"Z budżetu wydajemy na sądownictwo aż 1,8 proc. PKB, gdy średnia unijna to 0,6 proc. Wydajemy trzykrotność średniej" - oburza się wicepremier Mateusz Morawiecki i twierdzi, że broni dobrego imienia rządu "podając liczby". Ministrowi rozwoju liczby mylą się jednak na potęgę: nie odróżnia PKB od budżetu i przecenia liczbę sędziów na tle UE

Wicepremier Mateusz Morawiecki, który jednocześnie jest ministrem finansów, udzielił wywiadu serwisowi wPolityce.pl. Opowiada w nim o swojej wizycie w USA, podczas której „szeroko rozmawiał” z przedstawicielami biznesu, „liderami opinii” oraz bliżej nieokreślonymi „środowiskami żydowskimi” (miejmy nadzieje, że są one bardziej reprezentatywne niż te, z którymi spotkał się niedawno Jarosław Kaczyński).

Mówi, że walczy z rzekomymi fake newsami na temat Polski, bowiem „to, co dzieje się w Warszawie oceniane jest przez pryzmat tego, co mówi się o tym w Berlinie czy Paryżu”. W jaki sposób walczy? „Podaję liczby” – mówi Morawiecki. Kłopot w tym, że liczby się nie zgadzają.

Bronił w ten sposób m. in. rządowych reform sądownictwa tak krytykowanych przez Komisje Europejską i większość prawników w Polsce. Przytaczamy tę część jego wypowiedzi w całości:

„Podaję liczby: mamy najwięcej sędziów na 10 tys. mieszkańców, z budżetu wydajemy na sądownictwo aż 1,8 proc. PKB, gdy średnia unijna to 0,6 proc. Wydajemy trzykrotność średniej UE! A są przecież kraje UE, które na sądownictwo przeznaczają 0,2 czy 0,3 proc. PKB budżetu. Gdybyśmy zeszli do średniej unijnej, zaoszczędzilibyśmy kilka miliardów złotych.

Zatem przeznaczamy na sądownictwo najwięcej pieniędzy w relacji do wydatków budżetowych w Europie i mamy sądownictwo będące instytucjonalną piętą achillesową polskiej rzeczywistości.

Rozprawy potrafią trwać 10 lat w I instancji, sędziowie są poza wszelką kontrolą i częściej skazywane są babcie za zjedzenie batonika w sklepie niż np. mafiosi paliwowi okradający polskie społeczeństwo na miliardy złotych”.

O rzekomej niesprawności sądów OKO.press już pisało – nie jest dobrze, ale też nie jest tak źle, jak to przedstawia wicepremier Morawiecki i cały rząd PiS. Polecamy nasz tekst z lutego 2017 Ziobro o polskich sądach: szczyty przewlekłości. Nieprawda. Są sprawniejsze niż w 12 krajach UE”.

Tym razem OKO.press sprawdziło liczby podawane przez wicepremiera w tym wywiadzie. Nic się nie zgadza.

Ale po kolei.


Z budżetu wydajemy na sądownictwo aż 1,8% PKB, gdy średnia unijna to 0,6%. Wydajemy trzykrotność średniej UE!

Mateusz Morawiecki, Wpolityce.pl - 31/08/2017

fot. Kornelia Glowacka-Wolf / Agencja Gazeta


Fałsz. Na sądy wydajemy nieco ponad 0,5 procent PKB


Morawiecki albo się pomylił, albo używa wprowadzającego w błąd żargonu. Na pewno jednak całkowicie myli się, co do przyczyn względnie wysokich wydatków na sądownictwo.

Wydatki na sprawiedliwość

Dokładne statystyki na temat wydatków na wymiar sprawiedliwości w krajach europejskich prowadzi Europejska Komisja na rzecz Efektywności Wymiaru Sprawiedliwości (CEPEJ) przy Radzie Europy. W 2016 roku na podstawie danych CEPEJ powstał raport pt. „Sądownictwo. Polska na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej”. Opracował go Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, jednostka badawcza podległa ministrowi sprawiedliwości – od 2015 roku Zbigniewowi Ziobrze. Wzięto pod uwagę dane z 2014 roku. Co wynika z raportu?

Weźmy najpierw wydatki na wymiar sprawiedliwości w przeliczeniu na jednego mieszkańca. To dobry wskaźnik, bowiem bierze pod uwagę nie tylko wysokość wydatków budżetowych, lecz także liczbę ludzi, których wymiar sprawiedliwości musi obsłużyć. Okazuje się, że polski wymiar sprawiedliwości z wydatkami na poziomie 64 euro na mieszkańca był w 2014 roku raczej w ogonie Europy niż w rozrzutnej awangardzie. I nie odbiegamy pod tym względem od krajów naszego regionu (z wyjątkiem Węgier, które mają ogromne wydatki na wymiar sprawiedliwości).

Wykres z raportu „Sądownictwo. Polska na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej.”

Co jednak z wydatkami liczonymi jako część budżetu państwa? Tutaj jest inaczej i rzeczywiście Polska jest w czołówce, choć nie odstaje od średniej tak bardzo, jak chciałby Morawiecki. W 2014 wydatki na wymiar sprawiedliwości pochłonęły 3,2 proc. wydatków budżetowych. Polska zajęła z tym wynikiem trzecie miejsce w zestawieniu.

Wydatki na wymiar sprawiedliwości w państwach europejskich w 2014 roku to średnio nieco ponad 2 proc. budżetu. Warto zwrócić uwagę, że nie ma tutaj łatwego do znalezienia wzorca – do wydających więcej należą zarówno państwa wschodniej jak i zachodniej Europy. Już po tym wykresie możemy się domyślać, że minister Morawicki coś mocno przeszacował – budżet państwa stanowi wszak jedynie część PKB, a w Polsce jest to część wyjątkowo mała na tle Europy.

Wydatki na sądownictwo

Dotychczas zajmowaliśmy się wydatkami na wymiar sprawiedliwości w ogóle. Spójrzmy teraz na samo sądownictwo, o którym mówi minister. Spośród 1 827 mln euro, jakie łącznie Polska wydała na trzy główne elementy wymiaru sprawiedliwości (sądy, pomoc prawna, prokuratura – 73,9 proc. ogółu wydatków na wymiar sprawiedliwości), na sądownictwo wydano 1 379 mln euro. Czy to dużo? Jeśli weźmiemy pod uwagę udział takich wydatków w budżetach państw odpowiedź brzmi: tak, to całkiem sporo.

Domyślamy się już zatem skąd Morawiecki wziął swoje dane. Pomylił udział wydatków w budżecie państwa z udziałem tych wydatków w PKB oraz wygodnie zaokrąglił liczby. Dlaczego to istotna różnica?

Budżet państwa to ogół dochodów i wydatków rządu w danym roku. Jest to ok. połowy całkowitych wydatków państwa (reszta to m.in. ZUS, NFZ i wydatki samorządów). W 2014 roku zaplanowane wydatki wyniosły 325 mld zł. Natomiast Produkt Krajowy Brutto (PKB) to całkowita wartość dóbr i usług wytworzonych na terenie kraju w danym roku. Ta wartość może być różnie szacowana i przedstawiana, jednak dość powiedzieć, że jest wielokrotnie większa od wielkości budżetu, który stanowi jedynie część PKB.

Według metodologii przyjętej przez rząd budżet państwa w 2014 roku stanowił 19 proc. polskiego PKB.

Udział danej kategorii wydatków państwa w PKB jest lepszym wskaźnikiem tego, ile państwo realnie wydaje np. na szkolnictwo, kulturę czy właśnie wymiar sprawiedliwości. Niekiedy udział takich wydatków w PKB jest regulowany ustawowo – tak jest w przypadku wojska (2 proc.). Udział wydatków na daną dziedzinę w PKB jest też znacznie lepszym sposobem porównywania nakładów różnych krajów, niż porównywanie udziałów tych wydatków w budżetach.

W 2014 roku wydatki na sądownictwo stanowiły 1,77 proc. budżetu Polski, podczas gdy średnia unijna wynosiła 0,64 proc.

Udział wydatków na same sądy w PKB na tle innych krajów UE nie wygląda już tak spektakularnie, choć jest dość wysoki.

Źródło: The 2016 EU Justice Scoreboard

Skąd się jednak bierze wysoki udział wydatków na sądownictwo w budżecie państwa? W Polsce stosunkowo mało wydaje się np. na pomoc prawną, a sądownictwo stanowi dość dużą cześć wszystkich wydatków na wymiar sprawiedliwości. Jednak najważniejsza przyczyna leży gdzie indziej, pisze o tym IWS w swoim raporcie: “Relatywnie wysoki odsetek takich wydatków cechuje zresztą także pozostałe państwa Europy Środkowo-Wschodniej, co jest związane m.in. z mniejszymi ogólnymi ich budżetami„.

Co by się stało gdyby zmniejszyć wydatki trzykrotnie, tak jak sugeruje Morawiecki? Spadlibyśmy na sam dół zestawienia. To oczywisty absurd – sądownictwo po prostu przestałoby działać.

Zarówno polski budżet jak i cały sektor finansów publicznych stanowią w Polsce mniejszą część PKB niż średnio w krajach UE i OECD. I właśnie na ministrze Morawieckim spoczywa odpowiedzialność za to, aby ten niekorzystny stan rzeczy zmienić. To jednak wymagałoby nie tylko uszczelnienia podatku VAT, co częściowo się udaje – choć nie wiadomo, jak duża w tym zasługa samego Morawieckiego – lecz także zmiany systemu podatkowego na bardziej progresywny. PiS zapowiadał reformę podatków, lecz bardzo szybko się z niej wycofał.

Mamy najwięcej sędziów na 10 tys. mieszkańców? Nic podobnego

Bez względu na to, czy Morawiecki pomylił się czy tylko wyraził niejasno i wygodnie przyciął krawędzie danych liczbowych, w innej sprawie już całkiem zwyczajnie wprowadza czytelników w błąd. Dlaczego mamy takie wydatki? Morawiecki sugeruje prostą odpowiedź.


Mamy najwięcej sędziów na 10 tys. mieszkańców

Mateusz Morawiecki, Wpolityce.pl - 31/08/2017

20.10.2016 Warszawa , Ministerstwo Rozwoju . Minister Rozwoju i Finansow Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej ws inwestycji Toyoty w Polsce . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Fałsz. Wyprzedza nas sześć krajów


Ministrowi zapewne pomyliło się 10 tys. i 100 tys., bo statystyki sędziów podaje się na 100 000 mieszkańców. Gorsze jest to, że pod względem liczby sędziów na 100 tys. mieszkańców Polska nie jest pierwsza, lecz siódma.

Źródło: The 2016 EU Justice Scoreboard

Wyprzedzają nas Słowenia, Chorwacja, Luksemburg, Bułgaria, Czechy i Węgry. W Polsce w sądach pracuje ok. 10 tys. sędziów, czyli dwudziestu sześciu na 100 tys. mieszkańców. Morawiecki nie jest pierwszym ministrem w rządzie Beaty Szydło, który mówi nieprawdę na ten temat. OKO.press zajmowało się już podobną wypowiedzią ministra Ziobry.



Według sondażu CBOS z sierpnia 2017 roku aż 81 proc. Polaków chce reformy sądownictwa, lecz nie w wydaniu zaproponowanym przez PiS i rząd Beaty Szydło. Trudno się dziwić. Poza skandalicznym trybem procedowania ustaw o SN, KRS i ustroju sądów, ich niezgodnością z konstytucją i wulgarnymi oskarżeniami kierowanymi pod adresem protestujących, jest jeszcze jeden czynnik: uporczywe manipulowanie faktami na temat wymiaru sprawiedliwości.

A Mateusz Morawiecki – mający w rządzie status eksperta i specjalisty od liczb – jest kolejnym ministrem, który przekonując do reformy sądownictwa posłużył się danymi całkowicie wyssanymi z palca.

Prośba do czytelników OKO.press

Mateusz Morawiecki mówi w wywiadzie, że podczas poprzedniej wizyty rozmawiał „z ludźmi z bliskiego otoczenia prezydenta Trumpa: Williamem Brooksem, Stevenem Mnuchinem czy Rickiem Perrym”

Mnuchin – sekretarz skarbu, wcześniej wieloletni współpracownik banku Goldman Sachs, który potem najwyraźniej zarabiał na fałszowaniu dokumentów bankowych – rzeczywiście jest kimś z dość bliskiego otoczenia Trumpa. Perry – sekretarz ds. energii, wcześniej wyjątkowo okrutny gubernator Teksasu, następnie groteskowy kandydat na prezydenta, który nawet zdaniem innych republikanów nie jest człowiekiem o przesadnie wysokiej inteligencji – nie jest co prawda kimś z bliskiego otoczenia Trumpa, ale przynajmniej jest realną osobą.

Natomiast William Brooks… no właśnie. Kim jest jest William Brooks? Mimo usilnych poszukiwań nie udało nam się potwierdzić istnienia takiej osoby. Raczej nie chodzi o działacza afro-amerykańskiego i gorącego krytyka Trumpa ani tym bardziej o specjalistę od opery francuskiego baroku. Jesteśmy bezradni. Może Wam, czytelnikom OKO.press, uda się go odnaleźć? Dajcie znać w komentarzu pod tekstem albo pod linkiem na fb.


Abonament na wolność słowa

Redaktor i dziennikarz OKO.press. Tłumacz literatury. Pisze o pracy, podatkach i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym