0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Brendan SMIALOWSKI / AFPFoto Brendan SMIALOW...

Każdy musiał zmieścić swoje życie w jednej walizce. Reszta dobytku została na wyspie. Gdy jeden po drugim, prawie tysiąc pięćset osób, wsiadali na łodzie „ewakuacyjne” na ich oczach wybijano psy – większość z nich zaprowadzona do prowizorycznych pieców służących do suszenia miąższu kokosa na koprę. W środku psy zatruwano spalinami.

Na pokładzie pierwszej łodzi, która zgodnie z prawem mogła przewozić tylko 12 pasażerów, znajdowało się 146 osób. Na kolejnym statku, który przypominał niewolnicze łajby, „ludzki ładunek” stłoczono na dolnym pokładzie. Na górnym musiały się jeszcze zmieścić „ewakuowane” konie.

Większość ludności archipelagu – którą pewien brytyjski urzędnik z tamtych czasów nazwał „kilkoma Tarzanami lub Piętaszkami, których pochodzenie jest niejasne”, została przesiedlona na Mauritius. Znaleźli prowizoryczne schronienie w opuszczonych koszarach obok wysypisk śmieci na obrzeżach stołecznego Port Louis. Niektórzy trafili na Seszele, prosto na ulice.

Blizny tamtych lat widoczne są nawet w języku Czagosjan. Słowo „sagren”, pochodzące od francuskiego słowa „chagrin” (zmartwienie) dla uchodźców oznacza mieszankę smutku, desperacji i tęsknoty za domem tak intensywnej, że może być śmiertelna.

Rany Chrystusa, niewolnicy i… Donald Trump

A teraz, Drodzy Czytelnicy, zagadka. Kiedy doszło do tych dramatycznych zdarzeń?

A) Na początku XVI wieku, gdy portugalski nawigator Pedro de Mascarenhas odkrył archipelag i nazwał go „Bassas de Chagas”, co można tłumaczyć jako „Rany Chrystusa”.

B) Pod koniec XVIII wieku, gdy za panowania francuskiego jedna z wysp archipelagu służyła jako kolonia trędowatych, a na innych powstały plantacje kokosowe, na które sprowadzono niewolników z Madagaskaru, Mozambiku i innych regionów południowej Afryki.

C) Na początku XIX wieku, kiedy na mocy traktatu paryskiego Czagos zaczęły należeć do Wielkiej Brytanii – aż do 1840 roku utrzymywano niewolnictwo.

D) Na przełomie lat 60. i 70. XX wieku, ledwie kilka lat po deklaracji ONZ o zakończeniu kolonizacji, gdy Brytyjczycy wycięli Wyspy Czagos z kolonialnego Mauritiusa i nazwali je Brytyjskim Terytorium Oceanu Indyjskiego, które uznali za „niezamieszkane”.

Odpowiedź brzmi „D”, jak Donald.

O archipelagu Czagos, łańcuchu sześćdziesięciu wysepek położonych ponad 1600 km na południe od Indii i drugie tyle na wschód od Afryki, świat by sobie pewnie nie przypomniał, gdyby nie ostatnie wpisy prezydenta USA.

„Oddanie przez Wielką Brytanię niezwykle ważnego terytorium to akt WIELKIEJ GŁUPOTY i kolejny z długiej listy powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, dla których Grenlandia musi zostać przejęta” – napisał Trump na platformie X.

Rzeczywiście, prezydent USA ostatnio pretenduje do miana współczesnego konkwistadora i kolonizatora, ale skąd jego nagłe zainteresowanie niewielkim archipelagiem?

Położenie wysp Czagos na Oceanie Indyjskim - zaznaczone czerwona pinezką

Diego Garcia strzeże Oceanu Indyjskiego

Znów trzeba cofnąć się do historii. Na początku lat 60. XX wieku rozpoczęły się tajne negocjacje między Brytyjczykami a Amerykanami w sprawie utworzenia „wspólnej bazy komunikacyjnej” na Oceanie Indyjskim. Początkowo rozważano jej budowę na wyspie Aldabra, ale w obawie przez zniszczeniem lęgowisk żółwi ostatecznie zbudowano ją na wyspie Diego Garcia, którą kilka wieków wcześniej odkrył i nazwał wspomniany Pedro de Mascarenhas.

Dwa lata po tym jak ostatni Czagosjanie zostali wypędzeni z archipelagu – w marcu 1973 roku – baza wojskowa rozpoczęła działalność. I znów kolejny paradoks historii: część obiektu początkowo nosiła nazwę Camp Justice (Sprawiedliwość). Dziś przy Diego Garcia (znajdują się tu pas startowy o długości ponad 3600 metrów i port, który może być wykorzystywany do przeładunku okrętów podwodnych i jest wystarczająco głęboki, aby pomieścić lotniskowce) regularnie stacjonują okręty podwodne i samoloty zdolne do przenoszenia broni jądrowej, w tym bombowce B-2.

Po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 roku baza stała się centralnym punktem amerykańskiej „wojny z terroryzmem”. Stąd odbywały się naloty na Irak i Afganistan, a baza była też wykorzystywana przez CIA do przesłuchań, a niekiedy tortur więźniów. Dwa lata temu USA wysłały z bazy dwa bombowce B-52 Stratofortress na misję odstraszającą nad Indo-Pacyfikiem, a ostatnio B-2, zdolne do przenoszenia broni jądrowej, w ramach kampanii nalotów na jemeńskich rebeliantów Huti.

„Po utracie bazy lotniczej Bagram w Afganistanie, Diego Garcia stanowi kluczową linię ratunkową dla amerykańskiej armii w regionie” – pisze Gordon Chang w „The Hill”.

Ważny jest nie tylko wymiar strategiczny i geopolityczny bazy, która ułatwia dostęp do Afryki, Bliskiego Wschodu, Indii i Azji Środkowej, ale także handlowy. Leży ona bowiem przy ważnych szlakach żeglugowych – a obecnie aż dwie trzecie światowych dostaw ropy naftowej i jedna trzecia dostaw towarów odbywa się właśnie przez Ocean Indyjski.

Mapa Wysp Czagos. Wyspa Diego Garcia zaznaczona u dołu z prawej strony. Źródło: Wikipedia

Ignorowana zbrodnia przeciwko ludzkości

Bezpieczeństwo bezpieczeństwem, ale Czagosjanie chcieliby wrócić do domu. I postanowili zainterweniować u Trumpa, choć o tym za chwilę.

Już w latach 70. XX wieku jeden z mieszkańców pozwał państwo brytyjskie za bezprawne wysiedlenie. Aby uniknąć niepotrzebnego rozgłosu, Londyn poszedł na ugodę i zaproponował wszystkim wyspiarzom odszkodowania.

Umowa została sporządzona wyłącznie po angielsku, a wielu sygnatariuszy – jak ze zdumieniem donosiły brytyjskie media – podpisało ją za pomocą odciska kciuka. Inny Czagosjanin, późniejszy rzecznik Chagos Refugee Group, pozywał Wielką Brytanię sześć razy. Dopiero w 2000 roku brytyjski sąd uznał, że przymusowe wydalenie ludności z jej ojczyzny było bezprawne – w efekcie dwa lata później niektórzy z uchodźców otrzymali brytyjskie obywatelstwa.

Supporters and members of the British Indian Ocean territory Chagos Archipelago hold placards and the territory's flag outside the Houses of Parliament in London on January 7, 2026, to protest against a proposed plan by the British government to hand over the islands to Mauritius. (Photo by Henry NICHOLLS / AFP)
Mieszkańcy Brytyjskiego Terytorium na Oceanie Indyjskim protestują przeciw oddaniu archipelagu Chagos państwu Mauritius. 7.01.2026 r. w Londynie. Foto Henry NICHOLLS / AFP

Cały czas walczyli i walczą o powrót do domu, także na arenie międzynarodowej. W 2019 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, główny organ sądowy ONZ, uznał, że doszło do przymusowego przesiedlenia, a „proces dekolonizacji Mauritiusa (nie został) ukończony zgodnie z prawem”. Sąd orzekł też, że Londyn powinien zwrócić archipelag Mauritiusowi „tak szybko, jak to możliwe”.

Ponadto organizacja Human Rights Watch stwierdziła, że ​​przymusowe przesiedlenie i ciągła odmowa pozwolenia na powrót do domu „stanowią zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione przez mocarstwo kolonialne na rdzennej ludności”.

Wielka Brytania od lat robi wszystko, by uniemożliwić powrót Czagosjan. W 2004 roku interweniowała nawet królowa Elżbieta, która wydała w tej sprawie specjalne rozporządzenie powołując się na kwestię bezpieczeństwa. Kilka lat później rząd próbował ustanowić wyspy rezerwatem przyrody. I być może by się to nawet udało, ale doszło do wycieku WikiLeaks i wypłynęły prawdziwe intencje. „Lobby ekologiczne jest znacznie potężniejsze niż obrońcy Czagosów” – pisał jednej z dyplomatów w korespondencji na temat parku. Jeszcze przed wydaniem opinii przez MTS, ówczesny szef brytyjskiego MSZ Boris Johnson przedłużył dzierżawę Diego Garcii do 2036 roku.

„Londyn był głęboko zaniepokojony, że ustępstwa w sprawie Czagos mogą mieć bezpośrednie konsekwencje dla Gibraltaru, Malwinów/Falklandów i innych brytyjskich terytoriów zamorskich” – argumentował w rozmowie z „Der Spiegel” Philippe Sands, ekspert prawa międzynarodowego, który napisał książkę o archipelagu Czagos zatytułowaną „Ostatnia kolonia”.

Długo ignorowane wyroki sądów zmusiły brytyjski rząd do poszukania kompromisu. Rozmowy z Mauritiusem ciągnęły się kilka lat i kilka razy je przerywano. Jednak na mocy porozumienia z maja 2025 roku, Wielka Brytania ma przekazać suwerenność nad wyspami Mauritiusowi, ale jednocześnie zachowa kontrolę nad bazą wojskową dzierżawiąc ją na 99 lat za średnio 101 milionów funtów rocznie.

„Umowa zabezpiecza funkcjonowanie wspólnej amerykańsko-brytyjskiej bazy na Diego Garcii przez kolejne pokolenia, dzięki solidnym zapisom dotyczącymi zachowania jej wyjątkowych możliwości i powstrzymywania naszych przeciwników” – napisał brytyjski rząd oświadczeniu po cytowanych na całym świecie słowach Trumpa o „wielkiej głupocie”.

Brytyjczycy przypomnieli też, że rok temu dokument opiniowała administracja... prezydenta USA. Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio mówił wówczas, że Trump jest zadowolony z ustaleń, które gwarantują działalność bazy Diego Garcia na wiek do przodu.

Skąd ta wolta Trumpa?

Może chciał przymusić Brytyjczyków do poparcia jego planów dotyczących Grenlandii? Może poczuł silną potrzebę zaćwierkania? Może pomylił wyspy Czagos z jakimiś innymi, jak myli Grenlandię z Islandią? A może po prostu przeczytał list od Czangosjan, którzy zaproponowali mu, że jeśli zatrzyma porozumienie Wielkiej Brytanii z Mauritiusem, w podziękowaniu nazwą jedną z wysp jednym imieniem. Bo, co ważne z punktu widzenia wysiedlonych, umowa między Wielką Brytania i Mauritiusem nie gwarantuje im prawa powrotu na Czagos.

Wyspa Trump – brzmi to jak pomnik dla współczesnego kolonializmu.

;
Na zdjęciu Szymon Opryszek
Szymon Opryszek

Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.

Komentarze