Ujawnił się z całą siłą fundamentalny podział, jaki już od 2011 roku organizuje polską politykę. Podział na PiS i AntyPiS. Ten podział jest socjologiczną realnością i istnieje nie tylko na poziomie systemu partyjnego, lecz także na poziomie społeczeństwa.  W nim nie chodzi o doraźne sympatie lub niechęci wobec PiS, lecz o polityczne tożsamości obywateli

Majowe wybory do parlamentu europejskiego miały być – wg powszechnego mniemania –  najłatwiejszymi wyborami dla opozycji spośród serii czterech elekcji rozpoczętych wyborami samorządowymi w 2018 roku.

Tak się nie stało, bo tym razem to PiS udało się wprowadzić pierwiastek plebiscytarny, podobnie jak wcześniej opozycji w wyborach prezydentów miast. Niezwyczajna frekwencja, jak na wybory europejskie i zwyczajna jak na parlamentarne oraz dominacja tematów krajowych sprawiły, że rywalizacja w tych wyborach przebiegła wg wzorców krajowych.

PiS i AntyPiS. Siła emocji po obu stronach

Ujawnił się z całą siłą fundamentalny podział, jaki już od 2011 roku organizuje polską politykę. Podział na PiS i AntyPiS. Tu nie chodzi o zwykły podział na partię rządzącą i opozycję. Ten podział jest socjologiczną realnością i istnieje nie tylko na poziomie systemu partyjnego, lecz także – i co ważniejsze – na poziomie społeczeństwa.  W nim nie chodzi o jakieś doraźne sympatie lub niechęci wobec PiS, lecz o polityczne tożsamości obywateli.

Ludzie po prostu definiują siebie odnosząc się do swojej partii.

Zjawisko to podobne jest do tego, który amerykańska socjologia opisała już kilkadziesiąt lat temu pod nazwą  zjawiska identyfikacji partyjnej. Najlepiej jego istotę  przedstawia pytanie zadawane w masowych badaniach wyborczych w USA: ,,Mówiąc ogólnie, czy myśli Pan o sobie zazwyczaj jako o Republikaninie, Demokracie, Niezależnym czy inaczej?”.

W latach 50. w Stanach Zjednoczonych ok. ¾ wyborców definiowało się w kategoriach ,,jestem demokratą” lub ,,jestem republikaninem” . Później ten poziom nieco się obniżył, ale i tak pozostał daleko wyższy niż w Europie.

Analogia w warunkach polskich nie jest pełna, bo po jednej stronie podziału jest zwarta formacja, z którą miliony wyborców utrzymują więź, a po drugiej wiele partii, które łączy opozycyjność do PiS, a poparcie dla nich wynika nie tyle z poczucia więzi z nimi, ile z niechęci do PiS.  Oczywiście partie opozycyjne mają jakiś swoich zwolenników, różnią się ich liczbą i wskazania na ich kandydatów nie są całkiem przypadkowe, gdy występują w bloku.

Pierwotną emocją polskich wyborców jest jednak obecnie więź, sympatia do PiS oraz po drugiej stronie – głęboka niechęć wobec tej partii.

To jest negatywna tożsamość polityczna, ale to nie umniejsza jej siły w warunkowaniu preferencji wyborczych. Jeżeli tak, to szczegółowe programy partyjne, personalia mają po stronie opozycyjnej drugorzędne znaczenie.

Dowód na fundamentalne znaczenie podziału na PiS i AntyPiS znajdujemy obserwując wzory przepływów wyborców między wyborami do Sejmu w 2015 roku a wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2019 roku, odtworzone na podstawie badania exit poll przeprowadzonego przez IPSOS.

Lojalność wyborców: małe odpływy, małe napływy

Dane uwidocznione w tabeli powyżej pokazują, że wyborcy PiS z 2015 roku, którzy wzięli udział w wyborach do PE, znów poparli  PiS – aż 89 proc. z nich ponowiło swój wybór.

Nie wiele mniejszą lojalnością wykazali się wyborcy PO: 85 proc. z nich poparło Koalicję Europejską. Przepływ od PO do przeciwnego obozu był znikomy – ok. 3 proc., podobnie jak przepływ od PiS do KE. Równie ważne jest, że wyborcy PSL, Nowoczesnej, SLD też w dominującej większości poparli Koalicję – ok. 70 proc. z nich poparło koalicję współtworzoną przez partię, którą popierali w 2015 roku.

Znaczący odpływ do przeciwnego obozu był jedynie z PSL (12.4 proc.), ale nawet gdyby wszyscy wyborcy tej partii wzięli udział w wyborach do PE to tych głosów byłoby zaledwie 97 tysięcy, czyli 1.6 proc. ogółu głosów PiS.

Jeżeli odpływy do Wiosny uznamy za pozostanie w obrębie bloku AntyPiS, a jest to w pełni uzasadnione programem i deklaracjami lidera tej partii, to lojalność wyborców partii tworzących nową koalicję okaże się olbrzymia – taka sama jak w przypadku PiS.

Koalicja Europejska zyskała więc akceptację dawnych wyborców partii opozycyjnych jako forma organizacyjna wspólnoty AntyPiS.

W tej tabeli widzimy skąd napłynęli wyborcy do poszczególnych bloków. Wzajemny uzysk od przeciwników był znikomy. W podobnym też  stopniu oba bloki zostały zasilone przez kategorie niegłosujących w 2015 roku i niepamiętających swoich preferencji. Ważyły one w strukturze elektoratów tych bloków ponad 10 proc.

Przepływy elektoratów były niewielkie

Obserwujemy na poziomie jednostkowym prawie całkowitą stabilność preferencji. Trzeba wszakże wziąć poprawkę na czynnik absencji. Mimo rekordowej frekwencji była jednak ona w wyborach europejskich o ponad 5 pkt proc. niższa  niż w wyborach parlamentarnych 2015 roku. Jej istotne zmiany mogą zmienić nieco proporcje poparcia dla obu bloków, ale nie zmienią ogólnego obrazu olbrzymiej polaryzacji politycznej społeczeństwa polskiego i jakby jego zakrzepnięcia.

Stabilność preferencji Polaków i ich ostrą polaryzację widać bardzo dobrze na poziomie zagregowanym, i gdy dodatkowo uwzględnimy wybory samorządowe w ich partyjnej części, czyli wybory do sejmików wojewódzkich. Wyniki na podstawie danych PKW zestawiłem w tab. 3.

W wyborach do PE wręcz idealna była równowaga między PiS i AntyPiS (KE + Wiosna) – po ok. 45 proc.. W wyborach sejmikowych wyraźna była przewaga AntyPiS – 46.92 proc., a PiS miał o 12 pkt proc. mniej.  W 2015 roku  partie, które obecnie możemy zakwalifikować jako AntyPiS, zyskały łącznie o ponad 1.5 mln głosów więcej niż PiS.

Miarą polaryzacji jest fakt, że we wszystkich tych wyborach na wyodrębnione dwa bloki padło ok. 90 proc. ogółu głosów. Stąd prognoza, że marny los czeka wszelkie trzecie siły. Wydaje się, że jedynie 10 proc. wyborców nie poddaje się polaryzacyjnej logice.

Gdy obserwujemy liczby bezwzględne, to polityczni liderzy AntyPiS mają poważny powód do niepokoju. Partie składające się na KE w porównaniu z rokiem 2015 straciły 1 493 tys. głosów, natomiast PiS odnotował przyrost głosów o  481 tys. Mobilizacja do poziomu 45 proc. frekwencji okazała się dla tej formacji korzystna. Nie może mieć jednak pewności, że mobilizacja do poziomu 60 proc. frekwencji da podobny rezultat.

Ostatni argument za socjologiczną realnością AntyPiS wyprowadzić można z obserwacji zjawiska koncentracji poparcia dla liderów list – niezależnie od partii, która ich popierała. Cimoszewicz, Belka, Kalinowski, Hetman wystawieni jako liderzy list utrzymali swoje pozycje po głosowaniu; niepartyjna Ochojska również. Nie udało się to Siekierskiemu z PSL w bardzo trudnym okręgu oraz Liberadzkiemu z SLD, którego przeskoczył Arłukowicz, ale ten prowadził błyskotliwą kampanię, a Liberadzki zapewne zdał się wyborcom nieco zużyty.

Kandydaci z drugich miejsc list koalicyjnych najczęściej uzyskali drugi wynik. Oznacza to, że pierwotna dla wyborców była opcja na rzecz Koalicji, a wskazanie na konkretnego kandydata miało drugorzędne znaczenie. Taka skądinąd jest założona w ordynacji logika tych wyborów. Wielu dawnych wyborców PO i Nowoczesnej bez oporów wsparło kandydatów SLD i PSL.

Widmo klęski, której nie było

Niezależnie od rzeczywistych wyników rozpoczętej serii wyborów PiS udało się upowszechnić swoją definicję sytuacji i określić nastrój polityczny nie tylko w całym społeczeństwie, ale i wśród opozycyjnych elit. Do tego stopnia, że niedawny oczywisty sukces w wyborach samorządowych jawi się opozycji jako klęska, nieco tylko osłodzona dobrym wynikiem w wielkich miastach.

W wywiadzie dla ,,Rzeczpospolitej” (z 17.06.2019) Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny „Liberté!”, mówi: ,,Opozycja sama skazała się na klęskę i dalej w nią brnie. Wybory samorządowe pokazały tendencję i zwycięstwo  PiS z wielką przewagą nad opozycją w partyjnych wyborach do sejmików, którą zniwelowało poczucie, że PiS przegrywa w miastach”.

To oczywisty błąd. Jeśli opozycję zawęzić tylko do PO-Nowoczesnej i PSL, czyli w praktyce do poprzednio rządzącej koalicji, to wynik w wyborach sejmikowych 2018 roku przedstawia się następująco, w głosach: 5 267 667 – PiS, a PO-N-PSL 6 025 945, w odsetkach odpowiednio: 34.13 proc. i 39.04 proc.  Gdzie tu jest ta ,,wielka przewaga” PiS?

Nie chcę w tym miejscu znęcać się nad Jażdżewskim. Każdemu takie potknięcie może się przydarzyć. Chodzi o to, że on na tym błędzie buduje fałszywą diagnozę obecnej sytuacji i formułuje równie wątpliwe rekomendacje.

Podobnie w elicie PSL pojawiły się liczne głosy, że pod swoim szyldem ludowcy mieliby więcej. Odnoszą się do wyniku z wyborów samorządowych, zapominając o wyniku z wyborów sejmowych 2015 o milion głosów gorszym. Niezły wynik PSL z wyborów sejmikowych to była właśnie premia za bycie przeciw PiS i za bliskość z innymi partiami opozycyjnymi.

O klasowości wyborów

Dzięki badaniom exit poll sporo wiemy o strukturze społeczno-demograficznej elektoratów głównych partii, chociaż deficyty informacji też pozostają poważne. W kwestionariuszu badania IPSOS brak na przykład kluczowej informacji: o dochodach wyborcy.

Ostatnie wybory ujawniają ważny proces: powrót klasowych wzorów głosowania. Wyniki exit poll przeczą niektórym modnym tezom, że PiS uzyskuje w równej mierze poparcie klasy ludowej co średniej.  Klasowość uwypukliła się już w wyborach samorządowych. Otóż w wyborach sejmikowych 2018 roku na Koalicję Obywatelską głosowało 37 proc. właścicieli/współwłaścicieli firm, na PiS – 23 proc.; na KO – 36 proc. dyrektorów, kierowników, specjalistów, a na PiS – 21 proc. z tej kategorii.

Podobnie jest z wykształceniem: 33.5 proc. wyborców z wykształceniem wyższym i licencjatem głosowało na KO, a na PiS – 23 proc. z nich.   Identyczny jak w wyborach sejmikowych 2018 jest wzór zróżnicowania w wyborach europejskich, z tym że jeszcze się pogłębił (pewnie sprawa niższej frekwencji).

Na Koalicję Europejską głosowało 51 proc. właścicieli/współwłaścicieli firm, a na PiS – 27 proc.; wśród dyrektorów/kierowników/specjalistów dystans ten był jeszcze większy 53 proc. na KE i 24 proc. na PiS. Lekka przewaga KE utrzymuje się też wśród pracowników administracji i usług. Wśród robotników sytuacja jest dokładnie odwrotna, a wśród rolników dominacja PiS jest absolutna – 70 proc. wybiera partię Kaczyńskiego.

Widzimy więc dość tradycyjne zróżnicowania klasowe. Nasila się klasowy charakter wyborów w Polsce. Partią klasy średniej staje się PO i koalicje, które buduje. Ale warto podkreślić, że to chyba nowe zjawisko, bo jeszcze w wyborach sejmowych 2015 roku poparcie wśród przedsiębiorców i dyrektorów, było prawie równo rozłożone  i wynosiło po ok. 27 proc. dla PO i dla PiS.

Klasowy wzór głosowania nie musi okazać się niekorzystny dla koalicji AntyPiS pod warunkiem, że bardzo szeroko siły ją budujące zakreślą granice klasy średniej i zdołają nadać jej elementarną polityczną tożsamość. Jeżeli trzon tej klasy tworzyć będą nie dyrektorzy i właściciele firm, lecz nauczyciele, urzędnicy, wysoko kwalifikowani pracownicy usług, służby zdrowia, itp., to szanse głównych bloków pozostaną wyrównane.

* Prof. dr hab. Jacek Raciborski, socjolog, profesor w Instytucie Socjologii UW. Artykuł jest adaptacją jego wypowiedzi na otwartym zebraniu Zakładu Socjologii Polityki IS UW, które odbyło się 13 czerwca br. i poświęcone było socjologicznym komentarzom do wyborów do PE.


Profesor socjologii, kierownik Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii UW, ostatnio opublikował książki ,,Obywatelstwo w perspektywie socjologicznej” (Wydawnictwo Naukowe PWN), ,,Państwo w praktyce: style działania” (Nomos).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym