Przedszkolanka, która dobra i zła nauczyła się od 3-latków, inżynier szukający prawdy, lekarz, który jest „za życiem”, filozof, który ma „więcej czasu” i ławnik sądu rejonowego bez stałej pracy. To tylko niektórzy kandydaci na ławników Sądu Najwyższego, którzy już niedługo będą orzekać w najważniejszych sprawach

Ławnicy pojawią się w nowym, podporządkowanym władzy Sądzie Najwyższym, z woli PiS.

W przyszłym tygodniu wchodzi w życie nowa ustawa o SN, która część sędziów odsyła na emeryturę oraz tworzy dwie nowe izby. Częścią tych zmian jest włączenie do orzekania w Sądzie Najwyższym ławników. Będą oni zasiadać w Izbie Dyscyplinarnej, która ma wydalać z zawodu sędziów, którzy dopuścili się różnych przewinień. Politykom PiS zależało, by w podejmowaniu tych decyzji brał udział tzw. czynnik społeczny. Ławnicy będą też zajmowali się skargami nadzwyczajnymi (będzie nimi można wzruszać stare, prawomocne już wyroki).

Nabór ławników do Sądu Najwyższego prowadzi Senat. We wtorek, 26 czerwca 2018 roku, senacka komisja sprawiedliwości wysłuchała 15 kandydatów. Wcześniej, ze względu na niespełnienie wymogów formalnych, odrzucono 8 kandydatur. Podczas posiedzenia komisji każdy kandydat miał 5 minut na opowiedzenie o sobie. Później odpowiadali na pytania. Komisja pytała ich m.in. o sytuację rodzinną i życiową.

Poniżej przedstawiamy charakterystyki kandydatów, sporządzone na podstawie ich własnych wypowiedzi podczas posiedzenia komisji.

Mariusz Kolankowski – od 20 lat na „kierowniczych stanowiskach w przemyśle, branży ubezpieczeniowej i finansowej oraz w motoryzacyjnej i zbrojeniowej”. Spotkał się tam z „szeregiem” problemów legislacyjnych oraz zdobył doświadczenie i posługiwał się logiką. „Te lata pozwoliły mi na trzeźwą ocenę sytuacji i trzeźwe spojrzenie na wiele przypadków” – mówił podczas posiedzenia senackiej komisji sprawiedliwości. Dzięki temu może teraz do spraw podchodzić „wielopłaszczyznowo”. Dlaczego kandyduje na ławnika? „W Sądzie Najwyższym mogę wykorzystać doświadczenie dla państwa” – tłumaczył.

Jest po rozwodzie.

Józef Kowalski – zgłosiła go grupa 100 obywateli z gminy Kaczory w powiecie pilskim. Od 20 lat jest ławnikiem w sądzie rejonowym, sądzi w sprawach rodzinnych. „Myślę, że będę dobrym kandydatem na ławnika. W pracy muszę kierować się przepisami, doświadczeniem życiowym i zawodowym” – mówił o sobie.

Bez rodziny.

Anna Kuć – od 2,5 roku ławniczka w Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga. Sądziła w sprawach karnych, pracowała w bankach. W Sądzie Najwyższym chce zajmować się sprawami dyscyplinarnymi m.in. sędziów i skargami nadzwyczajnymi. Na pytanie senatora Jana Rulewskiego, co ją przekonało do kandydowania odpowiedziała: „Przekonała mnie chęć zdobycia doświadczenia w Sądzie Najwyższym”.

Stan wolny.

Małgorzata Kuśmierczyk-Balcerek – od 28 lat nauczycielka, obecnie wykładowczyni w Wyższej Szkole Handlowej w Radomiu. Zrobiła doktorat z nauk humanistycznych. Chce się rozwijać, szuka czegoś nowego. Jak tłumaczyła – praca ławnika pomoże jej w pracy zawodowej, bo młodzież często pyta ją na lekcjach o wiedzy i społeczeństwie o rolę ławników w sądach.

Zapewniała, że znajdzie czas na nowe obowiązki. Ma dorosłych synów, jest po rozwodzie i teraz czas poświęca na swoje zainteresowania.

Jacek Leśniewski – doradca podatkowy, serwisuje urządzenia IT i kasy fiskalne. Na pytanie senatora Rulewskiego, o to, jak ocenia postawy etyczne w sądach odpowiedział, że sądy działają różnie. Podkreślał, że działa społecznie, lokalnie i może „zająć stanowisko w konkretnych sprawach”.

Żonaty, troje dorosłych dzieci.

Roman Markiewicz – od ośmiu lat lekarz, wcześniej zajmował się pielęgniarstwem i rehabilitacją. „To, plus doświadczenie zawodowe i życiowe oraz wiek, pozwalają mi, by być kandydatem na ławnika” – podkreślał. Pytany przez senatora Rulewskiego o stanowisko ws. klauzuli sumienia u lekarzy odpowiedział: „Ja jestem za życiem”. Dodał, że w Sądzie Najwyższym mógłby się odnaleźć w Izbie Dyscyplinarnej oraz w izbie zajmującej się skargami nadzwyczajnymi.

Stan wolny. Jak to sam określił – „nigdy nie był w małżeństwie”.

Marek Molczyk – od 2,5 roku ławnik w sądzie w Tarnowie, orzekał w sprawach rodzinnych. „Należy przypuszczać, że bycie w Sądzie Najwyższym to kolejny etap w karierze bycia ławnikiem. To pokłosie lat młodzieńczych, rozważałem wtedy zostanie prawnikiem, ale jestem ekonomistą” – mówił.

„Pan od 2012 roku zarejestrowany jest jako bezrobotny, chce pan żyć tylko z diet ławnika?” – dociekał senator Rulewski. Molczyk odpowiedział, że to funkcja społeczna, a jego kandydowanie wynika z zainteresowań na „niwie społecznej”. Przyznał, że żyje z oszczędności, po tym jak został zwolniony z pracy w banku. Narzekał na banki, że szukają tylko oszczędności i redukują etaty. Ostatnio dorabiał w małej firmie oraz tłumaczeniami z języka angielskiego. Szuka stałego zatrudnienia.

Pytany o stan cywilny, odpowiedział: „kawaler”.

Agata Pawlak – od wielu lat nauczycielka biologii. „Moja praca jest moją pasją” – podkreślała. Wyliczała, że w szkole zakładała koła m.in. PCK, LOP oraz współpracowała z różnymi innymi organizacjami. „Jestem otwarta na wyzwania” – przekonywała. Ostatnio zrobiła kurs na mediatora. Według niej ławnik musi być prawy, szlachetny i sprawiedliwy. Ona sama – jak sądzi – posiada te cechy. Na pytanie senatora Zbigniewa Cichonia, czym jest sprawiedliwość, odpowiedziała: „Kierowałabym się literą prawa i własnym sumieniem”. Jest za tym, by ławnicy uczestniczyli w wydawaniu wyroków, by sędziowie nie popadali w rutynę, by było spojrzenie z boku. „Nigdy nie jest za dużo kontroli społecznej. Miałabym większe zaufanie do takiego sądu [z ławnikami-red.]” – dodała.

Aleksander Popończyk – ma doświadczenie jako menadżer, należy do Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Jest też  przewodniczącym rady parafialnej i prezesem klubu sportowego. A ponadto doktorantem filozofii. Pytany przez senatora Rulewskiego o postawy etyczne sędziów, odpowiedział m.in., że „coś jest na rzeczy”. A na pytanie, czym jest dla niego sprawiedliwość, mówił: „ To wola oddania każdemu tego, co mu się należy”.

Chce być ławnikiem, bo – jak mówił – „trochę wynika to z jego sytuacji rodzinnej”. Ma już dorosłych synów i ma „trochę więcej czasu”.

Bogusława Rutkowska – kandyduje, bo – jak tłumaczyła – w życiu są etapy nauki, wychowywania dzieci i pracy. A ona na tych etapach jest już spełniona. Ma męża i dorosłe dzieci. Od 25 lat pracuje w szkole. „Czuję, że przyszedł czas by działać społecznie, zrobić coś dla społeczeństwa. Mam czas i chęci” – podkreślała. Wyznała, że nie wie czy ma kwalifikacje, by zostać ławnikiem, ale prawo „może doczytać”. „Wiem co dobre, a co złe. Nauczyłam się tego od dzieci. Pracuję w grupie 3-latków i od nich się tego nauczyłam. To nauka życia, bez żadnego naciągania” – mówiła.

Wojciech Szczepka – pochodzi z Wodzisławia Śląskiego, inżynier, zajmuje się m.in. bezpieczeństwem maszyn. Dlaczego kandyduje? „Poszukuję prawdy, lubię oceniać fakty. Ławnik pozwala tę pasję realizować i robi się to dla dobra publicznego” – mówił. Podkreślał, że w ocenie faktów powinno się też widzieć człowieka. Sprawiedliwość jest dla niego potępieniem tego co złe, a docenieniem dobra. Chce orzekać w Izbie Dyscyplinarnej.

Ma żonę i syna.

Eliza Szepeluk – psycholog, od 12 lat pracuje w poradni. Zajmuje się tam m.in. sytuacją dzieci rozwodzących się rodziców oraz dziećmi z  domów dziecka. Nie zgadza się z niektórymi orzeczeniami sądów w takich sprawach.

Joanna Witkowska – pochodzi z okolic Sandomierza. Jest inspektorem w Najwyższej Izbie Kontroli – od roku na urlopie bezpłatnym. W czasie urlopu pracuje jako audytor w kancelarii premiera. Chce być ławnikiem, by zobaczyć jak to wygląda z „drugiej strony, na sali rozpraw oraz by zdobyć większe doświadczenie”, bo obecnie studiuje prawo.

Podczas posiedzenia senackiej komisji wyszło na jaw, że nie spełnia ona kryteriów formalnych. Bo pracuje w centralnej instytucji państwowej – czyli NIK. Tymczasem w zgłoszeniu napisała, że nie pracuje w takiej instytucji. Inspektorka, która prowadzi kontrole państwowe, tłumaczyła, że obecnie nie pracuje w NIK, bo przecież jest na urlopie.

Ma męża i syna.

Zbigniew Lasota – zaprezentował się ostatni, bo nie dojechał na czas. Przyszedł na komisję w sandałach. Zgłosiła go jego fundacja, w której zarządzie zasiada.  Zgłoszenie kandydatury podpisał sam. „Padło na mnie, nie wiem dlaczego, może to ma jakiś sens” – uzasadniał swoją kandydaturę. Jest za ławnikami w Sądzie Najwyższym, bo – jak tłumaczył – na każdym etapie sprawowania władzy powinny być małe komórki osób postronnych. Z rezerwą odnosi się do demokracji, bo jej budowanie w Polsce nie obyło się bez błędów.

Od lat pracuje za granicą, obecnie w Belgii, bo ludzi z takim wykształceniem jak on Polska „nie chce”. Podczas posiedzenia komisji okazało się, że był poszukiwany przez policję. Ale on sam twierdził, że nic o tym nie wiedział.

Żonaty, czworo dzieci.

Agnieszka Zielonka – nie pojawiła się na komisji.

Wysłuchanie kandydatów trwało dwie godziny. Potem komisja głosowała, czy rekomenduje Senatowi ich wybór na ławnika. Poparła kandydatury 13 osób, odrzuciła tylko kandydatury inspektorki NIK (bo nie spełnia wymogów formalnych) i Zbigniewa Lasoty. Kandydaci, którzy do tej pory byli ławnikami w sądach niższych instancji, złożyli rezygnację z orzekania w nich, więc spełnili wymóg formalny.

Teraz decyzję w sprawie kandydatów na ławników podejmie Senat.

W Sądzie Najwyższym potrzeba więcej ławników niż się zgłosiło kandydatów – aż 36, ale w okresie przejściowym można delegować do orzekania ławników z sądów warszawskich. Potem Senat może ogłosić kolejny nabór.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym