Nocny atak furii Jarosława Kaczyńskiego spełnia kryteria przestępstwa zniesławienia opisanego w kodeksie karnym. A jeżeli nie naruszył kodeksu etyki poselskiej, to by znaczyło, że etyka w polskim Sejmie już nie obowiązuje. Może zapowiadać jeszcze wyższy poziom hejtu w polityce

„Panie marszałku przepraszam, ale ja bez żadnego trybu. Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie sobie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojej świętej pamięci brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”

– te 30 słów wykrzyczanych przed lidera PiS 18 lipca 2017 roku o godz. 23.47 można analizować z perspektywy politycznej, obyczajowej, prawnej i psychopatologicznej. Uwzględnimy głównie prawną.

Nerwy, czyli groźba polityczna

Politycznie niebezpieczna jest sytuacja, gdy liderowi rządzącej partii, człowiekowi o tak zasadniczym wpływie na stan spraw publicznych puszczają nerwy i przestaje kontrolować swoje zachowanie. Działania opozycji, która próbowała powstrzymywać plan polityczny PiS, wywołały niespotykaną furię o specyficznej treści – tragedii rodzinnej wyrażonej w formie obsesji, nieomal manii prześladowczej „w imieniu zamordowanego brata”.

Kaczyński często przypisuje „skrajną nienawiść” swoim oponentom (np. podczas miesięcznicy 10 maja 2017), ale emocję, którą pokazał w Sejmie można określić tak właśnie – jako wybuch nienawiści, w połączeniu z absurdalnym oskarżeniem opozycji o zamordowanie brata. Emocje sprawiły, że Kaczyński utracił polityczny rozsądek tak dalece, że zaczął od deklaracji politycznej nonszalancji „ja bez żadnego trybu”. Tak otwarte przyznanie się do swej ponad i pozaprawnej pozycji wydaje się oczywistym błędem, bo odbiorcy polityki u nikogo nie lubią wywyższania się i arogancji.

Występ Jarosława Kaczyńskiego może dla jego środowiska politycznego oznaczać usankcjonowanie skrajnego, brutalnego hejtu, a entuzjastyczne oklaski jakie dostał od swoich mogą zapowiadać, że mową PiS stanie się – jeszcze bardziej niż do tej pory – nieracjonalna emocja nienawiści i zemsty w stylu Krystyny Pawłowicz czy Stanisława Piotrowicza. W odpowiedzi zaostrzy się także retoryka opozycji.

Damski bokser

Poziom agresji prezesa wyraził się też w słowie „won” rzuconym do posłanki Nowoczesnej Kamili Gasiuk-Pihowicz, która zabierała głos przed nim.

Jarosław Kaczyński już kiedyś zachował się podobnie wobec Agnieszki Pomaskiej z PO. Podczas blokady mównicy sejmowej przez opozycję 16 grudnia 2016 krzyknął do niej „Idź do diabła”, a parę godzin później zabrał jej telefon komórkowy i rzucił go na ziemię.

W obu tych przypadkach uderzające jest, że bezpośredni atak słowny czy nawet czynny następuje wobec kobiety, co może naruszyć wizerunek tradycjonalistycznej galanterii zachowań „wobec pań”, jaką demonstruje na co dzień Kaczyński np. całując kobiety w rękę.

Zniesławił opozycję

Wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego jest klasycznym  zniesławieniem i jako taka  może być ścigana – z powództwa cywilnego – na mocy  art. 212 kodeksu karnego:

„§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności”.

Zgodnie z tą definicją Kaczyński zniesławił tych, którzy „niszczyli i zamordowali” Lecha Kaczyńskiego, a teraz „wycierają sobie nim mordy”, bo takie postępowanie jest zbrodnią i czynem moralnie ohydnym, który w oczywisty sposób naraża posłów na utratę zaufania czy wręcz – gdyby było prawdą – uniemożliwiłoby im dalszą pracę w parlamencie. Chyba że Kaczyński potrafiłby udowodnić, że to nie były pomówienia i faktycznie ktoś z opozycji lub grupa posłów i posłanek – Lecha Kaczyńskiego zamordowała. Ale tego nawet Antoni Macierewicz, mimo wieloletnich wysiłków, nie potrafi.

Kto został zniesławiony? Grupa posłów opozycji (zapewne z PO) – bo do niej kierował swoje słowa Kaczyński, wygrażając w ich stronę pięściami. Posłanka PO Ewa Kopacz zapowiedziała, że będzie pozew zbiorowy za tę wypowiedź: „Nigdy takie słowa haniebne w Sejmie nie padły. Jarosław Kaczyński wyszedł ze złą twarzą, ze złą miną. Ten człowiek oszalał z nienawiści”.

Naruszył etykę poselską

Zgodnie z art. 6 Zasad Etyki Poselskiej, Kaczyńskiego – jak każdego posła – obowiązuje „dbałość o dobre imię Sejmu”:

„Poseł powinien unikać zachowań, które mogą godzić w dobre imię Sejmu. Powinien szanować godność innych osób”.

Trudno uznać słowo „won”, skierowane przez Kaczyńskiego do Gasiuk-Pihowicz, za wyraz uszanowania godności posłanki. W ten sposób wyraża się raczej całkowity brak szacunku, chęć poniżenia.

W oczywisty sposób Kaczyński nie okazał też szacunku bliżej niezdefiniowanej grupie posłów i posłanek opozycji, zarzucając im:

  • nieposzanowanie pamięci swego brata,
  • niszczenie go, a nawet
  • zamordowanie, a obecnie
  • używanie postaci Lecha Kaczyńskiego do niecnych celów.

Kaczyński pomówił grupę posłów opozycji o morderstwo motywowane politycznie. Tak dosłownie powiedział odróżniając „zamordowanie” od „niszczenia”. Stanowi to wyjątkowo poważny zarzut od strony i karnej, i moralnej, i politycznej.

Wypowiedź posła Kaczyńskiego narusza także dobre imię Sejmu poprzez:

  • używanie  wulgarnego języka, w tym słów „kanalie” i „morda”. Co ciekawe, stan emocjonalny, w jakim był poseł, sprawił, że zniekształcił on związek frazeologiczny „wycierać sobie twarz”. Ten i tak brutalny zwrot był widocznie zbyt delikatny dla Kaczyńskiego. Chciał dodatkowo poniżyć swoich oponentów podkreślając, że nie mają twarzy tylko mordy.

I wreszcie Jarosław Kaczyński ugodził w dobre imię Sejmu

  • ostentacyjnie lekceważąc obowiązujące procedury i stawiając się ponad sejmowym regulaminem.

Nie wiadomo, czy ktoś zgłosi wniosek do Komisji Etyki Poselskiej lub czy rozpatrzy ona sprawę wypowiedzi Kaczyńskiego z własnej inicjatywy. Gdyby uznała, że Kaczyński naruszył etykę poselską, mogłaby w drodze uchwały:

  • zwrócić Kaczyńskiemu uwagę,
  • udzielić upomnienia lub
  • udzielić nagany.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym