Film, na którym myśliwi mażą krwią zabitego dzika twarz swojego kolegi, pokazał prawdę o myśliwych, o której Polski Związek Łowiecki woli milczeć. Bo dziś "łowiecka przygoda", którą kiedyś można było przypłacić życiem, jest pełnym fałszu rytuałem, w istocie egzekucją na zwierzęciu z dużej odległości z zaawansowanej technicznie broni

„K…wa, wszystką farbę wysiorbali” – mówi myśliwy grzebiąc dłonią we wnętrzu wypatroszonego dzika. Po czym przytyka palec do czoła klęczącego przed nim mężczyzny, kreśli krwią zwierzęcia znak krzyża i mówi: „Pasuję cię na rycerza świętego Huberta. Bądź prawym myśliwym. Darz Bór”.

Chwilę później reszta myśliwych też nurza ręce w krwi ustrzelonego zwierzęcia. W akompaniamencie żartów oraz przekleństw smarują całą twarz kolegi krwią. A nawet uszy. Ktoś się śmieje, że myśliwy wygląda teraz jak Indianin, taki jest czerwony. To scenka z krótkiego filmiku przedstawiającego pasowanie na myśliwego. Została nagrana telefonem komórkowym.

„Słusznie zrobią z nas psychopatów”

Amatorskie wideo pojawiło się na krótko 22 października 2017 roku na profilu facebookowym jednego z kół łowieckich. Zniknęło po komentarzach protestujących myśliwych, „że to nie ma nic wspólnego z ceremoniałem łowieckim”. I że jeśli to obejrzą inni, to „słusznie zrobią z nas psychopatów”.

Ale koło miało pecha. Zanim film usunęło, zdążyli go ściągnąć aktywiści z grupy „Trójmiasto Przeciwko Myśliwym”. I udostępnili na swoim profilu. Zrobiła się afera, o sprawie napisało wiele mediów, w internecie zawrzało.

W tej sytuacji Polski Związek Łowiecki nie mógł milczeć. Wydał oświadczenie, w którym potępił – jak napisała Diana Piotrowska, rzeczniczka tej organizacji – „skandaliczne zachowanie” myśliwych. Związek zapewnił, że sprawę niezwłocznie przekazano do „właściwego rzecznika dyscyplinarnego”. Ponadto incydentem „zajęła się również Komisja Kultury Okręgowej Rady Łowieckiej w Legnicy”.



Obrzydliwy rytuał

„Kreślenie krzyża na czole na znak pierwszego upolowanego grubego zwierza to – jak wiele innych myśliwskich obyczajów – rytuał bardzo stary” –  mówi OKO.press dr Zuzanna Grębecka, antropolożka z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

Uczona przypomina, że ten obrzęd narodził się w czasach, gdy od mężczyzny wymagano, by był w stanie samodzielnie upolować zwierzę. Nie dla hobby czy sportu – jak dziś –  ale z powodu życiowej konieczności, np. dla mięsa czy futra.

„Ale dziś część społeczeństwa, może nawet jego większość, postrzega ten rytuał jako obrzydliwy, oderwany od współczesnej rzeczywistości. Jest jakby cieniem z przeszłości, wypranym z pierwotnego znaczenia” – tłumaczy antropolożka.

Przecież dziś, by „pozyskać” mięso – jak mówią myśliwi – nie trzeba iść do lasu. W hipermarketach półki uginają się od mięsa zwierząt rzeźnych. Można je po prostu kupić.

Zabijam, więc jestem

„Jednak dla wielu jest coś bardzo pociągającego w tej archaiczności tego rytuału – i w innych elementach kultury łowieckiej” – mówi badaczka. Uczona tłumaczy, że na co dzień żyjemy w świecie medialnym, w którym nic nie jest do końca naprawdę. Na przykład w grach na ekranie komputera zabijamy fikcyjnych wrogów.

„Polowanie daje części ludzi coś, czego deficyt odczuwają w codziennym życiu: doznanie autentyczności. Bo jest tu prawdziwa krew, prawdziwa śmierć i prawdziwe cierpienie.

Smarowanie czoła krwią – substancją o potężnej kulturowej mocy – wprowadza w doświadczenie, które dla wielu jawi się jako dostęp do jakiejś archaicznej prawdy. Prawdy, w której odsłania się rzeczywisty porządek świata” – wyjaśnia.

Właśnie dlatego wielu myśliwych jest przekonanych, że polując mają styczność z czymś pierwotnie prawdziwym, o czym niepolujący nie mają pojęcia.

Wyobrażenie o świecie myśliwskich emocji daje lektura wywiadu z Witoldem Daniłowiczem – radcą prawnym, myśliwym i publicystą „Braci Łowieckiej”. „Żeby bowiem przekonać kogoś do łowiectwa, a przynajmniej wytłumaczyć, dlaczego ktoś poluje, trzeba go zabrać do lasu. Podejść z nim kozła albo byka i mieć nadzieję, że obudzi się w nim instynkt łowcy” – mówi.

Zaskakujące, że nie ma tu nic o „racjonalnej gospodarce łowieckiej”, czy „konieczności redukcji zwierzyny”. Czyli o wszystkich tych frazesach, których używają myśliwi, by uzasadnić przed społeczeństwem swoje krwawe hobby.

„Myśliwymi rządzi atawistyczna potrzeba, można powiedzieć: popęd, który zmusza nas do pogoni za dzikim zwierzęciem, zmierzenia się z nim w walce i wreszcie zabicia go” – mówi Daniłowicz.

Nie wspomina jednak, że ani pogoni najczęściej nie ma, ani walki, tylko zabijanie za pomocą coraz nowocześniejszych akcesoriów.



Teatr zabijania

„Jednak myślę, że myśliwi nie dostrzegają, że pasja, której się oddają, pod pozorem autentyczności, tak naprawdę skrywa kolejny spektakl” – mówi dr Grębecka. Dlaczego? Bo dziś „łowiecka przygoda”, którą kiedyś można było przypłacić życiem, jest w zasadzie już tylko egzekucją na zwierzęciu. Myśliwy czeka w ukryciu, celuje do zwierzęcia z dużego dystansu z zaawansowanej technologicznie broni i wykonuje wyrok.

„Nic mu nie grozi, no chyba że – ironizując – jego kolega na polowaniu pomyli go z dzikiem.

I społeczeństwo również widzi tę fasadowość. Że łowiectwo dziś podszyte jest fałszem. I to je również oburza”- dodaje.

Hipokryzja PZŁ

W tym kontekście trzeba zadać pytanie: co wzbudziło tak gwałtowną reakcję PZŁ, skoro krew zabitych zwierząt jest używana w obrzędowości polskich myśliwych? Krew stosuje się w dwóch ceremoniach:

  • myśliwskiego chrztu i
  • wspomnianego pasowania na myśliwego.

Pierwszy obrządek to – jak czytamy na stronie PZŁ – „zwyczaj związany z upolowaniem pierwszej sztuki zwierzyny danego gatunku”. Z kolei pasowanie ma miejsce wtedy, gdy myśliwy upolował pierwszego grubego zwierza” – informuje serwis internetowy związku.

Przebieg obydwu ceremoniałów jest podobny. Strzelec klęka na lewe kolano, broń opiera stopką o ziemię i zdejmuje czapkę. Osoba prowadząca polowanie kreśli na jego czole znak krzyża krwią zabitego zwierzęcia. Podczas chrztu – palcem; podczas pasowania powinno się to zrobić nożem myśliwskim.

Wysłaliśmy zapytanie do PZŁ, co Związek miał na myśli pisząc o „skandalicznym zachowaniu” podczas pokazanego na filmiku pasowania. Nie doczekaliśmy się odpowiedzi, ale prawdopodobnie chodzi o to, że  myśliwi nie zachowali należytej powagi podczas obrzędu. Przeklinali, rzucali czerstwe żarty, znakowanie zamieniło się w zabawę, podczas której mężczyźnie krwią wysmarowano niemal całą głowę.



Myśliwi: „O co ten hałas?!”

Myli się jednak ten, kto myśli, że nagranie wywołało powszechne oburzenie w środowisku myśliwych. Wystarczy przejrzeć myśliwskie fora internetowe – na przykład „lowiecki.pl„.

„Wygłupili się chłopaki i tyle. Jak już chcieli pożartować z „młodego”, to nie musieli tego nagrywać” – pisze myśliwy o nicku „pasat”.

Inny, „czif”, dodaje: „To jakiś absurd, że z takiego nic nie znaczącego faktu pomazania farbą wywołuje się wielką burzę …i jeszcze nakręca to rzecznik PZŁ, która tak ochoczo ćwierka, że ORD już wszczął postępowanie”.


Abonament na wolność słowa

Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania. W OKO.press pisze o ekologii i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym