Nasi sąsiedzi głosują na posłów, ale przy okazji mogą sobie zafundować Czexit. Wybory parlamentarne w Czechach przebiegają w atmosferze afery korupcyjnej, krytyki Unii Europejskiej i obrony czeskiego rumu.

Media nazywają go „czeskim Donaldem Trumpem”, „czeskim Silvio Berlusconim”, oligarchą, w jego partii ANO nie mówi się o nim inaczej niż „szef”, a on sam rządzenie krajem przyrównuje do prowadzenia firmy. Prawdopodobnie nowym czeskim premierem – CEO Republiki Czeskiej – zostanie miliarder Andrej Babiš.

Czesi wybierają 200 posłów. Lokale wyborcze otwarte są w piątek (20 października 2017) od 14:00 do 22:00 i w sobotę od 08:00 do 14:00. Najprawdopodobniej do głosowania pójdzie, podobnie jak przed czterema laty, ok. 60 proc. wyborców. Obecnie w parlamencie zasiada siedem partii, teraz ma szansę znaleźć się w nim aż osiem. Ostatnie sondaże szansę na zwycięstwo dają partii ANO Andreja Babiša, na którą chce głosować co czwarty wyborca. Socjaldemokraci (ČSSD) cieszą się poparciem 12,5 proc., za nimi uplasowali się komuniści (KSČM) z 10,5 proc. Czwarta w kolejności jest ksenofobiczna i antyeuropejska SPD, na czele której stoi pół Japończyk i pół Czech Tomio Okamura. Na niego chce głosować 9,5 proc. wyborców. W parlamencie znaleźliby się jeszcze konserwatyści z ODS (9 proc.), Piraci (8,5 proc.), chadecy z KDU-ČSL (6,5 proc) i liberałowie z TOP 09 (6 proc). Pozostałe ugrupowania nie przekroczyłyby progu wyborczego, który wynosi 5 proc. dla partii, a 10 proc. dla koalicji dwóch partii.

Tyle mówią sondaże sprzed kilku dni, a nowszych nie mamy. Według nowego prawa wyborczego sondaży nie wolno publikować od wtorku, a najważniejsze debaty wyborcze z udziałem kandydatów odbyły się w czwartek (19 października), ostatnia skończyła się na minutę przed otwarciem lokali wyborczych. 25 proc. Czechów, którzy deklarują chęć wzięcia udziału w wyborach, nie zdecydowało jeszcze na kogo odda swój głos.

Szef na premiera

Czeska organizacja KohoVolit.eu – tworzy czeski odpowiednik znanego w Polsce Latarnika wyborczego – przygotowała zestawienie na ile programy czeskich partii są do siebie podobne. Okazuje się, że np. 79 proc. postulatów Piratów i Zielonych, 73 proc. postulatów socjaldemokratów i Zielonych oraz 70 proc. chadeków i… socjaldemokratów jest zbieżne. Program Okamury w 63 proc. pokrywa się z ANO. W ostatnich tygodniach poparcie Babiša, komunistów i socjaldemokratów spada, coraz większą popularnością cieszy się Okamura.

Niektórzy politolodzy zwracają uwagę, że poparcie dla jego ksenofobicznej partii, która przekonuje, że Czechy powinny wyjść z UE jest niedoszacowane i może sięgnąć aż 15 proc.

W ostatnich dniach kampanii wyborczej pochodzący ze Słowacji Andrej Babiš (numer dwa na liście najbogatszych Czechów według „Forbsa”, jego majątek to 3,5 mld euro) wysłał list do wszystkich Czechów, w którym prosi o ich głos. Wcześniej polityk zdołał skrytykować działalność charytatywną najbogatszego według „Forbsa” Czecha Petra Kellnera (12,4 mld euro). Teraz najbogatszy Czech, który jest też właścicielem sieci telefonii komórkowej O2 wysłał do wszystkich klientów krótką wiadomość tekstową z reklamą książki Jaroslava Kmenta „Boss Babiš”, która w krytyczny sposób przedstawia działania szefa ANO.

Tak mniej więcej przebiega czeska kampania wyborcza. Głównym jej tematem jest sam Andrej Babiš. Czeska policja prowadzi obecnie śledztwo w sprawie wyłudzenia przez niego blisko 2 mln euro dotacji na budowę centrum konferencyjnego. Ciągnie się też za nim afera z niezapłaconymi podatkami, a to nie wszystkie kłopoty polityka. Niedawno Słowacki Trybunał Konstytucyjny stwierdził, iż orzeczenie tamtejszego Instytutu Pamięci Narodowej, że Babiš był w komunistycznej Czechosłowacji agentem służby bezpieczeństwa StB, opiera się na wystarczającym materiale dowodowym. Polityk zaprzecza.

Rakotwórczy rum i pusta lodówka

Przy Babišu inne tematy kampanii bledną. Poza informacją, która zmroziła czeskie hospody. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności stwierdził, że aromat dodawany do tradycyjnego czeskiego rumu Tuzemak jest rakotwórczy. Sprawą zajmie się Komisja Europejska, która popularny w Czechach trunek może nawet zakazać. Te doniesienia przysporzyły zapewne dodatkowego poparcia antyeuropejskiej partii Okamury. Podobnie jak zapisany w jej programie wyborczym postulat tańszego piwa dla Czechów.

Po szefie partii ANO i rumie, trzecim tematem tej kampanii była obecność Czech w UE i przyjęcie europejskiej waluty. O ile – poza Okamurą – najważniejsze partie nie chcą wychodzić z UE (choć niektórym nie przeszkadza to czasem zagrać antyeuropejską kartą), o tyle

żaden z najważniejszych czeskich polityków nie poparł idei przyjęcia euro.

Trudno uznać, że zrobił to Lubomír Zaorálek – kandydat na premiera z ramienia socjaldemokratów – który powiedział, że „Czechy w najbliższym czasie mogłyby się zacząć przygotowywać do przyjęcia wspólnej europejskiej waluty, o ile kraje strefy euro zaczęłyby ze sobą silniej współpracować, a Czechy znalazłyby się na marginesie UE”. Zaraz dodał, że „na 80 proc. się tak nie stanie”.



Czesi są do bólu pragmatyczni, podczas kampanii w zasadzie nie było żadnych sporów światopoglądowych. Na swoich billboardach Babiš przekonywał m.in., że Czesi nie będą kupować energii elektrycznej z zagranicy. Sęk w tym, że – jak zauważyły czeskie media – nasi sąsiedzi są siódmym największym eksporterem energii na świecie, a jej import im nie grozi. Chadecy zasłynęli reklamą przedstawiającą pełną jedzenia lodówkę, której przeciwstawiono pustą. Ta ostatnia zagości w czeskich domach – jak przekonują chadecy – po zwycięstwie ANO, komunistów i socjaldemokratów. Na razie pustka zawitała na koncie wyborczym chadeków, którzy do swojej reklamy wyborczej wykorzystali darmowe zdjęcia z internetu.

Referendum za koalicję

Prezydent Miloš Zeman zapewnił, że misję stworzenia nowego rządu powierzy liderowi zwycięskiej partii. Wszystko wskazuje, że będzie nim Andrej Babiš. Jednak nie jest już takie pewne, czy uda mu się zbudować większość parlamentarną. Socjaldemokraci, którzy przez cztery lata rządzili z tym oligarchą, zapewniają, że usiądą do rozmów koalicyjnych, o ile premierem nie zostanie Babiš, nad którym ciążą zarzuty korupcyjne. Szef ANO to nie jest Jarosław Kaczyński, porzucił biznes dla władzy i trudno sobie wyobrazić, że chciałby rządzić Czechami z tylnego siedzenia. Z tych samych powodów z liderem ANO dziś nie chcą rozmawiać liberałowie, konserwatyści i chadecy. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Babiš zmuszony będzie szukać poparcia u SDP Okamury i komunistów. O ile wejście polityków obu partii do koalicji może być mało realne, o tyle za ciche poparcie rządu Okamura może zażądać referendum w sprawie wyjścia z UE. Komuniści zaś chcieliby, aby Czechy wyszły z NATO. Ideę referendum mogliby poprzeć także Piraci, którzy popierają ideę większej partycypacji społecznej w podejmowaniu najważniejszych decyzji. Trzeba też pamiętać, że

Republika Czeska należy do najbardziej eurosceptycznych państw Europy Środkowej. Członkostwo w UE popiera 56 proc. Czechów, a ten trend jest malejący.

Na czym polega sukces Andreja Babiša? Oligarsze, który był członkiem ostatniego rządu, udało się przekonać Czechów, że jest politykiem antysystemowym. Obiecuje skuteczną walkę z korupcją i rozliczenie przedsiębiorców, którzy – jak twierdzi – w nielegalny sposób wzbogacili się po transformacji. Do Babiša należą m.in. popularne czeskie dzienniki „MF Dnes”, „Lidové noviny” czy portal www.idnes.cz. Polityk jest zwolennikiem reformy mediów publicznych w Czechach, które dziś cieszą się tu sporą niezależnością. Chce m.in., aby szefa czeskiej telewizji wybierał parlament.

Alternatywne wiadomości

W Czechach zauważa się, że na kampanię wyborczą znaczący wpływ mają portale produkujące i dystrybuujące fake newsy, których – jak przekonuje dziennikarz Ondřej Kundra, autor książki „Putinovi agenti” („Agenci Putina”) – finansowanie nie jest jasne, a w niektórych przypadkach udało się udowodnić, że pochodzi z Rosji. Na początku roku w ministerstwie spraw wewnętrznych Republiki Czeskiej powstało specjalne Centrum przeciw terroryzmowi i zagrożeniom hybrydowym (Centrum proti terorismu a hybridním hrozbám). Podobne działania prowadzi m.in. think tank Evropské hodnoty (Europejskie wartości), który w ramach projektu Kremlin Watch monitoruje wpływ Rosjan na opinię publiczną w Czechach.

Jak przekonuje Veronika Víchová z EH w Czechach funkcjonuje 40 stron internetowych, które – jak same o sobie piszą – zajmują się alternatywnymi wiadomościami. Ich zadaniem jest wprowadzenie w błąd opinii publicznej. Wielu Czechów ufa opublikowanym w tych serwisach wiadomościom. Najpopularniejsze z nich to m.in.: AE News, AC24.cz, Lajkit.cz. Jak wynika z analiz monitorowanych portali, wspierają one czeskie partie antysystemowe i antyeuropejskie, przekonują także m.in., że ukraiński rząd tworzą faszyści, a za konflikt ukraińsko-rosyjski odpowiedzialni się Amerykanie. Nawołują też do zniesienia sankcji wobec Rosji. W tym zakresie zgadzają się z poglądami Andreja Babiša i prezydenta Miloša Zemana.


Masz cynk?