Miało być rządowe rozporządzenie określające maksymalne temperatury, w których możemy pracować. Nie ma, bo dokument utknął w gabinetach instytucji kłócących się, kiedy praca zagraża zdrowiu i życiu pracowników. O pracy w upałach rozmawiamy z szefem OPZZ, Piotrem Ostrowskim.
Duszne biura i hale produkcyjne, utrudnione dojazdy do pracy, ciężka praca fizyczna w pełnym słońcu – fala ekstremalnych upałów, która dotarła także do Polski, testuje granice wytrzymałości pracowników. Długa ekspozycja na bardzo wysoką temperaturę niesie ryzyko poważnych problemów zdrowotnych: udarów, chorób sercowo-naczyniowych, omdleń. Tak trudne warunki pogodowe obniżają też koncentrację i zwiększają zmęczenie, co prowadzi wprost do wzrostu liczby wypadków w miejscu pracy. Już w 2024 roku badacze z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy ostrzegali, że odsetek mieszkańców Europy narażonych na wysokie ryzyko stresu cieplnego wzrośnie z 0,4 proc. w 2018 roku do aż 48 proc. w 2050 roku. A Polska wciąż nie odpowiedziała na to wyzwanie w sposób systemowy, o co od lat apeluje OPZZ.
Anton Ambroziak, OKO.press: Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej ostrzega, że w najbliższych dniach temperatury w Polsce przekroczą 35°C. Czy to za gorąco na pracę?
Piotr Ostrowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych: Na pewno musimy chronić pracowników przed nadmiernym narażeniem na wysoką temperaturę. Mamy w Polsce uregulowanie dotyczące niskich temperatur...
Co ma historyczne uzasadnienie.
Tak, ale klimat się zmienia. Letnie miesiące stają się coraz gorętsze. I nie jest to tylko przypadek Polski, ale całego świata. Już dwa lata temu, 28 kwietnia 2024 r. – z okazji Światowego Dnia Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy – Międzynarodowa Organizacja Pracy zwracała uwagę na problem związany z natężeniem wysokich temperatur na stanowisku pracy. To najwyższy czas, żebyśmy zastanowili się, jak chronić pracowników przed nadmiernym upałem. Proponujemy, żeby systemowo uregulować kwestię maksymalnych temperatur, w których można pracować.
Dwa lata temu OPZZ poinformował, że ten postulat zyskał posłuch Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej i „już niedługo doczeka się realizacji”. Co się stało?
Niestety, projekt zmiany rozporządzenia utknął w gabinetach różnych instytucji. Okazuje się, że sprawa nie jest prosta. Trwa wymiana uzgodnień pomiędzy Ministerstwem, Państwową Inspekcją Pracy i Centralnym Instytutem Ochrony Pracy.
Projekt rozporządzenia określa, że maksymalna temperatura, w której dopuszcza się pracę w pomieszczeniach, to 35 stopni, na otwartej przestrzeni – 32 stopnie. Co tu jest niejasne?
Nam wydaje się, że sprawa jest oczywista i zmiany powinny zostać jak najszybciej wdrożone. Natomiast eksperci pracujący w państwowych instytucjach wskazują, że liczy się nie tylko temperatura, ale cały szereg sił oddziałujących na człowieka podczas upałów. Chodzi np. o wilgotność czy kwestię wiatru na otwartych przestrzeniach, które mogą uczucie gorąca niwelować. Dlatego wskazanie na sztywną temperaturę nie jest według nich właściwe. W ten sposób komplikujemy sobie życie, kolejne gorące lata mijają, a my nie mamy żadnych widełek pozwalających dbać o bezpieczeństwo pracy.
A może faktycznie forsujecie pomysł na przeregulowanie systemu? Każdy z nas, w zależności od wieku czy płci, inaczej odczuwa temperatury, mamy inną specyfikę pracy, jesteśmy obciążeni różnymi chorobami. Skoro dyrektor szkoły sam może podjąć decyzję, czy zawiesić zajęcia z powodu upałów, to może to samo powinien zrobić pracodawca?
I tutaj dochodzimy do dylematu, czy regulować odgórnie, czy raczej zejść dwa poziomy niżej i zadbać o wewnątrzzakładowe uregulowania w przedsiębiorstwach, firmach, czy instytucjach. Wiemy, że takie rozwiązania już są. Wielu pracodawców odpowiada na wyzwania związane z wysokimi temperaturami.
Gdybyśmy mieli szeroko rozpowszechnione układy zbiorowe, tak jak to się dzieje w krajach skandynawskich, w Niemczech, czy w Austrii, pewnie powiedzielibyśmy, że to kolejny punkt, który możemy rozpowszechniać między zakładami pracy. Problem w tym, że Polska jest na szarym końcu Europy, jeśli chodzi o porozumienia zbiorowe.
Poziom uzwiązkowienia też nie zwala z nóg.
Tak, ale układy zbiorowe można rozpowszechniać niezależnie od tego, czy w danym zakładzie pracy działa związek zawodowy, czy nie. Na podstawie układów zbiorowych można tworzyć rozwiązania branżowe, które obejmą wszystkie przedsiębiorstwa w danym sektorze. Tak się dzieje w wielu krajach Europy Zachodniej, gdzie poziom uzwiązkowienia nie jest znacznie wyższy od polskiego.
Natomiast skoro układy zbiorowe w Polsce nie działają, to naturalnie chcemy rozwiązać sprawę odgórnie — na poziomie kodeksu pracy i rozporządzeń, tak aby zagwarantować minimalne standardy dla wszystkich pracowników, którzy mogą być narażeni na wysokie temperatury.
A co pracodawca ma obowiązek zapewnić nam już dziś?
Powinien nam zapewnić wodę w takiej ilości, w jakiej potrzebujemy. Nie wiadomo, czy to ma być 1,5 litra, dwa czy trzy. I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o obowiązki pracodawcy.
Natomiast wiemy, że w wielu przypadkach pracodawcy stosują indywidualne rozwiązania. Na budowach pracę rozpoczyna się wcześniej, potem wstrzymuje się na „sjestę” i wraca do obowiązków w godzinach wieczornych, kiedy słońce operuje słabiej. W halach fabrycznych, gdzie jest gorąco, bo maszyny wytwarzają dodatkowe ciepło, wprowadza się klimatyzowane pomieszczenia.
Cały czas rozmawiamy jednak o rozwiązaniach indywidualnych, a to oznacza, że wielu pracowników nie może liczyć na ten sam standard.
Czy w segmentach krytycznych dla funkcjonowania państwa, np. w szpitalach, są jakieś branżowe regulacje, które zapewniają ciągłość pracy, ale jednocześnie chronią pracowników przed upałami?
Nie ma. Tu znów możemy mówić tylko o indywidualnych rozwiązaniach, np. na poziomie klinik.
A może są w Europie rozwiązania, z których mogliby już dziś czerpać polscy pracodawcy?
Ciekawe rozwiązania ma Cypr, gdzie odgórnie funkcjonują systemy alarmów. W przypadku najwyższego poziomu ryzyka, oznaczonego kolorem czerwonym, praca wstrzymywana jest do odwołania. W przypadku średniego zagrożenia (kolor pomarańczowy) stosuje się obowiązkową przerwę w pracy w godzinach 12–16. Co ważne, przerwa dotyczy również transportu.
Pracodawcy są za to zobowiązani do zapobiegania stresowi cieplnemu. Mają do wyboru m.in.:
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze