23 kwietnia 2020

Wirusem w uchodźców. Przejście graniczne zamknięte, ale deportacje trwają

Granice zamknięte, loty odwołane, ale żeby deportować sposób zawsze się znajdzie. Straż Graniczna dzwoni wieczorem, przyjeżdża następnego dnia o świcie nie dając czasu na pomoc prawną. W drugim kierunku ochrona przed wirusem obowiązuje - Terespol zamknięty. Informacji dla uchodźców - brak. „Z dnia na dzień odebrano ludziom ostatnie, co mieli - nadzieję”

"Może myślicie: jak to co, przecież granice są zamknięte, samoloty nie latają, podróże są ograniczone do absolutnego minimum. Podstawowa logika wymaga, żeby założyć, że deportacje w trakcie stanu epidemii są wstrzymane" - pisze Fundacja Ocalenie.

"Rzeczywiście, posługując się zasadami logiki i elementarnego humanitaryzmu należałoby przyjąć, że deportacje w tej chwili się nie odbywają. Niestety, działania polskiego państwa nie opierają się najwyraźniej na tych zasadach".

Deportacje trwają, głównie do Czeczenii, gdzie szef republiki Kadyrow już ogłosił, że najlepszą karą za naruszenie reżimu kwarantanny byłaby kara śmierci. Straż Graniczna o decyzji informuje noc przed deportacją.

"To skandaliczna sytuacja: nie tylko naraża się życie i zdrowie w czasie pandemii, ale też celowo łamie elementarne prawo do obrony i pomocy prawnej" - mówi OKO.press Tadeusz Kołodziej, prawnik Fundacji Ocalenie.

Jutro o 7.

„Oficjalnej informacji, że deportacje będą zawieszone, nigdy nie dostaliśmy, ale docierały do nas takie przecieki” - mówi Kołodziej. Pewnie trudno było sobie zresztą wyobrazić, żeby w obecnych warunkach ktoś wpadł na pomysł deportowania i narażania życia i zdrowia cudzoziemców i funkcjonariuszy straży granicznej.

A jednak. Ponad tydzień temu zgłosiła się do Ocalenia adwokat mężczyzny z Czeczenii, który wieczorem dostał informację o deportacji następnego dnia o świcie. Straż Graniczna zapowiedziała się na 07:00. Byli chwilę po 06:00.

„Informowanie poprzedniego wieczora i pojawianie się przed czasem nie jest nową praktyką, ale teraz, kiedy do urzędów można się dobić tylko droga pocztową lub mailową, bulwersuje szczególnie. Nie da się tego wytłumaczyć obowiązkami wynikającymi z prawa, to celowe uniemożliwianie dostępu do pomocy prawnej".

Tarcza nie chroni

Rządowa tarcza antykryzysowa zawiera zapisy dotyczące cudzoziemców. Jest wśród nich przedłużenie legalnego pobytu i zezwoleń na pracę oraz wydłużenie terminów składania wniosków.

W informacji rozsyłanej przez Urząd ds. Cudzoziemców można też wyczytać, że „przesunięte zostają terminy na opuszczenie przez cudzoziemców terytorium Polski oraz dobrowolnego powrotu określone w decyzjach o zobowiązaniu cudzoziemca do powrotu".

Brzmi uspokajająco, ale Tadeusz Kołodziej rozwiewa wątpliwości: ten zapis dotyczy bardzo wąskiej grupy osób, które dostały decyzję o zobowiązaniu do powrotu w trakcie trwania stanu zagrożenia epidemiologicznego lub stanu epidemiologicznego, a nie tych, które dostały je wcześniej.

A deportacje często są przesuwane miesiącami, bo walka o możliwość zostania w Polsce trwa. Zdarza się, że od momentu otrzymania ostatecznej decyzji do samej deportacji mija rok.

Przypomnijmy, co tak naprawdę oznacza deportacja i z czego wynika. Kiedy cudzoziemiec składa w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową, jego podanie rozpatruje Urząd ds. Cudzoziemców. Jeśli wyda negatywną decyzję, cudzoziemiec może się od niej odwołać, a wtedy rozpatruje ją Rada ds. Uchodźców.

Jeśli i tutaj decyzja o przyznaniu ochrony międzynarodowej jest negatywna, cudzoziemiec dostaje decyzję zobowiązującą do powrotu. Jeśli nie wyjedzie w określonym terminie traci prawo do przebywania na terenie Polski i wszczyna się wobec niego procedurę deportacyjną.

Tutaj jednak droga się nie kończy, bo taka osoba może jeszcze starać się o pobyt humanitarny lub tolerowany, który przyznaje Straż Graniczna w wypadku jeśli deportacja do kraju pochodzenia stanowi dla danej osoby zagrożenie.

Decydując o deportacji Straż Graniczna jednocześnie uznaje, że człowiekowi nic nie grozi i deportować można. A ludzie znikają z moskiewskiego lotniska.

Deportacja za wszelką cenę

Jak deportować, skoro samoloty nie latają, a granice są zamknięte? Samochodem do obwodu Kaliningradzkiego. Tam cudzoziemiec musi odbyć kwarantannę, potem może być przetransportowany przez Moskwę do Czeczenii. „Już sam proces to mordęga” - mówi Kołodziej.

To oczywiście tylko drobna niedogodność przy okropności wysłania do kraju, w którym grozi niebezpieczeństwo. W czasach kiedy rząd i ministrowie na całym świecie apelują o zachowanie dystansu, a policja wlepia mniej lub bardziej uzasadnione mandaty, Ramzan Kadyrow uznał, że osoby naruszające kwarantannę w Czeczenii zasługują właściwie na śmierć.

„Może tym sposobem legitymizować nadużycia władzy wobec osób, które zostaną oskarżone o naruszenie zasad kwarantanny, a także usprawiedliwiać dokonywanie na nich samosądów i w związku z tym stanowić zagrożenie dla osób, które obecnie przymusowo powracają do Czeczenii" - pisze Ocalenie.

Czeczeńskim służbom nie potrzeba zresztą pretekstów. Na moskiewskim lotnisku czekają już często rosyjskie służby, żeby przekazać deportowanego Czeczenom.

Ile osób deportowano już z Polski w trakcie lockdownu? Nie wiadomo - Straż Graniczna nie odpowiada na pytania Ocalenia. Na pewno opisany przez Ocalenie przypadek nie jest jedynym.

„Z informacji adwokat zajmującej się sprawą wynikało, że pod koniec marca też już kogoś deportowano. Byłem zdumiony” - mówi Kołodziej. „Potem otrzymałem informację od niedawno deportowanego Czeczena, odbywającego kwarantannę na terenie obwodu Kaliningradzkiego, że razem z nim przebywa więcej osób deportowanych z Polski, które trafiły tam w ciągu ostatnich tygodniach".

Deportować - zawsze, przyjąć wniosek - niekoniecznie

Deportować jak widać można, choćby samochodem. W drugą stronę jest gorzej. Przejście graniczne Brześć-Terespol, gdzie najczęściej zjawiają się uchodźcy, jest zamknięty na głucho.

Natalia Gebert z Domu Otwartego wie o 10 rodzinach, które utknęły w Brześciu, wielu innych się poddało. Jaki mają wybór? „Można wrócić do domu i dać się katować czy torturować, w zależności od tego, przed czym kto ucieka” - mówi Gebert.

„Ewentualnie próbować się uchować w Rosji, ale marne są na to szanse, szczególnie dla kobiet uciekających przed przemocą domową". Ukraina także nie jest bezpieczna, na Białorusi można spróbować się przyczaić, ale na azyl nie ma co liczyć.

"Oczywiście oficjalnie problemu nie ma - przecież dwa inne przejścia graniczne są otwarte" - mówi Gebert. „Ale jedź codziennie z piątką dzieci z Brześcia do Białowieży i z powrotem, nie wiedząc nawet, czy ktoś przyjmie twój wniosek".

Zresztą, najpierw trzeba o tych przejściach wiedzieć, ale nikt się nie kwapi, żeby informować. "Idą na dworzec po bilet i słyszą - pociągu nie ma. Kiedy będzie? Nie wiadomo. Tyle” - relacjonuje Gebert. "Nikt nie czuje się w obowiązku, żeby wyjaśniać, tłumaczyć. Zamknęliśmy granicę dla uchodźców, tylko że nieoficjalnie. Z dnia na dzień odebrano ludziom ostatnie, co mieli - nadzieję".

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne