0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kenijsko-meksykańska aktorka Lupita Nyong'o uczestniczy w 97. ceremonii rozdania Oscarów w Dolby Theatre w Hollywood w Kalifornii, 2 marca 2025 r. (Zdjęcie: VALERIE MACON / AFP)Kenijsko-meksykańska...

Na samym początku należy wspomnieć, że obecność Nyong’o w obsadzie była znana od dawna, choć nie przyporządkowano jej konkretnej postaci. Co więcej – w chwili, gdy piszę ten tekst, rzekome odgrywanie przez nią roli Heleny jest zaledwie pogłoską niepotwierdzoną w żadnym merytorycznym źródle (pewnych świadectw miał dostarczać prolog filmu emitowany w sieci IMAX w grudniu 2025 r. przed najnowszym Avatarem, niemniej niedostępny do zobaczenia obecnie). Na tyle jednak silną, że wiadomość ta zdążyła przynieść emocje skrajne, paraliżując widzów i wywracając do góry nogami konserwatywną wyobraźnię kulturową.

W tej zaś istnieje odwieczny porządek: Helena jest biała, jak biała jest Diane Kruger odgrywająca tę rolę w Troi z 2004 roku. Biała jak Rossana Podestà z 1956 roku, choć tu trzeba było pewnego liftingu w postaci farbowania ciemnych włosów Włoszki na platynowy blond. W tej narracji lubi się bowiem blondynów – i Jezus jest blondynem i jego Matka. Biali są też bohaterowie fikcyjni jak choćby elfy w Wiedźminie. Biel obowiązuje prawem konieczności, twory kultury ze swej istoty są białe.

Nic więc dziwnego, że sam tylko cień podejrzenia, że czarnoskóra laureatka Oscara mogłaby być Heleną, wywoła palpitacje w sercach strażników zachodniego kodu kultury.

Wygląd mi pan na mitoluba

Można by nad tym przejść do porządku dziennego, ale kolorystyczna panika płynnie zalała polski internet, wypełniając konta prawicowych działaczy replikowanym memem przedstawiającym Helenę z 2004 r. z przerobionym zdjęciem Nyong’o z 12 Years a Slave. Samo takie zestawienie jest manipulacją – wypielęgnowane fizys Kruger z jednej strony, a wycieńczone ciało niewolnicy odgrywanej przez Nyong’o z drugiej tylko potęgują kontrast. Cóż, jak się nie wyśpię, a potem napracuję, to też nie wyglądam jak James Bond, ale ludzie, osiem godzin snu nawet ze mnie zrobi herosa.

Reakcje są przewidywalne. Wśród komentarzy zdarzają się polemiści przypominający, że przecież reżyser może przedstawić bohaterów jak chce; że to jest fikcja literacka przełożona na fikcję wizualną; że w sumie nie wiadomo jaki kolor skóry miała Helena; a nawet, dość merytorycznie zresztą, że ludzie, opanujcie się, Helena była córką Zeusa, który pod postacią łabędzia zapłodnił jej matkę, zaś dziecko urodziło się z jajka, więc wszystko jest możliwe. Niemniej obok tych głosów wołających na pustyni płynie rasistowski ściek z komentarzy oceniający urodę aktorek, powtarzające się głosy, że może by tak zaadaptować biografię Martina Luther Kinga z białym w roli głównej, albo nakręcić czarnego Tarzana.

Memy amunicją w wojnie kulturowej

Ciekawym jest też sam fakt pojawienia jakichkolwiek komentarzy pod zmanipulowanym zdjęciem, bo skutkuje kolejnym nadużyciem: jeszcze nie wiemy, kim będzie u Nolana Lupita, już oceniamy wizję artystyczną. Dyskusja, co nie powinno nikogo zaskoczyć, jest oczywiście kopiuj-wklejem sporu w Stanach, w którym głos zabrały i takie tuzy jak Elon Musk („Nolan stracił wiarygodność”).

Taka już dynamika wojen kulturowych w zglobalizowanej wyobraźni – bierzemy memy zza wielkiej wody, bierzemy i stamtąd standard politycznego myślenia.

Mnie jednak zaciekawiła pewna szczególna strategia argumentacyjna, która się w nich powtarzała. Wśród głosów pojawiały się i takie, dość liczne (co powinno być rzeczą budującą – nie wiedziałem, że tylu Polaków zaczytuje się w Homerze): halo, halo, tak się znasz na mitologii? Przecież Homer wyraźnie opisał wygląd Heleny.

(Białe) plamy z Iliady

Dało mi to do myślenia, bo choć dyskurs fikcyjny posiada luźniejsze kryteria oceny prawdziwości wyrażonych w nim zdań, to jednak niekiedy bywają one dookreślone poprzez arbitralne warunki narzucone przez twórcę. Harry Potter ma bliznę na czole, najlepszym przyjacielem Holmesa jest Watson, a nie Moriarty – te zdania nie są tak prawdziwe, jak „Przy ciśnieniu jednej atmosfery woda wrze w temperaturze 100 °C”, ale mają pewne kryteria oceny. Tyle że jako żywo nie pamiętałem, jakie cechy fizyczne w wyglądzie Heleny wyróżnia Homer.

Sprawa jest faktycznie interesująca, bo w całej Iliadzie Helena pojawia się zaledwie kilkanaście razy i – wbrew prawicowym hellenistom – właściwie nie ma żadnych opisów jej wyglądu. Posługuję się cenionym tłumaczeniem profesora Roberta Romana Chodkowskiego (TN KUL 2022), w którym Helena „urodą jest równa nieśmiertelnym boginiom” (Pieśń 3, 158), jest „pięknowłosa” (Pieśń 13, 766), czy „boska” (Pieśń 6, 343) ale bywa też określana „występną” przez Achillesa (Pieśń 19, 325), zaś sama, przebiegle, w rozmowie z Hektorem, nazywa siebie „suką występną i nieszczęść sprawczynią” (Pieśń 6, 344). Podobnie jest w starym, kanonicznym tłumaczeniu pijara Franciszka Ksawerego Dmochowskiego z lat 1790-1801. Ze świecą szukać fragmentu, który mówiłby cokolwiek o pigmencie skóry Heleny.

Rzecz nie daje mi jednak rzecz spokoju, bo internet nie może się przecież mylić, zwłaszcza jeśli wpisze się w wyszukiwarce: „Czy Helena była biała?”, dostajemy od asystenta AI krótkie wyjaśnienie, że „opisywana jako białoręka”, co zamyka rzekomo dyskusję.

Sięgamy po Odyseję

Sięgam zatem po Odyseję, również w przekładzie Chodkowskiego (TN KUL 2020). W rozgrywającym się w umowne dziesięć lat później dziele Helena pojawia się kilkukrotnie, już jako dojrzała kobieta, dysponująca olbrzymią mądrością i szacunkiem królowa władająca Spartą u boku Menelaosa. Ich dwór nawiedza poszukujący ojca Telemach, co dostarcza licznych opisów jej boskiej prezencji, ale – ponownie – skóry brak. Nie poddaję się jednak, szukam dalej, by w pieśni 22, w której Odys prowokowany przez Atenę gotuje rzeź zalotnikom Penelopy, natrafić na ostateczny argument rzucony przez boginię – opiekunkę króla Itaki:

„[Odys] jeszcze bardziej rozgniewał serce Ateny,

więc Odysa zaczęła gromić ostrymi słowami:

»Nie ma już w tobie, Odysie, tej zawziętości i męstwa,

gdy przez lat dziewięć walczyłeś zaciekle przeciw Trojanom

o Helenę białoramienną i rodem szlachetną«” (Pieśń 22, 224-228)

Żeby nie składać oręża przed szkołą konfederackiej hellenistyki, sięgam po najnowsze tłumaczenie angielskie Daniela Mendelsohna, tam przecież na pewno jest ta przeklęta woke culture, ale gdzie, skoro „Helen” jest „white-armed daughter of a father nobly born”. Co gorsza, gdy spojrzę do najnowszego tłumaczenia Iliady na angielszczyznę autorstwa Emily Wilson, tam znów widzę moje niedopatrzenie (co w polskich przekładach, którymi posłużyłem się wyżej, po prostu umyka): w księdze III, 121, podczas odwiedzin Iris, Helena również jest opisana jako „white-armed”. Dmochowski potraktował tę frazę metaforycznie, pisząc „w domu siedzi niewiasta przecudnego wdzięku / tkająca śnieżne płótno w delikatnym ręku”, aby zbudować kontrast z brutalnością wojennych scen, jakie wyszywa Helena. Chodkowski z kolei z zaskakującą pewnością przypisuje białorękość nie Helenie, a Irys właśnie, Strasznie to wszystko zagmatwane, a przecież zaraz nie będzie łatwiej.

Białoręka

Zobaczmy, jak to jest w grece, zwłaszczazwłaszcza że tu nie ma tak dużo roboty. Opis Heleny jest lakoniczny, Homer używa dosłownie w dwóch miejscach predykatu barwnego w stosunku do jej rąk, to namierzymy szybciutko. Fragmenty z Księgi III Iliady i Pieśni 22 z Odysei zawierają predykat barwny:

Ἑλένῃ λευκωλένῳ

Co w transkrypcji łacińskiejwygląda tak:

Helenē leukōlenō

Sprawa dotyczy zatem przymiotnika leukṓlenos (λευκώλενος), który w klasycznej grece był stosowany w odniesieniu do bogini (Hera, Persefona), aby odróżnić ją od śmiertelniczki. Białoramienny, czy o białych łokciach, miał za zadanie opisać wyjątkowość jakiejś karnacji, czyjąś nietuzinkową urodę, tak szczególną, że aż nieludzką, boską. W wersji żartobliwej stosowano go nawet do opisu „nierobotnych” niewolnic.

Ale dobrze, ktoś mi powie, że to jest oszustwo, przecież tu czarno na białym jest białoręka Helena, nie kombinuj. No i rzecz jest ciekawsza, niż się wydaje, bo Homer, jak zapewne pamiętamy, to według legendy ślepiec. Legendy opartej m.in. na literaturoznawczym śledztwie. Bo przecież jak to jest, że w tej samej Odysei barany ze stada cyklopa Polifema są opisane na przykład jako „gęstą wełną okryte, o runie ciemnego fioletu” (Pieśń 9, 425-426). Powiedzcie szczerze, fioletowe owce to nie jest codzienny widok, podobnie jak „zielony strach” (w polszczyźnie pojawia się taka kolokacja, ale nasz strach jest raczej blady, a zielony ze strachu może być człowiek) czy czerwone jak wino morze.

Paleta Homera

Homerycka paleta barw nie była bogata, pieśniarz posługiwał się ledwie pięcioma-sześcioma przymiotnikami, które oznaczały nie tyle właściwe odcienie, ile głębię jakiejś barwy. Zwrócił na to uwagę William Gladstone, późniejszy premier Zjednoczonego Królestwa, gdy w opublikowanej w 1858 r. pracy Studies on Homer and the Homeric Age zauważył całkowity brak koloru niebieskiego w homeryckich opisach. Pojawiający się gdzieniegdzie przymiotnik używany później jako granatowy (kyanós, κυανός) dla Homera oznaczał po prostu ciemny (granatowe są włosy Hektora i brwi Zeusa). Gladstone podkreślał, że nie oznacza to, że Grecy jakichś barw w okresie klasycznym „nie widzieli”, ale raczej, że sposób używania przez nich predykatów barwnych radykalnie różnił się od późniejszego użycia – dla Homera barwa oznaczała parametr ilościowy, jakieś natężenie.

Zgadza się też z tym ewolucyjna teoria kolorów Berlina i Kaya z 1969 roku, którzy to badacze wskazali historyczne wyłanianie się predykatów barwnych od czerni i bieli (ciemne-jasne), przez czerwień, zieleń lub żółć i dalej. Homer zatrzymał się jeszcze przed niebieskim, co nie znaczy, że niebieskiego nie widział, choć zapewne widział inaczej niż my – ale to przedmiot na olbrzymią dyskusję kiedy indziej.

Jak w takim układzie rozumieć „białorękość” Heleny? Ważniejsze od tego, czy coś jest zielone, czerwone, czarne czy białe, było dla Homera to, jakie wrażenie wywołuje dana barwa na obserwatorze. Stąd purpurowe futra owiec, to tyle, co futra mieniące się, a morze jest czerwone jak wino, bo taką ma w sobie głębię. Jest też miejscem niebezpiecznym, kojarzy się z czerwieni krwi. Metafory wypierają tu reprezentacje, a poetyckość – adekwatność. A białe ręce Heleny? To ręce boskie, niespracowane (wszak bogowie nie pracują). O kolorystyce niepowtarzalnej, innej niż śmiertelnych. Przecież to córka boga, podstępna Helena, za którą ginęły całe armie.

Inne spojrzenia

Tyle zostaje z tej intrygującej historii opartej na co najmniej jednej podejrzanej przesłance, bo nadal nie wiemy, czy Lupita Nyong’o zagra Helenę. Wiemy natomiast, że sposób postrzegania świata, jakim dysponujemy, radykalnie różni się od naszych przodków, a kryteria, które przykładamy do świata, argumentując choćby ze spójności kodu kulturowego, zawsze są już jakąś interpretacją. Ta zaś, niezależnie od naszej intencji, będzie swego rodzaju uprzedzeniem. Bo to czy Helena będzie u Nolana czarna, czy biała, lingwistycznie jest kompletnie obojętne. A jeśli to komuś przeszkadza, to z jakichś względów pozajęzykowych – normatywnych, a zatem politycznych.

Wcześniejsza wersja wpisu ukazała się pierwotnie na blogu autora.

;
Na zdjęciu Karol Kleczka
Karol Kleczka

Redaktor miesięcznika „Znak”, pracuje nad doktoratem z metafizyki na UJ. Współpracuje z magazynem „Kontakt”, pisze również w „Tygodniku Powszechnym” i na portalu NOIZZ.pl. Autor rozmowy-rzeki z ks. Alfredem Wierzbickim „Bóg nie wyklucza”.

Komentarze