Za krytykę czystek w prokuraturze, za skargę, że w prokuraturze na Mokotowie ciasnota, zaduch, brud, za pozwanie Zbigniewa Ziobro do sądu pracy - to powody wszczynania postępowań dyscyplinarnych i służbowych wobec prokuratorów, nawet jeśli są już na emeryturze (w stanie spoczynku)

Najbardziej kuriozalna ostatnio sprawa, która może zakończyć się „dyscyplinarką” grozi Beacie Mik, prokurator Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku. Za co? Za pisanie na prawnicze strony „Rzeczpospolitej”. Rzecznik dyscyplinarny sprawdza czy miała zgodę na pisanie tekstów opiniowych. W niektórych z nich pisała krytycznie o prokuraturze.

Rozmówca OKO.press, który zna kulisy tej sprawy mówi, że Mik pytała Prokuraturę Krajową czy może przenieść w umowie prawa autorskie do swoich tekstów na wydawcę „Rzeczpospolitej”.

Miała dostać odpowiedź odmowną – zarówno w sprawie samej umowy, jak i w ogóle publikowania przez nią tekstów w gazecie. Choć o zgodę na pisanie tekstów – to dodatkowe zatrudnienie, musi być zaopiniowane przez przełożonych – nie występowała. „Ona ma zgodę na wszelkie publikacje. Dostała ją jeszcze od Prokuratora Generalnego Lecha Kaczyńskiego” – mówi nasz rozmówca. W sprawie prokurator Mik trwa postępowanie wyjaśniające, które poprzedza wszczęcie ewentualnego postępowania dyscyplinarnego.

Czemu mogą być zastrzeżenia do jej pisania do „Rz”? Prokuratura powołuje się na artykuł 103 prf. 6 prawa o prokuraturze. Mówi on, że prokurator może dostać sprzeciw wobec dodatkowej pracy zarobkowej, jeśli przeszkadza ona w pełnieniu obowiązków służbowych (Mik to nie dotyczy) lub jeśli ta praca przynosi ujmę godności urzędu lub osłabia zaufanie do bezstronności prokuratora. Czy pisanie tekstów do „Rz” przynosi ujmę prokuraturze, czy też osłabia zaufanie do emerytowanej już prokurator?

Bo krytykował warunki pracy

Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest też wobec Krzysztofa Parchimowicza, legendarnego twórcy prestiżowych wydziałów do ścigania przestępczości zorganizowanej w prokuraturze. Za rządów PO pracował on w Prokuraturze Generalnej Andrzeja Seremeta. Gdy Ziobro i jego zaufani ludzie przejęli prokuraturę, został zdegradowany do Prokuratury Rejonowej Warszawa – Mokotów, czyli do najniższego szczebla śledczego.

Parchimowicz to jeden z założycieli i prezes stowarzyszenia niezależnych prokuratorów Lex Super Omnia, które jest w opozycji do nowych „porządków” w prokuraturze, krytykuje je. Parchimowicz często wypowiada się w mediach w związku z działalnością stowarzyszenia.

W lutym 2017 roku rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie wyjaśniające w sprawie jego wywiadu dla portalu Onet. Zastrzeżenia ma m.in. do komentarza dotyczącego warunków pracy w prokuraturze na Mokotowie.

„To największa prokuratura w Polsce, z olbrzymimi brakami kadrowymi, gdzie wszyscy ludzie ciężko pracują w warunkach jak za Gomułki. Zaduch, ciasnota, brud i brak reakcji przełożonych na nasze pytanie, kiedy to się zmieni” – mówił Parchimowicz. Musiał tłumaczyć się rzecznikowi dyscyplinarnemu czy wcześniej informował przełożonych o złych warunkach w pracy. Odpowiedział, że tak.

Rzecznik dyscyplinarny zainteresował się też jego wypowiedzią o prokuratorkach, które w Prokuraturze Krajowej zajmowały się sprawą oświadczeń majątkowych prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Parchimowicz mówił: „Jedna z nich skierowała wniosek o warunkowe umorzenie tego postępowania. Sąd przychylił się do tego wniosku. Następnie wpłynęło polecenie, aby zaskarżyć ten wyrok sądu. Pani prokurator odmówiła. Natomiast jej przełożona, czyli pani naczelnik, sporządziła apelację, w której wskazała, że zrobiła to w wyniku polecenia służbowego. Obie zostały najpierw odwołane z delegacji do Prokuratury Generalnej, powróciły na swoje miejsce służbowe w prokuraturze regionalnej, a następnie zostały delegowane do pracy w prokuraturach niższego szczebla”.

Po publikacji wywiadu Parchimowicz przekonywał, że nie ujawnił niczego nowego, powtórzył tylko to, co przeczytał w poznańskich mediach. „Ja tylko komentowałem te informacje. Przy czym kierowałem się dobrem prokuratorów, którzy powinni być niezależni” – mówił.

„Dyscyplinarka” za występ w TVN24?

Parchimowiczowi grozi jeszcze jedna sprawa dyscyplinarna. Rzecznik właśnie wszczął kolejne postępowanie wyjaśniające w związku z wypowiedziami w programie „Czarno na białym” w TVN24, w lutym 2017 roku. Rzecznik dyscyplinarny wysłał do Parchimowicza pismo z zapytaniem o motywy komentowania decyzji służbowych dotyczących prokuratorów.

Parchimowicz odpowiada, że występował tam jako szef stowarzyszenia, a w swoich wypowiedziach „kieruje się z interesem społecznym który utożsamia z dobrem apolitycznej, transparentnej, praworządnej i przyzwoitej prokuratury oraz poszanowaniem niezależności prokuratorów”.

Krzysztof Parchimowicz mówi OKO.press: – Odbieram działania wobec mnie jako próbę zduszenia wszelkiej krytyki. Każdy kto się odważy krytykować przełożonych ma otrzymać sygnał, że to nie będzie tolerowane.

Za sąd pracy

Z kolei prokurator Małgorzata Wilkosz – Śliwa (obecnie w Prokuraturze Rejonowej Warszawa – Ochota, wcześniej w Prokuraturze Generalnej) musi się tłumaczyć rzecznikowi dyscyplinarnemu z „niezachowania, w pierwszej kolejności, drogi służbowej przy wnoszeniu żądań i zażaleń związanych ze swoim stanowiskiem służbowym oraz niewywiązaniu się z obowiązku zawiadomienia przełożonego o toczącym się postępowaniu sądowym, w którym prokurator występuje w charakterze strony”.

Wilkosz–Śliwa jako bodaj jedyny zdegradowany przez Zbigniewa Ziobrę prokurator, pozwała go do sądu pracy. W pozwie żąda uznania za nieważną „decyzji o zmianie warunków stosunku pracy”. Sprawa czeka na wyznaczenie terminu. Na razie rzecznik dyscyplinarny poprosił sąd o wypożyczenie akt tej sprawy.

Ale to nie pierwsza sytuacja, gdy Wilkosz – Śliwa ma problem ze swoim najważniejszym przełożonym Zbigniewem Ziobro. Wilkosz – Śliwa sympatyzowała z lewicą. Była rzecznikiem Prokuratury Generalnej za czasów rządu SLD. Ścierała się medialnie wówczas z posłem Ziobro, gdy krytykował prokuraturę za polityczne zaangażowanie po stronie lewicowego rządu. Kandydowała też w 2005r. – bez sukcesu – do Sejmu z listy SdPL.

W 2006r. Zbigniew Ziobro, wówczas szef prokuratury i minister sprawiedliwości oddelegował ją do pracy w prokuraturze rejonowej w Zabrzu. To był pierwszy taki przypadek zesłania prokuratora na najniższy szczebel.

Za wywiad dla „Dziennika Gazety Prawnej”

W tym tygodniu zarzuty dyscyplinarne ma dostać wrocławski prokurator w stanie spoczynku i były sekretarz Krajowej Rady Prokuratury Andrzej Kaucz. Sam był nie tak dawno sędzią w sądzie dyscyplinarnym dla prokuratorów. Przeszedł na emeryturę przed objęciem rządów przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, bo spodziewał się zawodowej degradacji.

Bo Kaucz karierę śledczego zaczynał w PRL-u, pod koniec lat 70 na Dolnym Śląsku. W stanie wojennym pracował w tzw. brygadzie tygrysa w prokuraturze, której przydzielano sprawy polityczne przeciwko działaczom Solidarności. Oskarżał m.in. Władysława Frasyniuka.

Jak ustaliło OKO.press, rzecznik dyscyplinarny uznał, że wypowiedziami dla „Dziennika Gazety Prawnej” w marcu ubiegłego roku, uchybił on godności prokuratora.  „DGP” opublikował wówczas tekst „Prokuratorzy oskarżają dobrą zmianę”.

Kaucz mówił o zmianach wprowadzonych przez Zbigniewa Ziobrę, podporządkowujących prokuraturę rządowi. „ Nie pozwolę się odrzeć z dorobku zawodowego w imię zmian, które są moim zadaniem niekonstytucyjne” – komentował Kaucz.
Pytany po co są zmiany (likwidacja Prokuratury Generalnej i apelacyjnych oraz weryfikacja pracujących w nich prokuratorów i degradacja części z nich na niższe szczeble), odpowiedział: „Tylko po to, aby zmienić tabliczki i dokonać czystek. Obsadzić stanowiska swoimi ludźmi”. I dodał: „Zamysł był jasny. Degradują po kolei, każdego, kto im podpadł. Albo nie jest ich”.

Rzecznik dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym najpierw sprawdzał, czy popełnił on delikt dyscyplinarny. Doszedł do wniosku, że tak. W listopadzie 2016 r. wszczął postępowanie dyscyplinarne w „sprawie wypowiedzi medialnych prokuratora Andrzeja Kaucza na temat zmian w prokuraturze, uchybiających godności urzędu”.

Postępowanie prowadzi zastępca rzecznika dyscyplinarnego Prokuratora Generalnego dla wielkopolskiego okręgu regionalnego w Poznaniu. Ustaliliśmy, że w piątek chce postawić Kauczowi zarzut uchybienia godności prokuratora. Do tego czasu Andrzej Kaucz nie chce komentować sprawy.

Kaucz już wcześniej mógł się narazić Zbigniewowi Ziobrze. Po upadku pierwszego rządu PiS twierdził, że w ministerstwie sprawiedliwości za czasów Ziobry powstała lista prokuratorów, wobec których powinno się wszcząć postępowania dyscyplinarne.

Za co prokurator może mieć „dyscyplinarkę”

To nie pierwsze sprawy dyscyplinarne za krytykę prokuratury. Za czasów niezależnej prokuratury, gdy kierował nią Andrzej Seremet zarzuty dyscyplinarne za krytykę śledztwa smoleńskiego dostał Kazimierz Olejnik, były wiceprokurator generalny. Zarzucono mu, że wypowiadając się krytycznie o śledztwie nie miał do tego upoważnienia i nie znał akt sprawy, czym naruszył uchwalony na początku 2012 r. prokuratorski zbiór zasad etycznych i zdyskredytował prokuratorów Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Co uznano za uchybienie godności urzędu.

Prokuratorski sąd dyscyplinarny uniewinnił go jednak w 2013 z zarzutu uchybienia godności urzędu, przyznając prokuratorowi szerokie prawo do wypowiedzi na temat zatrudniającej go instytucji.

Postępowania dyscyplinarne można prowadzić przeciwko prokuratorom czynnym, jak i tym w stanie spoczynku. Ponoszą oni odpowiedzialność dyscyplinarną za przewinienie służbowe, w tym za oczywistą i rażącą obrazę przepisów i uchybienie godności urzędu (to pojemne pojęcie). To czy dane zachowanie śledczego jest deliktem dyscyplinarnym ocenia rzecznik dyscyplinarny. Jeśli uzna, że prokurator złamał przepisy, stawia mu zarzuty. O winie lub jej braku orzeka w dwóch instancjach prokuratorski sąd dyscyplinarny. Może wymierzyć karę dyscyplinarną w postaci upomnienia, nagany, usunięcia z zajmowanej funkcji, przeniesienia na inne miejsce służbowe lub wydalić z zawodu prokuratora. Kara upomnienia i nagany skutkuje pozbawieniem możliwości awansu przez 3-5 lat. Od prawomocnego wyroku można złożyć kasację do Sądu Najwyższego.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym