Czy można mieć sympatię najważniejszych gazet i organizacji pozarządowych, mieć w swoich szeregach popularną prezydentkę Zuzanę Čaputovą, wygrać wybory do europarlamentu i w 10 miesięcy roztrwonić wszystko, tak by nie wprowadzić nawet jednego posła do parlamentu? Można. To słowackie studium przypadku – ku przestrodze - warto zadedykować też polskim politykom

Słowacy w sobotnich (29 lutego 2020) wyborach parlamentarnych wybierali spośród 24 ugrupowań (25. wycofało się z walki o głosy). Ostatecznie w jednoizbowym 150-osobowym parlamencie zasiądzie sześć partii.

53 posłów wprowadziła partia OL’aNO, czyli Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości.

Nikt do końca nie wie, jakie poglądy ma jej lider Igor Matovič (na zdjęciu), poza tym, że poparcie Słowaków zdobył konsekwentnie podnosząc temat walki z korupcją.

Druga jest – przynajmniej z nazwy – socjaldemokratyczna partia Smer (Kierunek – socjalna demokracja). Ta rządziła Słowacją od 2006 roku z krótką przerwą na lata 2010-2012. Smer, który ma opinie partii skorumpowanej, wprowadził do parlamentu 38 posłów.

17 przedstawicieli będzie miała Sme rodina (Jesteśmy rodziną) Borisa Kollára, który ponoć reprezentuje tradycyjne rodzinne wartości, choć jej lider ma 9 dzieci z 8 kobietami.

Również 17 mandatów uzyskała faszystowska partia Mariana Kotleby, czyli Ludowa Partia Nasza Słowacja. To żadna nowość na słowackiej scenie politycznej, oskarżony o promocję faszyzmu Kotleba wprowadził swoich posłów do słowackiego parlamentu w 2016 roku, ma też europarlamentarzystów.

13 posłów będzie miała liberalna, przynajmniej z nazwy, Sloboda a Solidarita Richarda Sulíka, a 12 posłów wprowadziła – centrowa i proeuropejska partia Za ľudí założona niedawno przez byłego prezydenta Andreja Kiski.

Poza parlamentem znaleźli się m.in. socjaliberałowie z koalicji Progresívne Slovensko – Spolu, z której wywodzi się popularna prezydentka Zuzana Čaputová i partia przedstawicieli mniejszości węgierskiej Most-Híd. Mniejszość węgierska na Słowacji stanowi 8,5 proc., wyborcy prawdopodobnie ukarali tę partię za to, że poparła rząd Petra Pellegriniego i nie zdecydowała się na przedterminowe wybory, których żądali przed dwoma laty na ulicach Słowacy w ponad 100-tysięcznych protestach.

Kawiarnia przegrała

W zasadzie cała „bratysławska kawiarnia” – ironiczne określenie bratysławskiej intelektualnej elity, która rzekomo żyje w bańce, nie znając problemów zwyczajnych ludzi – za nic mając ciszę wyborczą dzieliła się w piatek po południu, także na Facebooku, informacją, że będzie wybierać między socjalliberalną koalicją partii Progresívne Slovensko – Spolu a centrową Za ľudí byłego prezydenta Andreja Kiski.

Obie partie są zdecydowanie prodemokratyczne i proeuropejskie. I dały Słowacji dwóch ostatnich prezydentów, którzy – w przeciwieństwie do członków rządu, w którym od 2006 roku z krótką przerwą na lata 2010-2012 zasiadają przedstawiciele partii Smer – cieszą się na Słowacji dużym szacunkiem.

Najważniejszym było bowiem odsunąć od władzy skorumpowany rząd tworzony przez Smer, który, jak uważa mieszkający w Czechach słowacki socjolog Fedor Gál, ma „nie tylko brudne, ale i zakrwawione ręce”. To zrozumiała aluzja do zamordowania dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušínrovej.

Równie palącym – z punktu widzenia opozycji demokratycznej – było odnotowywane w sondażach nawet kilkunastoprocentowe poparcie dla faszystowskiej partii Mariana Kotleby. Tę sprawę mocno akcentowali słowaccy demokraci. Ruszyli na prowincje, organizowali spotkania, debaty, koncerty.

Jednak to nie oni wygrali te wybory, a populistyczne OL’aNO, które postawiło – zupełnie jak kiedyś dzisiejszy czeski premier Andrej Babiš, szef ANO – na temat walki z korupcją.

Ponoć Andrej Kiska przymierzał się już do bycia premierem, podobnie jak politycy PS/Spolu, mimo że ostatnie sondaże wyraźnie wskazywały spektakularny wzrost poparcia dla opozycyjnej partii OL’aNO i sprawiały, że to jej lider Igor Matovič trochę niespodziewanie wyrósł na lidera opozycji.

Niezrozumiały podział opozycji

Z dzisiejszego punktu widzenia błędem było podzielenie się elektoratu proeuropejskiego prodemokratycznego. Z zupełnie niezrozumiałych powodów Andrej Kiska i liderzy PS/Spolu nie połączyli sił.

Dlaczego Kiska na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi założył swoją partię polityczną, chociaż sam nie zdecydował się walczyć o drugą kadencję, a w wyborach prezydenckich popierał Zuzanę Čaputovą?

Przecież rezygnując z walki o drugą kadencję tłumaczył, że chce odpocząć i spędzać więcej czasu z żoną, która nie zdecydowała się na przeprowadzkę z Popradu do Bratysławy. Czy funkcja szefa partii i ewentualne członka rządu jest mniej absorbująca od pracy prezydenta?

Wyborcy chcą głosować na zwycięzców, tym część słowackich ekspertów tłumaczy zdecydowany wzrost poparcia w wyborach dla OL’ANO względem ostatnich sondaży, w którym partia Igora Matoviča wybiła się na prowadzenie.

Ostatecznie Andrej Kiska z poparciem 5,7 proc. wprowadził 12 posłów. PS/Spolu dostało 6,96 proc., ale nie znajdzie się w parlamencie, ponieważ próg wyborczy dla koalicji to 7 proc.

Socjaliberałowie zdobyli 200 780 ważnych głosów, zabrakło im ich tylko 926.

Niespodziewanie sporym sukcesem mogą się pochwalić analizując wynik głosowania w znanym słowackim więzieniu w Leopoldovie, gdzie PS-Spolu uzyskało najlepszy wynik – aż 23,93 proc. głosów. Tu dopiero na drugim miejscu było OL’ANO (15,42 proc.).

Koalicja PS-Spolu odniosła też wielki sukces wśród Słowaków za granicą, głosowało na nią aż 33,3 proc. z nich. Jeżeli patrzeć na podział na województwa, najwięcej głosów dostali w okręgu bratysławskim (14,24 proc.), najmniej w preszowskim (4,37 proc.).

Matovič premierem

Tak jak prognozowaliśmy w OKO.press, Słowacja skręciła ostro w prawo. Prawdopodobnie nowym słowackim premierem będzie Igor Matovič, który na swoje listy zaprosił m.in. działaczy katolickich i antyaborcyjnych. W zasadzie wszyscy jego najpoważniejsi koalicjanci to partie o mocno prawicowym światopoglądzie. Kto dokładnie utworzy z nim koalicję w tym momencie nie jest jeszcze jasne.

„Na pierwszym miejscu wylądował nieprzewidywalny populista, na drugim partia, którą pozostali uważają za mafię, na trzecim ekscentryczny przedsiębiorca, a za nim uplasowali się rasowi faszyści. Dwie liberalne partie, SaS i Za ľudí, wylądowały na szarym końcu, a liberałowie od obecnej prezydentki Zuzany Čaputovej z koalicji PS-Spolu w ogóle nie dostali się do parlamentu, co jest kolejnym zaskoczeniem. Porażka to jednak nie wina Čaputovej, a zupełnie niewyrazistego szefa partii Michala Trubana i jego spartaczonej kampanii” – napisał czeski dziennikarz Michal Půr z portalu Info.cz.

Jego zdaniem Matovič w swoich wystąpieniach pobił na głowę polityków PS-Spolu i z pewnością ukradł słowackim progresywnym ugrupowaniom sporą część wyborców.

„Partii Čaputovej nie pomogły ani największe nakłady na kampanię w mediach społecznościowych (w przypadku Matoviča były dużo niższe), ani nieskrywana sympatia dziennikarzy. To pokazuje, że wybory wygrywa się na ulicy, a wsparcie mediów jest na nic, zwłaszcza mediów liberalnych, które w dzisiejszych czasach reprezentują poglądy maleńkiej części społeczeństwa” – uważa Michal Půr.

„Z mojej perspektywy to wręcz szokujący rozwój zdarzeń. Gdzie koalicja PS-Spolu popełniła błąd? W niektórych okręgach nie byli dość skuteczni. Koalicja PS/Spolu odniosła sukces w okręgu bratysławskim, ale w niektórych okręgach na wschodzie kraju zdobyła tylko 3 proc. To porażka ich tamtejszej kampanii. Trzeba podkreślić, że zabrakło im tylko 900 głosów. Być może wyraźniejsze działania bezpośrednio przed głosowaniem mogły im przynieść oczekiwaną ilość głosów. Tak się jednak nie stało. Skutkiem tego konfiguracja politycznych sił na Słowacji zmieniła się na bardziej konserwatywną i moim zdaniem elementu liberalnego będzie bardzo brakowało” – mówił bratysławski politolog Grigorij Mesežnikov.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Dziwaczny prawicowo faszystowski konglomerat i klęska partii rządzącej. Według mnie świadczy o tym, że w Słowacji nie ukształtowała się oligarchią bonzow partyjnych, silnie wpływających na rynek polityczny. 24 partie w wyborach, w tak małym kraiku to także dowód słabej cenzury politycznej. Trochę swobodniej niż w Polsce. Partia władzy przegrała przez lekceważenie przeciwników i lenistwo. Podobnie było w Polsce z wyborem Dudy i odsunięciem PO. Nie widzę uzasadnienia dla sensacyjnego tytułu.

  2. TW Balbina

    Homo sovieticus , jak widać jest mocny w całym post-sowieckim bloku.
    Nic w tym dziwnego.Jakie społeczeństwo tacy jego wybrańcy, mówiąc krótko,
    mysz lwa nie urodzi.

    • Karol Wielki

      Wręcz przeiwnie. Mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej, dzięki doświadczeniu sytemu totalitarnego, od razu zauważają jak się zbliża kolejny zamordyzm. A niestety w tym kierunku dryfowała EU – Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, zarządzanych przez niewybieranych w wyborach komisarzy, z obowiązującą pod nakazem prawa teorią gender, otwartymi dla całego świata granicami i tolerancją wsyztkiego. I na to się mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej nie godzą.

  3. Juras Górski

    Dlatego dla dobra kraju partie PiS i PO powinny się połączyć, na podobieństwo CDU/CSU. Dwie konserwatywno-neoliberalne partie, których politycy gładko przechodzą z jednej do drugiej, nie zmieniając poglądów.
    Prywatnie od dawna się znają, robią razem geszefty, imprezują u biskupów.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!