W porównaniu z eurowyborami 2014 niezwykle zmobilizowane są grupy, które sprzyjają opozycji: kobiety, osoby w wieku 45-54, mieszkańcy metropolii, z wykształceniem wyższym, mniej związani z Kościołem, o poglądach lewicowych. PiS sprzyja ożywienie wyborców najstarszych, z miasteczek i wykształceniem zawodowym, ale to może nie wystarczyć do zwycięstwa

Wiele wskazuje na to, że o zwycięstwie PiS lub Koalicji Europejskiej, które idą łeb w łeb w sondażach, może zadecydować coś, na co zwracamy mniej uwagi niż na partyjne słupki – frekwencja. Od poziomu mobilizacji wyborczej Polaków zależeć będzie, czy opozycji uda się przełamać zwycięską passę PIS czy też formacja Kaczyńskiego wygra po raz piąty z rzędu (!) głosowanie powszechne.

Analiza mobilizacji w grupach płci, wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania, poglądów i religijności wskazuje na nieco większe szanse Koalicji Europejskiej niż PiS.

23 pkt proc. więcej niż w 2014

W analizie skorzystamy z najpełniejszych danych o frekwencji, jakie przedstawia CBOS. O ile pomiar poparcia dla sił politycznych w sondażach CBOS budzi kontrowersje, o tyle ta sondażownia trafnie przewiduje trendy dotyczące frekwencji wyborczej. Przed październikiem 2018 CBOS zwiastował, że możemy spodziewać się najwyższego uczestnictwa w historii wyborów samorządowych. I rzeczywiście, do urn poszło 55 proc. uprawnionych – o ok. 7-10 pkt proc. więcej niż zwykle.

Podobnie sytuacja wygląda z wyborami do Parlamentu Europejskiego. CBOS przeprowadził jak dotąd trzy sondaże wyborów do Parlamentu Europejskiego – w lutym, marcu i kwietniu 2019. Wynika z nich, że zarówno zainteresowanie głosowaniem, jak i konkretne deklaracje udziału w wyborach europejskich są najwyższe w historii. W dotychczasowych eurowyborach frekwencja wyniosła w Polsce:

  • w 2004 – 20,9 proc.;
  • w 2009 – 24,5 proc.;
  • w 2014 – 23,8 proc.

Według opublikowanego 6 maja sondażu CBOS zainteresowanie wyborami europejskimi deklarowało 56 proc. Polaków. W poprzednich eurowyborach na tym samym etapie kampanii – w marcu 2014 roku – było to zaledwie 33 proc. Wzrost aż o 23 punkty proc.

Podobny skok zanotowano w zapowiedziach udziału w głosowaniu: w kwietniu 2019 – aż 60 proc. , w kwietniu 2014 – zaledwie 37 proc. Identyczny wzrost o 23 punkty proc.

Co więcej, występuje tendencja wzrostowa z miesiąca na miesiąc. Zainteresowanie eurowyborami między lutym a kwietniem 2019 wzrosło o 12 punktów proc. (z 44 do 56 proc.), a deklaracje udziału w głosowaniu – o 8 punktów proc. (z 52 do 60 proc.).

Prognoza frekwencji: 36 proc. a może nawet 40 proc.

Na podstawie minionych wyników  CBOS możemy pokusić się o prognozę frekwencji, gdyby wybory odbywały się w maju 2019. Przekładalność sondażowych deklaracji na rzeczywiste uczestnictwo wyborcze układa się bowiem w przewidywalny sposób.

W ostatnich wyborach europejskich (2014) głosowało przeciętnie ok. 60 proc. osób, które deklarowały taki zamiar w ostatnim przed eurowyborami badaniu CBOS.

Przyjmując tę proporcję należałoby oczekiwać, że w maju 2019 do urn pofatyguje się ok. 36 proc. uprawnionych obywateli (6/10 z 60 proc. deklaracji udziału w kwietniowym 2019 badaniu). Pamiętajmy, że to przeliczenie opiera się na deklaracjach Polaków składanych ankieterom CBOS w kwietniu. Jak pokazały poprzednie lata, w miarę rozwoju kampanii i zbliżania się dnia głosowania poziom deklarowanego udziału w wyborach wzrasta jeszcze o kilka punktów procentowych.

To pozwala szacować, że 26 maja frekwencja może zbliżyć się do progu 40 proc. Mielibyśmy szansę nie wstydzić się tego, że poziom uczestnictwa obywateli w głosowaniu jest jednym z najniższych w całej UE.

Podobnie optymistycznie wygląda „poziom deklarowanego zainteresowania Polaków wyborami do Parlamentu Europejskiego, który nigdy nie był tak wysoki jak obecnie” – pisze CBOS.

Wszystkie te deklaracje są oczywiście wyższe niż rzeczywista frekwencja. Dlatego CBOS zadał ankietowanym jeszcze jedno pytanie o to,

w jakim stopniu (na ile procent) badani są pewni, że pofatygują się do urn 26 maja. Taką 100-procentową pewność wyraziło ponad 2/3 spośród 60 proc. deklarujących udział w głosowaniu. Oznaczałoby to 41 proc. „pewnej” frekwencji.

Odsetek zbliżony do poprzednich szacunków. To kolejne uprawdopodobnienie majowego rekordu frekwencji w eurowyborach.

Kto za tym (wzrostem) stoi?

Pozostaje jednak pytanie: kto stoi za tym spektakularnym wzrostem zainteresowania nadchodzącymi eurowyborami w porównaniu do minionych lat? Uśrednijmy deklaracje głosowania w poszczególnych grupach społecznych w dwóch sondażach CBOS w marcu i kwietniu 2014 oraz w dwóch aktualnych badaniach tej pracowni z marca i kwietnia 2019.

Okazuje się, że powody do ostrożnego optymizmu mogą mieć zwolennicy opozycji. Wiele zmian, jakie zaszło od 2014 roku powinno bowiem sprzyjać takim ugrupowaniom jak Koalicja Europejska, Wiosna czy Lewica Razem.

Dlaczego? Bo bardziej mobilizują się grupy mniej entuzjastyczne wobec obecnej władzy.

Kobiety

Deklarowany udział w eurowyborach jest w tym roku przeciętnie o 21 pkt proc. większy niż przed pięcioma laty. Ale

bardziej od Polaków (+19) w 2019 roku zmobilizowały się w porównaniu z 2014 rokiem Polki (+25).

Choć więc wciąż to mężczyźni mają przewagę nad kobietami w deklaracjach głosowania (przeciętnie 62 proc do 57 proc.), to różnica ta jest mniejsza niż poprzednio.

OKO.press wielokrotnie opisywało różnice w poglądach między polskimi mężczyznami i kobietami oraz przesunięcie Polek w stronę centrową i lewicową.

Dojrzali, ale nie starzy 45-54 lata

Gotowość do głosowania rośnie tradycyjnie wraz z wiekiem. Udział w wyborach deklaruje 45-52 proc. Polaków w wieku 18-44 lat oraz 61-70 proc.  w wieku 45 plus. Różnice więc są wciąż duże, ale najbardziej wzrosła chęć do głosowania wśród osób w wieku 45-54 lat (+28 proc.).

Z badania exit poll IPSOS w dniu wyborów samorządowych wynika, że 40-latkowie są tą grupą, w której PiS i ówczesna Koalicja Obywatelska były najbliżej siebie.

Za to słabsza jest mobilizacja młodszej części wyborców – zwłaszcza 30-45 lat. Wzrost chęci głosowania w tych grupach (+16) jest wyraźnie mniejszy niż wśród starszych Polaków w wieku 55-64 i 65+ lat (odpowiednio: +23 i +25).

Metropolie + 30 pkt., ale…

Ze względu na miejsce zamieszkania wyróżniają się mieszkańcy największych polskich miast (powyżej 0,5 mln). W metropoliach chce głosować aż 76 proc. obywateli. Te deklaracje są aż o o 30 pkt. proc. wyższe niż pięć lat temu.

Mniejszy, ale wciąż duży wzrost deklarowanej frekwencji dotyczy również dużych miast (100-500 tys.): z 40 proc. do 61 proc. To właśnie mobilizacja „mieszczuchów” w obu turach wyborów samorządowych 2018 uratowała większość miast przed włodarzami z PIS.

…miasteczka też + 30 pkt.

O ile wzrost pobudzenia wyborczego osób mieszkających na wsi – silnie propisowskiej – jest bliski wartościom przeciętnym, o tyle zwracają uwagę miasteczka do 20 tys. mieszkańców – jedyna kategoria miast, w których jesienią 2018 PIS pokonał Koalicję Obywatelską. Głosować tu chce aż o 30 pkt proc. więcej osób niż w poprzednich eurowyborach.

Wyższe + 23 pkt, ale i zawodowe + 23 pkt

Najbardziej przejrzysty i sprzyjający opozycji wzór frekwencji odnotowujemy, dzieląc Polaków ze względu na wykształcenie.

Gotowość do głosowania rośnie wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia: od 45 proc. wśród osób z wykształceniem podstawowym przez 55 proc. wśród absolwentów zawodówek, 61 proc. po maturze aż po 73 proc. osób z wyższym wykształceniem.

Tegoroczne eurowybory w porównaniu z poprzednimi najbardziej „pobudziły” osoby z wykształceniem wyższym (+23 pkt proc.), co powinno cieszyć opozycję, ale też absolwentów szkół zawodowych (+23 pkt proc.), z czego cieszyć się może PIS.

W kościele od czasu do czasu

Również religijność różnicuje zmiany mobilizacji wyborczej między 2014 a 2019. Tradycyjnie częste praktyki religijne sprzyjają udziałowi w wyborach i tak jest w tym roku (od 53 proc. deklaracji głosowania wśród niepraktykujących po 71 proc. wśród praktykujących kilka razy w tygodniu).

Ale to, co zwraca uwagę to fakt, że w tym roku najbardziej „zachciało się” głosować Polakom, którzy praktykują sporadycznie (+27 proc. względem 2014). Co również sprzyja raczej opozycji niż PiS.

Lewicowcy + 30 pkt dogonili prawicowców

I wreszcie podział Polaków ze względu na deklarowane poglądy polityczne niesie dobre wieści stronie opozycyjnej. W porównaniu do 2014 roku najbardziej skoczyła mobilizacja lewicowców (+30 pkt proc.) – wzrosty wśród centrowców i prawicowców są mniejsze (+20 pkt).

W efekcie po raz pierwszy od dawna Polacy o poglądach lewicowych (74 proc.) chcą głosować ciut bardziej niż prawicowcy (73 proc.). Przed pięcioma laty przewaga „prawicowych” Polaków nad „lewicowymi” była wyraźna.

Kto zmobilizuje pozostałych

Reasumując. W porównaniu z 2014 roku bardziej zmobilizowały się grupy, które sprzyjają opozycji: kobiety, osoby między 45 a 54 r.ż., mieszkańcy największych miast, osoby z wykształceniem wyższym, niezwiązani bliżej z kościołem katolickim i wreszcie deklarujący poglądy lewicowe.

Na korzyść PiS przemawia mobilizacja osób starszych, z których część mogła nabrać ochoty do głosowania z uwagi na dodatkowe świadczenie emerytalne, a także bardziej konserwatywnych miasteczek i osób z  wykształceniem zawodowym.

Kluczowe wydaje się, która strona zmobilizuje na swoją korzyść:

  • obywateli w wieku „młodszo-średnim” (30-45 lat),
  • mieszkańcy średnich i dużych miast (100-500 tys.), nade wszystko zaś
  • umiarkowani wyborcy deklarujący centrowe poglądy.

Przed nami ponad dwa tygodnie kampanii. Siły euroentuzjastów i eurosceptyków są wyrównane. O zwycięstwie zdecyduje zdolność do mobilizacji własnych zwolenników.

Sondaż CBOS, 4-11 kwietnia, 1064 osoby badane, metodą wywiadów bezpośrednią (face to face) wspomaganych komputerowo (CAPI)


Autor zrezygnował z honorarium, wyrażając w ten sposób wsparcie dla OKO.press


* Michał Zieliński jest politologiem i analitykiem sondażowym. W kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego 2019 współpracuje z Koalicją Europejską.

Setki protestów. Tysiące tekstów. Jedne wybory.
Byliśmy i będziemy z Wami.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press