Nijak nie rozumiemy jak doszło do tego, że troje sędziów Sądu Najwyższego dopuszcza możliwość, że wyroki w imieniu Rzeczypospolitej będzie wydawał ktoś, kto nie jest nieskazitelnego charakteru. Że ktoś, kto sięgnął po cudze, może sądzić złodzieja. To kpina! - piszą dwaj znakomici adwokaci, angażujący się w obronę niezależności wymiaru sprawiedliwości

„Jeżeli przeciwnicy niezawisłości sądów potrzebowali argumentów dla swoich racji, to piękniejszego prezentu otrzymać nie mogli” – piszą Jacek Dubois i Krzysztof Stępiński dla OKO.press.

Oto ich tekst.


Sędzia sądu w Szczecinie został przyłapany na kradzieży. Drobnej, ale jednak kradzieży. Sądzący go w pierwszej instancji sąd dyscyplinarny nie miał wątpliwości – konsekwencją takiego zachowania powinno być wydalenie z zawodu, i taką karę orzekł. W wyniku odwołania sprawa trafiła przed Sąd Najwyższy, który wymierzoną karę uznał za zbyt surową i złagodził wyrok uznając, że adekwatnym będzie potrącane sędziemu przez dwa lata 20 procent wynagrodzenia.

Z wyroku Sądu Najwyższego wynika zatem, że złodziej może być nadal sędzią, tyle, że z mniejszym wynagrodzeniem.

Przeczytawszy o takim rozstrzygnięciu popadliśmy w wisielczą zadumę. Od dwóch lat wraz z tysiącami innych obywateli robiliśmy co można na rzecz utrzymania trzeciej władzy. Po wydaniu tego orzeczenia wystarczy wejść na chwilę do Internetu by sprawdzić, że taki wyrok – wydany „w czasach zarazy” – wywołał szok, po stronie tych obywateli, którzy bronią niezależności sądów i niezawisłości sędziów, i uzasadnioną furię tych, którzy mają narzędzia, by kształtować wymiar sprawiedliwości na swoją modłę, oraz tych, którzy twierdzą, że kasta sędziowska jedno co umie, to dbać o swoje interesy.

Jeżeli przeciwnicy niezawisłości sądów potrzebowali argumentów dla swoich racji, to piękniejszego prezentu otrzymać nie mogli.

Rozum i przyzwoitość nie zaproszone do sali narad

Od prawie dwóch lat obrońcy wolnych sądów dowodzili, że sędziowie Sądu Najwyższego to elita elit. Tymczasem kilka dni temu okazało się, że troje przedstawicieli tej elity zapomniało, że nie można wydać dobrego wyroku, jeśli zasady prawidłowego rozumowania, wiedza i doświadczenie życiowe, na podstawie których to przesłanek sądy powinny oceniać dowody i podejmować decyzje, że o zwykłej przyzwoitość nie wspomnimy, nie zostały zaproszone do sali narad.

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro określił wyrok, jako haniebny. Choć programowo nie zgadzamy się z panem ministrem Zbigniewem Ziobrą, w tym przypadku zgadzamy się z nim w pełni.

Bo nijak nie rozumiemy, jak doszło do tego, że troje sędziów Sądu Najwyższego dopuszcza możliwość, że wyroki w imieniu Rzeczypospolitej będzie wydawał ktoś, kto nie jest nieskazitelnego charakteru. Że ktoś, kto sięgnął po cudze, może sądzić złodzieja. To kpina!

Nie ma okoliczności łagodzących

Jako obrońcy przyzwyczajeni jesteśmy, by w każdej sprawie odnajdywać okoliczności łagodzące. Do takich należą nienaganne zachowanie przed popełnieniem przestępstwa, czy w przypadku kradzieży niska wartość skradzionego mienia, co ma wpływ na ocenę społecznej szkodliwości czynu.

Są jednak sytuacje, w których – wobec zaistnienia samego faktu – okoliczności łagodzące nie mogą uchronić osoby, która dany czyn popełnia przed eliminacją z jakiejś sfery życia publicznego. Tak na przykład powinno być w polityce, jeśli prezydent lub premier naruszyłby prawo karne. W takiej sytuacji, niezależnie jak poważne byłoby to przestępstwo, sam fakt jego popełnienia winien skutkować eliminacją z polityki.

Podobnie powinno być z sędziami, którzy – niczym żona Cezara – winni być poza wszelkimi podejrzeniami. Nie jest zatem istotne w przypadku popełnienia przez nich umyślnie czynu zabronionego, na ile zgrzeszyli. Istotny jest sam fakt popełnienia grzechu.

Legitymacja do sądzenia wygasa

Są zawody, gdzie można pomylić się tylko raz, np. sapera pomyłka po prostu eliminuje na zawsze. Sędziowie wydając wyroki w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej muszą być wzorami. W przypadku, gdy jako podsądni, stają się klientami Temidy w sprawach pospolitych przestępstw, ich legitymacja do sądzenia wygasa.

Sędzia musi być autorytetem, a nie kolegą podsądnego, z którym po pracy może omawiać wspólne problemy z wymiarem sprawiedliwości.

Sąd to autorytet, a sądzić powinni najlepsi z najlepszych.

Gdy poszczególny sędzia traci autorytet, konsekwencje ponosi cały wymiar sprawiedliwości.

Ta zasada powinna obligować sędziów do wymagania od siebie więcej, a nie do usprawiedliwiania w wyrokach dyscyplinarnych słabości do cudzego mienia.

Złodziej nie może sądzić złodzieja

Czas „dobrej zmiany” to czas niszczenia autorytetów, bez których żadne środowisko nie jest w stanie przetrwać, zachowując niezłomne zasady i postawy. Sędziowie tych autorytetów w tej chwili najbardziej potrzebują, ale by je stworzyć i utrzymać muszą zawiesić poprzeczkę dużo wyżej niż inne profesje.

W najczarniejszych snach nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuacji, gdy osoba, która dokonała kradzieży, odziana w togę i z łańcuchem z orłem w koronie na szyi, będzie mogła wydawać wyroki. Toż obywatele powiedzą, że swój sądzi swego.

 

O efektach ubocznych fatalnego wyroku przekonamy się wkrótce ponieważ pan minister Zbigniew Ziobro już zapowiedział ustanowienie prawa, które „pozwoli automatycznie, z mocy ustawy eliminować tego rodzaju sędziów”.

I tu zaczyna się problem ponieważ może sprawdzić się przysłowie, że kowal zawinił, a Cygana powieszą. Bo automatyzm w procesie wymierzania sprawiedliwości to broń wyjątkowo niebezpieczna.

Obawiamy się, że tam, gdzie zacznie działać automatyzm, może zabraknąć miejsca dla podstawowych zasad procesu karnego np. zasady prawdy, prawa do obrony lub domniemania niewinności.

Minister szukał okazji w jaki sposób znaleźć kolejne narzędzie pozwalające wpływać na niezawisłość sądów, a okazało się, że nie musiał jej szukać, bo sami sędziowie przynieśli mu je na tacy.

Smutne jest to, że prezent wręczyli ci, którzy winni niezawisłości sędziowskiej bronić.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym