"Jeśli kochacie naturę, to miejsce dla Was" - tak wygląda większość internetowych opinii o Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Ale są też inne głosy - że zwierzęta są chore i zaniedbane. 28 grudnia OKO.press towarzyszyło inspektorom Fundacji Viva! podczas interwencji. Dziesięć zwierząt należało wywieźć w trybie pilnym. Groziła im śmierć

Park Dzikich Zwierząt Kadzidłowo im. prof. Benedykta Dybowskiego leży w Puszczy Piskiej i zajmuje ok. 100 hektarów. To jedno z prywatnych zoo w Polsce, od samego początku szefuje mu dr Andrzej Krzywiński, dziś już starszy człowiek.

Przebywa tu kilkaset zwierząt: daniele, osły, sarny i koniki polskie, a nawet jeden jak. W wolierach trzymane są też duże drapieżniki – wilki i rysie. A także ptaki – w tym żurawie, puchacz i bieliki. Luzem latają pawie o rozłożystych ogonach.

Jest też ponad 40 psów, bo dr Krzywiński ma pasję kynologiczną i wyhodował nową rasę – Polskiego Spaniela Myśliwskiego. „Położenie Parku na śródleśnych łąkach umożliwia bytowanie zwierząt w warunkach zbliżonych do naturalnych” – zachwala samo siebie kadzidłowskie zoo.

„Temu osiołkowi grozi śmierć”

Obietnica promocyjnego tekstu blednie, gdy wchodzimy na wybieg dla osłów. Kilka z nich kuleje, chodzenie sprawia im ból. Powód widać gołym okiem: to deformujące nogi przerośnięte kopyta. Osły nie mają ich o co ścierać, bo ziemia jest tu miękka i rozmokła. Dlatego przynajmniej raz w roku kowal powinien opiłować kopyto, by pozbyć się nadmiaru tkanki rogowej.

„Temu osiołkowi grozi śmierć, jeśli kość przebije puszkę kopytową” – mówi mi Ilona Dąbrowska, inspektor ds. ochrony zwierząt z Fundacji Viva!, wskazując jeszcze na wychudzenie oślicy.

Dr Krzywiński upiera się, że zwierzęta miały opiłowywane kopyta. Mateusz Stachowiak – weterynarz, który przyjechał z Vivą! – kręci głową. Jego zdaniem wygląda to tak, jakby nikt nigdy o kopyta osłów nie dbał.

Widoczne u osła przerośnięte przednie kopyta i zdeformowane nogi. Kadr z materiałów filmowych OKO.press.

Idziemy dalej, do wielkiego włochatego jaka. Przygląda nam się zza ogrodzenia, stojąc na środku błotnistego wybiegu. Ale na trzech, a nie czterech nogach. Weterynarz pokazuje palcem na zgrubienie na lewej tylnej nodze zwierzęcia. Powyżej racic jest ogromna opuchlizna. Jak z bólu oszczędza kończynę.

Dr Krzywiński zarzeka się, że u zwierzęcia niedawno był lekarz i jest ono w trakcie leczenia. Weterynarz pyta, co przepisano zwierzęciu. Szef zoo wymienia nazwę leku. „Tego nie podaje się jakom” – odpowiada Stachowiak. Dr. Krzywińskiemu rzednie mina, traci pewność w głosie.

Jak z widoczną ogromną opuchlizną na lewej tylnej nodze. Fot. Fundacja Viva!

Psy w ciemności

Podczas naszej wizyty nad parkiem nieustannie unosi się szczekanie psów. To ujadają wyhodowane przez dr Krzywińskiego myśliwskie spaniele. Wchodzimy do małej zagrody, w której stoją boksy z psami. Podskakują na nasz widok, ślizgając się we własnych odchodach. Jeśli ktoś czyścił ich klatki, musiał to robić dawno temu. Uwagę przykuwają miski z wodą – albo raczej błotnistą breją, która się w nich znajduje.

Dziwnie wyglądają zasłonięte igliwiem otwory w budynku obok boksów. Okazuje się, że ukrywają kolejne trzy psy. Każdy z nich siedzi w ciemnej, niskiej i maleńkiej izbie. Na przemian szczekają i merdają ogonami. Boją się wyjść. Jeden biega jak oszalały w kółko. W końcu udaje się je wyciągnąć. Są przeraźliwie chude.

Krótka inspekcja ich legowisk pokazuje, że nie mają żadnej wyściółki – śpią na gołej, wilgotnej ziemi, we własnych fekaliach. Woda w ich miskach – jeśli jest – przypomina zawartość kloaki. Szef zoo nie jest w stanie powiedzieć, kiedy psy ostatni raz jadły i wyszły na światło dzienne.

Wstępny weterynaryjny ogląd wykazuje nużycę (choroba pasożytnicza), być może świerzb. Dr Krzywiński zrzuca winę na pracownika. Kiedy dyrektor był w szpitalu, pracownik miał troszczyć się o psy, ale się rozpił i je zaniedbał.



Przepuklina jak piłka

Potem odwiedzamy wybieg dla husky. Straszą w nim dwie maleńkie i zniszczone budy. Jedna nie ma nawet dna, na mokrej ziemi leży tylko cienka druciana siatka. Szybkie badanie wykazuje, że suka ma poważny problem ze stawem biodrowym, a do tego jest zapchlona. Jej partner wyje rozpaczliwie zza płota, gdy bada ją weterynarz.

Miały być tylko dwa husky, ale nagle okazuje się, że jest jeszcze jeden – druga suka, zamknięta w boksie. Patrzy na nas nieufnie, gdy przyglądamy się jej zza siatki. Gołe klepisko usłane jest odchodami. Okazuje się, że pies siedzi tu już trzy tygodnie. Bo – tłumaczy dr Krzywiński – suka miała cieczkę. „Ale chyba już jej nie ma, prawda?” – pyta weterynarz. Szef zoo mruczy coś niewyraźnie w odpowiedzi. Suka wygląda na krzyżówkę psa z wilkiem, ale dr Krzywiński zarzeka się, że to nie hybryda.

Suka z przepukliną. Jej boks wypełniają walające się wszędzie odchody. Fot. Fundacja Viva!

Za stodołą znajdujemy kolejne boksy z myśliwskimi spanielami.

W jednym z nich widzimy suczkę, której spomiędzy tylnych nóg zwisa niby-narośl wielkości sporej piłki. We wstępnej ocenie weterynarza – to przepuklina. Jeśli pęknie, pies umrze w potwornym cierpieniu. Przyciśnięty pytaniami dr Krzywiński przyznaje, że spanielka nie była leczona.



Do lepszego życia

Ponurego obrazu całości dopełnia wizyta w jednym z budynków gospodarczych. W świetle latarki ukazują się dziesiątki wypchanych zwierząt – głowy, a nawet całe ciała jeleni, danieli, saren i łosi. Dr Krzywiński mówi, że to wypreparowane ciała zwierząt, które kiedyś żyły w parku. Marzy mu się muzeum, którego wypchane okazy będą ozdobą.

Jedna z wypchanych zwierzęcych głów. Kadr z materiałów filmowych OKO.press.

Inspektorzy Vivy! w ramach interwencji chcą zabrać dziesiątkę zwierząt – cztery spaniele (w tym sukę z przepukliną), dwa pieski chihuahua, cztery osły z przerośniętymi kopytami – które najpilniej potrzebują pomocy. Chętnie zabraliby też jaka z chorą nogą, ale w tym momencie technicznie to niewykonalne. Dr Krzywiński spiera się o niektóre psy, ale krótko. Kontrola kończy się po blisko sześciu godzinach. Około godz. 14 wyjeżdżamy ze zwierzętami.

Jadę samochodem, w którym są cztery psy. Cuchną kałem i wilgocią tak bardzo, że nie dajemy rady jechać bez otwartego okna, choć jest zimno. Ale ważne jest tylko to, że zwierzęta jadą do lepszego życia. Najpierw trafią na leczenie.

Fundacja Viva! organizuję zbiórkę pieniędzy na leczenie zwierząt z interwencji w Kadzidłowie. Wkrótce w OKO.press wideorelacja z akcji.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym