187 spotkań z obywatelami, 450 podpisanych ustaw, 40 głów państw, 2700 Krzyży Wolności, 572 mianowanych profesorów, 150 wyrzuconych ambasadorów, 100-lecie niepodległości i 1050-lecie chrztu Polski - prezydenccy urzędnicy zalali słuchaczy numerami i numerkami na konferencji podsumowującej dwa lata Andrzeja Dudy. Nic ważnego nie potrafili jednak powiedzieć

Kancelaria Prezydenta zorganizowała konferencję podsumowującą dotychczasowe dokonania głowy państwa. Prowadzący ją Krzysztof Szczerski i Halina Szymańska wyglądali, jakby naprawdę trudno było im czymś się pochwalić. Zasypali słuchaczy całą górą niepotrzebnych statystyk i nie byli w stanie wymienić żadnego poważnego sukcesu.

Chwalono się drobną nowelizacją w ustawie o programie Rodzina 500 plus, jedną zmianą w kodeksie karnym, w ustawie o oświacie polonijnej, drobnymi nowelizacjami dotyczącymi małych i średnich przedsiębiorstw. Usłyszeliśmy, że Andrzej Duda wspiera podobno powstawanie startupów, ale minister Szczerski nie był w stanie powiedzieć wiele więcej ponad to, że Duda ze „startupowcami” czasem jada śniadania.

Minister Szczerski opowiedział też o mapie Polski, na której Andrzej Duda „skrupulatnie odznacza każde kolejne odwiedzone miejsce”. – „Obiecał, że będzie w całej Polsce w czasie tych pięciu lat. Prezydent średnio raz w miesiącu pokazuje swym współpracownikom mapę, wskazując miejsca, do których chciałby się udać” – mówił.

Dziennikarze otrzymali masę abstrakcyjnych statystyk, ale niewiele konkretnych informacji na temat tego, co prezydentowi udało się zrobić i do czego chce doprowadzić w przyszłości.

To znamienne, że nawet obozowi prezydenta nie udało się szczególnie atrakcyjnie przedstawić jego prezydentury. Wszystkie inicjatywy ustawodawcze wymienione w wystąpieniu były drobiazgami albo nie doszły do skutku. O większości nikt nigdy nie słyszał.

Jedynym istotniejszym dokonaniem wydawało się uruchomienie programu tzw. „Duda Pomocy”, czyli utworzenia Biura Interwencyjnej Pomocy Prawnej dla obywateli, którzy znaleźli się w sytuacji konfliktu z organami władzy publicznej. Ale to dość mało, jak na dwa lata prezydentury.

Dzięki Dudzie jesteśmy bezpieczni?

W prezentacji podkreślono nacisk, jaki prezydent przez dwa lata kładł na podniesienie bezpieczeństwa międzynarodowego Polski. Ale przy bliższym przyjrzeniu się, widać, że tu też nie ma czym się pochwalić. Wymieniono trzy „osiągnięcia”.

Pierwszym był szczyt NATO w Warszawie i wdrożenie jego postanowień – chodzi przede wszystkim o wojska sojuszu, które od stycznia 2017 roku rozpoczęły rotacyjne stacjonowanie w Polsce. Tymczasem, jak wielokrotnie pisało OKO.press, decyzja o rozmieszczeniu wojsk zapadła już w walijskim Newport w 2014 roku – za poprzedniego rządu i poprzedniego prezydenta. W Warszawie potwierdzono tylko ustalenia. Sam szczyt nie potoczył się zresztą najlepiej z wizerunkowego punktu widzenia. Ówczesny prezydent USA Barack Obama otwarcie skrytykował łamanie zasad państwa prawa przez polskie władze.



Drugim było zajęcie przez Polskę niestałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. To na pewno istotne wyróżnienie, ale mała w tym zasługa prezydenta. Niestałych miejsc jest w Radzie dziesięć i przyznane są według klucza regionalnego. Jedno zawsze musi przypaść krajowi z dawnego bloku wschodniego, a Polska nie miała w tym głosowaniu żadnego konkurenta. Trzeba byłoby bardzo się postarać, by Polska nie została wybrana.

Ostatnim wymienionym osiągnięciem był Szczyt Trójmorza i przyjazd do Warszawy obecnego prezydenta USA Donalda Trumpa. To zawsze dobrze, jeśli Polska jest inicjatorem jakiegoś lokalnego porozumienia międzynarodowego. Zostaliśmy też pierwszym krajem w Europie, który od zaprzysiężenia odwiedził Trump. Oba wydarzenia były symbolicznymi sukcesami, ale żadne z nich nie pociągnęło jeszcze za sobą konkretnych, praktycznych korzyści.

Co więcej, efekt wizyty Trumpa przyćmiło późniejsze oświadczenie departamentu stanu USA , które wzywa Polskę do zaprzestania naruszania państwa prawa w związku z nowymi ustawami o sądownictwie, a nasze przywództwo w regionie jest wątpliwie. Do pozycji „pupila” UE w regionie zaczyna aspirować Słowacja, która już w 2009 roku wprowadziła euro i jest zdecydowanie bardziej kompromisowa w kwestii przyjmowania uchodźców.

O czym nie wspomniano?

Podsumowanie było tym bardziej rozczarowujące, gdy zestawić je z zapowiedziami Dudy z kampanii wyborczej i początku prezydentury.

„Zobowiązania do przygotowania i złożenia projektu ustawy o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku po to, żeby ulżyć najbiedniejszym. Zobowiązania do tego, aby złożyć projekt ustawy obniżającej wiek emerytalny” – tak prezydent określał swoje priorytety  w orędziu inauguracyjnym.

Wiek emerytalny został faktycznie obniżony, a kwota wolna częściowo podwyższona – ale żadna z tych rzeczy nie stała się dzięki prezydentowi. W drugiej sprawie prezydent złożył nawet projekt ustawy. Ten został jednak zignorowany przez rząd PiS. Wprowadzono dopiero rozwiązanie, na które zdecydował się minister Morawiecki.

Jedną ze sztandarowych obietnic Andrzeja Dudy w kampanii była też pomoc frankowiczom. Tu również nikt nie posłuchał prezydenta. Jarosław Kaczyński zapowiedział nawet wprost, że Polki i Polacy nie mają co liczyć na pomoc państwa w tej sprawie.



Prezydent na początku urzędowania obiecywał też budowę „silnej, dobrze wyposażonej polskiej armii”. Tymczasem zupełnie stracił na nią wpływ. Szef MON Antoni Macierewicz kompletnie go ignoruje. Od blisko roku głośno jest o konflikcie i wymianie korespondencji między prezydentem a ministrem obrony.

Ostatnią odsłoną konfliktu jest postępowanie sprawdzające wszczęte przez wojskowy kontrwywiad wobec gen. Jarosława Kraszewskiego, który w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego przy Kancelarii Prezydenta jest odpowiedzialny za nadzór nad armią. Na czas postępowania SKW zawiesiło dostęp generała do informacji tajnych, co praktycznie odcięło go od wojska. Trwa to już od stycznia. Media doniosły także, że prezydent wstrzymał zgłoszone przez MON nominacje generalskie zaplanowane na 15 sierpnia. Powodem ma być pospieszne awansowanie nieprzygotowanych oficerów po wyrzuceniu przez Macierewicza prawie całej wyższej kadry generalskiej.

W słynnym wywiadzie udzielonym „Do Rzeczy” przed wyborami Andrzej Duda obiecywał, że „nie będzie strażnikiem żyrandola”, w znaczeniu, że nie będzie potulnie żyrował wszystkiego co rząd zrobi. Tymczasem statystyki podawane przez jego personel wskazują, że „żyrandol” nadal jest w grze:

Na 430 podpisanych ustaw tylko trzy skierowane do Trybunału Konstytucyjnego i siedem zawetowanych (z czego 4 dotyczyły ustaw koalicji PO-PSL).

Wychodzi więc, że Andrzej Duda postawił się Prawu i Sprawiedliwości tylko w 1,3 proc. przypadków.

Nie przyjęto przy tym żadnej z ustaw autorstwa jego kancelarii – najwyżej małe nowelizacje. Składa się to na obraz dość pasywnej prezydentury.

Prezydent końcówkę dwulecia zaznaczył wetem ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym. Ale trzeba znacznie więcej, by zbudować dorobek, który zrobi wrażenie. Życzymy tego Andrzejowi Dudzie w pozostałych trzech latach sprawowania urzędu.


Socjolog, absolwent Uniwersytetu Cambridge, analityk Fundacji Kaleckiego. Publikował m.in. w „Res Publice Nowej”, „Polska The Times”, „Dzienniku Gazecie Prawnej” i „Dzienniku Opinii”.


Masz cynk?