"Jeden z chłopaków krzyknął przy mecie: To miało być WOLNO-ść! I ktoś mu odkrzyknął: Kolego, o wolność to się teraz zapier...a!" - komentowała jedna z naszych Czytelniczek po pierwszych siedmiu kilometrach Sztafety Wolności. Bieg ruszył w niedzielę o 09:00 spod Sejmu. Do Gdańska dotrze we wtorek, na obchody rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku

W chwili, gdy publikujemy ten tekst, Sztafeta Wolności dobiega do Pruszcza Gdańskiego. Stamtąd wyruszy we wtorek wczesnym rankiem, by o godzinie 09:00 dotrzeć pod Europejskie Centrum Solidarności. Sztafeta organizowana jest z okazji 30. rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku.

Sztafeta różnie dzieli swoje dystanse. W niedzielę biegli siedem kilometrów, później po pięć, na koniec po dziesięć.

„Świetnie się biegło! Fajna pogoda, fajna atmosfera, super rozmowy” – mówił po przebiegnięciu pierwszych siedmiu kilometrów Mariusz Starościak. „Jeden z chłopaków krzyknął przy mecie: To miało być WOLNO-ść! I ktoś mu odkrzyknął: Kolego, o wolność to się teraz zapier…a!” – komentowała Magdalena Michalska. Oboje zgłosili się w konkursie dla Czytelników i Czytelniczek OKO.press.

O akcji pisaliśmy w tekście: Sztafeta Wolności Warszawa-Gdańsk, czyli patriotyzm bez zadyszki. Zapraszamy do drużyny OKO.press

Sztafeta wystartowała w niedzielę o 09:00 rano spod Sejmu. Pierwszy siedmiokilometrowy odcinek zakończył się pod Centrum Olimpijskim.

„Potem podzieliliśmy się już na wachty, jak to mówimy w slangu biegowym” – mówi Kamil Dąbrowa, rzecznik prezydenta Warszawy, dziennikarz radiowy, znany ze Szkła kontaktowego TVN24, a przy okazji maratończyk z rekordem w okolicach 3 godzin. To jeden z głównych organizatorów Sztafety Wolności.

Część osób tutaj zakończyła swój bieg. W sztafecie, która dobiegnie we wtorek o 09:00 do Gdańska pozostało 17 osób. OKO.press reprezentują nasi Czytelnicy – Marzena Czuba, Witold Misztela, Mariusz Starościak i nasz dziennikarz Robert Kowalski.

„Fotoradar zrobił chyba Witkowi zdjęcie”

„Podzieliliśmy się na trzy busy. W naszej wachcie gigantem jest Witek Misztela, biegacz z niepełnosprawnością, który trasę pokonuje na wózku. On pokonuje dystanse 30-kilometrowe, biega z prędkością 25-30 kilometrów na godzinę” –  opowiada Dąbrowa.

„Witek do jednego miasteczka wjechał z prędkością 54 km/h. Był tam ustawiony fotoradar i zastanawiamy się, czy nie zrobił mu zdjęcia” – dodaje Robert Kowalski. „Upał jest jak cholera, doskwierał zwłaszcza wczoraj po południu. Dziś mieliśmy lekką regenerację, przed chwilą kąpaliśmy się w Jezioraku”.

W busie C razem z Robertem Kowalskim, Witoldem Misztelą, Mariuszem Starościakiem, Marzeną Czubą i Kamilem Dąbrową jadą także reporter Jacek Hugo-Bader i Wiola Domaradzka, organizatorka wegańskich biegów długodystansowych.

Każdy odcinek sztafety biegnie jedna ekipa, pozostali wtedy odpoczywają. „Wczoraj nocowaliśmy w hotelu przyległym do Instytutu Chorób Przewlekłych. Spotkaliśmy tam faceta, który wyglądał jak Pudzian. Okazało się, że to wicemistrz świata strongmanów. Nazywa się Przemysław Marczewski. I tam się przygotowuje do różnych konkurencji – martwy ciąg, podnoszenie ciężarów” – opowiada Robert Kowalski. „Czy siłowaliśmy się z nim na rękę? Nie, nikt nie miał takiego pomysłu. On ma biceps wielkości klatki piersiowej Kamila”.

Po co biegniemy?

Mariusz Starościak na co dzień jest współwłaścicielem agencji interaktywnej: „To jest bardzo prosty sport. Wystarczy włożyć buty, wybiegasz z domu i za godzinę wracasz. Można sobie posłuchać muzyki, podkastów, pomyśleć. Na zawodach spotyka się mnóstwo uśmiechniętych osób, wydziela się adrenalina, to jest zastrzyk energii do życia”.

Dlaczego chciał wystartować w Sztafecie Wolności? „Data 4 czerwca, mimo że nie miałem praw wyborczych, była ważna. Dziś się mówi »częściowo wolne« wybory, ja czułem, że są wolne i zmiana systemu była dla mnie bardzo ważna”.

Marzena Czuba prowadzi małe kino „Oaza” w Otwocku pod Warszawą: „Pamiętam, że to był przełom, że tamte wybory skończyły epokę, gdy demokracja była w opłakanym stanie. Była nadzieja, że każdy obywatel będzie się pewnie czuć. A teraz nie czuję się pewnie. Nie chcę używać wyświechtanych zwrotów, ale bieg to dla mnie totalna wolność. Nawet gdy jestem w słabszej formie, gdy nie wychodzi mi w życiu, to jak sobie pobiegnę, to od razu lepiej się czuję. Wolność to bieg i bieg to wolność”.

Witek Misztela: „Zawsze lubiłem szybko się przemieszczać. Szybciej niż inne dzieci. I tak mi zostało do dzisiaj”.

Misztela i Czuba brali udział również w sztafecie do Kijowa z 2010 roku, która była wsparciem Majdanu, czyli walki Ukraińców o demokrację.

Wolność jest jak bieganie. Uczestnicy Sztafety Wolności o demokracji, biegach i Majdanie

O północy 3/4 czerwca, w rocznicę wyborów, które dały Polsce demokrację, Sztafeta Wolności z Warszawy dotrze do Gdańska. W jej składzie trzyosobowa reprezentacja czytelników OKO.pres. Mówią, dlaczego ta data jest ważna, czym jest dla nich wolność i jak łączy się z bieganiem. Dwoje z nich wspominają bieg do Kijowa z 2010 roku, który był wsparciem Majdanu, czyli walkę Ukraińców o demokrację.

Opublikowany przez OKO.press Poniedziałek, 3 czerwca 2019


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press