"Niech to będzie wspólny marsz. Idźmy razem" - apelował przed 15.00 prezydent Duda. Ale przemawiał tylko dwie minuty, śpiesząc się, by zmniejszyć ryzyko, a i tak utonął w dymach rac. Władza ruszyła pierwsza, grzecznie i kulturalnie pod ochroną służb. Dopiero pół godziny później poszli narodowcy i morze ognia zalało Warszawę

Przemówienie prezydenta miało otwierać wielki marsz na cześć 100 lat odzyskania niepodległości. Tym razem jednak Andrzej Duda, który ma łatwość przemawiania, spieszył się. Zmieścił się równo w dwóch minutach.

„Przybyliście tu z całej Polski na to wielkie spotkanie dla niepodległej. Dziękuję, że przywieźliście biało-czerwone flagi, dziękuję, że jesteśmy pod nimi. Jest pod nimi miejsce dla każdego, to jest nasza flaga, nasza państwowa, narodowa, nigdy nie biała i już nigdy nie będzie czerwona.

Chcę, żebyśmy szli pod naszymi biało-czerwonymi sztandarami razem, w atmosferze radości i w atmosferze hołdu. Idźmy razem, niech to będzie wspólny marsz, marsz, na którym każdy chce być i każdy dobrze się czuje.

Niech żyje niepodległa, suwerenna rzeczpospolita. Cześć i chwała bohaterom!”.

Tuż potem puszczono muzykę z hymnem.

Marszyk rządowy

Duda wyraźnie spieszył się, a i tak jego mowa utonęła w dymie kilkuset odpalonych rac. Reporterka OKO.press widziała już wtedy pod Pałacem Kultury masę zielonych flag ONR z symbolem falangi i czarnych flag włoskich neofaszystów z Forza Nuova. Dominowali młodzi mężczyźni, niektórzy mieli pozasłaniane twarze (jeden był niemal cały zawinięty we flagę narodową). Skandowali „Raz sierpem, raz młotem” i „Biała siła”, było trochę pijanych osób.

Nawet rządowe TVP Info pokazało z góry widok ronda Dmowskiego tonącego w dymie i huku rac. Na moment transmisja się zerwała.

Niewielki marsz rządowy ruszył Alejami Jerozolimskimi. Na przedzie szereg żandarmów przemieszanych z dziećmi z transparentem „Dla Ciebie Polsko”. Za nimi migała twarz prezesa Jarosława Kaczyńskiego i jego świty. Posuwali się szybko, zabezpieczani przez limuzyny i ochroniarzy. Dalej „szła” biało czerwona flaga długości 30-40 metrów. Na wysokości Muzeum Wojska Polskiego dołączyły wojskowe pojazdy.

PiS-owskie wpisy w sieciach społecznościowych emanowały radością. Na zdjęciu zamieszczonym przez posłankę Jadwigę Wiśniewską widać szczęście na twarzy Jarosława Kaczyńskiego. Mniej wyluzowany jest min. Błaszczak, który zapewne odbiera meldunek, co dzieje się za plecami „marszyku rządowego”.

Dopiero gdy forpoczta rządowa wkraczała na Most Poniatowskiego, ruszył właściwy marsz narodowców. Była 15:24.

O 16.30 MSWiA wyjaśniło, że ze względu na „szereg osób ochranianych, m.in. prezydenta, marszałków, premiera” wprowadzono „bufor bezpieczeństwa” – czyli odstęp między grupą rządową a resztą marszu.

Takie musiało być uzgodnienie władz z organizatorami Marszu Niepodległości. Rozwiązanie na pozór wygodne dla obu stron: władze chciały uniknąć odpowiedzialności za to, co zrobi na swej trasie prawdziwy marsz,  a ONR i Młodzież Wszechpolska nie musiały się krępować ograniczeniami i mogły po swojemu obchodzić święto 11/11.

W zależności od przebiegu marszu, władze chciał zapewne bardziej lub mniej identyfikować się z nim, ale tak czy owak ponoszą odpowiedzialność za jego przebieg. Nawet jeżeli trudno powiedzieć,że była to „uroczystość państwowa” jaką ogłosili, bo w prawie  nie ma takiego pojęcia. Jak wynika ze wszystkich dostępnych OKO.press relacji, państwowa policja nie reagowała jednak na sprzeczne z prawem zachowania członków marszu, w tym ich ataki na nieliczne osoby protestujące.

Uchylając zakaz marszu ogłoszony przez prezydent Warszawy sąd argumentował, że jeśli dojdzie do łamania prawa odpowiednie służby będą reagować – i straż marszu, i policja. A jeśli nie będą w stanie zapewnić przestrzegania prawa, marsz rozwiążą.

Marsz narusza prawo, ale nikt nie reaguje

Jeszcze o 16:20 jakaś część demonstrantów nie ruszyła z Ronda Dmowskiego. Jak podał minister Brudziński, według szacunków policji zebrało się ponad 200 tys. osób.

Warszawski Ratusz nie potwierdza tych obliczeń. Na marszu są pracownicy stołecznego biura bezpieczeństwa: ”Trudno policzyć, ilu jest uczestników, bo część jeszcze stoi na rondzie Dmowskiego” – mówiła „Wyborczej” Ewa Gawor, dyrektorka biura bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego.

Mówi, że były skandowane hasła: „Biała Polska”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Zakaz pedałowania”. Twierdzi:

„Mimo że marsz jest podzielony, jest to jedno zgromadzenie organizowane przez rząd, więc nasza jurysdykcja nie sięga tego marszu”. To raczej nie jest prawda.

Na mocy postanowienia sądu Marsz odbywa się jako legalne zgromadzenie publiczne. Status uroczystości rządowej nie jest znany w prawie.

Ze wszystkich źródeł – od reporterów OKO.press, w relacjach tv i w mediach społecznościowych – wynika, że marsz narodowców skanduje nienawistne, ksenofobiczne hasła, niesie flagi i emblematy faszyzujących organizacji i tonie w morzu ognia rac i flar. Wszędzie widać celtyckie krzyże, czarne słońca, falangi.

Faszyzujące formacje idą formacjami. Najpierw  ONR z zielonymi flagami, potem włoscy neonaziści z Forza Nuova z czarnymi, dalej Młodzież Wszechpolska, Szturmowcy.

Zobacz poniższy tekst, oglądaj też relacje naszych reporterów na FB OKO.press.

Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus brała udział w demonstracji antyfaszystowskiej Obywateli RP, KOD i Strajku Kobiet na rondzie de Gaulle’a. O 16.30 powiedziała OKO.press, że narodowcy strzelają racami w ich stronę. Posłanka dzwoniła do zastępcy Ewy Gawor, Dariusza Dąbrowskiego i pod inne numery w Ratuszu, ale nikt nie odbierał. Pod numerem policji 112 zażądała więc natychmiastowego rozwiązania Marszu opisując, co się dzieje.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym