Zbigniew Ziobro przygotowuje reformę sądów ograniczającą ich niezależność. Na jej uzasadnienie podał dane wykazujące ich niesprawność w porównaniu z sądami w innych krajach Unii. OKO.press sprawdziło: minister je zmyślił


W Polsce w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców mamy drugą co do liczby ilość sędziów w Europie. Jesteśmy na szczycie. Jesteśmy też na szczycie niesprawności, przewlekłości, przedawnień postępowań. Te rzeczy powinny się wykluczać.

Zbigniew Ziobro, Kwadrans polityczny, TVP1 - 20/02/2017

fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta *** Local Caption *** .


Fałsz. W liczbie sędziów mamy 7 miejsce w UE, w przewlekłości spraw - 12.


OKO.press porównało wyliczenia Zbigniewa Ziobry z raportem Komisji Europejskiej o stanie systemów sprawiedliwości w krajach UE (najnowsze dane pochodzą z 2014 r.). Wygląda na to, że minister wyssał swoje dane z palca.

Po pierwsze,

pod względem liczby sędziów na 100 tys. mieszkańców Polska nie jest druga, lecz siódma.

Wyprzedzają nas Słowenia, Chorwacja, Luksemburg, Bułgaria, Czechy i Węgry. W Polsce w sądach pracuje ok. 10 tys. sędziów, czyli dwudziestu sześciu na 100 tys. mieszkańców.

Po drugie,

przewlekłość spraw w Polsce wcale nie jest rekordowa.

Na wyrok w I instancji w sprawach cywilnych i gospodarczych (z wyłączeniem spraw karnych – raport ich nie uwzględnia) Polacy czekają średnio ok. 200 dni. Daje to Polsce miejsce w środku stawki: gorzej jest w 12 krajach UE, m.in. Finlandii, Hiszpanii, Francji czy Włoszech.

Powyższe zestawienie dotyczy spraw spornych („litigious”), czyli nie obejmuje spraw, w których nie występują strony. Bezsporne są np. postanowienia sądu o wpisaniu spółki do KRS czy umieszczeniu dziecka w zakładzie poprawczym na wniosek rodziców.

W zestawieniu uwzględniającym tego rodzaju sprawy pozycja Polski jest jeszcze wyższa. Średnia długość postępowania spada w nim do ok. 50 dni, co daje nam czwarte miejsce w UE za Danią, Estonią i Austrią.

Sprawy karne w I instancji, których nie uwzględniały zestawienia Komisji Europejskiej, w 2016 r. trwały przeciętnie 5,6 miesiąca dla sądów rejonowych (168 dni) i 8,8 miesiąca dla okręgowych (264 dni).

9 proc. spraw karnych trwało dłużej niż rok – wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. Zawyżają więc średni czas trwania spraw w Polsce. Nawet gdyby uwzględniono je w europejskim rankingu, miejsce Polski nie mogłoby się znacznie zmienić – sprawy karne stanowią niecałe sześć proc. wszystkich spraw w polskich sądach.

Średnia czas trwania spraw wszystkich rodzajów w 2016 r. wynosił 4,7 miesiąca (141 dni). Powyżej roku ciągnie się sześć procent spraw, czyli 380 tys. z prawie sześciu milionów toczących się w sądach. Średnio najdłużej trwają sprawy dotyczące szkód geologicznych i górniczych, procesy gospodarcze oraz sprawy z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń.

Mogłoby być lepiej

Choć Polska nie odstaje od unijnej średniej przewlekłości spraw, można by wiele zrobić, by poprawić jej miejsce w rankingu. Postępowania przeciągają się dlatego, że do sądów wpływa zbyt dużo spraw i brakuje w nich rąk do pracy.

Problem nadmiaru spraw w sądach można by ograniczyć, stosując na większą skalę mediacje, czyli sposób rozstrzygania sporów, w którym strony zawierają ugodę między sobą. W przypadku spraw karnych mediacje mogą skrócić postępowanie, w sprawach cywilnych sąd jedynie zatwierdza ugodę. W praktyce strony sięgają bardzo rzadko – w ten sposób rozstrzygane jest zaledwie kilka promili spraw. Powodów jest wiele: brak zachęt ze strony sędziów, brak zachęt finansowych, niskie kwalifikacje mediatorów, a w konsekwencji brak zaufania do mediacji.

W sądach brakuje sędziów i ich asystentów, czyli osób, które mogą załatwiać prostsze, formalne sprawy. Jest ich 3,2 tys., czyli tylko 0,3 asystenta na jednego sędziego. Co roku pozostaje ok. 400 wakatów.

Nieobsadzonych jest też co najmniej 517 stanowisk sędziowskich (dane z końca września 2016 r.).

Jak ujawniło Stowarzyszenie Sędziów Polskich “Iustitia”, za opóźnienia w ich obsadzaniu w dużej mierze jest odpowiedzialny minister Zbigniew Ziobro.

Z decyzjami niezbędnymi do ich przydzieleniu zwleka nawet 298 dni, choć to rząd PiS w 2007 r. wprowadził przepis nakazujący ministrowi podejmować je “niezwłocznie”, by przyspieszyć proces powoływania sędziów. 

W październiku o aktualną liczbę wakatów sędziowskich i przyczyny zwłoki w ich obsadzaniu ministra sprawiedliwości zapytała w interpelacji grupa posłów Platformy. Z odpowiedzią zwleka już 97 dni, choć powinien odpisać w ciągu trzech tygodni.

Można się domyślać, że minister Ziobro czeka z powołaniami na wejście w życie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, która przekaże wybór większości jej członków parlamentowi. Po przejęciu KRS to politycy będą mogli decydować o tym, kto zostanie sędzią.

Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym