Trwa obława na wilki w Polsce. Giną z rąk ludzi. Jednak statystyki wilczych strat są zaniżone. O większości przypadków odstrzału wilka nie dowiemy się nigdy. Sprawcy skutecznie zacierają ślady. Usuwają konkurenta, jakim jest w łowisku wilk. Mają już swoje sposoby na wilka

 

Powrót wilka do polskich lasów to skutek objęcia tego gatunku pełną ochroną – od 1995 roku w części kraju, a od 1998 roku na całym obszarze. Wilki pojawiają się w nowych regionach, przywracają naturalny porządek w świecie przyrody, stając się czynnikiem regulującym liczebność gatunków łownych. Również tych, na które polują ludzie.

Tym samym wilki wchodzą w paradę myśliwym, usprawiedliwiających swoją łowiecką aktywność brakiem drapieżników. Jeśli wilków przybywa, coraz trudniej uzasadnić potrzebę polowań.

Jednocześnie są i tacy myśliwi, którzy po prostu chcą mieć wilka na liście trofeów. Dlatego się domagają osłabienia ochrony naszego drapieżnika. Coraz częściej do mediów lokalnych trafiają więc alarmistyczne apele o załatwienie sprawy „uciążliwych” drapieżników, „terroryzujących” okolicę, które spotykają się ze zrozumieniem, jeśli nie z poparciem myśliwych i leśników.

„Bo wilków jest za dużo”

W styczniu 2017 roku Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu, Janusz Kaczmarek, powiedział „Gazecie Pomorskiej”, że „uruchomienie odstrzałów” nastąpi również w Polsce. Tłumaczył to tym, że wilki… zagryzają dzikie zwierzęta.

„Populacje saren zmalały do tego stopnia, że w tym roku niektóre koła łowieckie chcą ograniczyć lub wręcz wstrzymać ich odstrzał. Oddziaływanie wilków na jelenie i daniele jest również widoczne. W samych tylko Nadleśnictwach Dąbrowa i Zamrzenica w Borach Tucholskich, co roku notujemy od kilkunastu do kilkudziesięciu sztuk zwierzyny zagryzionej przez te drapieżniki” – mówi dyrektor Kaczmarek.
Innego zdania są eksperci, którzy zajmują się badaniami wilków w Polsce. „Nie można powiedzieć, że wilków jest za dużo” – mówi dr Robert Mysłajek z Instytut Genetyki i Biotechnologii Wydział Biologii Uniwersytetu Warszawskiego. „Każdy gatunek jest ograniczony dostępnością dogodnych siedlisk i bazy pokarmowej. To te czynniki będą regulować jego liczebność. Dyskusja o tym, czy wilków jest za dużo, czy za mało, podobnie jak w przypadku innych gatunków, jest debatą wyłącznie polityczną. I taki polityczny charakter ma arbitralne ustalanie, że w Polsce może żyć tylko tyle wilków”.

Niezrozumiałe jest też narzekanie, że wilki zagryzają dzikie zwierzęta. Leśnicy i rolnicy zawdzięczają wilkom ograniczenie liczby zwierząt roślinożernych, a więc zmniejszają ewentualne szkody w uprawach leśnych i rolnych. Jednak ten argument nie jest przyjmowany do wiadomości. Dlaczego? Jednym z powodów może być fakt, że Lasy Państwowe dysponują Ośrodkami Hodowli Zwierzyny i oferują polowania. W OHZ wilk może być również rywalem polujących leśników. Takim samym jak dla myśliwych w obwodzie łowieckim.

A dzisiaj znów pójdziemy na „pieska”

Dowiadujemy się tylko o niektórych przypadkach zabicia wilka przez ludzi. Ile jest podobnych zdarzeń w ciągu roku? „Takich szacunków przeprowadzić nie można, ponieważ brakuje danych” – tłumaczy dr Mysłajek. – „Dowiadujemy się o niewielkiej liczbie przypadków, najczęściej o wilkach zabitych na drogach, w wyniku potrącenia przez samochód. To czym dysponujemy, to zatem szczątkowe informacje, które nie obrazują skali problemu. W zachodniej Polsce, w od 2005 roku do września 2017 roku, odnotowaliśmy 97 przypadków wilków zabitych przez ludzi, z czego 71 zginęło w kolizjach z pojazdami, a 26 z rąk kłusowników”.

Myśliwi, zastrzegający anonimowość, przyznają, że dochodzi do zabijania wilka pomimo obowiązującej ochrony tego gatunku. Dobrze jest mieć pasek na psa, czyli obrożę, i jak zastrzeli się wilka można zawsze powiedzieć, że to pies. Obrożę noszą ci przezorniejsi.

W Karpatach najczęściej poluje się na wilka z zasiadki, wyczekując na ambonie lub zwyżce rano i wieczorem. Strzela się również nocą „do księżyca”. O wilku myśliwi mówią piesek, bury, burek.

Pretekstem do wyjścia z bronią w teren może być polowanie na lisa, innym razem na jenota, a zatem gatunek inwazyjny. Można wtedy wpisać do książki polowań, że oficjalnie „strzeliło się liska”. Jednak „poszukiwania” tych stosunkowo pospolitych lisów i jenotów przedłużają się, aż myśliwy nie trafi na wilka. Teraz może być jeszcze łatwiej, biorąc pod uwagę coraz lepszy sprzęt, dotąd zarezerwowany dla służb specjalnych.

Minister Jan Szyszko zezwolił myśliwym na używanie noktowizji i termowizji pod pretekstem walki z afrykańskim pomorem świń. Reklam takich akcesoriów nie brakuje w pismach dla myśliwych.

Zagrożenie dla wilków mogą stanowić polowania zbiorowe. W Karpatach myśliwi polują w tzw. „terenie trudnym” i mogą siebie dobrze nie widzieć. Po zakończeniu zbiorówki można zadeklarować, że strzelało się do lisa, a potem ten, który zastrzelił, wraca tyle że nie po lisa, ale po wilka. Może dojść również do przypadkowego postrzelenia. Biegnące zwierzę trafia przed lufę.

Czasami strzał nie zabija wilka od razu. Jeżeli polujący chce tylko wyeliminować konkurenta w swoim łowisku, strzela tak, aby wilk mógł odejść i zginąć dalej, po przejściu nawet kilkukilometrowego dystansu. Nie będzie już szukał swojej ofiary, która ma się sama wykrwawić. Czasami wilk przeżywa. Kulejące zwierzę z uszkodzoną łapą, które czasami można zaobserwować w terenie, może być ofiarą niecelnego strzału. Natomiast zimą, na śniegu, można odnaleźć wilcze tropy i ślady krwi broczącej z uszkodzonego strzałem ciała. W Karpatach w okresie polowań obserwuje się spadek liczebności wilczych rodzin.

Milczenie myśliwych

„Bywa i tak, że sami myśliwi sprzeciwiają się nielegalnemu odstrzałowi wilków przez swoich kolegów” – tłumaczy dr Sabina Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury Wilk. – „Jednak na ogół zgłaszają nam sprawę telefonicznie, a potem wycofują się i nie chcą składać doniesienia. Taki przypadek mieliśmy ostatnio z okolic Magurskiego Parku Narodowego. Miejscowy myśliwy zawiadomił nas, że myśliwi w tym rejonie kłusują na wilki. Potem jednak, pomimo że dzwoniłam do niego kilkukrotnie, już nie chciał mówić, być może się wystraszył nacisków ze strony osób, które chciał wydać. W lokalnej społeczności ludzie boją się zeznawać. Najsmutniejsze jest jednak to, że myśliwi otwarcie deklarują, że zastrzeliliby wilka przy pierwszej nadarzającej się okazji, co wynika z przyzwolenia w ich środowisku na wygłaszanie takich opinii”.

Uczciwi myśliwi są unikani. Grupa, która zajmuje się kłusownictwem, izoluje ich od siebie. Myśliwych dopuszczających się tego przestępstwa nie zniechęca system kar za zabicie wilka. Wiedzą, że wykrywalność takich przypadków jest niska. Dowiadujemy się o ułamku spraw. A jeśli uda się zaprowadzić myśliwego przed oblicze sądu, może liczyć na to, że nadal będzie mógł polować.

„Należy podkreślić, że myśliwi czują się często bezkarnie z racji braku właściwej reakcji ze strony ich kolegów” – podkreśla dr Sabina Nowak.

„Za zabicie wilka czy innego zwierzęcia z gatunku chronionego, rysia, żubra czy niedźwiedzia, winny tego czynu powinien dożywotnio tracić prawo do wykonywania polowań. Niestety Polski Związek Łowiecki nie wykazuje się inicjatywą w tym zakresie. Dopóki będzie wzajemne wsparcie i akceptacja, myśliwi nie będą obawiać się konsekwencji związanych z zabiciem wilka”.

„Szukali lisa i jenota”

Wie o tym dobrze myśliwy z koła łowieckiego „Ryś”, który zawiadomił o sprawie zabicia wilka w rejonie Żernicy w Bieszczadach. Za to, że doniósł, został zawieszony przez własne koło. Dzięki temu „donosowi” w styczniu 2016 roku myśliwi i leśnik zostali zatrzymani przy oskórowanym wilku. Myśliwi mieli pozwolenie na odstrzał lisa i jenota.

Dziwił już sam fakt, że myśliwi przyjechali aż w Bieszczady, żeby zastrzelić pospolite gatunki, występujące w całej Polsce. Z kolei leśnik, który był miejscowy, miał tłumaczyć swoją obecność tym, że chciał oskórować wilka, aby sprawdzić, czy wilk został postrzelony. Sprawa trafiła do sądu i jest bliska finału.

„Za zastrzelenie wilka jeden z myśliwych usłyszał wyrok 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata” – relacjonuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.  „Ma też zapłacić na rzecz Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Rzeszowie ponad dwa tysiące złotych tytułem naprawienia wyrządzonej szkody. Z kolei oskarżony, który miał ściągnąć skórę z zabitej wilczycy, został skazany na 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata. Dodatkowo obaj mają zapłacić grzywny oraz koszty postępowania sądowego.

Po wyroku skazującym, 25 października 2017 sąd rozpatrzył apelację skazanych i oddalił ich wnioski dowodowe. Oskarżeni wnioskowali o przeprowadzenie opinii balistycznej, choć ciało zostało już zutylizowane. Wyrok będzie ogłoszony niebawem”.

W tym przypadku był myśliwy, który postanowił zgłosić nielegalne zabicie wilka, a oskarżeni zostali zatrzymani przy zabitym wilku. Jednak najczęściej brakuje takich świadków. Wtedy znacznie trudniej jest dowieść winy.

„To zależy od sędziego. Są tacy, którzy traktują temat bardzo poważnie. Szczególnie w sprawach, w których istnieje podejrzenie intencjonalnego zabicia wilka” – wyjaśnia dr Sabina Nowak. – „Kiedy zeznawałam w czasie rozprawy dotyczącej myśliwych z Belgii, którzy zabili jednocześnie dwa wilki na polowaniu dewizowym w nadleśnictwie Głusko, sędzia podszedł do tej kwestii bardzo poważnie.  Jednak bywa też inaczej, a to z racji tego, że traktuje się przypadki skłusowania tego drapieżnika, odwołując się do małej szkodliwości społecznej czynu. Jednak największym problemem jest najczęściej brak świadków. Trudno ich namówić, aby zeznawali, że w ich kole łowieckim są zabijane wilki. A bez mocnych dowodów, bez świadków, tak naprawdę niewiele możemy zrobić”.

W niektórych przypadkach takie dowody się znajdują. Jak tłumaczy dr Nowak: „Ukaranie winnych zabicia wilka jest najczęściej możliwe, jeśli dysponujemy materiałem genetycznym. Dzięki zebranym próbom genetycznym znamy genotypy wilków należących do konkretnej populacji. Porównując to z próbą pobraną od zabitego wilka możemy przypisać wilka do grupy rodzinnej i na tej podstawie sprawdzić, czy należał do grupy rodzinnej bytującej na terenie parku narodowego czy też obszaru Natura 2000. Dzięki temu dysponujemy kolejnym argumentem obciążającym sprawcę, który pozwala udowodnić wyrządzenie istotnej szkody dla środowiska przyrodniczego”.

Freja zginęła od kuli

Winnych zabicia wilczycy Freji, zaobrożowanej przez pracowników Bieszczadzkiego Parku Narodowego, nie uda się już raczej znaleźć. Dzięki specjalnej obroży z nadajnikiem, pracownicy parku mogli śledzić jej wędrówkę. Freja wyruszyła w długą drogę docierając aż w okolice Tatr na Słowacji.

„W lipcu 2016 roku zostaliśmy powiadomieni o odnalezieniu martwego wilka z obrożą telemetryczną w Pieninach” – opowiada dr Bartosz Pirga z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. – „Wyniki sekcji wskazały, że bezpośrednią przyczyną śmierci Freji był postrzał w szyję pociskiem pełnopłaszczowym z jedną raną wlotową i podwójną wylotową. Zwierzę padło na miejscu strzału na co wskazał równolegle bezpośredni odczyt z odzyskanej obroży telemetrycznej.

Miejsce to znajdowało się w rejonie rezerwatu Biała Woda, na dzierżawionym terenie Koła Łowieckiego „Ponowa” z Nowego Targu. Na miejscu zabicia wilczycy odnaleziono karmisko łowieckie. Charakterystyka miejsca oraz sposób postrzału wskazały na równoległy do ciała zwierzęcia precyzyjny strzał z bliskiej odległości o bardzo dużej sile rażenia. Kłusownik raczej nie pomylił wilka z psem – zwłaszcza z dobrze widoczną obrożą telemetryczną. Sprawę szybko umorzono z uwagi na brak możliwości wykrycia sprawcy”.

Jeszcze inaczej zakończyła się sprawa wilka z Wigierskiego Parku Narodowego. Zabite zwierzę znaleźli pracownicy parku. Po oddaniu strzału uciekał jeszcze kilkaset metrów i skonał. Podejrzanym był myśliwy. Uniknął jednak rozprawy. W opinii eksperta pocisk, który był w ciele wilka, był znacznie zniekształcony, co uniemożliwiło określenie, czy został wystrzelony z konkretnej broni. Prokuratura w Sejnach umorzyła postępowanie wobec braku dowodów.

„Bo pomyliłem z szakalem”

Nie wiemy jeszcze, czy minister Jan Szyszko planuje wysłuchać głosu myśliwych i doprowadzić do ponownej dyskusji na temat przyszłości wilka. Na wszelki wypadek do wilka będzie można strzelać pod pretekstem odstrzału szakala złocistego. Czy usłyszymy, że ktoś chciał zabić gatunek, na który będzie można polować od 1 sierpnia 2019 roku? O pomyłkę będzie nietrudno, co podkreślają eksperci, zajmujący się dużymi drapieżnikami.

Sprawa wilka pojawiła się ponownie przy okazji sprawy łosia. W enigmatycznym komunikacie Ministerstwo Środowiska wspominało o gwałtownym wzroście populacji wilka. Być może minister chciał odwrócić naszą uwagę od swoich innych działań.

„Wcześniej ze strony resortu środowiska otrzymaliśmy zapewnienia, że nie ma żadnych planów zdjęcia wilka z listy gatunków chronionych” – przypomina dr Robert Mysłajek. – „Nie można jednak zapominać, że wciąż aktywni są zwolennicy odstrzału wilka, w tym Polski Związek Łowiecki i grono naukowców związanych z łowiectwem, którzy popierają postulat zmiany statusu ochronnego tego gatunku”.

Polowania są niebezpiecznym pomysłem. Każdy zabity przez człowieka wilk wiąże się z ryzykiem rozbicia grupy rodzinnej wilków.

„Przywrócenie polowań na wilki będzie miało negatywny wpływ na ich populację w Polsce” – podkreśla dr Mysłajek. – „Mamy dobre opracowania naukowe, które potwierdzają, że zabijanie wilków prowadzi do rozbijania grup socjalnych. Wilki z rozbitej przez odstrzał grupy stwarzają więcej problemów i istnieje większe ryzyko, że zaczną żywić się zwierzętami gospodarskimi. Dlatego powinno nam zależeć na utrzymaniu stabilności tych grup, a nie ich rozpraszaniu”.

Trwa na wilki obława

Ostatnio w Bieszczadach lokalna gazeta informowała o wilku zagryzającym psy. Pomimo braku konsultacji z ekspertami mieszkańcy gminy Czarna sami uznali, że to „jeden basior odrzucony przez stado”. Sęk w tym, że nie jest łatwo ustalić, czy tak stało się naprawdę. Potrzebne byłyby dokładne badania, które pozwolą ustalić, czy możemy mówić o tym samym osobniku. Jedna narracja pełna grozy została podgrzana jeszcze bardziej. „Robi się niebezpiecznie, grzybiarze uskarżają się na truchła zagryzionych saren”.

Podobne sytuacje sprzyjają nakręcaniu rzekomej atmosfery zagrożenia. Bieszczadzkie Nadleśnictwo Cisna napisało w jednym ze swoich postów: „Dziś +18. Zdjęcie może i drastyczne, ale taka jest natura. Ten byk zakończył żywot nad rzeką, niespełna 20 metrów od domów. Wataha, która go dopadła musiała być liczna, bo po jednej nocy zostały dosłownie szczątki. W tym roku obserwujemy szczególną aktywność wilków, które nie boją się już nawet podchodzić do ludzkich osad”.

Skonstruowany w ten sposób wpis w mediach społecznościowych ma jasny przekaz. Wilki są coraz bardziej ośmielone i należy zacząć się ich bać. Jednak to nie człowiek powinien odczuwać strach. To wilcza rodzina jest zagrożona przez ludzi. Na wilki czyha szereg innych zagrożeń. Choroby, brak pokarmu, utrata ostoi, czy też odstrzał w sąsiednich krajach.

„Na Słowacji wilki są gatunkiem łownym i co roku kilkadziesiąt z nich jest zabijanych” – wyjaśnia dr Sabina Nowak. – „Jednak w ostatnich latach prawo ograniczyło możliwość polowania na te zwierzęta, wyłączając z polowań strefę przygraniczną z Polską i Czechami, szczególnie obszary Natura 2000 oraz wprowadzając restrykcyjny system rejestracji odstrzelonych drapieżników. To znacząco, o 50-70 procent zmniejszyło liczbę zabijanych wilków, wskazując, że wcześniej wiele z nich ginęło tuż przy polskiej granicy – często z naszej objętej ochroną populacji, oraz poza sezonem polowań”.

„Niestety do nielegalnego zabijania wilków dochodzi tam nadal. Na początku czerwca tego roku, czyli w okresie ochronnym, zastrzelono na Słowacji samicę wilka, którą odłowiliśmy i zaopatrzyliśmy w obrożę GPS GSM w obszarze Natura 2000 Beskid Żywiecki. Była członkiem jednej z trzech wilczych grup rodzinnych chronionych w ramach tego obszaru. Dzięki temu, że mogliśmy śledzić jej wędrówkę, dowiedzieliśmy się o jej śmierci”.

Jak możemy się domyślić sprawca znów uniknie kary.


Paweł Średziński – Rzecznik Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze


Dobry tekst. Dorzucam się do prawdy

lub wybierz tradycyjny przelew

Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym