0:000:00

0:00

Minister edukacji Przemysław Czarnek na początku czerwca (2021) zaproponował zmiany na liście lektur obowiązkowych i uzupełniających w szkołach

Na proponowanej przez ministra liście lektur znalazły się liczne pozycje związane z papieżem Janem Pawłem II (albo teksty papieża, albo o papieżu)

* „Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły” Piotra Kordyasza (klasy 1-3);

* André Frossard - „Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II” (klasy 7-8);

* Jan Paweł II, „Przekroczyć próg nadziei” (licea ogólnokształcące i technika);

* Jan Paweł II, „Tryptyk rzymski”, „Pamięć i tożsamość” (fragmenty), „Fides et ratio” (fragmenty, klasy z rozszerzonym językiem polskim)

* Karol Wojtyła - „Przed sklepem jubilera” (klasy z rozszerzonym językiem polskim)

OKO.press porównało opowiadania Kordyasza o Wojtyle z inną lekturą o ważnej historycznej postaci, która kiedyś była obowiązkowa w polskich szkołach - opowiadaniami Aleksandra Kononowa o Leninie.

Według Anny Franaszek („Od Bieruta do Herlinga-Grudzińskiego: wykaz lektur szkolnych w Polsce w latach 1946-1999”, Warszawa 2006), fragmenty opowiadań Kononowa trafiły na listę lektur obowiązkowych w szkołach podstawowych w 1947 roku. Najwięcej musiały czytać dzieci w okresie stalinowskim, po 1958 roku został w spisie lektur tylko jeden fragment, a w 1963 roku Kononow zniknął z niego całkowicie.

Opowiadania Kononowa - oryginalnie wydane w ZSRR w 1939 roku - wznawiano wielokrotnie w masowych nakładach. W 1940 roku doczekały się także drugiej wersji, napisanej radzieckiego satyryka Michaiła Zoszczenki - który tak wychwalał Lenina, że nawet wówczas uznano to za żart.

Porównując, korzystaliśmy z książek:

* P. Kordyasz, „Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły”, Warszawa 2014

* A. Kononow, „Opowiadania o Leninie”, Warszawa 1950

Wielu czytelniczek i czytelników nie zaskoczy pewnie fakt, że obie te książki są bardzo podobne — i w podobny sposób przedstawiają bohaterów

Uwaga: OKO.press nie porównuje Karola Wojtyły do Włodzimierza Lenina. Pierwszy z nich to duchowy i polityczny przywódca wielkiej religii; drugi - rewolucjonista, ideolog i dyktator, bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi w czasie rewolucji, rosyjskiej wojny domowej (1918-1920) oraz towarzyszących im represji.

Porównujemy więc nie osoby Wojtyły i Lenina, ale przeznaczoną dla dzieci literaturę na ich temat - która ma uczynić z nich w umysłach dzieci osoby wielkie i święte. Oba te zbiory opowiadań dla dzieci to oczywiście hagiografia, czyli opowieść o świętości (i nie ma tu znaczenia, że Lenin nie jest duchownym - jest świeckim świętym).

Święty jak Lolek

W opowiadaniach Piotra Kordyasza Lolek jest idealnym dzieckiem. Nie ma wad. Nawet jego przyjście na świat wiąże się z Kościołem. Kordyasz:

„Lolek przyszedł na świat rumiany i zdrowy, co komunikował wszystkim sąsiadom donośnym krzykiem. Gdy rodził się, w kościele odbywało się właśnie nabożeństwo ku czci Matki Najświętszej. Słowa Litanii loretańskiej wpadały przez uchylone okno do domu Wojtyłów, towarzysząc misterium jego narodzin. Maryja, której od początku zawierzyli zagrożone życie nienarodzonego jeszcze Lolka, jakby naznaczyła go swoją obecnością, gdy przychodził na świat”

Ojciec rozmawia z Lolkiem o religii. Już jako dziecko deklaruje, że chciałby być „taki jak Apostołowie”. Kordyasz wkłada im w usta np. takie dialogi (ciągną się całymi stronami):

„- To ja chcę być mądry, mężny, sumienny, odważny jak Apostołowie i mieć taką wiarę jak oni - zadeklarował chłopiec z wypiekami na twarzy.

- Jeśli tak, to staraj się być zawsze w stanie łaski uświęcającej, przyjmuj Pana Jezusa codziennie i proś, aby Duch Święty napełniał twoje serce swoimi darami”.

Wzór ministranta

Lolek zostaje ministrantem. Naturalnie wzorowym. Kordyasz:

„Wiedział, z której strony księdza należy trzymać patenę podczas udzielania Komunii Świętej. Umiał bezpiecznie rozpalić kadzielnicę i podtrzymywać w niej żar tak, by nie buchnął płomieniem ani nie zgasł w czasie nabożeństwa i by nie zabrudzić popiołem białej komży. Wiedział, kiedy kapłanowi należy podać welon podczas wystawienia Najświętszego Sakramentu…”.

Lolek poprawia kuzyna, który recytuje z błędami wyuczone modlitwy mszalne. Wyłapuje „najdrobniejsze błędy”. Potem się modli:

„Lolek jak na komendę zsunął się zwinnie z drzewa niczym wiewiórka. Uklęknął na ziemi i zaczął modlitwę Anioł Pański.

- Mamo, spójrz na Lolka! Klęczy i modli się! - rzekła Danusia, siostra Adama, która stojąc z mamą przy oknie, ukradkiem przyglądała się chłopcom. - Dam sobie rękę uciąć, że zostanie księdzem - rzekła Danusia”.

Lolek jest naturalnie także wzorowym uczniem. Wprowadza surowego profesora greki w taki podziw, że tamten nie odpytuje już innych uczniów na lekcji

„Dodatkowo podał inne formy tego czasownika występujące w dialekcie jońskim. W klasie słychać było ciche westchnienie ulgi niejednego ucznia. Tego dnia profesor nikogo więcej nie odpytywał”.

Jeżeli Lolek coś psoci, to niewinnie. Budzi naturalny szacunek u kolegów - w tym Żydów. Jeden z jego żydowskich kolegów przychodzi nawet do kościoła, w którym do mszy służy mały Wojtyła.

Zawsze słucha starszych. Gra w piłkę i chodzi na wycieczki w Tatry. Bawi się ołowianymi żołnierzykami. Jego brat, heroiczny młody lekarz, umiera ratując chorą. Jest punktualny i oszczędny. W Szkolnej Kasie Oszczędności odłożył 300 złotych (jak na przedwojenne warunki to ogromna suma, równowartość pensji urzędnika średniego szczebla).

Pomaga rannemu - modlitwą

Kiedy woźnego w gimnazjum potrącił samochód, Lolek pobiegł do niego - nie z pomocą, ale z modlitwą. Kordyasz: „Gapiów przybywało. Lolek nie miał potrzeby rozprawiania o wypadku ani przyglądania się jego skutkom. Oddalił się niepostrzeżenie od zgiełkliwego tłumu, przeżegnał i zaczął się modlić w intencji rannego. Po chwili ruszył w kierunku kościoła

Po pewnym czasie od strony rynku dały się słyszeć stłumione dźwięki dzwonka. Stawały się coraz głośniejsze. Jurek Kluger odwrócił się w tamtą stronę i mrużąc oczy, zawołał:

- Chłopaki! Spójrzcie, przecież to Lolek!

Koledzy ujrzeli ubranego w komżę Lolka, za którym szedł ksiądz także w białej komży z zawieszoną stułą. Gdy doszli do zbiegowiska, ludzie jak na rozkaz rozstąpili się, aby kapłan mógł przejść do rannego. Widząc, że niesie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, poklękali. Ksiądz w skupieniu nachylił się nad rannym mężczyzną. Po chwili prawą ręką nakreślił w powietrzu znak krzyża, wypowiadając szeptem formułę rozgrzeszenia. Wkrótce ranny został przetransportowany do szpitala. Po kilku dniach pan Antoni Pyrek zmarł w szpitalu”.

Potępia kolegów, którzy robią brzydkiego psikusa nauczycielowi — ustawiają na lekcji zepsuty stojak do map, który spada mu na głowę. Zawsze jest odpowiedzialny i poważny, nawet kiedy robi żarty

„Rozmowie przysłuchiwał się Lolek. Najwyraźniej nie podzielał entuzjazmu rozbawionych kolegów

- Szczęście, że go nie zabiliście! - skwitował.

- No co ty, Lolek. Kowbojowi nic się nie stało!

Szczęście, że go nie zabiliście - powtórzył Lolek i odszedł, pozostawiając zdziwionych kolegów”.

Lolek jest zdyscyplinowany. Nigdy nie łamie reguł

Kordyasz: „Jurek nie namawiał dłużej Karola na pozostanie. Za dobrze go znał. Wiedział, że z żelazną dyscypliną trzyma się wyznaczonych godzin. Choćby czytali najciekawszą książkę, słuchali najpiękniejszej muzyki, choćby Lolek rozgrywał najlepszy mecz, gdy minął czas przeznaczony na jego zabawę, przerywał, żegnał się i wracał do domu. Pozostali mogli dalej czytać książki, słuchać muzyki, czy kopać piłkę, nawet do godziny dwudziestej pierwszej, do której wolno było gimnazjaliście przebywać na dworze bez opieki dorosłego - ale już bez Lolka”.

Święty jak Lenin

W opowiadaniach Kononowa o Leninie bohater jest już dorosły. Mają jednak z Wojtyłą z opowiadań Kordyasza wiele wspólnych cech.

Lenin przede wszystkim jest skromny i budzi naturalny szacunek. Zawsze dotrzymuje słowa („Skoro Iljicz powiedział, że przyjedzie, to znaczy, że przyjedzie” - mówi chłop, który czeka na Lenina w czasie zawiei).

Lenin pracuje ciężko. Daje przykład. Pracuje np. fizycznie razem z robotnikami, dla dobra ojczyzny, w czynie społecznym.

Kononow:

„Trzeba było w ciągu dnia oczyścić i uporządkować cały Plac Kremlowski. Najpierw zabrano się do belek. Każdą belkę trzeba było nosić we dwóch, a gdy była bardzo ciężka — we czterech. Lenin pracował razem z pewnym wojskowym. Ten wciąż starał się podsunąć Leninowi cieńszy koniec belki, a sam chwytał grubszy, cięższy. Ale Włodzimierz Iljicz od razu to zauważył i chwytał pnie pierwszy.

Wtedy wojskowy powiedział: - Ja mam lat dwadzieścia osiem, a wy - pięćdziesiąt.

Lenin położył sobie na ramię ciężki koniec belki i uśmiechnął się: - A więc nie kłóćcie się ze mną, skoro jestem starszy.

Przenieśli z placu wszystkie belki i wzięli się do ogromnych kloców dębowych. Kładli je na drągi i nieśli w sześć osób. Była to robota niełatwa; nawet robotnikom przyzwyczajonym do tej pracy pot ściekał kroplami po twarzy”.

Lenin się jednak nie zmęczył i pracował z uśmiechem, wspólnie z robotnikami.

Lenin zawsze wie najlepiej

W opowiadaniach Kononowa Lenin — tak jak Lolek u Kordyasza - jest uwielbiany przez kolegów. Nawet kiedy jest nikomu nie znanym rewolucjonistą, ludzie wiedzą, że jest przeznaczony do wielkich czynów. Współpracownicy Lenina odgrywają taką samą rolę w opowiadaniach, jak koledzy Lolka u Kordyasza - służą pokazaniu wielkości głównego bohatera, ale poza tym są tłem.

Lenin jest też, podobnie jak Lolek, zawsze poważny i skupiony na ważnych rzeczach. Zawsze myśli o czymś większym niż jego skupione na codziennym życiu otoczenie. Ma - tak jak Lolek - żelazną dyscyplinę i jest niezłomny. Kiedy został postrzelony w zamachu, podnosi się sam i idzie do samochodu, który wiezie go do szpitala.

Lenin zawsze znajduje czas dla prostego człowieka. Podobnie jak Lolek, zawsze pomaga - nigdy nie zostawia nikogo w potrzebie.

Zawsze też może go czegoś nauczyć. W jednym z opowiadań Lenin uczy wiejskie dzieci na zesłaniu jeździć na łyżwach: „Losza patrzy: Do rzeczki swoim szybkim krokiem idzie Iljicz. - Zaraz zapyta: «Znowu nie masz szczęścia?» — pomyślał Losza. Ale Iljicz zbliżył się, popatrzył na śnieg, na dzieci i powiedział wesoło: - A może urządzimy prawdziwą ślizgawkę.

I pokazał, jak się to robi.

Dzieci zabrały się do roboty: zaczęły odgarniać śnieg. Wkrótce dokoła przyszłej ślizgawki wyrosły białe ściany. A lód pośrodku oczyściły dzieci miotłami. Potem poszły do lasu, nałamały choinek i upiększyły nimi śnieżne ściany. Kiedy ślizgawka była już gotowa, Iljicz zaczął uczyć najmniejsze dzieci, jak należy się ślizgać, żeby sobie nosa nie rozbić.

Najmłodszym z tych malców był Losza. Dlatego też Iljicz uczył go dłużej niż innych. Długo ślizgali się we dwóch trzymając się mocno za ręce”.

Ludzie pamiętają nauki Lenina po wielu latach: „Pewnej zimy przyjechał do wsi Szuszenskoje człowiek, który opuścił ją przed laty. Wyrósł w tej wiosce, teraz mieszka w mielcie, pracuje jako robotnik w fabryce. Rodzina zaś jego mieszka we wsi. Kiedy odpoczął po długiej podróży, wziął łyżwy i razem z synem poszedł na ślizgawkę na rzekę Szusz. (…) Potem znów się ślizgali i znów ojciec prześcignął syna. A gdy go pokonał, powiedział: - Nie zwyciężysz mnie! Mnie przecież sam Lenin uczył się ślizgać”.

Uderzające podobieństwa

Podobieństwa w stylu pokazania obu bohaterów są więc, jak widać, uderzające. Lenin i Wojtyła w szkolnej lekturze dla dzieci mają bardzo podobne cechy. Są też, oczywiście, różnice - np. Lolek w opowiadaniach Kordyasza nieustannie się modli.

Z pewnym zaskoczeniem odntowujemy, że jest to najważniejsza - o ile nie jedyna - różnica w tym, jak przedstawiani są obaj bohaterowie.

Na zakończenie przytoczymy Czytelnikom i Czytelniczkom finałowe opowiadanie Kononowa - „Pomnik”. Da to dobre wyobrażenie o stylu tej książki.

Aleksander Kononow "Pomnik"

"W Paryżu, stolicy Francji, odbywała się powszechna wystawa międzynarodowa. Wszystkie kraje przysłały tutaj wzory wyrobów, z których słyną. Wybudowano specjalne budynki, tak zwane pawilony. Pawilon radziecki można było poznać już z daleka: na dachu wznosiły się dwa piękne posągi — robotnika i kołchoźnicy. Był to odlew z nierdzewnej stali. W rękach, wysoko wzniesionych, trzymali oni lśniący w promieniach słonecznych sierp i młot.

Wewnątrz pawilonu wystawiono rzeczy, którymi się szczyci radziecka ojczyzna. A w największej sali stało wśród żywych kwiatów popiersie Lenina. Mnóstwo ludzi zwiedziło pawilon radziecki podczas trwania wystawy: przychodzili robotnicy, uczeni, pisarze, żołnierze, chłopi, nauczyciele.

Pewnego razu, późnym wieczorem, gdy radziecki pawilon już zamykano, przyszedł jakiś niewidomy. Prowadziła go za rękę kobieta o smutnej twarzy. Doprowadziła niewidomego do popiersia Lenina, sama odsunęła się na bok Niewidomy dotknął ręką popiersia z brązu. Dłoń jego spotkała się z ramieniem Lenina. Wówczas niewidomy zaczął powoli posuwać rękę w górę, dotykając ostrożnie brązu.

Pracownik pawilonu podszedł do kobiety i zapytał: - Kto to jest? Czego chce ten człowiek? Kobieta odpowiedziała: - To mój mąż. Wypaliło mu oczy na wojnie

Pracownik pawilonu przyjrzał się nieznajomemu: zamiast oczu w twarzy jego widniały straszliwe, ciemne doły. Kobieta powiedziała: - Gdyby pan wiedział, jaki on był silny! Niewidomy posuwał coraz wyżej swą chudą dłoń. I oto palce jego musnęły piękne czoło Lenina - a potem znieruchomiały na długo. Wreszcie opuścił rękę. Po twarzy jego wolno spływały łzy.

Kobieta powiedziała: - Nie mogłam mu tego odmówić. Nigdy przecież nie widział portretu Lenina. Niewidomy wciąż jeszcze stał przed popiersiem. Nie ocierał łez. Kilka razy podnosił rękę, dotykał ostrożnie twarzy Lenina i znowu stał nieruchomo, patrząc prosto przed siebie ciemnymi oczodołami. W końcu powiedział: - Teraz widziałem go. Widziałem Lenina".

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Przeczytaj także:

Komentarze