"Gdy jego koledzy po fachu wybrali wysokopłatne posady w firmach prawniczych, on zdecydował się na służbę publiczną. Przez 25 lat był członkiem Sądu Najwyższego. Stał się symbolem słowa »sędzia«. Właśnie skończył 65 lat i według nowej ustawy musi przejść na emeryturę" - Adam Bodnar pisze o Stanisławie Zabłockim

Dla niemieckiego forum debaty o prawie i polityce europejskiej Verfassungsblog Adam Bodnar napisał portret sędziego Stanisława Zabłockiego. To wzruszający, osobisty portret prezesa Izby Karnej Sądu Najwyższego, któremu ustawa PiS skróciła kadencję.


Siedziałem obok niego w czerwcu i grudniu 2017 w Senacie. Czekałem długie godziny, żeby móc porozmawiać z senatorami i spróbować przekonać ich, że reforma Sądu Najwyższego jest zagrożeniem dla niezawisłości sądownictwa. Stanisław Zabłocki, kiedyś ceniony adwokat, a obecnie prezes Izby Karnej Sądu Najwyższego, kończył przedstawiać swoje stanowisko – o przyszłości polskiego sądownictwa, polskiej demokracji i polskiego konstytucjonalizmu.

Dla mnie, jako Rzecznika Praw Obywatelskich, sprzeciw wobec zmian w sądownictwie był moralnym obowiązkiem. Jakiekolwiek ograniczenie niezależności sądownictwa oznacza – prędzej lub później – ograniczenie praw i wolności. Bez niezależnych sądów obywatele byliby pozostawieni na łasce politycznego i ekonomicznego interesu wszechmocnego państwa. Ale dla sędziego Zabłockiego reforma sądownictwa była czymś więcej, jako że poświęcił swoje życie kształtowaniu standardów praworządności w Polsce.

Stał się symbolem słowa „sędzia”

Rozpoczął karierę w latach 70. Jako młody prawnik, reprezentował przed sądem ofiary komunistycznych represji z okresu stanu wojennego. Podjął osobiste ryzyko i miał ogromny udział w tradycji Naczelnej Rady Adwokackiej, która przyczyniła się do odzyskania niepodległości w 1989 roku.

Po 1989 roku zdecydował się reprezentować rodzinę kapitana Witolda Pileckiego, polskiego bohatera i przywódcy Armii Krajowej, który podczas II wojny światowej dobrowolnie został więźniem obozu koncentracyjnego w Auschwitz, a gdy z niego później uciekł – opowiadał o nim światu. Podczas stalinizmu został skazany na śmierć przez władze komunistycznej Polski. Zabłocki walczył o jego rehabilitację i w 1990 Sąd Najwyższy uniewinnił kapitana Pileckiego i w symboliczny sposób unieważnił wcześniejszy wyrok. Zabłocki mógłby powiedzieć, że polski Sąd Najwyższy przywrócił sprawiedliwość historyczną.

W związku ze swoim dorobkiem zawodowym, został zaproszony do dołączenia do Sądu Najwyższego. Podczas gdy jego koledzy po fachu wybrali wysokopłatne posady w firmach prawniczych, on zdecydował się na służbę publiczną. Przez 25 lat był członkiem Sądu Najwyższego i wydał wiele ważnych wyroków, ucząc całe pokolenia młodych sędziów i naukowców. Stał się symbolem słowa „sędzia”. Jeden z jego kolegów z sędziowskiej ławki – Piotr Hofmański – został wybrany w 2014 roku jako sędzia Międzynarodowego Trybunału Karnego. To był symboliczny znak doskonałości Izby Karnej Sądu Najwyższego.

Przegrana walka o niezależne sądownictwo

Ale w 2016 nad sądownictwem zaczęły się gromadzić czarne chmury. Partia rządząca przedstawiła swój zamiar reformy wymiaru sprawiedliwości. Dla opinii publicznej było jasne, że prawdziwym celem było polityczne podporządkowanie kluczowych instytucji sądowniczych, w tym Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa.

Niespodziewanie w lipcu 2017 przedstawiono projekt ustawy o Sądzie Najwyższym. Zabłocki zdecydował się przemówić przed Senatem Rzeczpospolitej Polskiej przeciwko przyjęciu zmian dotyczących Sądu Najwyższego. W lipcu 2017, jego słowa zostały zauważone przez wiele osób. Obywatele wyszli na ulice w ponad 200 miastach, żeby wziąć udział w demonstracjach. Ludzie chcieli usłyszeć, czym jest niezależność sądownictwa i jaką rolę pełni Sąd Najwyższy. Z powodu masowych protestów w całej Polsce, Prezydent zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym.

Pierwsza bitwa została wygrana.

Ale wtedy Prezydent przedstawił swoją własną propozycję ustawy, która powtarzała większość zakwestionowanych wcześniej rozwiązań i była tylko nieznacznie lepsza niż ustawa lipcowa.

W grudniu 2017, kiedy nowa ustawa trafiła do Parlamentu, emocje opadły. Obywatele zmęczyli się ciągłymi atakami na standardy demokratyczne, ciągłą manipulacją i różnymi formami przykrywek. Na ulicach było mniej ludzi i mniej zainteresowania tym, co dzieje się z polskim sądownictwem. Ale Sędzia Zabłocki znów był w Senacie.

W swoim dramatycznym przemówieniu, może ostatnim, powiedział: „Nawet jeśli nie będzie już wolnych sądów i wolnych wyborów, pozostaną wolni ludzie, którzy będą o nich pamiętać”. Dał nadzieję na przyszłość.

Ale tym razem demokratyczna Polska przegrała walkę o niezależne sądownictwo. 20 grudnia 2017 roku Prezydent podpisał nową ustawę o Sądzie Najwyższym, która wejdzie w życie w kwietniu 2018.

Sędzia polityków o nic nie prosi

Sędzia Zabłocki właśnie skończył 65 lat. Według poprzedniej ustawy mógłby pełnić swoją funkcję do ukończenia 70. roku życia, kiedy mógłby zdecydować o przejściu na emeryturę. Żadne ciało ustawodawcze nie ma prawa skracać kadencji sędziów, włączając w to Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Ale pomimo protestów, skrócenie kadencji stało się częścią prawa. Według nowej ustawy sędzia Zabłocki musi przejść na emeryturę już teraz, w wieku 65 lat. Teoretycznie może poprosić Prezydenta o przedłużenie kadencji o 3 lata. Prezydent ma nieograniczoną władzę w decydowaniu o losach sędziów.

Dla ludzi takich jak Sędzia Zabłocki, proszenie polityków o cokolwiek jest sprzeczne z istotą niezależnego sądownictwa. Zwłaszcza w obecnych okolicznościach.

Zabłocki nie jest jedyny. Wielu sędziów Sądu Najwyższego mierzy się z tym dylematem (ok. 40 procent). Mogą poprosić Prezydenta o przedłużenie kadencji albo opuścić Sąd Najwyższy i przejść na emeryturę. Część z nich uważa, że powinni odejść, żeby być w zgodzie ze swoimi wartościami: poczuciem niezależności, wolnością i bezstronnością oraz wiarą w Konstytucję.

Ci sędziowie zdają sobie sprawę z tego, że nowy Sąd Najwyższy będzie inną instytucją niż ta, którą budowali przez lata. Nowy Sąd Najwyższy będzie miał dwie izby. Prawdopodobnie połowa sędziów Sądu Najwyższego będzie nowicjuszami, a wśród nich będą sędziowie delegowani z innych sądów przez ministra sprawiedliwości. Zostanie powołany też nowy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego.

Sędziowie będą też obserwować, w jaki sposób postępuje wobec Polski Unia Europejska podczas tzw. procedury kontroli praworządności.

Cokolwiek się stanie, owi sędziowie wiedzą już, że ich służba państwu nie będzie chwalona – jak powinna być w demokratycznym kraju. Zamiast tego, zostali oni poświęceni na ołtarzu przejęcia władzy przez partię rządzącą.

Mają jednak nadzieję, że wartość niezależnego sądownictwa, reprezentowana przez Sędziego Zabłockiego, przetrwa w pamięci innych. W pamięci wolnych ludzi, ale także w pamięci uczciwych sędziów innych sądów, na których czeka wiele wyzwań w najbliższych latach w celu zachowania wierności zasadom.

Przełożyła Monika Prończuk.

Polski prawnik i nauczyciel akademicki, doktor nauk prawnych, działacz na rzecz praw człowieka. W latach 2004-2015 związany z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, najpierw jako współtwórca i koordynator Programu Spraw Precedensowych, a następnie jako szef działu prawnego i wiceprezes zarządu. Ekspert Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej. W latach 2013-2014 członek rady dyrektorów Funduszu ONZ na rzecz Ofiar Tortur. W latach 2010–2015 wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2015 roku Rzecznik Praw Obywatelskich.

W 2018 roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar i jego Biuro zostali odznaczeni norweską Nagrodą Rafto przyznawaną obrońcom praw człowieka na świecie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym