0:00
Śledztwo

Zasłynął zakupem maseczek z lewym certyfikatem. W zarządzie KGHM i radzie PZU zarobił ponad 2,3 mln zł

O Marcinie Chludzińskim zrobiło się głośno na cały kraj, gdy KGHM, którego jest szefem, ściągnął z Chin tysiące maseczek z nieprawdziwymi certyfikatami. Zanim wyszło to na jaw, robił wokół zakupu masek wielką akcję PR-ową Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego. To obecnej władzy zawdzięcza fotel prezesa KGHM i funkcję członka rady nadzorczej PZU

Wydrukuj

Kariera Marcina Chludzińskiego jest jedną z najbardziej błyskotliwych karier okresu „dobrej zmiany”.

  • Po wygranej PiS w wyborach parlamentarnych 2015 roku, został prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu, której właścicielem jest Skarb Państwa. Był nim do czerwca 2018 roku.
  • W międzyczasie, w styczniu 2016 roku, powołano go do rady nadzorczej kontrolowanego przez państwo PZU, a wiosną 2017 roku został oddelegowany czasowo do pełnienia funkcji prezesa tej spółki (równocześnie cały czas był szefem ARP).
  • W lipcu 2018 roku objął fotel prezesa KGHM - jednej z największych giełdowych spółek kontrolowanych przez państwo.

Nie wiadomo ile dokładnie Chludziński zarabiał w ARP. Zgodnie z uchwałą walnego zgromadzenia tej spółki z 2016 roku, w 2017 roku wynagrodzenie stałe członków zarządu ARP mogło wynosić minimalnie 30,8 tys. zł, a maksymalnie ponad 66 tys. zł miesięcznie. Dodatkowo członkowie zarządu mogli otrzymać premię roczną - maksymalnie 100 proc. wynagrodzenia z poprzedniego roku.

Zgodnie z uchwałą walnego zgromadzenia ARP z 21 grudnia 2016 roku, członkowie zarządu spółki otrzymują:

  • wynagrodzenie stałe w wysokości od siedmiokrotności do piętnastokrotności przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku w czwartym kwartale poprzedniego roku
  • wynagrodzenie zmienne, uzależnione od realizacji celów wyznaczonych zarządowi – nie może ono przekroczyć 100 proc. wynagrodzenia stałego w poprzednim roku obrotowym.

Z raportów rocznych KGHM wynika, że jako prezes tej spółki Chludziński zarobił w półtora roku 1.618 tys. zł. W tym:

UWAGA: kliknij na podświetlone linki aby przejść do pełnych sprawozdań spółek.

PZU w ciągu 4 lat wypłaciło mu łącznie 668 tys. zł, z tego:

  • w 2016 roku - 119 tys. zł,
  • w 2017 - 226 tys. zł (133 tys. zł za zasiadanie w radzie i 93 tys. zł za tymczasowe pełnienie funkcji prezesa),
  • w 2018 - 156 tys. zł
  • i w 2019 - 167 tys. zł.

Ze sprawozdania PZU za 2019 rok wynika, że rada zebrała się w ciągu roku 13 razy; Chludziński był na 10 posiedzeniach.

W sumie, do końca 2019 roku Chludziński zarobił więc w KGHM i PZU aż 2.286 tys. zł. Jeśli w 2020 roku zarabia miesięcznie tyle samo - do końca maja wypłacono mu już łącznie ponad 2,8 mln zł.

Maseczki „dzięki pomocy” Dudy

Do niedawna Chludziński nie był powszechnie znany. Na cały kraj zasłynął, gdy okazało się, że sprowadzone przez KGHM z Chin maseczki, które miały chronić Polaków przed koronawirusem, mają lewy certyfikat i nie chronią przed wirusami. A raczej nie chroniły - bo znaczna część maseczek została już zużyta.

Zanim Jacek Harłukowicz z „Gazety Wyborczej” ujawnił aferę z certyfikatem, Chludziński (i zarządzany przez niego KGHM) przez wiele tygodni organizował wokół zakupu chińskich środków ochrony akcję promującą Andrzeja Dudę.

Chludziński uważany jest przez niektórych za człowieka Dudy, a w każdym razie kogoś cieszącego się jego uznaniem i poparciem. W grudniu 2016 roku prezydent powołał go do Narodowej Rady Rozwoju, która ma wyznaczać strategiczne cele w najważniejszych obszarach działania państwa i wskazywać metody ich realizacji. W 2018 roku został również członkiem kapituły Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP.

Gdy 26 marca 2020 w Warszawie wylądował pierwszy transport z kupionymi przez KGHM środkami ochrony i sprzętem medycznym, Chludziński mówił mediom: „Transport organizowaliśmy od kilkunastu dni na apel pana prezydenta Andrzeja Dudy”.

Na Twitterze chwalił: "Zorganizowanie tak dużej operacji związanej z kupnem i transportem sprzętu medycznego było możliwe dzięki pomocy Andrzeja Dudy. Po dzisiejszej rozmowie z Prezydentem mogę zapewnić, że do Polski przylecą kolejne samoloty ze sprzętem potrzebnym do walki z koronawirusem".

KGHM we wpisie na Twitterze cytował wypowiedź Chludzińskiego - że bez pomocy prezydenta akcja sprowadzenia wyrobów medycznych byłaby niemożliwa i że zakup sprzętu umożliwiła rozmowa Dudy z prezydentem Chin XiJinpingiem.

Po wylądowaniu pierwszego transportu Chludziński spotkał się z Dudą i „zaprezentował” mu „sprzęt ochronny zakupiony przez KGHM w Chinach”. Relację ze spotkania zamieszczono na stronie internetowej Kancelarii Prezydenta i zilustrowano zdjęciami, jak Duda i Chludziński oglądają środki ochrony osobistej sprowadzone z Chin i płyn odkażający do rąk produkowany przez KGHM.

Potem KGHM zorganizował jeszcze 4 podobne transporty środków ochrony i sprzętu medycznego. Wszystkie były szeroko nagłaśniane - z podkreśleniem zasług Dudy i rządu.

Największą sensację KGHM i rząd zrobiły jednak wokół dostawy, która przyleciała do Polski 14 kwietnia, największym na świecie samolotem - Antonowem An-225. Było w niej około 80 ton sprzętu.

Samolot na lotnisku Okęcie witali premier Morawiecki i wicepremier Jacek Sasin, a wszystko transmitowała na żywo TVP. Chludziński znów dziękował za pomoc Dudzie. "Jego osobiste rozmowy z Prezydentem Chin bardzo pomogły w realizacji tego przedsięwzięcia (...) Pokonaliśmy wiele trudności, wiele przeszkód formalnych. Dzięki wsparciu Pana Prezydenta, Premiera Morawieckiego oraz innych instytucji państwowych udało nam się te bariery pokonać” - mówił.

Na Twitterze powtarzał, że operacja nie byłaby możliwa bez wsparcia prezydenta, MSZ i Ministerstwa Aktywów Państwowych.

Wkrótce potem „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że sprowadzone przez KGHM maseczki nie spełniają europejskich norm. Środki ochrony osobistej sprowadzane do krajów UE muszą być zgodne z unijnym rozporządzeniem i oznakowane znakiem CE. Tymczasem, jak wykazał Harłukowicz, certyfikaty maseczek kupionych przez KGHM wystawiła włoska firma, która nie ma prawa wydawania takich certyfikatów.

Potem okazało się, że bardziej niż Andrzej Duda do powodzenia operacji zakupu maseczek przyczyniła się firma byłego oficera WSI, która kupiła towar w Chinach i odsprzedała go KGHMowi i Lotosowi. A w zorganizowanie dostawy zaangażowała się Fundacja Chińsko-Polskiej Wymiany Gospodarczej i Kulturalnej „Sinopol”, którą zakładał były chiński komunistyczny dyplomata w PRL.

Po publikacji Chludziński i spółka, której szefuje zarzucali „Wyborczej” rozsiewanie fake newsów i grozili procesami. Zapewniali, że kupiony towar jest sprawdzony i ma niezbędną dokumentację.

Ostatecznie jednak badania przeprowadzone na zlecenie Ministerstwo Zdrowia przez Centralny Instytut Ochrony Pracy wykazały, że maseczki nie spełniają norm i nie mogą być wykorzystywane jako zabezpieczenie przed wirusami.

Ekipa z Fundacji Republikańskiej

Marcin Chludziński ma 41 lat. Jest absolwentem Instytutu Polityki Społecznej (jednostka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW) oraz Europejskiego Instytutu Rozwoju Regionalnego i Lokalnego na UW.

Po studiach związał się z środowiskiem, które później stworzyło Fundację Republikańską - prawicowy think-tank gospodarczy, zaplecze kadrowe i źródło ekspertyz obecnego rządu.

W 2006 roku został udziałowcem i prezesem spółki Invent Grupa Doradztwa i Treningu, doradzającej w prowadzeniu biznesów. Od 2008 roku jego wspólnikiem i wiceprezesem w tej spółce był Krzysztof Brosz - później ekspert-analityk Fundacji Republikańskiej.

Kolejne doświadczenie biznesowe Chludzińskiego to spółka Urbino. Założyły ją Anna Chludzińska i Małgorzata Wipler - żona Przemysława Wiplera, pierwszego prezesa Fundacji Republikańskiej. W 2009 wspólnikiem Urbino został też Krzysztof Brosz. Chludziński objął wówczas funkcję członka zarządu, a potem prezesa spółki.

W tym samym roku (2009) Chludziński wraz z Wiplerem i kilkoma innymi osobami zakłada wspomnianą przed chwilą Fundację Republikańską. Szefem organizacji zostaje Wipler, a w 2011 roku, gdy ten zostaje posłem PiS, kierownictwo przejmuje Chludziński. Do zarządu fundacji wchodzi wówczas także Stanisław Tyszka (który w 2015 roku także zostanie posłem, z listy Kukiz'15).

Fundacja Republikańska przedstawia się jako zespół niezależnych doradców, opracowujący niezależne ekspertyzy i wysuwający propaństwowe rozwiązania rozmaitych problemów. Wiosną 2013 roku „Rzeczpospolita” ujawnia jednak, że

za raport fundacji o polityce podatkowej państwa wobec branży tytoniowej zapłacił jeden z koncernów działających w tym biznesie - British American Tobacco (BAT).

Analiza powstała w 2012 roku, gdy rząd PO-PSL przedstawił projekt ustawy okołobudżetowej, zawierający stawki akcyzy na wyroby tytoniowe na rok 2013. Autorami raportu byli Krzysztof Brosz, Stanisław Tyszka, Tomasz Gigol i Maciej Rapkiewicz. Wskazywali w nim m.in., że nowa struktura akcyzy na papierosy uderzy w najbiedniejszych, ale zyska na niej największy koncern - firma Philip Morris, który jest głównym konkurentem BAT.

Przedstawiciele fundacji i koncernu nie chcieli ujawnić dziennikarzom, ile zapłacono za raport. FR zapewniała jednak, że w ramach umów o współpracy z innymi podmioami fundacja „zastrzega sobie niezależność w stawianiu wniosków”. I że wnioski zawarte w analizie są prawdziwe.

Jak pisała „Rzeczpospolita”, „gdy w Fundacji Republikańskiej powstawał już raport, poseł PiS i założyciel fundacji Przemysław Wipler złożył interpelację do ministra finansów” w sprawie problemów branży tytoniowej. Zwracał uwagę na to, że koncerny sprzedające papierosy muszą rywalizować z firmami produkującymi „tytoń do palenia", który jest nieopodatkowany, a przez to znacznie tańszy. „Taki tytoń kupują klienci mniej zamożni, czyli klienci BAT” - wskazywała „Rzeczpospolita”.

Wipler zapewniał jednak, że jego interpelacja nie miała żadnego związku z reportem FR przygotowanym na zlecenie BAT.

Chludziński zrezygnował z kierowania Fundacją Republikańską w 2016 roku, gdy został prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu i członkiem rady nadzorczej PZU. Wkrótce potem Tomasz Gigol - jeden z autorów raportu FR o branży papierosowej wszedł do zarządu spółki-córki ARP (IDA Management). Kolejny z autorów raportu - Maciej Rapkiewicz od 2016 roku jest wiceprezesem PZU.

Po tym jak Chludziński został prezesem ARP, na fotelu prezesa spółki Urbino zastąpił go Krzysztof Brosz. Udziały Chludzińskiego w spółce Invent przejął jego brat - Krzysztof. Ale według rejestru spółek, Marcin Chludziński i Brosz są wciąż udziałowcami spółki - córki Inventu.

Według rejestru sądowego, Chludziński jest też do dziś członkiem rady fundacji Instytut Przywództwa, którą zakładał w 2012 roku razem z Radosławem Pardą, niegdyś działaczem Młodzieży Wszechpolskiej, a w potem posłem Ligi Polskich Rodzin i wiceministrem sportu w pierwszym rządzie PiS. Dziś Parda zajmuje się doradztwem biznesowym i lobbingiem. Prowadzi m.in. spółkę Winner Plus (dawniej Leadership), którą zakładał w 2012 roku z Chludzińskim.

Udostępnij:

Bianka Mikołajewska

Od wiosny 2016 do wiosny 2021 roku wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne