Komitet "Stop aborcji" złożył w Sejmie projekt ustawy, która zakazuje aborcji także wtedy, gdy ciąża jest z gwałtu, zagrożone jest zdrowie a nawet życie matki i wiadomo, że płód jest uszkodzony. Z tej okazji sprawdzamy wypowiedzi Adriana Zandberga, który mówi, jak to z aborcją w Polsce było i jak jest


Nie ma czegoś takiego jak kompromis aborcyjny. Kompromis polega na tym, że dwie strony zawierają jakiś kompromis. Tego kompromisu nie zawarto w tym sensie, że milion głosów, które były za liberalizacją ustawy w latach 90 został zmielony w niszczarce.

Adrian Zandberg, Poranek Radia Tok FM - 06/07/2016

Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta


Prawda. Sejm nie szukał kompromisu, działał metodą faktów dokonanych


Kompromis aborcyjny jest generalnie trudny do uzyskania ze względu na zasadniczą sprzeczność etyczną podejścia do przerywania ciąży. Obowiązująca do dziś ustawa z 1993 r. nie jest kompromisem ani dla jednej, ani dla drugiej strony sporu.

Dla obrońców życia (pro life) nie ma tu mowy o kompromisie, gdyż stawką jest ludzkie życie, nie można robić wyjątków (na zdjęciu powyżej uczestniczki Marszu Życia w Poznaniu, w czerwcu 2016). Takie jest nauczanie Kościoła katolickiego. Jan Paweł II pisał o przerywaniu ciąży, że jest “odrażającą zbrodnią”, “dobrowolnym zabójstwem niewinnej istoty ludzkiej”, “rzezią niewiniątek” i “Holocaustem”. Według szacunków WHO, na świecie w latach 2010-2014 przeprowadzano rocznie 56 mln aborcji, w  tym około połowę “niebezpiecznych”.

Dla zwolenników wyboru (pro choice) zakaz aborcji – nawet z wyjątkami – “wyklucza kobietę z zakresu definicji człowieka”, bo odbiera jej prawo do wyborów moralnych (“Encyklopedia gender”, 2014, s. 20).

“Kompromis aborcyjny” był szczególnie wątpliwy z perspektywy początku lat 90.

W listopadzie 1992 r., gdy debatowano nad nową ustawą aborcyjną, Parlamentarna Grupa Kobiet złożyła w Sejmie wniosek o referendum. Pod petycją podpisy zbierali członkowie tzw. Komitetów Bujaka. Uzbierano ich 1,3 mln, ale Sejm wniosku nie rozpatrzył, a 7 stycznia 1993 r. uchwalił nową ustawę, wyjątkowo restrykcyjną jak na europejskie standardy. Dopuszcza ona przerwanie ciąży w trzech przypadkach: gdy ciąża jest efektem gwałtu lub kazirodztwa; gdy zagraża życiu lub zdrowiu kobiety; gdy istnieje podejrzenie uszkodzenia płodu.

Odrzucenie wniosku o referendum i przyjęcie ustawy 1993 roku było krytykowane jako lekceważenie opinii publicznej. Samo pojęcie “kompromisu” było oceniane jako manipulacja językowa, utrwalajaca przekonanie, że ustawa jest wynikiem jakiś negocjacji czy konsultacji. W rzeczywistości miała być jedynie umową między Kościołem i rządem.

Według badań CBOS z listopada 1992 r., ponad połowa osób badanych (53 proc.) uważała, że aborcja powinna być dozwolona ze względu na trudną sytuację materialną kobiety. W innym pytaniu prawo do aborcji bez żadnych ograniczeń poparło aż 29 proc.

W czerwcu 1994 r. 58 proc. badanych opowiedziało się za liberalizacją obowiązującej od 1993 r. ustawy, przeciw było tylko 15 proc.

Poparcie dla prawa do aborcji w kwietniu 1993 r. przedstawia wykres:

Poparcie dla prawa aborcji miesiąc po wprowadzeniu ustawy z 1993 r.

 

W listopadzie 1993 r. CBOS zapytał kobiety o konsekwencje nowej ustawy. Według respondentek:

  • Pogorszy się sytuacja materialna wielu rodzin (80 proc. tak, 9 proc. nie),
  • Zwiększy się liczba powikłań i zgonów przy porodach (75 proc tak, 10 proc. nie),
  • Więcej kobiet będzie używać środków antykoncepcyjnych (72 proc. tak, 11 proc. nie),
  • Zwiększy się różnica między bogatymi i biednymi (72 proc. tak, 14 proc. nie),
  • Mniej kobiet będzie przerywało ciążę (43 proc. tak, 42 proc. nie),
  • Poprawi się moralność społeczeństwa (13 proc. tak, 67 proc. nie).

W przypadku tak niskiego poparcia dla wprowadzonego zakazu aborcji, trudno więc mówić o kompromisie 1992-1993. Zwłaszcza, że do referendum nie doszło.

Poparcie dla legalizacji aborcji, tak wysokie na początku lat 90, systematycznie jednak spada. Pokazują to badania CBOS:

lata 1990-2011

Zrzut ekranu 2016-07-07 o 11.43.41

Wyniki badań mówią, że Polacy i Polki nie chcą już zmiany ustawy o przerywaniu ciąży – ani jej zaostrzenia, ani złagodzenia. Powszechnie akceptowana jest dopuszczalność aborcji w trzech sytuacjach wyjątkowych przewidzianych przez ustawę z 1993 r.

Są one stosunkowo rzadkie. W 2013 r. legalnych aborcji było – wg Ministerstwa Zdrowia – 744, a wg NFZ 1354. W 2014 r. według NFZ dokonano 1812 zabiegów. Aborcji nielegalnych – według szacunków organizacji kobiecych – jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Trudno ocenić, ile jest przypadków tzw. turystyki aborcyjnej.

Zgodę na przerwanie ciąży ze względu na trudną sytuację materialna bądź osobistą kobiety deklaruje dziś tylko 11 proc. badanych.

lata 20112016


Są też takie badania, w których zwolenników tej liberalizacji jest więcej.

Adrian Zandberg, Poranek Radia Tok FM - 06/07/2016

Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta


Półprawda. Badania są, ale trudne do porównania


 

Adrian Zandberg twierdzi jednak, że są badania, które wskazują, że procent zwolenników złagodzenia ustawy może być większy. Zapytaliśmy lidera partii Razem, jakie badania ma na myśli. Okazuje się, że chodzi o ogólnopolski panel badawczy Ariadna, zgodnie z którym w marcu 2016 r. obecną ustawę pozytywnie ocenia tylko 29 proc. badanych, a aż 51 proc. chciałoby ją złagodzić (23 proc. – zaostrzyć).

Rzecz jednak w tym, że Ariadna bada postawy metodą CAWI, czyli ankiet internetowych. Nawet przy dużej próbie metoda ta nie zapewnia reprezentatywności pomiaru, m.in. dlatego, że ogranicza się do osób, które aktywnie korzystają z internetu.

Przytoczonego przez Zandberga wyniku nie można przeciwstawiać badaniom prowadzonym przez renomowane ośrodki metodą CAPI (wywiady bezpośrednie – tak pracuje CBOS) i CATI (telefoniczne) na próbach reprezentatywnych.

Prawdą jest natomiast, że w telefonicznym badaniu Millward Brown z kwietnia 2016 r. zwolenników  liberalizacji ustawy było więcej niż w badaniach CBOS –  29 proc., ale inne było pytanie.

CBOS pyta o konkretne przypadki dopuszczalności aborcji (np. 11 proc. za dopuszczeniem aborcji ze względu na trudną sytuację materialną czy osobistą kobiety) a Millward Brown, czy „obecne prawo antyaborcyjne powinno być złagodzone”.  Trudno to porównać, ale wydaje się, że konkrety więcej mówią o postawach niż ogólna deklaracja o złagodzeniu.


(projekt) za wtrącaniem kobiet do więzienia za przerwanie ciąży, za zmuszaniem kobiet do rodzenia dzieci, które są owocem gwałtu, do zmuszania kobiet do donoszenia ciąż, które są ciężko uszkodzone

Adrian Zandberg, Poranek Radia Tok FM - 06/07/2016

Fot . Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta


Prawda. Projekt ustawy zakłada karanie kobiet


W tym przypadku Zandberg się nie myli. Według projektu przerywanie ciąży ma być zakazane, a za złamanie zakazu grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat. Za nieumyślne spowodowanie „śmierci dziecka poczętego” – do 3 lat więzienia. Zagrożenie karą dotyczy zarówno kobiety (co byłoby nowością w polskim ustawodawstwie), jak lekarzy. Ale są wyjątki.

  • Karze nie podlega lekarz, który ratował życie matki. Sąd może odstąpić od ukarania lekarza i stwierdzić że nie popełnia przestępstwa.
  • Sąd może też odstąpić od karania matki lub karę złagodzić: „Jeżeli sprawcą czynu określonego w § 1 jest matka dziecka poczętego, sąd może zastosować wobec niej nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia”. Sąd może zatem w trybie nadzwyczajnym nie ukarać matki, stojąc jednak nadal na stanowisku, że popełniła przestępstwo. Nie wiadomo przy tym, co decyduje o zastosowaniu trybu zwyczajnego lub nadzwyczajnego.
  • Ustawa wprowadza też pojęcie „nieumyślnego spowodowania śmierci [dziecka poczętego]”, także wtedy kobieta nie jest karana. Chodzi tu o poronienia.

Według karnistki prof. Moniki Płatek, konsekwencją „doprowadzenia do śmierci dziecka poczętego” mogą być kary dla kobiet nawet za samoistne poronienie.

Na stronie stowarzyszenia Ordo Iuris pomysłodawcy projektu odpierają ten zarzut twierdząc, że w ustawie nie ma mowy o karaniu kobiet za samoistne poronienie.

To prawda. Jak jednak zwraca uwagę prof. Płatek, “zmieniając przepisy kodeksu karnego, kryminalizuje się w projekcie utratę ciąży. Poronienie może być teraz uznane za umyślne lub nieumyślne spowodowanie śmierci dziecka poczętego. W razie uznania, że kobieta działała nieumyślnie (np. jeździła na rowerze?), nie podlega ona karze, ale nadal uznana jest za sprawczynię przestępstwa”.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.

Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym