W wywiadzie dla tygodnika „Sieci Prawdy” - dawnego „wSieci” - minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro trzykrotnie mówi o “mainstreamowych mediach”. O co mu chodzi? Dlaczego „mainstreamowa” jest „Wyborcza”, a nie „Sieci Prawdy”? Wyjaśniamy!

Wyrażenie „mainstreamowe media” często pojawia się w ustach polityków PiS. Zbigniew Ziobro użył go w wywiadzie w  tygodniku „Sieci Prawdy” (31 lipca – 6 sierpnia) trzykrotnie. Pierwszy raz wówczas, kiedy mówił o tym, że lipcowe protesty w obronie wolnych sądów nie były wcale spontaniczne:

Jeśli weźmiemy pod uwagę gigantyczną skalę nagonki w mediach mainstreamowych, niebywały poziom histerii, potężną presję zagraniczną, w sumie ogromną mobilizację wszystkich sił, to na tym tle te protesty były dość nieliczne.

W innym miejscu dodał, że politycy tacy jak „Marcinkiewicz czy Giertych” stali się „ulubieńcami mediów mainstreamowych”, od kiedy zaczęli krytykować Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Na zakończenie jeszcze Ziobro ostrzegł prezydenta Andrzeja Dudę, żeby nie liczył na poparcie „mainstreamowych mediów” w walce o drugą kadencję – ponieważ one i tak „będą miały swojego faworyta”.

Politycy PiS mówią o „mainstreamowych mediach” często – np. sam prezes Kaczyński podczas wystąpienia na kongresie PiS w lipcu 2016 roku.

O co im chodzi?

Kiedy tych słów używają politycy polskiej prawicy, mają zawsze na myśli media, których nie lubią i które ich często krytykują – „Gazetę Wyborczą”, TVN, „Politykę” czy „Newsweeka”.

Tłumaczone dosłownie „mainstreamowe media” oznaczają „media głównego nurtu”.

W dzisiejszej Polsce jednak to wyrażenie – potraktowane dosłownie – nie ma żadnego sensu. Dlaczego „głównym nurtem” na być sprzyjająca opozycji TVN, ale nie prorządowa TVP, chociaż mają zbliżoną oglądalność? Dlaczego „mainstreamem” jest „Polityka”, a nie  „Sieci”, chociaż ta pierwsza sprzedaje co tydzień 110 tys. egzemplarzy, a „Sieci” (chwalące się na okładce sloganem “największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce”) 60 tys. egzemplarzy?



Żeby zrozumieć ideologiczny sens mówienia o „mainstreamie”, trzeba sięgnąć do amerykańskich źródeł tego wyrażenia. Pojawiło się ono w obiegu na przełomie lat 70. i 80. Narzędzie Google Ngram – umożliwiające sprawdzenie, z jaką częstotliwością słowa lub wyrażenia pojawiają się w ogromnej bazie milionów książek zindeksowanych przez Google – pokazuje, że o “mainstreamowych mediach” zaczęto mówić w ogóle w połowie lat 80., a popularność tego wyrażenia systematycznie rośnie (wykres można zobaczyć tutaj). Według bazy książek i artykułów prasowych Nexis w całych latach 80. pojawiło się ono zaledwie ok. 200 razy. W maju 1981 roku tygodnik “Newsweek” pisał po prostu o “mediach głównego nurtu”, kiedy miał na myśli dziennikarzy wielkich stacji telewizyjnych, najważniejszych tygodników i dzienników.

Amerykańska prawica zaczęła je nazywać “mainstreamem”, żeby się od nich odróżnić. “Wielkie media” oskarżano o lewicowe i liberalne sympatie oraz cenzurowanie tych informacji, które mogły prowadzić czytelnika (czy widza) do niesłusznych z punktu widzenia konkluzji – np. takich, że powszechne prawo do noszenia broni zwiększa publiczne bezpieczeństwo albo – że kara śmierci odstrasza przestępców. “Mainstreamowe media” były narzędziem oszukiwania opinii publicznej i przekonywania jej do lewicowej czy liberalnej ideologii. Z kolei mediami “alternatywnymi” albo “mówiącymi prawdę” nazywano głos skrajnie konserwatywnej prawicy – takiej jak niesłychanie popularny komentator radiowy Rush Limbaugh (zaczął produkować swój program w 1988 r.).

Ostatnia dekada przyniosła jednak ogromne przetasowania na rynku medialnym w USA i w Polsce. W Stanach Zjednoczonych najpopularniejszą stacją TV kablowej jest ultrakonserwatywna Fox News, co nie przeszkadza jej nazywać mniej popularnej CNN “mainstreamem”. Prawica zbudowała także bardzo wpływowe media w internecie – takie jak Breitbart.com, którego współzałożyciel Steve Bannon jest dziś głównym strategiem administracji prezydenta Donalda Trumpa. Także w Polsce media prawicy zyskały popularność, a media, które kiedyś były potężne, utraciły wpływy, widzów i czytelników. Obrazu dopełnia jeszcze przejęcie mediów publicznych przez PiS w Polsce.

Wyrażenie “mainstreamowe media” utraciło więc dziś zupełnie pierwotny sens – i Ziobro albo powtarza je świadomie (i wtedy manipuluje), albo używa go bez odrobiny refleksji. To uniwersalna obelga stosowana przez polityków prawicy wobec krytycznej wobec nich prasy.

Panie ministrze. Dziennikarze pisma “wSieci” (albo “Sieci” czy “Sieci Prawdy”, gdyż zmieniało nazwę) są dzisiaj głównym nurtem. Tak, oni także.

Polska potrzebuje wolnych mediów.
Wykup Abonament na wolność słowa OKO.press

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!