0:00
0:00

0:00

"Otworzę drzwi i przewietrzę. Potem powieszę flagę UE na budynku urzędu" - powiedział Ján Lunter, który w sobotnich wyborach samorządowych na Słowacji zdecydowanie pokonał neofaszystę Mariana Kotlebę i zastąpi go na fotelu marszałka województwa bańskobystrzyckiego. Kotleba kazał flagę Unii z urzędu zdjąć.

Słowackie media pisząc o wynikach sobotnich wyborów samorządowych odmieniają przez przypadki jedno słowo: „prekvapenie” (zaskoczenie). Nie tylko oczy Słowaków były zwrócone na województwo bańskobystrzyckiego. Niezależny kandydat, bańskobystrzycki przedsiębiorca Ján Lunter dostał 48,5 proc. głosów (99 169), a dotychczasowy marszałek, szef Ľudová strana Naše Slovensko (Partia Ludowa Nasza Słowacja) Marian Kotleba - 23,2 proc. (47 502). Choć sondaż sprzed miesiąca dawał dużą przewagę Lunterowi, wielu politycznych komentatorów obawiało się zwycięstwa Kotleby. Słowackie prawo wyborcze nie pozwala publikować wyników sondaży przez ostatnie dwa tygodnie przed wyborami, w tym czasie odbyła się jedyna wyborcza debata między Kotlebą a Lunterem. Poparcie partii Kotleby jest z reguły niedoszacowane, a wedle bukmacherów obaj kandydaci do samego końca szli w zasadzie łeb w łeb.

Neofaszysta Marian Kotleba to słowacki poseł i były już marszałek województwa bańskobystrzyckiego. Polityk cenzurował spektakle teatralne i promował nazistowską symbolikę. O jego działaniach pisaliśmy w tekście "Cenzuruje sztukę i promuje nazistowskie symbole".

Dennik N porównał porażkę Kotleby do antyfaszystowskiego Słowackiego Powstania Narodowego z 1944 roku. Co zdecydowało, że Słowakom za pomocą karty wyborczej udało się powstrzymać ekstremistę?

1. Wysoka frekwencja

„Przed czterema laty obudziliśmy się z żoną w szoku, kiedy Kotleba został marszałkiem. Wynik nas deprymował całe tygodnie i martwił faktycznie aż do dzisiejszego poranka. Właśnie dlatego wczoraj żona poszła głosować w bolesnym i trudnym połogu, za co jest dla mnie bohaterką dnia” - napisał w niedzielę na Facebooku popularny słowacki dziennikarz i pisarz Michal Hvorecký. Do urn w bańskobystrzyckim poszło aż 40,3 proc. wszystkich uprawnionych, przed czterema laty było to mniej niż 25 proc. W sobotnich wyborach samorządowych na Słowacji frekwencja w całym kraju wyniosła 29,95 proc. Największa była właśnie w bańskobystrzyckim.

"Oprócz współpracowników dostałem gratulację od nieznanych mi młodych ludzi. Żyją za granicą i jestem dla nich nadzieją, aby mogli wracać" - tak na żywo komentował wyniki wyborów Ján Lunter.

Nowy marszałek przekonywał, że wielu pracujących za granicą Słowaków przyjechało na weekend do bańskobystrzyckiego, by oddać głos przeciw Kotlebie.

2. Porozumienie ponad podziałami

W sobotnich wyborach samorządowych po raz pierwszy obowiązywała nowa ordynacja wyborcza. Teraz Słowacy swoich marszałków wybierają w jednej turze głosowania, wygrywa po prostu kandydat, który zdobędzie największą liczbę głosów. Duża liczba kontrkandydatów była na rękę Kotlebie. Ostatecznie w bańskobystrzyckim powstało wielkie prodemokratyczne porozumienie, którego celem było zatrzymanie neofaszysty.

Początkowo o fotel marszałka miało ubiegać się aż 17 kandydatów, ostatecznie zostało ich 9. Część, która się wycofała, przeniosła swoje poparcie na Luntera. Wśród nich najpoważniejsze było wsparcie ze strony słowackiego posła i nauczyciela akademickiego Martina Klusa oraz dyrektora Muzeum Słowackiego Powstania Narodowego Stanislava Mičeva. W pewnym momencie wydawało się, że to porozumienie wisi na włosku, Lunter ogłosił swoją kandydaturę bez konsultacji z innymi antykotlebowymi kandydatami. Ostatecznie politykom udało się dogadać, choć wycofane kandydatury pozostały na listach do głosowania. W ten sposób Klus uzyskał niemal 1,9 tys. głosów, a Mičev ponad 1,1 tys. Uznano je za nieważne.

3. Sukces słowackich mediów

Za swoją porażkę Kotleba obwinił podczas niedzielnej konferencji prasowej słowackie media i miliardera Georga Sorosa. O ile ciężko wyrokować na temat zaangażowania Sorosa w samorządowe wybory na Słowacji, o tyle przegrany marszałek ma rację, zwracając uwagę na rolę mediów. W zasadzie wszystkie najważniejsze media u naszych południowych sąsiadów informowały o Kotlebie i punktowały jego kontrowersyjne działania w bańskobystrzyckim. Nie uciekały przed nazwaniem go faszystą i promowały wartości demokratyczne. Media do samego końca wzywały do udziału w głosowaniu.

Kotlebę pogrążyły także media społecznościowe, które dotychczas dawały mu zwycięstwo, mobilizując twardy elektorat. Tym razem na Facebooku popularne były także strony, które zachęcały do głosowania przeciw faszyście.

4. Ciężko rządzącemu być twarzą protestu

Okazuje się, że dobrym sposobem na porażkę ekstremistów jest oddanie im władzy. Marian Kotleba dostał 23 895 głosów mniej niż przed czterema laty. To może znaczyć, że Kotleba część swoich wyborców zawiódł. Być może część głosujących nie wiedziała, że wspierają faszystę - po prostu oddali głos na partię protestu. Milan Uhrik - prawa ręka Kotleby - wybory na marszałka województwa nitrzańskiego skończył na trzecim miejscu z 15,4 proc. poparcia. Zdobył 23 tys. głosów.

Żaden kandydat ĽSNS nie zdobył fotela marszałka (Słowacy mają osiem województw). Partia poniosła także porażkę w wyborach do sejmików wojewódzkich. Jeszcze trzy tygodnie przed wyborami dziennik „Sme” opublikował analizę, z której wynikało, że partia Kotleby może liczyć nawet na 160 członków sejmików. O 416 miejsc walczyło 336 osób z partii Kotleby, ostatecznie w sejmikach zasiądzie tylko dwóch - Kotleba i Uhrík (obaj są posłami i walczyli także o fotel marszałka). To najgorszy wynik wśród dużych partii i koalicji.

5. Słowakom pomogła ordynacja

Po ogłoszeniu wyników Słowacy odetchnęli z ulgą, ale są także tacy, którzy uważają, że polityczną śmierć Kotleby ogłoszono przedwcześnie. Według sondażu firmy Focus partia Kotleby w październiku 2017 roku cieszyła się poparciem ok. 10 proc. Słowaków i jest trzecią najpopularniejszą partią w kraju. Dennik N. policzył, że partia Kotleby nadal może liczyć na ok. 100 tys. wyborców. Oni nie rozpłynęli się w powietrzu, ale większościowa ordynacja w wyborach do słowackiego samorządu faworyzuje wielkie partie i koalicje. Wybory parlamentarne w 2020 roku odbędą się według systemu proporcjonalnego, a cała Słowacja jest jednym 150 mandatowym okręgiem wyborczym. Tutaj Kotleba może święcić sukcesy.

Obok Kotelby największym przegranym sobotnich wyborów samorządowych ogłoszono socjaldemokratyczną partię Smer (Kierunek), na czele której stoi słowacki premier Robert Fico. To druga - po osobistej przegranej Ficy w wyborach prezydenckich - porażka tego polityka. Smer zdobył 88 miejsc w sejmikach wojewódzkich, to jest o ok. 33 proc. mniej niż miał wcześniej. Partia straciła aż czterech marszałków województwa (byli to kandydaci partii lub politycy popierani przez Smer). Teraz będą rządzić jedynie w województwach nitrańskim i trenčiańskim. Media piszą o kłopotach Ficy w partii i zwycięstwie prawicy, która na Słowacji jest eurosceptyczna.

6. Ludzie przeciw faszyzmowi

Za porażką Kotleby stoi wiele osób, które nie bały się powiedzieć "nie" faszyzmowi. Niedawno bohaterką mediów społecznościowych stała się menadżerka Hotel Bratysława, która nie zgodziła się na zorganizowanie w jednej z sal konferencyjnych przedwyborczego spotkania Partii Ludowej Nasza Słowacja z udziałem kontrowersyjnego marszałka. „We prefer hipster style, not Hitler style” (Wolimy styl hipstera, nie Hitlera) – takie uzasadnienie pojawiło się na oficjalnym profilu hotelu na Facebooku.

7. Policja na straży demokracji

Warto zwrócić uwagę na zachowanie słowackiej policji, która postanowiła stanąć na straży demokratycznych wartości. 4 marca, w rocznicę utworzenia w 1939 roku faszystowskiej i podporządkowanej Adolfowi Hitlerowi Pierwszej Republiki Słowackiej, Kotleba przekazał wielodzietnej rodzinie czek w wysokości 1488 euro. To jeden z datków, którymi wspiera różne osoby i organizacje. Hokejowy klub z miejscowości Veľký Krtíš prosił marszałka o wsparcie 1500 euro, a otrzymał 1488. 88 – to skrót od Heil Hitler („h” to ósma litera alfabetu). 14 – to często używany przez neonazistów skrót, którego rozwinięcie brzmi: „We must secure the existence of our people and a future for white children” (Musimy zabezpieczyć byt naszego ludu i przyszłość dla białych dzieci). Słowacka policja oskarżyła Kotlebę o promowanie nazistowskiej symboliki – przez czek na kwotę 1488 grożą mu trzy lata więzienia.

;
Łukasz Grzesiczak

Dziennikarz, publicysta. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jego książka „Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki”

Komentarze