Sędzia Sądu Najwyższego Stanisław Zabłocki, adwokat opozycjonistów przed 1989 i obrońca w procesie rehabilitacyjnym rotmistrza Pileckiego, którego PiS chce wyrzucić z Sądu Najwyższego, znowu występuje w obronie prawdy historycznej - tym razem, o sobie. Publikujemy jego oświadczenie

Sędzia Stanisław Zabłocki jest legendą polskiego wymiaru sprawiedliwości, wzorem dla pokoleń prawników i prawniczek. Jest sędzią Sądu Najwyższego i kieruje pracami Izby Karnej SN. Przed 1989 bronił w procesach politycznych opozycjonistów. W 1990 roku był obrońcą w procesie rehabilitującym rotmistrza Pileckiego, a jego mowa końcowa w tym procesie zapisała się w historii adwokatury. Sam określa ten proces „sprawą swojego życia”. Sędzia Zabłocki rotmistrzowi Pileckiemu złożył „ostatni meldunek”, który nazwał „meldunkiem od wszystkich uczciwych żołnierzy”.

Do historii przeszło też jego przemówienie w Senacie w lipcu 2017 roku, w którym krytykował projekt PiS-owskiej ustawy o SN.

16 lipca 2018 roku, Sędzia Zabłocki wydał oświadczenie prostujące oszczerstwa na temat jego osoby, ponieważ, jak sam określił, „ceni sobie prawdę historyczną. W każdym czasie i w odniesieniu do każdej osoby.”

Poniżej publikujemy tekst oświadczenia Sędziego SN Stanisława Zabłockiego 

Warszawa, dnia 16 lipca 2018 r.

W związku z wydarzeniami ostatnich dni oraz niektórymi publikacjami prasowymi uważam za swój obowiązek oświadczyć, że:

1. W okresie stanu wojennego i do demokratycznego przełomu lat 1989/1990 byłem adwokatem. Sędzią Sądu Najwyższego zostałem w kwietniu 1991 roku. Sądzę, że ja, skromny prawnik, nigdy nie dostąpiłbym tego zaszczytu, gdyby nie rekomendacje panów profesorów Andrzeja Murzynowskiego i Adama Strzembosza, którzy znali mnie z okresu mojej pracy w adwokaturze.

2. W trakcie mojej pracy w adwokaturze starałem się zachowywać tak, jak powinni zachowywać się porządni ludzie i odważni adwokaci. Prawdą jest, że broniłem w kilku procesach, które można określić mianem politycznych i w każdym z nich uczyniłem – w moim przekonaniu – wszystko, co mógł uczynić adwokat dla reprezentowanej osoby. Były to obrony głównie studentów i młodych pracowników naukowych mojej macierzystej uczelni, czyli Uniwersytetu Warszawskiego, represjonowanych za działalność opozycyjną. Dlatego też wymieniany jestem w opracowaniach dotyczących tego okresu (por. np. A. Redzik, T.J. Kotliński: Historia Adwokatury, Warszawa 2018, s. 342) w towarzystwie kilkunastu innych, znacznie bardziej ode mnie zasłużonych, obrońców.

Z tych właśnie lat wywodzi się moja znajomość z szeregiem adwokatów, którzy potem – w różnych okresach czasu i po różnych stronach sceny politycznej – przedłożyli działalność polityczną nad pracę ściśle prawniczą. Ja pozostałem prawnikiem i tylko prawnikiem. Bez fałszywej skromności chcę jednak stwierdzić, że nie zasłużyłem na tak zaszczytne oceny mojej pracy w adwokaturze, jakie napotkałem w prasie ostatnich dni oraz na takie określenia, jak te z dnia dzisiejszego („legenda opozycji”, itp.).

Istotnie, sprawą mojego życia było reprezentowanie w procesie rehabilitacyjnym, który toczył się w 1990 roku przez Izbą Wojskową Sądu Najwyższego, bohaterskiego rotmistrza Witolda Pileckiego. Jak już pisałem w innym miejscu, nie wiem, czym zasłużyłem sobie na zaszczyt, że córka i syn pana rotmistrza zdecydowali się właśnie mnie udzielić pełnomocnictwa i to jako pierwszemu z ustanowionych obrońców. Chcę jednak dodać, że w dalszej fazie procesu oprócz mnie występowało jeszcze dwóch innych obrońców, a to panowie mecenasi Andrzej Grabiński oraz Piotr Łukasz Andrzejewski. To ich właśnie można, bez wątpienia, nazywać legendami opozycji.

Oświadczenie to składam, gdyż cenię sobie prawdę historyczną. W każdym czasie i w odniesieniu do każdej osoby.

Stanisław Zabłocki

Sędzia Sądu Najwyższego


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Pisze o prawie i polityce. Prowadzi Archiwum Osiatyńskiego i Rule of Law in Poland.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!