Tusk zaprzecza, że mówiąc o "współczesnych bolszewikach" miał na myśli PiS. I chytrze dodaje, że najwyraźniej sam PiS uważa się za bolszewików. To piłkarska kiwka, bo Tusk diagnozował PiS jako potrójnie "bolszewicki": narusza demokrację, jest antyeuropejski i w konsekwencji zagraża polskiej niepodległości. Przesadzona metafora osłabia ten wywód

Po tym, jak jego słowa o „współczesnych bolszewikach” weszły do debaty politycznej – od oburzonych partyjnych dostojników, aż po użytkowników internetu – Donald Tusk wyjaśnił na twitterze:

 

Typowy był tu głos wicemarszałka Senatu Adama Bielana: „Tusk powinien skupić się na pracy w Brukseli, a nie jątrzyć, judzić i dzielić Polaków”. Za polityczny rewanż można też uznać niegrzeczne zachowanie prezydenta Dudy, który nie przywitał Tuska podczas uroczystości pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza.

Tusk z „bolszewikami” przebił się do opinii publicznej, co widać po aktywności internautów w wyszukiwaniu haseł w ostatnich siedmiu dniach od 6 do 13 listopada. Wybraliśmy do analizy trzy hasła: Tusk (żółty), Kaczyński (niebieski), bolszewicy (czerwony)

 

Jak widać na wykresie, kariera „bolszewików” nie zaczęła się od przemówienia Tuska na Igrzyskach Wolności w Łodzi 10 listopada po południu. Tego dnia wieczorem poziom wyszukiwania (w procentach największego wyniku w analizowanych okresie) wynosił:

  • Kaczyński – 48, Tusk – 44, bolszewicy – tylko 9 proc.

Temat przebijał się dopiero po reakcjach na słowa Tuska.

  • 11 listopada wieczorem: bolszewicy mieli 13 proc., a Tusk aż 54 proc. (Kaczyński 19 proc.);
  • 12 listopada słowo przebiło się do świadomości i osiągnęło poziom 25 proc., więcej niż Tusk – 22 proc. (Kaczyński – spadł do 9 proc.).

Perfidne tłumaczenie

Tłumacząc się na Twitterze Tusk w wyrachowany sposób jeszcze „dołożył” władzom PiS:


Kiedy powiedziałem, że Polacy dziś też mogą pokonać współczesnych bolszewików, wszyscy uznali, że to było o PiS. Nawet PiS tak pomyślał. A to było o bolszewikach, o nikim innym

Donald Tusk, Wypowiedź na Twitterze - 12/11/2018

Fot. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta


To Tusk mówił o PiS jako "współczesnej bolszewii". Przesadził z metaforą


Tusk tylko na pozór wycofuje się z oskarżenia pod adresem PiS, ale zastawia dodatkową pułapkę. Twierdzi bowiem ni mniej ni więcej, że PiS to „nowi bolszewicy” nie tylko w powszechnym odbiorze, ale nawet sami politycy PiS – wyrażając oburzenie – przypisują własnej partii cechy bolszewików.

Ten zabieg erystyczny byłby uprawniony, gdyby metafora Tuska w przemówieniu 10 listopada była niejasna, ale tak nie było (patrz dowód niżej).

W innym miejscu Tusk dawał jednak do zrozumienia, że być może przesadził z metaforą. Składając życzenia Polsce pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego mówił: „Wiem, że na co dzień spieramy się między sobą o kształt naszego państwa i wiem, że czasami robimy to za mocno. Wybacz nam Polsko”.

PiS jako „bolszewicka barbaria”. Nie ma wątpliwości

Fragment o współczesnych bolszewikach, pojawia się na koniec przemówienia Tuska. Cały cytat:

„Zresztą, słuchajcie kochani, Józef Piłsudski, kiedy pokonywał bolszewików, a więc kiedy de facto bronił

wspólnoty Zachodu, wspólnoty wolności, bo nie tylko naszej niepodległej ojczyzny, przed taką polityczną barbarią, ze Wschodu w sensie politycznym, nie mówię tu teraz tylko o geografii,

to miał trochę trudniejszą sytuację niż my dzisiaj.

Kiedy Lech Wałęsa pokonywał

bolszewików w jakimś symbolicznym sensie, kiedy wydobył z nas to, co właśnie europejskie, wolnościowe, także narodowe,

to miał o wiele trudniejszą sytuację niż my dzisiaj. Słuchajcie, jeśli oni mogli pokonać bolszewików, to dlaczego wy nie mielibyście dać rady pokonać współczesnych bolszewików.

Pamiętajcie, bez waszych, naszych, Polaków praw i wolności, nie ma niepodległości. I brońcie tych praw, brońcie tej wolności i brońcie polskiej niepodległości, to jest wasze zadanie”.

Z całego przemówienia jednoznacznie wynika, że owi współcześni bolszewicy to PiS (czy szerzej – polska prawica). I że Tusk mobilizuje ludzi, by odebrali PiS władzę, zachęca do „wiosny naszej” 2019 roku: „spróbujcie pokazać, czym naprawdę jest polska solidarność, spróbujcie w maju, wiosną pokazać, że wiosna może być wasza, nasza, polska”.

„Bolszewicy”, czyli zagrożenie dla wolności, Europy, niepodległości

Wbrew deklaracji na Twitterze Tusk z premedytacją używa metafory „nowych bolszewików”. W jego wywodzie stanowią oni potrójne zagrożenie dla przyszłości Polski: dla wolności i demokracji, dla obecności Polski w Europie i dla polskiej niepodległości, w czym przypominają zarówno wrogów Polski w 1918 roku, jak i ZSRR, któremu wyzwanie rzucił ruch „Solidarności”.

Najważniejszym przekazem Tuska jest właśnie ostrzeżenie, że są „w naszym kraju siły polityczne, które chcą zmienić ład, który jest podstawą, fundamentem naszej dzisiejszej i przyszłej niepodległości, to jest oczywiście przyszłość Unii Europejskiej”. I jeszcze jaśniej: „ci, którzy kibicują dzisiaj w Europie nacjonalizmom, ci, którzy obstawiają dezintegrację i konflikt, nieuchronnie doprowadzą do zagrożenia absolutnie fundamentalnego także dla polskiej niepodległości”.

Tusk unika nazwisk (choć cytuje słowa Dudy o „UE jako wspólnocie wyimaginowanej”), ale

nie ma wątpliwości, że ma na myśli obecne władze: „Jestem gotów uwierzyć tym wszystkim, którzy dzisiaj w Polsce mówią nie chcemy wyjść z UE. Ja się boję raczej tego brytyjskiego scenariusza, im bardziej oni nie chcą wyjść z UE, tym bardziej wychodzą”.

Jednoznaczne jest też utożsamienie niepodległości z wolnością, w sensie swobód w demokratycznym państwie prawa:

„Nie ma niepodległości bez praw i wolności. Po to nam niepodległa ojczyzna, aby wolni Polacy mogli korzystać ze swoich praw i swobód. Jeśli naprawdę pragniemy, aby Polska była niepodległa przez kolejne sto lat i dłużej, wszyscy musimy ustanowić wspólnotę celów politycznych, jak wtedy w 1918 i wtedy, jak w 1989 roku. Dla mnie tą wspólnotą jest silna Polska w zjednoczonej Europie. Jest ład konstytucyjny, są rządy prawa, są wolności obywatelskie, są wolne i niezawisłe sądy i media, warto też pamiętać o szczepieniu dzieci”.

Demokracja i obecność w Unii Europejskiej – to recepta na zachowanie niepodległości. PiS stanowi zatem potrójne zagrożenie. Jak zwraca uwagę Edwin Bendyk, Tuskowi idzie nie tylko o PiS, ale o „prawicową radykalizację i rządy resentymentu”, czyli całą prawicę.

Bolszewicy kojarzą się inaczej

Zamiast zaprzeczać oczywistej oczywistości mógłby Tusk bronić się bardziej merytorycznie. Metaforę Tuska poparł Paweł Wroński potwierdzając, że „PiS to jest współczesny bolszewizm”. Cechuje go bowiem:

  • rewolucyjny zapał;
  • demagogia i media jako narzędzie propagandy;
  • łamanie zasad państwa prawa;
  • szczucie jednych ludzi na drugich;
  • fanatyzm i indoktrynacja.

Współczesny oznacza też, że jest inny od bolszewizmu leninowskiego”.

Wroński ma sporo racji, ale nie zmienia to faktu, że skojarzenia z „bolszewizmem” nie ograniczają się do tej charakterystyki.

Bolszewicy, czyli frakcja partii socjaldemokratycznej pod wodzą Lenina, szybko przekształcili się w partię komunistyczną Rosji i całego ZSRR. Naruszając demokratyczny porządek po rewolucji lutowej 1918 roku (inna rzecz, jaka była jakość tej demokracji) bolszewicy sięgnęli po przemoc w rewolucji październikowej. Ich partia przez następne 60 lat prowadziła zbrodniczą politykę wobec własnych obywateli i sąsiednich narodów, używając bezlitosnej okrutnej przemocy. Rządy bolszewików i ich spadkobierców kojarzą się w Polsce z wojną 1920 roku, Gułagiem, NKWD i Katyniem.

Pars pro toto, czyli Kaczyński jako Lenin

Używając bolszewickiej metafory Tusk popełnił zatem błąd pars pro toto. Być może uznał, że naddatek semantyczny ukryty w pojęciu bolszewizmu, posłuży mu w zdeprecjonowaniu przeciwnika politycznego, ale ta kalkulacja może być fałszywa.

Stosując przesadzoną metaforę osłabił własny przekaz, w tym główną myśl, że antydemokratyczna i antyeuropejska prawica w Polsce w warunkach rozchwianego globu może doprowadzić do utraty niepodległości.

Zamiast tego politycy prawicy dowodzą, że Kaczyński nie przypomina Lenina.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym