01 stycznia 2022

Zamknięcie rosyjskiego Memoriału to część przygotowań do transferu władzy w Rosji

Celem władz jest wyczyszczenie przestrzeni publicznej z elementów nieprawomyślnych w każdy sposób gwarantujący jednomyślność. Ale dzisiaj nie jest to już możliwe - mówi Elena Panfiłowa, dyrektorka rosyjskiego Transparency International

Rosyjski Sąd Najwyższy zakazał 28 grudnia dalszej działalności „Memoriału”, najstarszej i najbardziej uznanej organizacji broniącej praw człowieka w Rosji i krajach byłego ZSRR.

Według Sądu Memoriał (pełna nazwa: Międzynarodowe Stowarzyszenie Historyczno-Oświatowe, Dobroczynne i Obrony Praw Człowieka „Memoriał”) narusza tzw. ustawę o „agentach zagranicznych”. Sędzia Ałła Nazarowa przychyliła się do odpowiedniego wniosku prokuratury generalnej Rosji.

Rosyjska prokuratura generalna zarzuciła tej organizacji, że nie oznaczyła ponad 20 swoich publikacji (m.in. w internecie) adnotacją „agent zagraniczny”, choć miała taki obowiązek. W myśl kontrowersyjnej rosyjskiej ustawy organizacje pozarządowe, które otrzymują wsparcie finansowe z zagranicy, zmuszone są m.in. do podawania we wszystkich dokumentach informacji o sobie jako „agentach zagranicznych”.

Bo tworzy fałszywy obraz ZSRR

Jak pisze portal Deutsche Welle, Memoriał odrzucił te oskarżenia i w oświadczeniu stwierdził, że groźba zamknięcia placówki była „decyzją czysto polityczną”. Podczas trwającej kilka dni rozprawy sądowej przedstawiciele Memoriału podkreślali, że po takich zarzutach zawsze niezwłocznie załączali do odpowiednich publikacji wymagane formalnie informacje. Zapłacono również nałożone grzywny w łącznej wysokości 54 000 euro. Ponadto osiem z dziesięciu wykroczeń administracyjnych wymienionych przez prokuraturę w oskarżeniu uległo przedawnieniu.

Jednym z najważniejszych celów Stowarzyszenia „Memoriał” było nagłaśnianie historii radzieckich represji, w tym tych z okresu stalinowskiego Wielkiego Terroru. Obrońcy praw człowieka działający w ramach tej organizacji aktywnie bronili również więźniów politycznych trafiających do więzień współcześnie.

I to stało się prawdziwym powodem sądowego zakazu działalności. Nie ukrywał tego przedstawiciel prokuratury generalnej podczas procesu: "Spekulacje Memoriału na temat represji politycznych w XX wieku tworzą fałszywy obraz ZSRR jako państwa terrorystycznego".

"Memoriał" to organizacja parasolowa, w której skład wchodzi kilkadziesiąt formalnie niezależnych podmiotów w całej Rosji, w tym ok. 50 oddziałów regionalnych oraz Centrum Praw Człowieka Memoriał.

Sądowa likwidacja Centrum Praw Człowieka

Dzień później, 29 grudnia, moskiewski sąd miejski wydał orzeczenie o likwidacji Centrum Praw Człowieka Memoriał. Postawiono mu zarzut uporczywego łamania ustawy o „agentach zagranicznych”, a także o „usprawiedliwianie ekstremizmu i terroryzmu”. Chodzi o dokumentowanie prześladowań politycznych świadków Jehowy i osób oskarżanych o przynależność do partii Hizb ut-Tahrir, panislamistycznej i fundamentalistycznej, ale konsekwentnie posługującej się pokojowymi metodami walki politycznej. Organizacje te zostały uznane w Rosji za – odpowiednio – ekstremistyczną i terrorystyczną.

Ośrodek Studiów Wschodnich pisze, że prokuratura zarzucała Memoriałowi także otwarte wspieranie zakazanych w Rosji podmiotów – organizacji Aleksieja Nawalnego, uznanych w br. za ekstremistyczne.

Na procesie w sprawie Centrum Praw Człowieka Memoriał dodatkowo zarzucono organizacji nieprzejrzystość finansów (według prokuratury otrzymywała ona środki finansowe z Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii i innych państw). Wspomniano też o współpracy Centrum z OVD-Info – to organizacja mająca w Rosji status „agenta zagranicznego”, zajmująca się m.in. pomocą osobom zatrzymanym na pokojowych protestach, której strona internetowa została zablokowana 25 grudnia z uwagi na rzekome „propagowanie ekstremizmu i terroryzmu”.

Centrum zarzucono również:

  • „wspieranie akcji protestu mających na celu destabilizację państwa”;
  • „kreowanie negatywnego stosunku współobywateli do systemu wymiaru sprawiedliwości” poprzez publikowanie list więźniów politycznych;
  • zły wpływ na „duchowy i moralny rozwój nieletnich”.

Zamknięcie „Memoriału” wpisuje się w ciąg zaostrzonych represji jakimi władze objęły w ostatnich miesiącach społeczeństwo obywatelskie w Rosji. Nieuczciwie przeprowadzone we wrześniu 2021 roku wybory parlamentarne nie zakończyły intensywnych działań przeciwko niezależnym mediom, działaczom antykorupcyjnych i obrońcom praw człowieka, jak spodziewali się niektórzy.

Władze kontynuują fabrykowanie spraw karnych za „działalność ekstremistyczną” albo złamanie paragrafów o „zagranicznych agentach” wymierzonych w organizacje pozarządowe i aktywistów.

To część większego planu władzy

O znaczeniu „Memoriału” i jego zamknięcia rozmawiałem z profesor Eleną Panfilową, założycielką i działaczką rosyjskiego oddziału Transparency International, międzynarodowej, niezależnej organizacji ujawniającej i zwalczającej korupcję. Równolegle wykłada w Wyższej Szkole Ekonomiki w Moskwie.

Nikita Grekowicz: Wiele osób uważa, że wyrok rosyjskiego Sądu Najwyższego w sprawie Stowarzyszenia „Memoriał” oznacza początek nowego, ponurego rozdziału w historii rosyjskiego autorytaryzmu. Jak Pani to widzi?

Elena Panfilowa: Zamknięcie Stowarzyszenia „Memoriał” i blokowanie działania obrońców praw człowieka w ramach tej organizacji jest tylko częścią większego planu. Nie jest nawet jego zwieńczeniem.

Ktoś na szczycie władzy wymyślił sobie, że w 2024 roku ma w Rosji dojść do transferu władzy. [Upływa tego roku sześcioletnia kadencja prezydenta Putina, nie wiadomo czy po 24 latach na szczytach władzy będzie ubiegał się o kolejne kadencje - red.].

Przebieg ostatnich wyborów, wprowadzanie poprawek do rosyjskiej konstytucji, wszystko to ma prowadzić do miejsca w czasie, w którym transfer władzy odbędzie się w warunkach pełnego komfortu rządzących. Nikt nie wie natomiast, jak dokładnie będzie wyglądał ten transfer, bo na najwyższych szczeblach trwa jeszcze zażarta walka.

Chodzi jednak o to, żeby do tego czasu wytworzyć w Rosji okoliczności komfortowej dla władz jednomyślności. To właśnie ją mają zapewnić wszystkie przygnębiające zdarzenia ostatnich miesięcy.

Mam tu na myśli wybory, podczas których w zupełnie nieoczekiwany sposób kandydaci tracili oddane na nich głosy w trakcie trwania powyborczej nocy. Albo ogłoszenie ogromnej części mediów niepożądanymi, niegodnymi zaufania lub zagranicznymi agentami. I oczywiście zakrojony na szeroką skalę atak na społeczeństwo obywatelskie i jego organizacje.

„Memoriał” jest tu bardzo symboliczny. To najstarsza i najbardziej szanowana prawoczłowiecza organizacja pozarządowa, która powstała jeszcze w 1988, czyli przed rozpadem ZSRR i ustanowieniem Rosji jako suwerennego państwa.

Dzisiejsze władze Rosji tłumią obywatelskie dążenie do prawdy i uczciwego spojrzenia na spuściznę ZSRR stojące u podstaw działalności „Memoriału”. W niej przejawiała się nadzieja na budowę nowej rzeczywistości, która byłaby oparta uczciwości, którą prezentował, prezentuje Memoriał. I będzie prezentował, jestem tego pewna.

Władze odrzucają tę uczciwość, by dążyć tej przestrzeni absolutnej jednomyślności.

Ani sytości, ani uczciwości

Co władze proponują Rosjanom zamiast tej uczciwości, o której Pani mówi?

Wydaje się, że zawsze kontrpropozycją władz wobec tej uczciwości była sytość. Ta sytość może wyciszać głos sprzeciwu wobec braku uczciwości, ale sęk w tym, że teraz tej sytości też w rosyjskim społeczeństwie brakuje.

Propozycja władz jest dzisiaj dosyć uboga, jeśli weźmiemy pod uwagę dramatyczne w Rosji konsekwencje pandemii COVID-19 i narastającą inflację. Co więcej, nie ma widoków na to, żeby ta sytuacja mogła się poprawić. Może podwyższanie cen gazu w Europie ma przynieść jakieś dywidendy?

W miejsce uczciwej rozmowy władze zazwyczaj proponują materialne zadośćuczynienie. Teraz trudno oczekiwać takiego deszczu bogactw, jaki zalał Rosję na początku nowego milenium w wyniku sprzedaży ropy – wtedy rzeczywiście można było spotkać Rosjan zachwyconych polepszającym się standardem życia.

Zresztą nawet dzisiaj w centrum Moskwy można spotkać w miarę usatysfakcjonowanych ludzi.

Ale kilkadziesiąt kilometrów dalej, i mówię tutaj dosłownie o kilkudziesięciu kilometrach, sytuacja się diametralnie zmienia. W całej Rosji ludziom nie starcza pensji i emerytury na elementarne przeżycie, nie mówiąc już o rozrywkach czy opiece medycznej.

A w planach budżetowych brakuje jakiejkolwiek systemowej odpowiedzi na te problemy. Nie ma w nich niczego, co mogłoby ułatwić ludziom wiązanie końca z końcem.

Ludzie nie są w stanie zastanawiać się nad prawdą, sprawiedliwością, pamięcią, kiedy nie mają czego włożyć do garnka, czym nakarmić dzieci. Priorytetem będzie postawienie czegoś na świąteczny stół. Idealistyczne byłoby oczekiwanie, że w warunkach rozprzestrzeniającej się biedy ludzie nagle zaczęliby dążyć do uczciwości i prawdy.

Rosjanie są coraz młodsi

Z zewnątrz wydaje się, że władzy mimo wszystko udaje się budować poparcie i stabilizować elektorat. Władimir Putin wraca do imperialnej narracji ponadnarodowego zjednoczenia (szczególnie w kontekście Białorusi) i nazywa rozpad Związku Radzieckiego tragedią. W jakim stopniu ten powrót przekonuje Rosjan?

Myślę, że ludzie konstruujący tę narrację popełniają duży metodologiczny błąd. Po pierwsze, zmieniły się w Rosji pokolenia – nie da się patrzeć dzisiaj na Rosję wyłącznie z perspektywy osób, które przeżyły część życia w Związku Radzieckim. Ludzie urodzeni albo wychowani po rozpadzie ZSRR stają się powoli większością.

Z drugiej strony ci urodzeni po rozpadzie przejęli od babć, matek i ojców zupełnie odmienną perspektywę na historię niż prezentowana podczas pompatycznych obchodów Dnia Zwycięstwa (który swoją drogą wart jest, rzecz jasna, celebracji). Głównym wnioskiem, który Rosjanie wynoszą zarówno z rodzinnych historii, jak i z obchodów Dnia Zwycięstwa jest, „nigdy więcej”, a nie „powtórzmy to jeszcze raz”.

Przytłaczająca większość rodzin w Rosji ma doświadczenie uciętej przeszłości. Dzisiejsi dziadkowie i dzisiejsze babcie nie poznali swoich rodziców, bo ci zginęli w represjach lat trzydziestych, albo w konsekwencji wojny. Opowiadaniem tych historii zajmuje się „Memoriał”.

A imperialna narracja niesie ze sobą potencjalność nowych wojen. Ta wizja wcale nie wywołuje pozytywnych reakcji. Taką pozytywną reakcję może wywoływać przeświadczenie byciu częścią imperium, ale kiedy schodzimy na poziom konkretnych dróg prowadzących do tego imperium, zaczyna brakować chętnych.

Mówię to na podstawie tego, co widzę w mediach społecznościowych albo słyszę w wypowiedziach osób publicznych, z którymi się ideologicznie nie zgadzam. Paradoksalnie, opinie takich ludzi czytam uważniej. Nawet w tej przestrzeni trudno znaleźć jednoznaczne nawoływanie do wojny, są tam raczej pomysły na nowe pomniki albo pozłocenie tablic upamiętniających bohaterów.

Własnych synów na wojnę nie wyślą

Własnych synów nikt na wojnę wysyłać nie chce. A jeśli są nieliczne wyjątki, to tylko potwierdzają regułę.

Z całą pewnością mogę powiedzieć, że matki, żony i babcie wpierw położą się krzyżem, zanim wyślą swoich mężczyzn na wojnę. To kobiety odbudowały ten kraj po wojnie. Pamięć o tym jest w Rosji bardzo żywa i nikt nie ma zamiaru tego powtarzać.

Więc po pierwsze społeczeństwo rosyjskie bardzo odmłodniało, a po drugie - pokolenie decyzyjne wciąż żyje obudowane pamięcią w myśl hasła „nigdy więcej”. Myślę, że osoby odpowiedzialne za imperialną narrację, kreowanie geopolitycznych gier i prężenia muskuł bardzo tego nie doceniają.

Propaganda próbuje usilnie zmieniać skojarzenia, kreując wojnę na zwyczajne, codzienne zdarzenie. Ale to się nie udaje. Gdyby się udawało nikt nie kryłby się z uczestnictwem w konfliktach. Wszyscy wiemy przecież, że są kraje, które takie wojny prowadzą otwarcie i się z tym nie kryją. Skrytość świadczy o tym, że decydenci i polityczni stratedzy są doskonale świadomi recepcji wojny w rosyjskim społeczeństwie.

Przekaz idący z Rosji na zewnątrz jest dosyć imperialny, agresywny, ale rzeczywiście udział rosyjskich wojsk w konfliktach w Ukrainie i w Syrii jest raczej wyciszany.

To, co słychać na zewnątrz Rosji, dociera tam przez rozgłośnie – media, propagandową telewizję, specjalnie utworzone w tym celu kanały informacyjne, media społecznościowe. Natomiast to, co „ludzie mówią na kuchniach”, jak się to określało za czasów ZSRR, na zewnątrz nie dociera.

Prawda jest taka, że nawet żelazny elektorat Putina, bo przecież taki istnieje, nie jest gotów wysyłać własnych synów na wojnę za ideę przywrócenia statusu imperium. Ale tutaj odzywa się druga strona medalu – wychowani w ZSRR nie przyznają tego publicznie.

360 mld zł łapówek

W miejscu przecięcia tematów uczciwości i dobrobytu znajduje się antykorupcyjny aktywizm, którym zajmuje się Pani na co dzień. Jeśli się nie mylę to właśnie korupcja może być tematem, który najbardziej uwydatnia toksyczność obecnych władz.

Kiedy czytam wyniki badań socjologicznych o tym, co jest najważniejszym tematem dla Rosjan, to w pierwszej kolejności widzę biedę, w drugiej bezrobocie, w trzeciej niemożliwość otrzymania państwowych świadczeń i tak dalej. „Korupcja” zazwyczaj zajmuje poślednie miejsca, 7 albo 8.

Ale kiedy przyjrzymy się temu, jakie są powody tej biedy, braku miejsc pracy, czy nieudolnej pomocy państwa, to zobaczymy, że niezwykle często odpowiedzią będzie właśnie korupcja, ale rozumiana w szerokim tego słowa znaczeniu.

Przywykło się widzieć korupcję jako trywialne łapówkarstwo. A problemem są nepotyzm, faworyzowanie kandydatów przy rekrutacji na studia albo podczas awansów w strukturach wojska. Albo przetargi ustawiane na niewiarygodną skalę. Wiele osób ze zrezygnowaniem twierdzi, że „tak tu już jest”.

Ostatnio portal biznesowej telewizji RBK opublikował raport, którego autorzy wyliczyli, że dostawcy usług zapłacili pod stołem za otrzymanie kontraktów 6,6 biliona rubli [nieco ponad 360 miliardów zł]. To budżet niemałego państwa. Te pieniądze mogłyby się przełożyć na walkę z biedą, na miejsca pracy czy wyższy poziom życia Rosjan.

Nas, ludzi zajmujących się antykorupcyjnymi dochodzeniami, często krytykuje się za to, że marnujemy czas na niepotrzebne wysiłki. Raz za razem tłumaczę wtedy, że nie szukamy winnych, nie szukamy konkretnego łapówkarza – dobrze radzi sobie z nimi nawet policja czy komitet śledczy.

Celem antykorupcyjnego aktywizmu jest polepszanie jakości życia zwykłych obywateli, poszanowanie prawa i stabilnego rozwoju społeczeństwa. Obserwacje wynikające z życia ze współczesnej Rosji jednoznacznie pokazują, że ani poszanowanie prawa, ani zapewnienie rozwoju kraju nie są priorytetem władz.

Jeśli dobrze rozumiem naszą rozmowę, to co z zewnątrz może wyglądać na stabilizację elektoratu Putina, w rzeczywistości jest dużo mniej stabilnym tworem, niż mogłoby się wydawać na podstawie wyników wyborów, sondaży i represji?

Nie chcę zakłamywać rzeczywistości. Istnieje żelazny elektorat Putina, są pracownicy budżetówki, którzy mają zakodowaną misję pracy na rzecz państwa. To duża nadmuchana poduszka, na której leży przekonanie władz o wysokim poparciu.

Czym innym jest jednak to, co ludzie robią, a czy innym to, co w głębi duszy myślą. Trudno przewidzieć jak się zachowają, kiedy nadejdzie moment zmiany, tego transferu władzy, o którym rozmawialiśmy wcześniej.

Ci ludzie mają też swoje wartości, być może w jakichś niuansach odmienne od naszych z Panem, albo tych, które wyznają moi bliscy, ale na pewno podstawą ich tożsamości są te same, uniwersalne wartości – poszanowanie dla ludzkiego życia, obawa przed wojną, pragnienie zapewnienia podstawowych potrzeb swoim dzieciom. Jeśli któreś z nich staną przed takim wyborem, może się okazać, że powietrze z tej poduszki momentalnie się ulotni.

Nie da się już Rosjan odłączyć od informacji

Pomówmy jeszcze na koniec o tym decydującym momencie transferu władzy – to wtedy okaże się, które strategie rządzących były skuteczne, a które przebiły tę poduszkę komfortu?

Póki co strategia władz jest ewidentnie siłowa. Ich celem jest całkowite wyczyszczenie przestrzeni publicznej ze szkodliwych elementów, czyli takich, które zaburzają komfort.

W praktyce oznacza to wyciszenie wszystkich niejednomyślnych, czy to poprzez naklejenie na nich przeróżnych oznaczeń; „niepożądanych”, „groźnych”, „obcych”, likwidację organizacji, zmuszenie do wyjazdu aktywistów, czy każdy inny sposób gwarantujący jednomyślność w przestrzeni publicznej.

Problem władzy polega na tym, że dzisiaj nie jest to na dobrą sprawę możliwe. W latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych nie było powszechnej sieci informacyjnej, jaką jest dzisiaj internet. Władze to rozumieją i starają się tę przestrzeń też ograniczać, ale jest to bardzo trudne.

Realizacja podstawowych potrzeb bardzo silnie wrosła w tę przestrzeń, wszystko odbywa się dzisiaj przez internet, choćby wypłata emerytur. Nie sposób dzisiaj kompletnie odłączyć internetu. A nawet jego częściowe odłączenie może mocno zaburzyć codzienne życie Rosjan.

Władze stoją więc przed nie lada wyzwaniem – wiedzą, że w internecie rozprzestrzeniają się niepożądane treści, ale nie wiedzą jak je skutecznie ograniczyć. Próbują blokować szkodliwe z ich perspektywy portale, tak jak ostatnio OVDinfo [red. strona informacyjna o represjach w Rosji, oferująca pomoc obrońców praw człowieka].

Walczą z niechcianymi zjawiskami w mediach społecznościowych, ale nie mogą odzwyczaić ludzi od życia z internetem. Nawet babcie chodzą dzisiaj po podwórkach swoich blokowisk ze smartfonem w ręce.

To sprzyja polityzacji coraz to nowych grup społecznych. Dosłownie w przeciągu ostatniego roku upolityczniły się treści na TikToku, którego używa młodzież. Władze uderzyły w blogerów – część z nich trafiła do więzień, część musiała nagrać wideo z przeprosinami, ale wszystkich przecież nie wyłapią.

Wchodzimy w bardzo trudny okres. To nie będzie spokojny czas, nie będzie łatwy szczególnie dla organizacji pozarządowych i mediów. Ale to, co wiem na pewno, i mówię to jako historyczka z wykształcenia, to, że nie ma wiecznych reżimów. Każda władza, która nie słucha i nie szanuje zdania obywateli, prędzej czy później upada. Nie będzie nam łatwo, ale nie będzie to trwało w nieskończoność.

Udostępnij:

Nikita Grekowicz

Niezależny dziennikarz specjalizujący się w tematach Białorusi i Europy Wschodniej. Od 2022 pracuje w Dziale Edukacji Międzynarodowej Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Od 2009 roku związany ze Stowarzyszeniem Inicjatywa Wolna Białoruś, członek Zarządu Stowarzyszenia w latach 2019-2021. Absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW z dyplomem zrealizowanym na kierunku Artes Liberales. Grafik i ilustrator. Z pochodzenia Białorusin.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne