparta filmem wideo, o grupie ośmiu wilków rzekomo nagranych fotopułapką w Zielonej Górze. Ten sam film został wysłany do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu z informacją, że wilki te sfilmowano przy pomocy kamery z monitoringu umieszczonej na harcówce koło Nowego Tomyśla.

„Tymczasem wideo to zostało wykonane przez Craiga Kavajecza, ale nie pod Zieloną Górą, tylko w Wisconsin w USA. Wcześniej zostało kilkakrotnie użyte w podobnym celu przez myśliwych w Niemczech” – tłumaczy dr Sabina Nowak.

Kolejna próba wprowadzenia w błąd urzędników nastąpiła w styczniu, gdy do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku przesłane zostało anonimowo zdjęcie grupy 8 wilków stojących na torach, z informacją: „Gdynia Pogórze dzisiaj rano”.

„Tymczasem zdjęcie zostało zrobione ubiegłej zimy w Puszczy Białowieskiej, a jego autorem był fotograf przyrody Marcin Zakrzewski” – wyjaśnia Sabina Nowak. Zdjęcie pojawiało się później na lokalnych pomorskich portalach internetowych, a jego autor bezpośrednio interweniował w sprawie naruszenia praw autorskich.

Najciekawsze jest to, że autora „anonimowego” maila udało się zidentyfikować, okazał się nim wysoko postawiony myśliwy z zarządu okręgowego PZŁ w Gdańsku. Na nasze pytanie o źródło tej fotografii, odpowiedział ze został wprowadzony w błąd.

Kampania straszenie wilkiem

Okładkę pierwszego tegorocznego numeru pisma dla myśliwych „Łowiec Polski” zdobi groźny pysk wilka.

Artykuł, zapowiedziany tym tytułem, to zbiór informacji, które sugerują, że wilki stanowią zagrożenie dla ludzi, szczególnie dla dzieci. Natomiast ochrona wilka nie ma sensu, jeśli na wilka nie będą polować myśliwi.

Sięga się przy tym po najgorsze z możliwych przykładów, stawiając Norwegię, gdzie żyje zaledwie kilkadziesiąt wilków, za wzór zarządzania populacją tego gatunku.

Jeszcze w grudniu 2017 roku poseł PSL Mieczysław Kasprzak prosił z trybuny sejmowej o pomoc resort rolnictwa, bo – jak twierdził – wilki terroryzują mieszkańców bieszczadzkich miejscowości. „Jeszcze nie chodzą po miastach, ale drogami, ulicami chodzą. Może dojść do dramatu. Dzieci nie chcą w tej chwili już chodzić do szkoły” – twierdził poseł. Relację z tego wystąpienia zamieścił na swoim profilu na FB.

Również w grudniu lokalna prasa pisała pisał o samotnym wilku w Lutowiskach w Bieszczadach, którego przestraszyły się dzieci roznoszące opłatek. Stanął na drodze, ale nie zaatakował – relacjonuje dziennikarz rzeszowskich Nowin24.

Rzeszowski dodatek do „Gazety Wyborczej” cytuje leśnika z Lutowisk, który opowiada, że jego żona widziała jak wilki goniły na pastwisku konie. Jednak wkrótce okazało się, że po Lutowiskach mogą wałęsać się psy, a jeden z nich rzeczywiście przypomina wyglądem wilka. O sprawie przestało być głośno.

Ale natychmiast pojawiła się wiadomość, że od miesięcy wilk wędruje ulicami Sanoka. Sęk w tym, że z filmu udostępnionego przez portal isanok, nie można jednoznacznie wysnuć wniosku, że to wilk.

Polowanie chcą zacząć

Stworzenie atmosfery zagrożenia jest elementem na kampanii przeciw wilkom. Zwolennicy odstrzału wilka nagłaśniają celowo rzekome konflikty między wilkiem a człowiekiem. Niedawno portal Nowe Świecie napisał o tym, że wilki zaatakowały w gminie Warlubie psa pracownika Lasów Państwowych. Komentując to doniesienie, Zygmunt Krzemień, myśliwy i przewodniczący komisji hodowlanej ds. zwierzyny grubej z Polskiego Związku Łowieckiego w Bydgoszczy, sugeruje, że „najlepszym rozwiązaniem byłby niewielki odstrzał wilków”.

„Wtedy zachowany byłby przyrost naturalny, a wilki zaczęłyby bać się ludzi i nie zbliżałyby się do gospodarstw. To byłaby korzyść obopólna i dla wilków i dla ludzi” – mówi Krzemień.

W publikacjach w prasie lokalnej pojawia się przede wszystkim głos myśliwych, którzy ekspertami w zakresie badań nad wilkiem nie są. W najbliższym czasie możemy się spodziewać kolejnych „fake newsów”.

Stanowisko myśliwych dobrze prezentuje Bernard Ogrodniczak, prezes Koła Łowieckiego PZŁ Ostoja w Szczecinku, który powiedział w styczniu portalowi Temat ze Szczecinka: „Owszem, wilki powodują to, że wśród zwierzyny leśnej następuje naturalna selekcja. Tylko że niedługo zacznie się dziać to samo, co mamy teraz z bobrami. O tym, co one wyprawiają, można się przekonać, rozmawiając z rolnikami. Skarb państwa wypłaca duże odszkodowania. Bobrów jest bowiem coraz więcej na rowach melioracyjnych, a przez to zalewają pola i drogi. Tak samo jest z wilkiem. Tam, gdzie ma być, niech będzie. Jeśli zwierzę się przemieszcza i nie ma naturalnego wroga, musi zainterweniować człowiek.”

Myśliwi i zwolennicy odstrzału wilka twierdzą, że wilków jest za dużo w Polsce. Czy jest tak naprawdę? Ile wilków pomieści się w Polsce?

„Nie można powiedzieć, że wilków jest za dużo” – mówi dr Robert Mysłajek z Instytutu Genetyki i Biotechnologii  Uniwersytetu Warszawskiego.

„Każdy gatunek jest ograniczony dostępnością dogodnych siedlisk i bazy pokarmowej. To te czynniki będą regulować jego liczebność. Dyskusja o tym, czy wilków jest za dużo, czy za mało, podobnie jak w przypadku innych gatunków, jest debatą wyłącznie polityczną. I taki polityczny charakter ma arbitralne ustalanie, że w Polsce może żyć tylko tyle wilków”.

Autor Paweł Średziński, jest rzecznikiem Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym