Czy zachowania radykalne, wręcz faszystowskie, pozostaną na marginesie dyskursu publicznego, czy też zaczną rosnąć w siłę, zależało będzie od reakcji władz państwowych i organów ścigania. Dotąd władze PiS były bierne. Piszą dla OKO.press wybitni karniści Jacek Dubois i Michał Zacharski

Artykuł 13 Konstytucji zakazuje istnienia partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.

Skąd taki zapis w ustawie zasadniczej?

O tym, jak niebezpieczne potrafią być idee, przekonały nas wydarzenia XX wieku. Ofiary zbrodniczych reżimów faszyzmu, nazizmu i komunizmu liczone są w dziesiątkach milionów. Niektórzy jednak wciąż powracają do tych idei – stanowiących zagrożenie dla porządku publicznego kształtowanego w oparciu o ład konstytucyjny.

Stąd każde państwo demokratyczne musi zmierzyć się z konfliktem wartości. Z jednej strony mamy bowiem wolność słowa, z drugiej zaś prawa jednostek, by nie zostali słowem skrzywdzeni. Rozsądne wydaje się rozstrzyganie tego konfliktu według wskazania Zechariah Chafee [1885-1957, amerykański prawnik, obrońca praw obywatelskich], zgodnie z którym

wolność pięści jednego musi być ograniczona bliskością nosa drugiego.

Wszystkie wszak wymienione w artykule 13. Konstytucji doktryny polityczne stały się zbrodnicze, bowiem prawa jednych pozyskiwane były kosztem drugich. Omawiana reguła nie ogranicza prawa do posiadania poglądów, a jedynie zakazuje publicznego głoszenia idei, których następstwem byłyby działania wykluczające ludzi ze względu na ich rasę, religię czy poglądy. Jest to element umowy społecznej, której gwarantem jest państwo, z czego wypływa obowiązek zapobiegania takim zachowaniom i zwalczanie ich.

Przyzwolenie pisowskich władz

Warto rozważyć, czy obecne władze w sposób właściwy wywiązują się z powyższych obowiązków. Mamy w pamięci transparenty i okrzyki części uczestników ubiegłorocznego Marszu Niepodległości, o treści: „Sieg Heil”, „Czysta krew, trzeźwy umysł”, „Biała Europa braterskich narodów”, „Biała siła, Ku Klux Klan”, „Europa będzie biała albo bezludna”.

To ułamek zjawiska, bo choć poglądy faszystowskie nie są popularne, to podobnych zachowań jest znacznie więcej. To, czy zachowania tego typu pozostaną na marginesie dyskursu publicznego, czy też zaczną rosnąć w siłę, zależało będzie od reakcji władz państwowych i organów ścigania.

Niepokój zatem budzą zarówno wypowiedzi ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Błaszczaka, że nie widział tych zachowań na Marszu Niepodległości, co jest jawną ucieczką od problemu, równoznaczną z przyzwoleniem na nie. Podobnie decyzje prokuratur w sprawach używania faszystowskich symboli, czy wzywających do nienawiści i przemocy, jak choćby odmowa wszczęcia śledztwa w sprawie namalowanej na budynku swastyki, umorzenie postępowania w sprawie wystąpienia o „islamskich ścierwach” na wiecu antyimigranckim, czy odmowa wszczęcia postępowania w sprawie hasła „powiesić całe PO”.

Kodeks karny – narzędzie państwa

Poza ogólnymi zapisami konstytucyjnymi państwo ma szereg narzędzi, by móc przeciwdziałać incydentom tego rodzaju. Podstawowym instrumentem są przepisy kodeksu karnego, gdzie zakazuje się propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, a także nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 § 1).

Karalna jest także produkcja, utrwalanie lub sprowadzanie, nabywanie, przechowywanie, posiadanie, prezentowanie, przewożenie lub przesyłanie druku, nagrania lub innego przedmiotu, zawierającego wyżej określone treści (art. 256 § 2). Czyny takie zagrożone są karą do dwóch lat pozbawienia wolności.

Niezależnie od tego ustawodawca przewidział w art. 257. kodeksu karnego odpowiedzialność za znieważanie lub naruszanie nietykalności cielesnej grup ludności lub osób z powodu ich przynależności narodowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości. Zakazane jest również zgodnie z art. 119 kodeksu karnego stosowanie przemocy lub groźby wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości.

Ustawy wspomagają konstytucję

Funkcjonują również normy doprecyzowujące omawianą regułę konstytucyjną w innych ustawach.

Ustawa o partiach politycznych nakazuje, by cele i zasady działania partii politycznej były zgodne z konstytucją. Jeżeli pojawiają się wątpliwości, rozstrzyga w tym zakresie Trybunał Konstytucyjny.

Zgodnie zaś z trybem przewidzianym w ustawie Prawo o stowarzyszeniach rejestracja stowarzyszenia możliwa jest jedynie w przypadku, gdy jego statut jest zgodny z przepisami prawa.

Z kolei ustawa Prawo o zgromadzeniach zakazuje zgromadzeń, jeśli ich cel narusza przepisy karne.

Zdelegalizowany w 1934 roku ONR, dziś ma się dobrze

Historii Rzeczpospolitej znany jest mechanizm zakazujący funkcjonowania organizacji naruszających prawo.

W 1934 roku sanacyjne władze państwowe zdelegalizowały Obóz Narodowo-Radykalny. Ponad 80 lat później – w roku 2017 – wniosek o delegalizację stowarzyszenia działającego pod tą samą nazwą złożyła na ręce Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Powodem tego była działalność, którą Prezydent oceniła jako nawoływanie do nienawiści ze względów narodowościowych, etnicznych, rasowych czy wyznaniowych. Mimo zasygnalizowania przez władze Warszawy, że ONR uporczywie narusza prawo, wniosek ten przez ponad pół roku nie został rozpatrzony.

Rządzący dysponują pełnym instrumentarium prawnym do walki z powyżej opisanymi negatywnymi zjawiskami. Niestety polityka ostatnich dwóch lat to niedostrzeganie problemów, bądź ich bagatelizowanie. Orzeczenia prokuratur w przytoczonych wyżej przykładowo sprawach są tak naprawdę przyzwoleniem na sprzeczne z prawem zachowania. Brak reakcji karnej sprawia, że sprawców nic nie ogranicza. Również ze strony polityków nie padają słowa sprzeciwu, dopóki problem udaje się zamieść pod dywan.

Problem nabrzmiewał dzięki bierności władzy i organów ścigania

Ujawnienie przez reporterów „Superwizjera” TVN przebiegu obchodów rocznicy urodzin Hitlera zmusiło rządzących do zajęcia stanowiska. Ci, którzy dotąd milczeli, zaczęli wygłaszać słowa krytyki oraz deklaracje natychmiastowego rozwiązania problemu. Chcielibyśmy wierzyć, że są to wyznania szczere. Pamiętać jednak należy, że radykalnych zachowań ludzi nie da się wyeliminować samą tylko polityczną deklaracją. To kwestia wychowania, edukacji, społecznej aprobaty bądź dezaprobaty dla konkretnych wzorców zachowań, a także kształtowania odpowiedniej polityki karnej.

Zagrożenie radykalnymi ideologiami nie pojawiło się przecież z dnia na dzień, na skutek ujawnienia materiału przez dziennikarzy. Państwo dysponujące sprawnie działającymi służbami bezpieczeństwa problem musiało znać wcześniej.

Wiele organizacji zajmujących się szeroko pojętą ochroną wolności i praw człowieka od lat sygnalizuje występowanie niepokojących zachowań. Nie jest to zatem problem, który pojawił się nagle, ale nabrzmiewał dzięki bierności władzy i organów ścigania. Jeśli zatem władza chce w tym zakresie coś zmienić, powinna zacząć od samej siebie, gdyż jak powiadał Epiktet: „najmniejsze roztargnienie sternika może stać się powodem zatonięcia okrętu”.

*Jacek Dubois jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka. W 2017 roku  został członkiem rady programowej Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego. Jest również członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.

**Michał Zacharski jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym, doktorantem w dziedzinie nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2012 roku był stypendystą w University College London. Jest także członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym