Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja GazetaJakub Wlodek / Agencja Gazeta
26 stycznia 2020

Żłobek jak obóz koncentracyjny. Co mówiła na zajęciach prof. Budzyńska, której broni Gowin

OKO.press rozmawiało ze studentami oraz kolegami prof. Ewy Budzyńskiej, w której obronie stanął min. Gowin oraz „Ordo Iuris”. Według studentów socjolożka na zajęciach puszczała główne filmy z TV Trwam i TVP oraz mówiła, że aborcja to morderstwo - niezgodnie z sylabusem i tematem zajęć. Analizujemy dorobek profesor Budzyńskiej

W skrócie: OKO.press rozmawiało ze studentami i kolegami prof. Ewy Budzyńskiej z Uniwersytetu Śląskiego. Przeczytało także jej prace naukowe. Wyłania się z nich obraz osoby o skrajnie konserwatywnych, ultrakatolickich poglądach (co samo w sobie nie jest oczywiście niczym złym). Dorobek naukowy prof. Budzyńskiej jest niewielki i właściwie nigdzie nie cytowany. Na zajęciach zaś — jeśli wierzyć studentom - puszczała filmy z TVP i TV "Trwam" oraz mówiła o swoich poglądach na kwestie aborcji czy antykoncepcji, nie popartych żadnymi badaniami.

Jaka jest stawka sprawy prof. Ewy Budzyńskiej i dlaczego to ważne? OKO.press pisało o niej obszernie (tutaj). Przypomnijmy: opisała ją najpierw w marcu 2019 roku katowicka „Wyborcza” (tutaj). Studenci II roku socjologii poskarżyli się rektorowi na wykłady socjolożki. W trakcie zajęć „Międzypokoleniowe więzi w rodzinach światowych” miała mówić m.in., że:

  • stosowanie antykoncepcji jest „zachowaniem aspołecznym”;
  • „aborcja to morderstwo”, bez względu na przyczynę;
  • stosowanie wkładki domacicznej to aborcja;
  • „normalna rodzina zawsze składa się z mężczyzny i kobiety”;
  • „osoby homoseksualne to coś gorszego”;
  • „ideologia gender” jest jak komunizm;
  • wysyłanie dziecka do żłobka to robienie mu krzywdy.

Uczelnia rozpoczęła postępowanie wyjaśniające, a potem skierowała sprawę do rzecznika dyscyplinarnego. Rzecznik uznał, że wykładowczyni powinna zostać ukarana naganą, m.in. za to, że: „formułowała wypowiedzi w oparciu o własny, narzucany studentom, światopogląd o charakterze wartościującym, stanowiące przejaw braku tolerancji wobec grup społecznych i ludzi o odmiennym światopoglądzie,

nacechowane wobec nich co najmniej niechęcią, w szczególności wypowiedzi homofobiczne, wyrażające dyskryminację wyznaniową, krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży”.

Według samej prof. Budzyńskiej zarzucono jej „propagowanie radykalnego katolicyzmu”.

Przed rozprawą dyscyplinarną – wyznaczoną na 31 stycznia 2020 – prof. Budzyńska rozwiązała jednak umowę o pracę z uniwersytetem za porozumieniem stron. Mimo to postępowanie dyscyplinarne nie zostało zakończone i sprawa ma się odbyć.

Sprawa prof. Budzyńskiej stała się pretekstem dla ministra Gowina do zaproponowania zmian w ustawie o szkolnictwie wyższym. Ograniczą one wolność rektora (przypomnijmy — demokratycznie wybranego) do decydowania, jakie wykłady czy spotkania mogą się odbyć w murach uniwersytetu. Niezadowoleni z odwołania spotkania (np. z politykiem skrajnej prawicy albo zwolennikiem płaskiej ziemi) będą mogli się odwoływać — aż do komisji złożonej z osób powołanych przez ministra (więcej piszemy w naszym tekście).

Studenci mówią

Studenci prof. Budzyńskiej skarżą się na manipulacje ich zarzutami pod adresem prowadzącej w prorządowych mediach, zwłaszcza w TVP.

Według nich prof. Budzyńska ani nie referowała cudzych poglądów, ani nie prezentowała w czasie zajęć żadnych wyników badań - puszczała filmy i głosiła swoje poglądy, nie podpierając ich żadnymi dowodami.

Studenci opowiadają, jak wyglądały zajęcia.

„Głównie oglądaliśmy filmy, co w ogóle się nie zgadzało z sylabusem. Sylabusa zresztą w ogóle nie było, wykładowca przygotowała go dopiero wtedy, kiedy złożyliśmy skargę” - mówi OKO.press studentka, która uczestniczyła w zajęciach i podpisała skargę.

„Szalę przeważyły zajęcia, które odbyły się 17 grudnia 2018 roku. Przyniosła nam plastikowe modele płodów, których się używa na biologii. Pokazywała, jak podczas aborcji dziecko się rozrywa. Mówiła również, że antykoncepcja hormonalna jest wczesnoporonna, co oczywiście nie jest prawdą. Tymczasem wiemy, że ona nie doprowadza do owulacji. Przekazywała więc informacje, które były niezgodne z wiedzą naukową. Sugerowała, że jeśli kobieta używa wkładki domacicznej, to dzieci mogą urodzić się z wkładką wrośniętą w głowę. Mówiła, że jedyną dopuszczalną formą antykoncepcji jest kalendarzyk. Każda inna doprowadza do poronienia, a więc jest aborcją i morderstwem. Myliła środki wczesnoporonne z tabletkami »dzień po«. O aborcji mówiła tyle, że w każdym wypadku to morderstwo bez żadnego usprawiedliwienia”.

Temat oficjalny zajęć prof. Budzyńskiej to „więzi pokoleniowe w rodzinach światowych”. Miały pokazywać, jak działa rodzina w różnych religiach i kulturach na świecie.

„Tematyka dotycząca aborcji i eutanazji w ogóle nie wchodziła w skład ćwiczeń” - mówi studentka.

„Profesor mówiła też o eutanazji: że ludzie prowadzą swoich starych rodziców na eutanazję wyłącznie ze względu na wygodę. Nie dopuszczała możliwości, że ludzie sami wybierają eutanazję po to, aby nie cierpieć”.

„Mówiła, że dzieci wychowywane przez pary homoseksualne nie są szczęśliwe i źle się rozwijają, oraz że kobieta, która oddaje dziecko do żłobka, robi mu wielką krzywdę i powinna siedzieć w domu z dzieckiem”.

Prof. Budzyńska nie referowała cudzych poglądów. „Ona zaczęła po prostu mówić, co myśli”.

Studenci czują się skrzywdzeni przez materiał TVP o sprawie.

„TVP totalnie zmanipulowała sprawę. Powiedziała, że skarżymy się, ponieważ prof. Budzyńska powiedziała, że »kobieta i mężczyzna to normalna rodzina«. To zupełnie nieprawda, wtedy nikt by nie protestował. W telewizji mówili, że pokazywała nam badania. To nieprawda. Nigdy nam żadnych badań nie przyniosła. Zawsze mówiła o tym, co sama myśli. Sama z siebie, bez odniesienia do tematyki zajęć. To ona zaczynała te dyskusje” — mówi studentka.

„Filmy, które puszczała, były głównie z TV Trwam i TVP. One pasowały do tematyki zajęć, opowiadały o różnych kulturach. Były jednak stare i bardzo stereotypowe. Były filmy o muzułmanach, którzy zabijają własne córki i siostry. Były to filmy, a nie slajdy czy prezentacje. Filmów w sylabusie w ogóle nie było. Sylabus pokazali nam dopiero na pierwszym przesłuchaniu”.

Studentka podkreśla, że wykładowczyni nigdy nie dyskutowała ze studentami o badaniach. „Musiałaby je nam najpierw przedstawić. Nigdy nam nic takiego nie pokazała” - mówi.

Bardzo podobne wspomnienia z zajęć mieli studenci prof. Budzyńskiej rozmawiający z magazynem „Równość” (tutaj).

OKO.press otrzymało również dostęp do prywatnych dyskusji prowadzonych na Facebooku przez kolegów i koleżanki prof. Budzyńskiej.

„Prawdą o jej kursie socjologii rodziny jest to, że wykraczała poza teorie i jednostronnie naruszała treści programowe odnosząc się do antykoncepcji i aborcji jako zjawisk medycznych, a żłobki porównywała do obozów koncentracyjnych. (…) Całkowita żenada - sprawa do obrony tylko na poziomie baniek ideologicznych wytwarzanych przez katolickich fundamentalistów. Bronicie »swojaka« wszelkimi technikami propagandy i kłamliwej perswazji. Wstyd wam - AMEN”.

- napisał jeden z wykładowców na UŚ w dyskusji prowadzonej przez pracowników na Facebooku.

Dorobek prof. Budzyńskiej: ultakonserwatystka bez cytowań

OKO.press zapoznało się z dorobkiem naukowym i karierą akademicką prof. Budzyńskiej.

Doktorat obroniła w 1991 roku na KUL pod kierunkiem ks. prof. Janusza Mariańskiego. Habilitację w 2008 na Uniwersytecie Śląskim. Pomiędzy obroną doktoratu w 1991 roku a uzyskaniem habilitacji w 2008 roku przez prof. Budzyńską upłynęło, jak łatwo policzyć, 17 lat. To bardzo długi okres, nie świadczący o wysokiej aktywności naukowej. Ks. prof. Janusz Mariański był także jednym z recenzentów rozprawy habilitacyjnej prof. Budzyńskiej.

Niestety, OKO.press nie znalazło recenzji habilitacji na stronie Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych - urzędu państwowego, który zajmował się (do czasu jego likwidacji w ramach zmian wprowadzanych przez min. Gowina) postępowaniami habilitacyjnymi.

Prof. Budzyńska publikowała niedużo - głównie w czasopismach związanych z Kościołem albo o religijnym profilu (np. „Studia Teologiczne i Humanistyczne”).

Według bazy danych Google Scholar jej prace właściwie nie są cytowane. Najczęściej cytowana ma 8 cytowań.

Jest to książka „Ład moralny w zmieniającym się społeczeństwie. Socjologiczne studium wartości moralnych mieszkańców Katowic”, (Katowice 2007). Prof. Budzyńska opisuje liberalizację postaw mieszkańców wielkiego miasta. Pracę kończy obszernym cytatem z wielokrotnie zresztą przytaczanego przez nią ks. Janusza Mariańskiego, który przewiduje, że w miarę odchodzenia społeczeństwa od wizji ładu moralnego opartego na Bogu - być może - „człowiek człowiekowi stanie się wilkiem” (s. 224). Skrajnie konserwatywne poglądy widoczne są w wielu publikacjach naukowych prof. Budzyńskiej. Zacytujmy jej artykuł „Rodzina jako wartość? Dylematy socjologa” ([w:] „Rodzina jako wartość. Wzory - modele - redefinicje, red. W. Muszyński, Toruń 2015).

Prof. Budzyńska narzeka w nim na proces rozpadu tradycyjnej rodziny, opartej na małżeństwie i religijnie usankcjonowanym związku małżeńskim.

„W II połowie XX wieku cały ów układ społeczny, misternie tkany i podtrzymywany przez wieki społeczno-kulturowego rozwoju danej zbiorowości, zostaje w kulturze zachodniej wywrócony, układany na nowo, redefiniowany, testowany”.

- pisze z wyraźnym ubolewaniem socjolożka.

Prof. Budzyńska zarzuca także niekonserwatywnym socjologom, którzy opisują przemiany społeczne, ale ich nie wartościują, „legitymizowanie przemian społecznych” (s. 32).

W rozprawie habilitacyjnej „Międzypokoleniowe więzi w rodzinie. Studium socjologiczne rodzin polskich i słowackich” (Katowice 2018), prof. Budzyńska poświęca cały rozdział „socjalizacji religijnej”. Autorka przedstawia proces odchodzenia od tradycyjnych postaw wobec religii oraz tradycyjnego modelu rodziny z wyraźnym ubolewaniem, pisząc o odchodzeniu od „wiary ojców” (termin ze s. 379).

„Podsumowując: w porównaniu ze starszymi pokoleniami jedynie u niewielkiego odsetka młodych ludzi mamy do czynienia z procesem fascynacji wiarą i pogłębiania jej” — komentuje (s. 382).

W zakończeniu socjolożka ubolewa nad „kulturą narcyzmu, kultu własnego JA” oraz „dyskredytacją wartości rodziny jako podstawowego elementu społecznej struktury” (s. 404).

Według prof. Budzyńskiej „toczy się walka o rodzinę” pomiędzy tymi, którzy jej bronią (głosząc wartości oparte na religii), a tymi, którzy chcą ją zniszczyć. Rodzina - konkluduje autorka - ma jednak „szanse przetrwania jako filar tradycyjnego, opartego na wartościach porządku społecznego” (s. 414).

Prof. Budzyńska nie chce rozmawiać z mediami. OKO.press bezskutecznie próbowało się z nią skontaktować.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne