OBWE opublikowało wstępny raport z obserwacji wyborów parlamentarnych w Polsce. Mówi o niepokojącym rozmyciu granicy między państwem i partią: stronniczym przekazie TVP i wykorzystywaniu stanowisk w kampanii. Za szczególnie martwiący uznano obecny w kampanii homofobiczny i nacjonalistyczny przekaz polityczny, płynący nawet z kościelnych ambon

„Wybory parlamentarne 13 października odbyły się w czasach wzrostu gospodarczego, a także głębokiej polaryzacji politycznej, nasilonej przez nietolerancyjną retorykę oraz kontrowersyjne zmiany legislacyjne i zarzuty korupcyjne wobec urzędników państwowych” – rozpoczyna raport Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE).

Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) – instytucja należąca do OBWE – skontrolowała czy przebieg tegorocznych wyborów parlamentarnych był zgodny ze standardami organizacji, międzynarodowymi normami i polskim prawem. Dzień po wyborach opublikowało wstępne wnioski.

Chociaż ODIHR nie miał wielu zastrzeżeń co do ram prawnych oraz samego przebiegu wyborów, zwrócono szczególną uwagę na nieczystą grę partii rządzącej.

„Wybory były dobrze przygotowane, ale stronniczość mediów i retoryka oparta na nietolerancji obecne w kampanii były bardzo niepokojące. Choć wszyscy kandydaci mogli prowadzić kampanię bez przeszkód, wyżsi urzędnicy państwowi wykorzystywali wydarzenia finansowane z publicznych pieniędzy do kreowania kampanijnego przekazu. Prymat partii rządzącej w mediach publicznych jeszcze potęgował tę przewagę”.

Nieczysta gra PiS

„Od czasu dojścia do władzy w 2015 roku partia Prawo i Sprawiedliwość (PiS) wprowadziła szereg istotnych zmian w przepisach regulujących sądownictwo i media publiczne, które zwiększyły zakres nominacji politycznych i wpłynęły na postrzeganie tych instytucji jako kontrolowanych przez rząd” – pisze ODIHR i przechodzi do konkretów, zwracając uwagę na:

  • stronniczy przekaz mediów publicznych,
  • zaangażowanie Kościoła w kampanię,
  • retorykę nietolerancji i budowanie klimatu strachu,
  • wykorzystywanie funkcji przez urzędników państwowych.

„Kilku wysokich rangą urzędników państwowych, którzy byli jednocześnie kandydatami, podczas finansowanych publicznie wydarzeń związanych z pełnionymi obowiązkami, składało obietnice lokalnego podziału środków publicznych” – informuje ODIHR.

„Częstotliwość i rozgłos takich działań, które często zawierały przekaz polityczny, tworzyły nieuzasadnioną przewagę i zacierały granicę między państwem a partią.

Media publiczne czy partyjne?

„Pluralistyczne, media były wyraźnie podzielone według różnych ideologii politycznych” – czytamy we wnioskach. ODIHR zwraca uwagę na negatywny wpływ polaryzacji medialnej na możliwość dokonania przez wyborców świadomego wyboru i zwraca szczególną uwagę na wyjątkowo stronniczy przekaz mediów publicznych.

„Wyniki monitoringu mediów ODIHR wskazują, że wbrew ich obowiązkom prawnym i mandatowi publicznemu, TVP 1 i TVP Info wykazywały wyraźne uprzedzenie wobec kandydatów KO i PSL; dziennikarze często określali ich mianem »żałosnych«, »niekompetentnych« lub »kłamliwych«”.

Podczas monitorowanego okresu na TVP 1 i TVP info ok. 40 proc. materiałów poświęconych polityce dotyczyło KO, a odpowiednio 6 i 4 proc. PSL. Były to głównie wiadomości o negatywnym tonie. Jeśli chodzi o PiS i rząd, to TVP 1 poświęciło im odpowiednio 17 proc. i 24 proc. politycznych materiałów, a TVP Info 25 proc. i 18 proc. Większość miała pozytywny wydźwięk.

Materiały dotyczące partii rządzącej przeplatały się często z materiałami dotyczącymi rządu, a działania i programy rządowe były nierzadko wyraźnie przypisywane osiągnięciom PiS. ODIHR zwraca też uwagę, że emitowane w telewizji publicznej materiały, jak „Inwazja” pokrywały się z kampanijnym przekazem partii rządzącej.

ODIHR zauważa, że kampanijne wydarzenia nie dawały okazji ani do merytorycznej dyskusji ani konfrontacji kandydatów z wyborcami. „Publiczny nadawca zorganizował jedną ogólnokrajową debatę wymaganą przez kodeks wyborczy, w której nie brały udziału żadne kandydatki, i która była ograniczona do 46-minutowej sesji, w której nie było znaczącej dyskusji ani interakcji między kandydatami” – podsumowuje ODIHR.

We wnioskach zwrócono też uwagę na obowiązujące w Polsce sankcje karne za zniesławienie i ograniczony dostęp do informacji publicznej, które zdaniem biura podważają swobodę wypowiedzi i prasy.

„Wielu rozmówców ODIHR wskazywało, że w praktyce prośby o informacje są często przez urzędników państwowych pozostawione bez odpowiedzi, co zmusza media do toczenia długich procedur sądowych i ogranicza dostępność informacji publicznych”.

Mowa nienawiści i Kościół w służbie partii

Za szczególnie martwiące uznano obecną w kampanii nietolerancyjną retorykę. Przekaz kampanijny niektórych kandydatów był prowokacyjny („inflammatory”) – stwierdza biuro, wskazując na nacjonalistyczny i homofobiczny przekaz kampanii niektórych polityków oraz mowę nienawiści, które „budowały poczucie zagrożenia i rozbudzały negatywne emocje wobec społeczności LGBT, mniejszości oraz osoby niewyznające religii chrześcijańskiej”.

Przykładem przywołanym we wnioskach są wystąpienia prezesa PiS, który „w swoich przemówieniach często stosował homofobiczną retorykę, sugerując, że osoby LGBT stanowią zagrożenie dla rodzin i polskiej tożsamości oraz wzywając wyborców do obrony tradycyjnych wartości przed wpływami Zachodu”.

Poza telewizją publiczną propagandę anty-LGBT powielał też często Kościół.

„Kilka wydarzeń z kampanii PiS odnotowanych przez obserwatorów ODIHR zorganizowano w instytucjach religijnych. Materiały kampanijne partii można było zobaczyć na ścianach i ogrodzeniach miejsc kultu”. Biuro zwróciło też uwagę, że publiczne wypowiedzi hierarchów Kościoła pokrywały się z przekazem i programem wyborczym partii rządzącej. Czasem wprost odradzano głosowanie na inne partie.

Aktywna rola Kościoła katolickiego w kampanii budziła wątpliwości rozmówców ODIHR co do rozdziału Kościoła od państwa.

Kobiety na drugim planie

„Oprócz kilku czołowych członkiń partii, kobiety nie cieszyły się znaczącą widocznością w kampanii, także w mediach” – czytamy w raporcie.

ODIHR zauważył, że z wyjątkiem jednego ugrupowania [Lewicy] żaden program nie zawierał kwestii związanych z prawami i upodmiotowieniem społeczno-gospodarczym kobiet.

Podczas gdy na listach do Sejmu, spełniano prawnie określony warunek min. 35 proc. reprezentacji każdej płci, w Senacie kobiety stanowiły tylko 16 proc. kandydatów. Nie ma wymagań dotyczących reprezentacji płci w komisjach wyborczych. W Państwowej Komisji Wyborczej nie ma żadnej kobiety – zauważa biuro.

Osoby z niepełnosprawnościami bez głosu

Zdaniem Biura ograniczona dostępność głosowania korespondencyjnego niekorzystnie wpłynęła na dostępność procesu głosowania dla osób z niepełnosprawnościami. Innym problemem, na który zwrócono uwagę we wnioskach, jest pozbawienie niektórych osób z niepełnosprawnością umysłową prawa do głosowania, co zgodnie z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych stanowi dyskryminację z powodu niepełnosprawności.

Bez prawa do głosu pozostają też osoby pozbawione wolności, na przekór „międzynarodowym standardom, wcześniejszym rekomendacjom ODIHR oraz wielokrotnej krytyki ze strony RPO i organizacji międzynarodowych”.

Zagrożenia dla niezależności administracji wyborczej

Zdaniem biura zmiany w składzie Krajowej Komisji Wyborczej, które wejdą w życie już po wyborach parlamentarnych, mogą zagrozić niezależności administracji wyborczej i nadzorowaniu finansowania kampanii.

Biuro zwraca uwagę, że to m.in. na podstawie raportów KKW oraz Prokuratora Generalnego Sąd Najwyższy zatwierdza wyniki wyborów. W tym kontekście ODIHR przypomina o niebezpieczeństwie związanym ze zmianami w procedurze powoływania sędziów Sądu Najwyższego: „Zmiany te razem z połączoną funkcją Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości, odbiegają od domniemanej niezależności podmiotów odpowiedzialnych za zatwierdzanie wyników wyborów i rozstrzyganie wyborczych sporów”.

[Taken together with the merged function of the Prosecutor General and the Minister of Justice, these changes detract from the perceived independence of the entities responsible for the validation of election results and adjudication of other election-related disputes.]

Raport w języku angielskim można przeczytać pod tym adresem.

Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

  1. Adrian Janecki

    Ja rozumiem, że z kilkunastostronicowego raportu nie jest łatwo wyciągnąć wszystkie informacje tak, by w artykule było to przejrzyste, więc nie będę krytykował pod tym względem artykułu. Oprócz wzmianki o braku praw wyborczych dla osób pozbawionych wolności. Autorka mogła to bardziej rozwinąć, wskazując że chodzi o osoby pozbawione tych praw przez sądy ze wzgledu na popełnione przestępstwa (i oczywiście nie wszystkie, bo inaczej opozycja straciła by sporo elektoratu), oraz na niepełnosprawność umysłową. Jest to według raportu niezgodne że standardami międzynarodowymi, ale w mojej ocenie słuszne. Przestępcom należy się kara, a osoby niesprawne umysłowo mogą zostać łatwo zmanipulowane. W tym przypadku, to standardy międzynarodowe są złe. Inny zarzut względem autorki artykułu, to że wskazała jedynie ten fragment o stronniczości TVP 1 i TVP Info, podczas gdy raport opisuje także proopozycyjne nastawienie np. TVN. W raporcie poruszone są też nastawienia mediów prasowych. Pomijając słuszny (także i w mojej ocenie) zarzut, że TVP przesadziła z propagandą, czego jej ustawowo nie wolno, to jednak raport nie zaprzecza ogólne u pluralizmowi treści.

  2. Leon Mondrawski

    OBWE ma rację ale co z tego, typowy polski patriota a wiadomo, że to zarazem zażarty parafianin Ojczyznę kocha ale mamonę jeszcze bardziej. Jaruś i Mateuszek zaś jej obiecują co niemiara i tylko to się dla niego liczy.

  3. Jerzy Grzegorkiewicz

    Precedensem jest oficjalne zauważenie partyjnej agitacji w Kościele. Polscy komentatorzy spychają ten temat z dyskursu, gdy się już pojawi konsekwencji nie widzą. Udział niedemokratycznej korporacja z zagranicy, gdyby okazał się znaczący dla wyniku elekcji, podważałby legalność wybieranych władz.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!