Sąd uniewinnił działacza OSA Macieja Bajkowskiego, który odpowiadał za wyświetlenie projektorem hasła na Pałacu Prezydenckim. Uznał, że choć złamał on prawo, jego czyn nie był „szkodliwy społecznie”, „miejsca publiczne służą całemu społeczeństwu”, a chwilowe zakłócenie estetyki nie może być ważniejsze od prawa do wyrażania poglądów

Uniewinniający wyrok wydał w środę 7 marca 2018 roku sędzia Łukasz Biliński, z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia.

Policja wnosiła o ukaranie Macieja Bajkowskiego z ruchu Obywatele Solidarnie w Akcji (OSA) grzywną w wysokości 500 zł. Nie spodobało jej się to, że

Bajkowski podczas kontrmiesięcznicy 10 marca 2017 roku wyświetlał przez kilkanaście minut na murach Pałacu Prezydenckiego napis: „Zdradza ojczyznę, kto łamie jej najwyższe prawo”.

Była to aluzja do prezydenta Andrzeja Dudy, który obejmując urząd przysięgał stać na straży Konstytucji, ale ją łamie: podpisuje kolejne niekonstytucyjne ustawy, przyjął przyrzeczenie od sędziów-dublerów z Trybunału Konstytucyjnego, ułaskawił przed prawomocnym wyrokiem Mariusza Kamińskiego itd.

Napis był wyświetlany na pałacu tylko przez kilkanaście minut, bo gdy policja zwróciła Bajkowskiemu uwagę i zagroziła zarekwirowaniem rzutnika, wyłączył sprzęt. Jego obrońca, mecenas Krzysztof Stępiński, podkreślał w środę w mowie na koniec procesu, że Bajkowski nie zrobił nic złego. Wyświetlił na pałacu swoją opinię – memento dla prezydenta, a prawo wyrażania opinii gwarantuje mu Konstytucja.

Adwokat przypomniał, że Marcina Lutra, za przybicie 95 tez do drzwi katedry zamkowej w Wittenberdze nikt nie ścigał. I że Pałac Prezydencki nie jest prywatną własnością Andrzeja Dudy tylko „suwerena”.



Policja: jeśli pozwoli się wyświetlać Bajkowskiemu, to każdy będzie mógł

Policja uważa jednak, że Bajkowski naruszył artykuł 63a paragraf 1 kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim ten, „kto umieszcza w miejscu publicznym do tego nieprzeznaczonym ogłoszenie, plakat, afisz, apel, ulotkę, napis lub rysunek albo wystawia je na widok publiczny w innym miejscu bez zgody zarządzającego tym miejscem, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny”.

W środę, w mowie końcowej, przedstawicielka stołecznej policji przekonywała, że ten artykuł kodeksu chroni budynki, by bez zgody ich właścicieli lub zarządców nie można było na nich niczego umieszczać ani publikować. Również elektronicznych napisów. „To nie jest miejsce przeznaczone na napisy i ogłoszenia. I nie ma znaczenia, że obwiniony nie ingerował w elewację” – mówiła.

Policjantka podkreślała też, że jeśli nie będzie się na takie czyny reagować, to „każdy będzie mógł w ten sposób na nich [budynkach] manifestować”.

I dodała, odnosząc się do Bajkowskiego: „Przecież mógł on wyrażać swoje poglądy inaczej”.



Sąd: prawo manifestowania poglądów ważniejsze niż zakłócenie estetyki

Choć sąd uniewinnił Bajkowskiego, w uzasadnieniu nie oczyścił go w pełni z zarzutów.

Stwierdził, że działacz OSA brał udział w legalnym i pokojowym zgromadzeniu (kontrmiesięcznicy) naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego. Ale wyświetlanie hasła na pałacu uznał za wykroczenie – bo Bajkowski umieścił je bez zgody zarządcy budynku. Nieważne, że hasło zostało tylko wyświetlone. „Doktryna nie wskazuje, że umieszczenie napisu musi być w formie trwałej” – podkreślał sędzia Łukasz Biliński.

Równocześnie sędzia uznał jednak, że zachowanie Bajkowskiego nie naruszało ważnych, społecznych wartości. „Artykuł 63a dotyczy estetyki miejsc publicznych. Jednak sąd w tym miejscu wskazuje, że prawo dysponowania miejscem publicznym to nie klasyczne prywatne prawo własności. Miejsca publiczne służą całemu społeczeństwu i zarządca takim miejscem musi mieć na uwadze potrzeby społeczeństwa” – podkreślał.

Według sądu, wyrażając swoje opinie w miejscu publicznym, Bajkowski korzystał ze swoich konstytucyjnych praw. „Korzystał z prawa do wolności słowa, poprzez hasła i okrzyki” – mówił sędzia Biliński. Kilka razy podkreślał, że kontrmiesięcznica była legalna i że w związku z tym, można było podczas niej używać transparentów i banerów – które co do zasady psują estetykę miejsca publicznego. I że

gdyby kierować się prymatem estetyki, to żadne demonstracje nie mogłyby się odbyć, bo zaburzają one tłumem i transparentami estetykę ulic, w tym Krakowskiego Przedmieścia.

I każdorazowo potrzebna byłaby zgoda np. Zarządu Dróg Miejskich, na rozwijanie transparentów w pasie drogi. „Estetyka nie jest wartością nadrzędną, jeśli ingerencja w przestrzeń publiczną jest krótkotrwała” – zaznaczał sędzia.

Przypomniał też, że art. 63a kodeksu wykroczeń wprowadzono w 1983 roku, sześć dni po zniesieniu stanu wojennego. W zamyśle władz PRL miał on uniemożliwić akcje wieszania ogłoszeń przez Solidarność. Wprowadzono wtedy również kary za organizację protestów.

Sędzia podkreślił, że dziś artykuł 63a służy ochronie budynków, ale raczej przed nielegalnymi reklamami.

„W debacie publicznej i wobec zgromadzeń, po ten przepis należy jednak sięgać ostrożnie. Bo realizacja prawa do zgromadzeń i do debaty publicznej wiąże się z umieszczaniem różnych treści w przestrzeni publicznej.

I ten przepis może te prawa ograniczać. A nie taka jest rola kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń” – podkreślał w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia.

Mówił też, że w związku z tym, że kontrmiesięcznica była legalna, Bajkowski mógł podczas niej też używać rzutnika. Ale projekcja powinna ograniczać się do miejsca zgromadzenia. Jednak z drugiej strony – wyświetlanie przez kilkanaście minut napisu pozbawionego negatywnych emocji, nie było „szkodliwe społecznie”. „Nie zakłócił też pracy kancelarii, nie ucierpiał również wizerunek zarządzającego budynkiem” – zaznaczał sędzia.

Uniewinniając Bajkowskiego docenił również to, że po zwróceniu uwagi przez policję działacz OSA wyłączył rzutnik.

Wyrok jest nieprawomocny, policja może złożyć odwołanie.

Również w środę, ten sam sędzia uniewinnił Macieja Bajkowskiego i innego działacza OSA – Arkadiusza Szczurka, w sprawie o zakłócenie uroczystości związanych z ósmą rocznicą katastrofy smoleńskiej. O tej sprawie przeczytacie więcej w artykule „Sąd: obywatele mają prawo do kontrmanifestacji. Nawet jeśli to kontrmiesięcznice. I nawet jeśli są cięci jak OSA”.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]