"Ten dzień, poniedziałek 12 listopada, będzie dniem godnego odpoczynku po godnie wypełnionej ciężkiej pracy świętowania dnia niepodległości" - uzasadniał senator PiS Jan Żaryn. „Osoby, które zaproponowały święto 12 listopada, nie mają prawdopodobnie doświadczenia w zarządzaniu nawet małym przedsiębiorstwem” – komentuje prof. SGH Tomasz Rostkowski

Prace nad ustawą przypominały czeską dobranockę „Sąsiedzi”, gdzie bohaterowie Pat i Mat pracują kompletnie bez namysłu, a próby naprawienia błędów kończą się pogłębianiem katastrofy.

No i mamy –  12 listopada PiS sprezentował nam wolne, byśmy mogli, jak zaznaczono w preambule projektu ustawy „uczcić i upamiętnić wielki dla Narodu Polskiego dzień Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej 11 listopada 2018 r.”.

Ustawę przegłosowano na pięć dni przez nowym świętem. Projekt zgłoszony przez posłankę PiS Elżbietę Kruk wpłynął do Sejmu 22 października. Jako że Święto Niepodległości – dzień wolny od pracy – przypada w niedzielę, to dzień wolny niejako „marnuje się” dla pracowników (zgodnie ze stanowiskiem Państwowej Inspekcji Pracy, pracodawca ma obowiązek zapewnić dodatkowe wolne tylko za święto w sobotę – ponieważ teoretycznie to wciąż dzień roboczy).

Nowe święto – poświętne – Sejm przegłosował 23 października głosami PiS. Przeciw były Nowoczesna, Kukiz’15 i większość posłów Platformy Obywatelskiej. Potem swoje poprawki wniósł Senat, a 7 listopada posłowie PiS przyjęli w Sejmie poprawki Senatu, teraz ustawa trafi do prezydenta, który najprawdopodobniej niezwłocznie ją podpisze.

„Raz na sto lat dwa dni wolne to nie jest rewolucja gospodarcza” – tłumaczył senator PiS Marek Pęk w Radiu Kraków. Rewolucja może nie, ale bałagan ogromny.

„To kpina z pracujących Polaków” – mówi OKO.press prof. Tomasz Rostkowski z Instytutu Kapitału Ludzkiego warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. „Osoby, które zaproponowały święto 12 listopada nie mają prawdopodobnie doświadczenia w zarządzaniu nawet małym przedsiębiorstwem. Taka zmiana wymaga reorganizacji całego systemu, który bez ingerencji dobrze działa, ale po ingerencji w niego z użyciem prawa generuje ogromne koszty”.

Dezorientacja i łatanie na ostatnią chwilę

W mediach społecznościowych pracownicy i pracodawcy dopytywali będzie to święto czy nie będzie. Jak mówił w radiu TOK FM dyrektor dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych, ustawa jest tak niejednoznaczna, że jego instytucja nie potrafi udzielać informacji na temat wolnego dnia.

Chaos pogłębiał fakt, że 1-stronicowy projekt ustawy trzeba było do ostatniej chwili poprawiać. W toku prac sejmowych na wniosek PiS wyłączono z ustawy placówki zdrowotne, ponieważ wielu pacjentów miało już na 12 listopada umówione wizyty – problem dotyczył nawet 300 tys. wizyt oraz kilku tysięcy operacji i zabiegów.

I wtedy pojawił się kolejny problem: skoro lekarze i inni pracownicy opieki zdrowotnej będą w pracy, to kto zaopiekuje się ich dziećmi, które tego dnia nie pójdą do szkoły, przedszkola czy żłobka?

Tego posłowie już nie rozwiązali.

24 października ustawę w nowym brzmieniu przekazano Senatowi. Ten przychylił się do opinii „partnerów społecznych” (w tym NSZZ „Solidarność”) i zniósł przewidziany w projekcie wyjątek wobec branży handlowej, dzięki któremu sklepy pozostałyby otwarte.

Zgodnie z poprawkami Senatu, 12 listopada miały obowiązywać przepisy ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele – czyli otwarte mogłyby być tylko sklepy prowadzone przez właścicieli oraz placówki franczyzowe (np. Żabki).

Poseł Nowoczesnej Adam Szłapka zwrócił przed głosowaniem uwagę, że niepewność wobec losów ustawy dezorganizuje również poniedziałkową pracę sądów. O odwołanych rozprawach będą one mogły poinformować dopiero, gdy prezydent podpisze ustawę i ustawa zostanie opublikowana. Czyli najwcześniej w piątek 9 listopada.

„To skandaliczny tryb procedowania. A przypomnę, że niedawno powołano pełnomocnika ds. 100-lecia niepodległości” – komentowała posłanka PO Joanna Frydrych. Jerzy Meysztowicz z Nowoczesnej wycenił koszty ustanowienia dnia wolnego na 6,5 mld zł.

Szydło: Można było wcześniej

Prace nad ustawą przypominały czeską dobranockę „Sąsiedzi”, gdzie mimo dobrych chęci bohaterowie Pat i Mat pracują kompletnie bez namysłu, a próby naprawienia błędów kończą się pogłębianiem katastrofy.

Tyle, że to nie absurdalny serial, a realia przygotowywanych na chybcika obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości, na które rząd PiS wydaje miliony. „Rzeczywiście, ta ustawa powinna być wcześniej procedowana i przygotowana, ale jest to rok szczególny, ponieważ stulecie niepodległości zdarza się bardzo rzadko. Raz na sto lat” – przyznała na antenie RMF była premier Beata Szydło.


Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Zajmuje się relacjami między kulturą a sprawami społecznymi, takimi jak radykalizm polityczny czy dyskryminacja w dostępie do usług publicznych. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”. Prowadzi wolontariat „Kotexpol”, który pomaga w opiece nad kotami, promując adopcję ze schronisk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym