0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
14 września 2022

Wybory w Szwecji. Antyimigrancka, ksenofobiczna prawica wchodzi do gry

Co się stało w państwie szwedzkim? Drugą siłą w parlamencie zostali Szwedzcy Demokraci, których lider - jeszcze przed wojną w Ukrainie - nie był pewien, czy woli Bidena, czy Putina. W dodatku Jimmie Åkesson chce w przyszłości zostać premierem

Wydrukuj

Wprawdzie najwięcej Szwedów (ponad 30 procent) zagłosowało zwyczajowo na Socjaldemokratów, ale wybory wygrał, zresztą o włos, blok centro-prawicowy, w którego skład wchodzi skrajnie prawicowa, antyimigrancka partia Szwedzkich Demokratów. Zagłosowało na nich ponad 20 procent Szwedów, więcej niż na Moderatów, których przewodniczący Ulf Kristersson ma zostać premierem.

Jednak to SD jest dziś drugą siłą w parlamencie i trzeba się z nią liczyć, a to partia o wielkich ambicjach dokonania radykalnych zmian w polityce.

Jeszcze niedawno byli wyrzutkami, przewodniczący innych partii prześcigali się w symbolicznych gestach odcinania się od SD. Zdarzało się, że ktoś po debacie nie podawał ręki przewodniczącemu Jimmie Åkessonowi [na zdjęciu podczas wieczoru wyborczego]. Podobno unikano nawet picia kawy w towarzystwie członków SD w kuluarach riksdagu. Te czasy się skończyły.

Muzułmanki pędzą po socjal

Przełomu dokonali zdesperowani, by ponownie sięgnąć po władzę Moderaci, którzy przed wyborami postanowili współpracować z SD w niektórych obszarach. Na przykład w temacie zmian polityki migracyjnej. Jednocześnie idąc do wyborów Ulf Kristersson zarzekał się, że w razie wygranej na pewno nie da SD miejsca w rządzie. Trudno w tej chwili zachować pewność, że tak się nie stanie.

Zresztą ma to pomniejsze znaczenie, bo centro-prawica i tak będzie całkowicie zależna od wsparcia populistów. Tych samych, którzy parę lat temu zachęcali do głosowania na nich filmikiem, w którym pędzące po zasiłki socjalne agresywne muzułmanki w burkach przewracały szwedzkich emerytów.

W tym roku Jimmie Åkesson przekonywał w spocie wyborczym, że Szwecja „dręczona wojnami gangów, grupowymi gwałtami oraz napaściami na emerytów”, a także brakiem prądu i chaosem w szkolnictwie tylko dzięki Szwedzkim Demokratom stanie się na powrót krainą szczęśliwości. Spot pełen był nawiązań do historycznej wielkości kraju oraz zachwytu nad tradycyjnymi szwedzkimi wartościami i cnotami.

W wyborach w 2018 roku na Szwedzkich Demokratów zagłosowało 17 procent wyborców i to wywołało szok. Odpowiedzią świata polityki była decyzja o kontynuowaniu marginalizowania SD w riksdagu [jednoizbowy parlament Szwecji]. Posłów tej partii nie zapraszano do parlamentarnych grup roboczych nawet w kluczowych dla całego kraju sprawach. Uważano, że to sposób na obronienie Szwecji przed rasizmem i populizmem, ale wydaje się, że stworzono obraz Szwedzkich Demokratów, jako ofiar politycznej poprawności. Dla niektórych wyborców: niewinnych i sprawiedliwych ofiar. Wygląda na to, że to także dzięki wykluczaniu i marginalizacji Szwedzkich Demokratów w oczach swoich zwolenników stali się oni jedynymi, którzy mówią otwarcie o problemach i płacą za to wysoką cenę. To bardzo im pomogło. Niklas Orrenius w nominowanym do nagrody Kapuścińskiego reportażu „Strzały w Kopenhadze” tłumaczył to w ten sposób:

„Pogarda ze strony establishmentu pomaga SD w kreowaniu się na partię outsiderów, którzy walczą z silniejszymi od nich”.

W tym roku Szwedzkim Demokratom pomogło także to, że choć wiele partii nadal nie uważa ich za partnerów do dialogu, to jednocześnie sporo szwedzkich polityków, łącznie z Socjaldemokratami zaczęło mówić … językiem podobnym do SD. Przede wszystkim chodzi tu o temat problemów z integracją imigrantów. Jeszcze niedawno słowa o konieczności ograniczania polityki azylowej nie przechodziły politykom z lewej strony przez gardło, a niechcąca już uchodźców Dania przedstawiana była jako odstraszający przykład i kraj upadły moralnie. Teraz czołowi socjaldemokraci powołują się na Danię jako interesujący wzór do naśladowania.

Dobrym przykładem są tu pozytywne reakcje na kontrowersyjny duński program likwidacji tzw. gett etnicznych, w którym chodzi o to, by zmuszać do wyprowadzania się z imigranckich dzielnic mieszkańców określanych mianem „niezachodnich” (chodzi o większość przybyszów spoza Unii Europejskiej, a także osoby, które mają choćby jednego rodzica o takim pochodzeniu). Działania te nazywane był przez socjaldemokratycznych członków odchodzącego rządu za godne rozpatrzenia rozwiązania.

Bez Grety

Poza tym głównymi tematami tegorocznych wyborów były niestety te, o których od lat mówili Szwedzcy Demokraci. Tym razem Szwedów niespecjalnie interesowała ekologia i efekt cieplarniany. Wygląda wręcz na to, że zapomnieli o Grecie Thunberg. Partia Zielonych miała długo tak złe wyniki w sondażach, że nie było pewne, czy wejdzie do parlamentu. Wyborcy chcieli za to porządku i bezpieczeństwa, bo spokojną Szwecją regularnie wstrząsają trwające od paru lat wojny gangów narkotykowych. W szwedzkich miastach dochodzi do strzelanin, w których wprawdzie giną gangsterzy (w tym roku ponad czterdziestu), ale zdarza się też, że zostanie postrzelony ktoś postronny.

Co gorsza, nie da się już za bardzo ukryć, że gangi mają charakter etniczny. Jest to temat, o którym długo nie dyskutowano w mediach, ale czas ten się skończył. O problemie braku integracji, o chaosie w szkołach na przedmieściach i o wciąganiu młodych ludzi w świat przestępczy mówią dziś wszyscy politycy. Szwedzcy Demokraci podkreślają, że to oni nazywali problem po imieniu jako pierwsi i nikt ich nie słuchał, a teraz: proszę! .W dodatku oferują jakże proste rozwiązania: deportacje, repatriacje migrantów, zamknięcie Szwecji na uchodźców, cofnięcie zegara, powrót do Szwecji w kolorze blond, takiej jak na ich wyborczych spotach.

Fakt, że Szwecja ma dziś ponad 20 procent mieszkańców urodzonych poza krajem i że bez imigrantów zawaliłaby się i tak mająca już problemy kadrowe służba zdrowia, przestała działać komunikacja miejska i generalnie kraj by się zatrzymał, w populistycznej narracji SD nie gra roli.

Biden czy Putin? Sam nie wiem

Szwedzcy Demokraci to partia, która powstała w latach ’80 zeszłego wieku w Skanii i u swoich początków miała silne powiązania z neonazizmem. Pierwszy sekretarz oddziału SD w Malmö, Gösta Bergquist chwalił się, że w 1945 roku nosił publicznie nazistowski mundur i sprzedawał w Sztokholmie gazetę „Szwedzki Narodowy Socjalista”. Przewodniczący partii na początku lat ’90, Anders Klarström, należał wcześniej do neonazistowskiej Krajowej Partii Nordyckiej i był zdeklarowanym antysemitą. Kolejni przewodniczący SD starali się odchodzić od wizerunku neonazistów, ale nie przeszkadzało im to w pozyskiwaniu wsparcia, także finansowego od skrajnie prawicowych partii w innych krajach. W 1998 roku SD otrzymało na przykład pół miliona koron na kampanię wyborczą od francuskiego Frontu Narodowego.

W 2005 roku przewodniczącym partii został Jimmie Åkesson i to dzięki niemu (nie da się ukryć, że to wyjątkowo sprytny polityki i dobry strateg), partia w 2010 roku dostała się do riksdagu, a jej wpływ i poparcie dla zaczęły rosnąć w szybkim tempie.

Dziś Szwedzcy Demokraci trochę się ucywilizowali, ale nadal są partią ksenofobiczną, głoszącą potrzebę powrotu do tradycyjnych wartości, krytyczną względem mediów liberalnych, naśmiewającą się z takich tematów jak niebinarność i feminizm, pragnącą wspierać „tradycyjną kulturę” szwedzką, najlepiej koncerty dla ludu w Skansenie. To sympatycy Trumpa i Orbána, a Jimmi Åkesson przed wojną w Ukrainie powiedział w jednym z wywiadów , że nie jest taki pewny, czy z przywódców bliższy mu jest Biden czy Putin.

Swój wielki sukces zawdzięczają także temu, że stworzyli całą sieć własnych, alternatywnych mediów. W niedzielę wieczorem dziennikarka finansowanego przez SD internetowego kanału telewizyjnego Rebecka Fallenkvis podsumowała sukces wyborczy partii słowami Helg seger! W dosłownym tłumaczeniu oznacza to „Weekendowe zwycięstwo!”, ale według gazety Expo słowa te mogą być nawiązaniem do nazistowskiego Hell seger. Być może to przesada, a już na pewno nie jest tak, że niemal co czwarty Szwed, który zagłosował na SD to neonazista, albo nawet nacjonalista.

Jest za to pewne, że Szwecja nie uchroniła się przed chorobami naszych czasów: polaryzacją i poszukiwaniem prostych rozwiązań dla skomplikowanych problemów u populistów.

Co gorsza, Szwedzi nie są narodem przyzwyczajonym do wychodzenia na ulicę i demonstrowania przeciw rządzącym. Lubią konsensus. Słuchają polityków. Tegoroczny szok spowodowany sukcesem SD jest znacznie mniejszy niż szok sprzed czterech lat. Dlatego naprawdę istnieje ryzyko, że Szwecja zacznie się zmieniać w sposób, jakiego nikt by się po niej nie spodziewał. A Jimmie Åkesson twierdzi, że chce w przyszłości zostać premierem…

Udostępnij:

Katarzyna Tubylewicz

Pisarka, kulturoznawczyni i tłumaczka literatury szwedzkiej. Autorka m.in. reportaży o współczesnej Szwecji „Samotny jak Szwed? O ludziach Północy, którzy lubią bywać sami”, „Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie”. Ostatnio wydała: „Szwedzka sztuka kochania. O miłości i seksie na Północy”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne