Obrona terytorialna zapięta jest na przedostatni guzik. Kadra dowódcza oddelegowana, broń częściowo zgrupowana, limit wydatków na WOT w 2017 rok zwiększony - z około 400 mln zł do ponad 1 mld zł. Nieduże bataliony, jak ten w Nisku, czekają wciąż na etaty, a większe, jak ten w Rzeszowie już wkrótce zaczną ćwiczenia na poligonach

Na początku kwietnia minister obrony Antoni Macierewicz i dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej generał Wiesław Kukuła spotkali się z przedstawicielami firm z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Szef MON mówił dziennikarzom, że spotykają się w tym gronie co miesiąc, by uzgodnić sprzęt dla nowej formacji wojska. – Jeżeli chodzi o indywidualne wyposażenie żołnierza, jest uzgodnione – przekonywał. Reszta uzbrojenia ma zostać wybrana i dostarczona w tym i przyszłym roku. Będzie nie gorsze, a niektórzy twierdzą, że lepsze niż to, którym dysponuje armia zawodowa. Nowe wojsko szkolić będą najlepsi – oficerowie wojsk specjalnych.

Według relacji Macierewicza do WOT zgłosiło się już ponad 17 tysięcy ochotników, z czego 6,5 tysiąca na ścianie wschodniej. Półtora tysiąca przyszłych żołnierzy obrony terytorialnej przechodzi już proces wprowadzania do jednostek.

Szef MON twierdzi, że zaciąg do terytorialnej służby wojskowej powodowany jest patriotyzmem i zagrożeniem zewnętrznym. Krytycy ministra i tworzonej przez niego formacji – że nacjonalizmem i łatwym zarobkiem.

Stanęliśmy z kandydatami do OT w kolejce do punktu poborowego dla ochotników w Nisku i sprawdziliśmy, jak wygląda zaciąg Macierewicza.



Od podchorążówki do terytorialsów

Nisko to niewielkie miasto w północnej części Podkarpacia, tuż przy granicy z województwem lubelskim. W powiecie niżańskim utworzy się jeden z pięciu batalionów, wchodzących w skład 3. Podkarpackiej Brygady Obrony Terytorialnej.

W Nisku wojsko już jest – 3. Batalion Inżynieryjny i 16. Batalion Saperów. I od zawsze było.

-A czy słyszał pan o podchorążówce? – zaczepnie pyta pani Danuta, entuzjastka historii Niska, pędząc na spotkanie Towarzystwa Ziemi Niżańskiej. – W Polsce było kilka takich szkół – Podoficerskich Szkół Piechoty dla Małoletnich. Tu były tereny bez przemysłu, więc żeby zagospodarować młodych i wzmocnić obronność, rozkazem Piłsudskiego powstały szkoły dla małoletnich. Jedna z nich była w Nisku. Chłopcy, którzy kończyli tę szkołę, walczyli potem w bitwie na Porytowym Wzgórzu – jednej z największych walk partyzanckich II wojny światowej. 

Nisko, plac Wolności, defilada lokalnej jednostki wojskowej.

Gdy przychodzi święto państwowe, wojskowi defilują na centralnym placu miasta, przed pomnikiem Wolności. Niedługo przedefilują też terytorialsi, jak potocznie, na wzór „specjalsów” czyli oddziałów specjalnych, nazywa się żołnierzy OT.

Ludzi defilady specjalnie nie interesują. Jest całkiem spory tłum w maju, ale na 11 listopada pustki – mówi mieszkanka Niska, która przy placu Wolności prowadzi bar z zapiekankami. Do obrony terytorialnej ma zamiar zaciągnąć się jej mąż. – Mój brat jest wojskowym, a i męża od zawsze ciągnie do munduru. Nie jestem fanką ministra Macierewicza, uważam, że rozmontował nam armię, ale nie mam nic przeciwko, żeby mąż zarobił trochę więcej grosza i realizował pasję – kontynuuje, wyciągając zapiekankę z pieca.

Liczby zmienne

17 tys. ochotników w całej Polsce, o których mówił Macierewicz, to liczba zaskakująca. Chyba, że mowa o wszystkich, którzy zainteresowali się służbą, wypełniając podstawową ankietę informacyjną. Te zbierane są od dłuższego czasu. Do osobnej grupy należą ci, którzy złożyli już wnioski o przyjęcie do służby. W tym przypadku liczby są mniejsze, choć wciąż imponujące – według informacji PAP wnioski o przyjęcie do WOT złożyło w ciągu miesiąca 1,6 tysiąca kandydatów. Taką możliwość otworzyło rozporządzenie, które weszło w życie pod koniec lutego 2017 roku.

A z rekrutacją było tak: najpierw, rok temu, Wojskowe Komendy Uzupełnień z całej Polski rozpuściły wici w klasach mundurowych i organizacjach proobronnych. Teraz zbierają żniwo. W Nisku obrodziło.

Szef Wydziału Rekrutacji WKU w Nisku, mjr Krzysztof Jasiński, nie kryje dumy, gdy przytacza statystyki – 500 ochotników w różnym wieku i 400 19-latków, którzy przy standardowej, corocznej kwalifikacji wojskowej wstępnie zgodzili się przystąpić do OT.

Może to wynika z wychowania, bardzo tradycyjnego na Podkarpaciu – snuje rozważania major. – Nasz rejon nigdy nie miał problemu z rekrutem.

Chętni walą drzwiami i oknami. Spotkanie informacyjne dla kandydatów do OT zaczyna się z opóźnieniem, bo zainteresowanych wciąż przybywa. W sali Regionalnego Centrum Edukacji Zawodowej w Nisku jest blisko 300 osób.



Zadowolony z frekwencji jest przyszły dowódca batalionu OT w Nisku, mjr Tomasz Poninkiewicz.
– Szczerze mówiąc, miałem nadzieję na dużo chętnych i faktycznie jak pan widział – sala była pełna – mówi major.

Poinformowaliśmy stowarzyszenia, grupy rekonstrukcyjne i organizacje proobronne, takie jak Związek „Strzelec”, o formowaniu batalionu. Jedna z nich przysłała w odpowiedzi listę wszystkich swoich członków – major Krzysztof Jasiński uśmiecha się, ponieważ niektórzy z nich mieli kategorię zdolności do czynnej służby wojskowej D. – Dla nich też znajdzie się miejsce, OT przewiduje bardzo różne specjalności. Ale w Nisku będzie ich pewnie dosłownie kilka.

Na jakich stanowiskach? Major Jasiński wzbrania się przed odpowiedzią, powtarzając jak mantrę: nie mamy jeszcze etatów. A jak nie ma etatów, to nie ma o czym gadać. Etatów, czyli struktury organizacyjnej i liczby osób przewidzianych do służby w batalionie w Nisku.

Jeśli podobnie do niżańskiego WKU postąpiły wszystkie Komendy w Polsce, to 17 tys. ochotników w całej Polsce nabiera realnych kształtów.

Spotkanie ministra obrony narodowej z kandydatami do Obrony Terytorialnej, Rzeszów, listopad 2016 r.

Urlop od wojska

Ministerstwo obrony narodowej zdążyło nas przyzwyczaić, że przy okazji WOT liczby ciągle się zmieniają i nie warto się do nich przywiązywać. Najpierw planowana liczebność całej formacji – z 45 tysięcy we wrześniu 2016 roku wzrosła do obecnych 53 tysięcy. Później, koszty – z 400 milionów złotych zabezpieczonych w budżecie MON na ten rok, do 1 miliarda złotych.

Ale na papierze, równie imponująco co liczba rekrutów i budżet, wygląda uzbrojenie. Będzie nowe: karabinki BERYL, drony, quady. MON zakontraktował również zakup 1300 przeciwlotniczych pocisków rakietowych Piorun. Do tego wynagrodzenie – co najmniej zachęcające. Nawet 500 złotych na miesiąc – 200 złotych za gotowość, 300 za udział w weekendowych szkoleniach. Plus wynagrodzenie za wakacyjne, 16-dniowe szkolenie – nawet 1500 złotych.

– Cieszymy się, że nie będzie to sprzęt zdjęty z półki, tylko nowy – kupiony do wykorzystania przez wojska OT – mówił podczas spotkania informacyjnego w Nisku, szef sztabu 3. Brygady podkarpackiej OT, ppłk Artur Barański.

Prezentacja pułkownika jest szczegółowa. Oprócz uzbrojenia, szef sztabu prezentuje strukturę nowej jednostki. Brygada podkarpacka liczyć ma 3,5 tys. żołnierzy. Pułkownik Barański przekonany jest, że wojska OT są potrzebne. – Możemy być zaniepokojeni tym, co się dzieje na wschodzie – zaznacza. Dużo mówi też o żołnierzach wyklętych, którzy zostali patronami nowego wojska. Brygada Podkarpacka wzięła na swój sztandar płk. Łukasza Cieplińskiego. Jednak ochotników zgromadzonych w sali z letargu wyrywa dopiero prezentacja przewidywanych wynagrodzeń. Z nimi związanych jest najwięcej pytań.

Szef sztabu odpowie na wszystkie, choć niektóre wyprowadzają go z równowagi.

Czy istnieje coś takiego jak urlop w tej instytucji? – pada pytanie z sali.
Dobrze żeby pan nie wyjechał gdy rzeka wyleje! – odpowiada pułkownik Barański, śmiejąc się nerwowo.

Szef sztabu brygady podkarpackiej ma za sobą misje w Iraku i Afganistanie. Wcześniej był dowódcą 7. Batalionu Strzelców Konnych Wielkopolskich. Za służbę na misjach odznaczony został gwiazdą Iraku i gwiazdą Afganistanu.

Naprędce szkolona jest też niższa kadra. 8 kwietnia 2017 roku, w sobotę, na pl. Piłsudskiego w Warszawie, minister Macierewicz promował pierwszych oficerów WOT, którzy w październiku 2016 roku rozpoczęli kurs. Póki co – 27 podporuczników. W listopadzie kurs zakończy kolejnych 66 oficerów.

Promocja absolwentów Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych na oficerów OT, Warszawa, 8 kwietnia 2017 r.

Wojska OT mają być szkolone na wzór wojsk specjalnych. Specjalsem był nie tylko generał Wiesław Kukuła, dowódca WOT. Jest nim też przyszły dowódca batalionu w Nisku, major Poninkiewicz.

Jakie są w tym momencie najpilniejsze potrzeby przyszłego batalionu? O co dopytywali kandydaci? – pytam majora.

Wszyscy pytali o rzeczy przyziemne, na przykład: czy w trakcie służby mogę wyjechać za granicę? Ale podstawowe pytanie brzmiało: kiedy? – odpowiada major Poninkiewicz. Kandydaci nie ukrywali, że są zniecierpliwieni.

Plany szkoleń? Broń? Major Jasiński z WKU w Nisku powtarza mantrę o etatach.

Miejsca w jednostce w Nisku do przechowywania broni mamy pod dostatkiem. Pewnie będziemy korzystać też z kontenerów do przewożenia broni na szkolenia. A mamy się gdzie szkolić: Żabno – stadnina koni. Chcemy? To dowódca zarezerwuje, kompania jeździ na konikach – roztacza wizję major. – Mamy do dyspozycji również lotnisko w Turbi koło Stalowej Woli, stok w Krzeszowie do zjeżdżania na nartach a w Ulanowie, stolicy flisactwa, żołnierze nauczą się posługiwać sprzętem pływającym –  wylicza mjr Jasiński. Bo zgodnie z zapowiedziami dowódcy OT, gen. Kukuły, szkolenie ma być innowacyjne.

Ale zanim żołnierze wsiądą na konie, do samolotów i ruszą na stoki, trzeba przypomnieć czym jest wojsko tym, którzy już byli w służbie i od podstaw przeszkolić nowicjuszy. Czy żołnierze OT dostaną broń do domu?

Nie ma takiej możliwości – zapewnia mjr Poninkiewicz.

Za mundurem młodzi sznurem?

Wśród kandydatów czekających w kolejce by złożyć wniosek, przeważają mężczyźni w sile wieku, którzy swoje już w armii odsłużyli, ale do woja wciąż ciągnie.

­– Z ciekawości przyszedłem. Służyłem tutaj w Nisku blisko 20 lat temu. Pomagałem w 1998 roku, przy powodzi stulecia. Z doniesień prasowych dowiaduję się, że nowe wojsko ma być dla ludzi w terenie pomocne. Złożyłem więc ankietę wstępną. Dzisiaj chciałem poznać więcej szczegółów – mówi mężczyzna w wojskowej koszulce.

Wcześniej, w barze z zapiekankami, młoda kobieta przestępuje z nogi na nogę i nerwowo spogląda na zegarek. – Nie wiem jak to będzie, bo jestem kobietą, na dodatek nigdy nie miałam styczności z wojskiem. Wysłałam ankietę w lutym, teraz dostałam zwrotną informację, żeby złożyć dodatkowe dokumenty. W ankiecie trzeba było opisać: wykształcenie, zainteresowania i co mnie motywuje, żeby wstąpić do OT – mówi.

Co napisała? – Kocham Polskę. Pracowałam na obczyźnie. Bardziej docenia się wtedy swój kraj. Jak rodzina zareagowała na pomysł wstąpienia do wojska? – Nie mam obowiązku takiego jak dzieci, rodzina. Jestem jak najbardziej dyspozycyjna. Nie mam też pracy, więc mogę przyjeżdżać na szkolenia.

Sporą grupę stanowią też młodzi. W kolejce stoją dwie dziewczyny z klasy mundurowej, tegoroczne maturzystki. Z 26 uczniów ich klasy, ponad połowa złożyła wnioski o przyjęcie do OT.

Uprawiamy sporty, mało kobiece – sztuki walki. Od zawsze interesowałyśmy się militariami. Nie potrafimy długo wysiedzieć w miejscu – śmieją się przyszłe szeregowe.  

Skąd w Nisku pospolite ruszenie młodych? – Z  młodzieżą przepracowałem ładnych parę lat – wspomina ksiądz, od kilku lat emeryt. Nigdy nie widział wśród podopiecznych drylu wojskowego. – To musi być jakaś nowość – uśmiecha się.


Abonament na wolność słowa:


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym