W wywiadzie dla tygodnika “Polityka” przewodniczący PO Grzegorz Schetyna przedstawił swoją interpretację protestów przeciwko przejęciu sądów przez PiS. W skrócie: partie są najważniejsze, z partii najważniejsza jest PO, a ludzie oczekują od polityki głównie świętego spokoju. Przewodniczący rozmija się z rzeczywistością

Grzegorz Schetyna – przywódca często krytykowany za brak charyzmy i nowych pomysłów na polską politykę – mówi o tym, co jego zdaniem było najważniejsze w ulicznych protestach przeciwko próbom wprowadzenia “reformy” sądów przez PiS (a w istocie podporządkowania sądownictwa politykom rządzącej partii). Malwina Dziedzic i Mariusz Janicki w “Polityce” (nr 31 z 2 sierpnia) pytają przewodniczącego PO o strategię walki z PiS. 

Oto trzy główne tezy Schetyny. Analizujemy – na ile wytrzymują one konfrontację z rzeczywistością.
Teza 1. W proteście kluczowe były opozycyjne partie polityczne, a z nich najważniejsza była PO.
Schetyna mówi o roli zorganizowanego m.in. przez PO “wysłuchania publicznego” w Sejmie wybitnych prawników.

“Uważam, że właśnie przyjście do Sejmu największych autorytetów, pokazanie i opisanie efektów wprowadzenia pisowskich ustaw zmieniło atmosferę, zaczęło ją podbijać. Polacy dostrzegli zagrożenie”.

Zdaniem OKO.press nie jest to prawda.
Protesty zaczęły rosnąć w siłę dopiero w momencie, w którym wyraźnie oddzieliły się od partii politycznych i zostały poprowadzone przez “Akcję Demokracja”, Obywateli RP,  Obywateli Solidarnie w Akcji, Ogólnopolski Strajk Kobiet i inne siły społeczne, bez emblematów partyjnych. Wiec pod Sejmem w niedzielę 16 lipca, na którym występowali politycy (m.in. Leszek Balcerowicz i Andrzej Celiński), miał małą skalę. Udawały się protesty w ponadpartyjnej i pozapartyjnej formule.
Teza 2. Tylko partie, a zwłaszcza PO, są w stanie przeciwstawić się PiS.
Schetyna odpowiada na pytanie o niechęć ruchów obywatelskich do partii politycznych: “To wynik forsowania pomysłu polskiego Macrona. Nie jest przedstawiana żadna konkretna alternatywa – chodzi tylko o to, żeby nie było tych partii, które są. Tyle że taka praca służy PiS, trzeba to wyraźnie powiedzieć. Jeżeli komuś nie pasuje to, co jest, niech założy własne ugrupowanie, stworzy inny projekt polityczny, musi jednak pamiętać, że ludzie chcą zjednoczonej opozycji.

Jeżeli ktoś (…) skupia się na atakowaniu partii, które są i które walczą z PiS, to pracuje na rzecz Kaczyńskiego”.

Zdaniem OKO.press, to wątpliwe.
Problem polega na tym, że partie polityczne okazały się nieefektywne w walce z PiS. Nie potrafiły zmobilizować Polaków do protestów. Ich pozycja w sondażach – mimo zamachów PiS na fundamenty polskiej demokracji – nie poprawia się, a przed falą lipcowych manifestacji partia prezesa Kaczyńskiego uzyskała najwyższe notowania od wyborów 2015.

Schetyna nie odpowiada na podstawowy zarzut kierowany pod adresem (zwłaszcza) PO: że nie ma konkurencyjnej wobec PiS wizji Polski, która byłaby w stanie pociągnąć za sobą Polaków, i że w kluczowych sprawach (np. kwestii przyjęcia uchodźców, przyszłości programu 500 plus, związków jednopłciowych) albo w ogóle nie ma zdania, albo mówi rzeczy sprzeczne lub niezrozumiałe.
Według Schetyny PO może wygrać wybory pozostając największą i najpewniejszą alternatywą wobec PiS, a próba dokładniejszego określenia stanowiska partii w drażliwych sprawach kosztowałaby ją utratę poparcia. Zobaczymy czy ta kalkulacja się utrzyma –

na razie wygląda na to, że strategia Schetyny wystarcza do utrzymania pozycji głównej partii opozycji, ale już niekoniecznie do odsunięcia PiS od władzy.

Schetyna twierdzi, że krytyka partii opozycyjnych to działanie na rzecz PiS. Ta teza jest prawdziwa tylko o tyle, o ile opozycja będzie reagować na krytykę tak, jak Schetyna w wywiadzie. Można sobie przecież wyobrazić, że partia podejmie poważną debatę o programie, zaprosi różne środowiska, a nawet – uwaga – uzna, że potrzebna jest zmiana pokoleniowa liderów.

Ma natomiast rację Schetyna, że jeśli ktoś dezawuuje partie opozycyjne, to powinien myśleć o założeniu nowej. Zwłaszcza dotyczy to środowisk lewicowych, które zamiast wyrzekać na Platformę czy Nowoczesną, mogłyby skupić się na rozwijaniu lewicowej alternatywy wobec prawicy i centroprawicy.

Teza 3. Polacy przede wszystkim od polityki pragną spokoju.
Schetyna mówi o przyczynach protestów: “Ludzie wyszli na ulice, trzymali świece, powiedzieli władzy: nie!, bo chcą żyć w normalnym kraju. Ale nie chcą się zajmować polityką, chcą wrócić do swoich spraw”. Dlatego – dodaje — próby stworzenia nowego ruchu politycznego są chybione, ponieważ ludzie “sami tego nie chcą”.
Zdaniem OKO.press: to nie tylko nieprawda, ale teza społecznie szkodliwa.
Schetyna jako lider największej partii opozycji najwyraźniej obawia się, że nowy ruch byłby dla niego groźną konkurencją – i to jest zrozumiałe. Ale przypisywanie uczestnikom apolityczności, to demagogia. Wręcz przeciwnie, zaangażowanie obywateli i obywatelek, w tym wielu młodych ludzi, jest dowodem na to, że polityka jest im nieobojętna.

Rzecz w tym, żeby ten potencjał wykorzystać. Co jest zadaniem zarówno dla „starych partii” (pod warunkiem, że inaczej popatrzą na ruch protestu niż Grzegorz Schetyna), jak i dla nowych inicjatyw politycznych (pod warunkiem, że powstaną).

W wywiadzie uderza też brak głębszej refleksji Schetyny na temat tego, czego oczekują ludzie, bo na pewno oczekują więcej niż świętego spokoju. Przewodniczący PO nie dostrzega, że PiS podsunął Polakom receptę na ograniczenie skrajnej biedy (500 plus), ma sukcesy gospodarcze, trafnie diagnozuje takie problemy społeczne, jak niezadowolenie z wymiaru sprawiedliwości.
Recepty PiS mogą być złe – i często piszemy o tym w OKO.press – ale ta partia nie wygrałaby wyborów, gdyby nie trafiła w rzeczywiste potrzeby i nie wskazała słabości polskiej demokracji, w tym zwłaszcza nie rozwiązanych w ciągu ośmiu lat rządów PO.
Schetyna wraca do tej sprawy pod koniec wywiadu: mówi, że w pierwszej kadencji PO zrobiła “dużo świetnych rzeczy” – walczyła z kryzysem, budowała drogi i stadiony na Euro 2012 – ale potem stała się partią bezczynności i bezwładu (“ciepła woda w kranie”).

Przewodniczący PO zaprzecza, że jego partii zależy przede wszystkim na powrocie do przeszłości. Nie mówi jednak nic, jaki ma pomysł na przyszłość – poza odsunięciem PiS od władzy. Nie zapowiada kolejnej porcji „świetnych rzeczy”, a bez tego trudno będzie wygrać wybory.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym