0:00
01 kwietnia 2019

Za palenie książek ksiądz może pójść do aresztu lub zapłacić grzywnę. Ale z innych powodów niż myślisz

Spalenie książek o Harrym Potterze przed gdańskim kościołem oburza. Ale umknęła rzecz bardziej konkretna: spalanie w ten sposób czegokolwiek jest niezgodne z polskim prawem, szkodliwe dla środowiska i ludzi, a przez to karalne. To wykroczenie, za które grozi areszt albo nawet 5 tys. zł grzywny

Wydrukuj

Spalenie książek miało miejsce w niedzielę (31 marca 2019) w rzymsko-katolickiej parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła i św. Katarzyny Szwedzkiej w Gdańsku.

Z dymem poszły książki z cyklu o Harrym Potterze i sagi "Zmierzch", a także duchowe poradniki Osho. Do tego inne "magiczne" przedmioty: parasolka z motywem "Hello Kitty", etniczna maska, figurki słoni, sowy i hinduskiego bóstwa oraz kilka innych, trudniej rozpoznawalnych przedmiotów.

Przedmioty na życzenie duchownych przynieśli parafianie. Afirmatywny wpis na temat tego wydarzenia zamieściła koszalińska Fundacja „SMS z Nieba".

„Czy nie przyszło księżom skojarzenie z paleniem książek przez nazistów?” - zapytał portal naTemat.pl ks. Jana Kucharskiego, proboszcza parafii i diecezjalnego egzorcystę, który kilka lat temu skarżył się, że „w archidiecezji gdańskiej opętanych i zniewolonych jest coraz więcej”.

Duchowny odpowiedział, że „każdy może mieć skojarzenie jakie chce, jesteśmy przecież wolnymi ludźmi".

My wiemy, co szkodzi, wiemy, co nie jest dobre dla wierzących i dlatego taka forma tego wydarzenia, powiedziałbym nawet, że ewangeliczna” - dodał.
Ksiądz w sztach liturgicznych w różowej stule nad ogniskiem z książkami i maskami

Jeśli proboszcz twierdzi, że „wie, co szkodzi i co nie jest dobre dla wierzących”, to z pewnością powinien wiedzieć, że szkodzi im też wdychanie dymu ze spalanego plastiku z parasolki, czy z lakierowanego i malowanego drewna figurek. I że w ogóle spalanie w ten sposób odpadów jest niezgodne z polskim prawem - jest szkodliwe dla środowiska, a przez to karalne.

Podczas „ceremonii” palenia złamano prawo

„Palenie ognisk jest dość typowym zwyczajem w Polsce i tylko wyraźny zakaz ustawodawcy mógłby uczynić tę praktykę nielegalną. Należy uznać, że palenie tradycyjnych ognisk nie podlega przepisom o spalaniu odpadów” - wyjaśniała przy innej okazji Agnieszka Brania z Działu Gospodarki Odpadami Miejskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych w rozmowie z lokalnym portalem z Jaworzna. „Jednak zaznaczam, że sytuacja zmienia się diametralnie, jeżeli oprócz gałęzi i chrustu w ognisku zostaną spalone odpady. Tego robić nie wolno” - dodała.

W ustawie o odpadach przez odpady „rozumie się [...] każdą substancję lub przedmiot, których posiadacz pozbywa się, zamierza się pozbyć, lub do których pozbycia się jest obowiązany". Nie ma więc wątpliwości, że duchowni w gdańskim kościele - razem z wiernymi - spalając książki i inne przedmioty chcieli się ich pozbyć, a więc uznali je za odpady.

Tymczasem art. 191 ustawy o odpadach stawia sprawę jasno: „Kto [...] termicznie przekształca odpady poza spalarnią odpadów lub współspalarnią odpadów podlega karze aresztu albo grzywny” (nawet 5 tys. zł) i dopuszcza się wykroczenia.

Niezależnie więc od tego, jaki sens "duchowy" uczestnicy tej "ceremonii" widzieli w paleniu książek "o czarach" i "magicznych" przedmiotów, to doszło do złamania prawa.

Zgodnie z polskim prawem - poza infrastrukturą do tego przeznaczoną - nie wolno spalać m.in.:

  • butelek PET i w ogóle plastiku;
  • opon i innych wyrobów gumowych;
  • resztek farb i rozpuszczalników;
  • tekstyliów - np. ubrań;
  • skóry - np. butów;
  • lakierowanego, impregnowanego i malowanego drewna - np. framug okiennych;
  • drewna nasączonego olejami - np. podkładów kolejowych;
  • papieru i opakowań kartonowych bielonych związkami chloru i z nadrukiem farb kolorowych - np. kolorowych gazet i książek.

Proponujemy gorliwym księżom wypędzanie szatana bardziej ekologicznymi metodami.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne