Dyplomaci z PiS przystąpili do ofensywy medialnej by zatrzeć wrażenie kompromitacji rządu w Brukseli. W MSZ zawiodła jednak koordynacja. Wypowiedzi min. Waszczykowskiego i jego zastępcy, są sprzeczne ze sobą i w tonie, i w treści. Obaj wprowadzają w błąd, każdy po swojemu. Szymański zwraca uwagę na gest UE wobec Polski, ale brak podpisu Szydło go zniweczył

Szef polskiej dyplomacji, minister Witold Waszczykowski w sobotnim wydaniu „Super Expressu” zarzucił Radzie Europejskiej, że podczas posiedzenia złamano zasady głosowania w sprawie przedłużenia kadencji przewodniczącego. „Wiele osób nie chce zauważyć, że z Unią Europejską dzieje się coś niedobrego. Stosowane są otwarcie podwójne standardy, co było choćby widać na wczorajszej Radzie Europejskiej!” – grzmiał minister w tabloidzie.


Na jakiej podstawie uznano, że wprowadzenie kandydatury Saryusz-Wolskiego ma się odbywać na zasadzie konsensusu, a głosowanie nad drugą kandydaturą, czyli Tuskiem, uznano już za wymagające głosowania zwykłą większością? To właśnie podwójny standard!

Witold Waszczykowski, "Super Express" - 11/03/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. To nie podwójny standard, tylko zignorowanie fochów PiS.


Problem w tym, że traktaty europejskie tylko ogólnikowo opisują procedurę wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej i dopuszczają daleko idące uproszczenie procedury przedłużenia jego kadencji. Art. 15 ust. 5 Traktatu o Unii Europejskiej stanowi, że „Rada Europejska wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres dwóch i pół roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny. W przypadku przeszkody lub poważnego uchybienia Rada Europejska może pozbawić przewodniczącego mandatu zgodnie z tą samą procedurą”

Nie było więc żadnej innej możliwości, niż przedłużenie misji Donalda Tuska w głosowaniu większościowym. Jedną z form takiego głosowania jest wezwanie do wyrażenia sprzeciwu. To może dziwić Polaka, bo w Sejmie głosuje się zawsze „za”, nawet jeśli jest to „za odrzuceniem”, ale w wielu krajach robi się właśnie tak. To co w Polsce nazywa się „wstrzymaniem od głosu”, uznawane jest za milczące poparcie.

Minister minął się również z prawdą, gdy powiedział, że zgłoszenie kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego nie wymagało jednomyślności członków Rady Europejskiej. Została  zgłoszona przez Polskę, ale ponieważ w traktatach w ogóle nie opisano, jak zgłaszani mają być kandydaci, decyzja o uznaniu kandydatury nie może zostać zawetowana – traktaty uznają bowiem, że wszystkie decyzje muszą być podejmowane jednomyślnie, jeżeli traktaty nie stanowią inaczej.

Wendy Borg, rzeczniczka maltańskiej prezydencji, poinformowała, że kandydatura Saryusz-Wolskiego została uznana za niedopuszczalną przez przynajmniej jedno z państw członkowskich Unii Europejskiej. „Jednomyślności nie ma” – oświadczyła polityczka.



Inny minister, inna wersja


Po czwartku wszyscy wiedzą, że trzeba jeszcze uważniej słuchać Polski i to jest dobra zmiana. Pierwszy sukces już jest. Wszyscy się zgadzają, że zasady wyboru przewodniczącego [Rady Europejskiej] powinny być uściślone.

Konrad Szymański, wPolityce.pl - 11/03/2017

Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Nie wszyscy, bo Polska zawetowała konkluzje szczytu i zgody nie ma.


Gwoździem do trumny PiS jest to, że chwilę po publikacji „Super Expressu” w serwisie wPolityce.pl pojawił się wywiad z wiceministrem spraw zagranicznych ds. europejskich Konradem Szymańskim. Od przełożonego odróżnia go nie tylko koncyliacyjny ton, z akcentem na współpracę, a nie konflikt, ale również sprzeczność interpretacji – ani śladu po oskarżeniach o podwójne standardy i nieprawidłową procedurę głosowania.

Wiceminister nie tylko zaprzeczył tezom przełożonego, ale próbował pokazać, że jakiś sukces udało się Polsce odnieść. Faktycznie, śladem ustępstwa wobec Polski po występie premier Szydło w Brukseli miał być ostatni punkt postanowień podsumowujących szczyt: „Rada Europejska postanowiła powrócić w tym roku do procesu, kryteriów i równowag w procesie powoływania na stanowiska wysokiego szczebla w kolejnym cyklu”. To właśnie Polska domagała się doprecyzowania procedur powoływania najwyższych urzędników Unii.

Rzecz jednak w tym, że

dokumentu jednak nie przyjęto, ponieważ Polska nie podpisała postanowień szczytu, w efekcie czego nie będzie zapowiadanego przez Szymańskiego przeglądu zasad wyboru m.in. przewodniczącego Rady Europejskiej.

W żaden sposób nie wpłynęło to na ważność wyboru Donalda Tuska na kolejną kadencję – ważność głosowania nie jest zależna od jednomyślnego przyjęcia postanowień szczytu.

Konkluzje zostały zamieszczone na stronie Rady Europejskiej z notatką: „Rada Europejska debatowała nad załączonym dokumentem, który miał poparcie 27 krajów członkowskich, ale nie osiągnięto konsensusu z przyczyn niezwiązanych z jego treścią.

Odniesienia do Rady Europejskiej w załączonym dokumencie nie powinny być odczytywane jako implikujące formalną zgodę Rady Europejskiej, działającej jako instytucja”.

  • Zobacz ten tekst po angielsku

    The European Council deliberated on the attached document. It was supported by 27 Members of the European Council, but it did not gather consensus, for reasons unrelated to its substance. References to the European Council in the attached document should not be read as implying a formal endorsement by the European Council acting as an institution.

Szczyt w Brukseli pokazał dramatyczną izolację polityczną rządu PiS – nikt w UE nie potraktował poważnie Beaty Szydło, ani kandydatury Jacka Saryusz-Wolskiego i protestu polskiego rządu przeciwko kandydaturze Donalda Tuska. A jak pojawiła się jakaś szansa na gest wobec polskiego rządu, to premier Szydło i ją zmarnowała.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press