Pieniądze, które miały iść na rozwój czystej energii, rząd z desperacji wyda na dopłaty do naszych rachunków. A koszty energii i tak będą iść w górę, bo tak działa europejski system. Wiadomo to nie od dziś, jednak rząd budzi się za pięć dwunasta. „Dyskusja przypomina ustanawianie 12 listopada dniem wolnym" – komentuje ekspert od rynku energii

Czy czekają nas podwyżki cen energii? Sprzedawcy prądu zwrócili się Urzędu Regulacji Energetyki z wnioskami o ponad 30-procentowe wzrosty taryf. To wynik rosnących od lat cen węgla, od którego uzależniona jest polska energetyka, a także rynkowych cen praw do emisji gazów cieplarnianych, bez których europejskim przedsiębiorstwom (w tym elektrowniom) generującym mordercze dla klimatu emisje grożą dotkliwe kary.

Wykres pokazuje, że w ciągu trzech lat cena węgla węgla wzrosła niemal dwukrotnie.
Cena tony węgla (w euro) w latach 2015-2018. Źródło: WNP.pl

Chociaż wzrost cen w Polsce nie był w ostatnich latach znaczny, podwyżka cen energii mogłaby być pierwszą, która naprawdę zaboli Polaków. A to może bezpośrednio zagrozić rządowi, jak miało to miejsce Francji, gdzie antyprezydenckie zamieszki zostały wywołane przez podwyżkę cen paliw.

Nie będzie podwyżek cen energii” zadeklarował premier Mateusz Morawiecki przemawiając wczoraj (12 grudnia 2018) w Sejmie. I choć wielokrotnie podczas wystąpienia użył wyrażenia „twarde dane” to tutaj nie przedstawił żadnych szczegółów. 

Rząd już w październiku zapowiedział, że będzie dokładać do naszych rachunków czystą gotówkę. 

Tu pojawiły się pytania: ile, komu dokładnie, na jakich zasadach?

Wykres pokazuje, że cena jednostki emisji wzrosła od niespełna 5 euro do ok. 20 euro
Wzrost ceny uprawnień do emisji tony CO2 w latach 2013-2018. Źródło: Ministerstwo Energii

I chociaż Sylwester za pasem, wciąż wiadomo niewiele. Jeszcze 23 listopada minister przedsiębiorczości Jadwiga Emilewicz mówiła w TOK FM, że nie zna żadnego projektu rekompensat. Dziś (13 grudnia) RMF podało, że w rządzie rozważana jest obniżka akcyzy na energię.

„Szukanie rozwiązania jest chaotyczne i robione naprędce. Dyskusja przypomina ustanawianie 12 listopada dniem wolnym”

– ocenia dla OKO.press dziennikarz portalu analitycznego WysokieNapiecie.pl, Bartłomiej Derski, nawiązując do „święta” ustanowionego jednorazowo przez Sejm na pięć dni przed jego datą.

Plan rządu: przejeść środki na inwestycje

W związku z informacyjnym chaosem, OKO.press we wtorek 11 grudnia poprosiło Ministerstwo Energii o pomoc. Chcieliśmy wiedzieć:

  1. Czy istnieje oficjalny kanał, w którym zainteresowani obywatele mogą znaleźć rzetelne informacje na temat systemu dopłat do rachunków?
  2. Czy lista rodzajów odbiorców, którzy będą się mogli ubiegać o dopłaty jest już zamknięta? Gdzie można się z nią zapoznać?
  3. W jaki sposób będą traktowani odbiorcy następujących rodzajów:
    a) placówki ochrony zdrowia,
    b) przedsiębiorstwa transportu publicznego,
    c) szkoły,
    d) samorządy w zakresie dostarczania usług publicznych – np. oświetlenie ulic czy oczyszczanie ścieków,
    e) organizacje pozarządowe (takie jak Ośrodek Kontroli Obywatelskiej, wydawca OKO.press).

Dostaliśmy jedynie informację, że „10 grudnia br. Minister energii przedstawił założenia projektu ustawy o rekompensatach. Obecnie trwają prace nad ostatecznym kształtem zaproponowanych rozwiązań”.

Podczas konferencji prasowej minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział, że system dopłat obejmie indywidualnych odbiorców oraz małe i średnie przedsiębiorstwa (do 250 pracowników oraz z rocznym obrotem nie przekraczającym 50 mln Euro lub całkowitym bilansem rocznym nie przekraczającym 43 mln Euro), a także konkretne placówki takie jak „hospicja, domy opieki społecznej, akademiki, internaty, domy dziecka”.

Nie dotyczy to jednak m.in. samorządów, co już teraz wzbudza protesty. „Jeśli nie będzie [rekompensat], to będzie się przekładało na 20, 30-proc. podwyżki np. jeśli chodzi o funkcjonowanie komunikacji miejskiej” – ostrzegał w RMF FM prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Zgodnie z ministerialnym projektem, dopłaty dla indywidualnych odbiorców mają być wliczone do rachunków, a przedsiębiorcy będą się mogli ubiegać o zwrot części opłat już po ich uiszczeniu. Koszt dopłat dla budżetu ma w 2019 roku wynieść 4-5 mld złotych.

Ten wydatek ma zostać sfinansowany przede wszystkim (obok specjalnego funduszu z zysków państwowych spółek energetycznych) ze sprzedaży praw do emisji CO2, które Polska otrzymuje za darmo od Unii Europejskiej. Z tym, że zyski powinno się inwestować w modernizację naszej energetyki, a nie przejadać na bieżąco.

Rząd chce kupić sobie spokój przed wyborami

„Te pieniądze miały rozwijać odnawialne źródła energii czy jakość sieci przesyłowej” – mówi Bartłomiej Derski. „Jednak idą do budżetu i mogą być wydane na dowolny cel. Inne kraje postąpiły bardzo dobrze, tworząc specjalne fundusze. Nasz rząd co prawda mówi, że  równowartość tych wpływów zasila np. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, z tym że ta instytucja jest już finansowana z innych źródeł”.


Minister energii ma bardzo wyraźne zadanie – żeby tej podwyżki nie było, żeby Polacy nie odczuli tych zmian cen energii. W najbliższym czasie będziemy w stanie pokazać mechanizmy, które spowoduje, że tych skutków dla Polaków nie będzie.

Jacek Sasin, „Tłit” Wirtualnej Polski - 12/12/2018


raczej fałsz. Nawet jeśli rachunki się nie zmienią, wzrosnąć mogą np. ceny komunikacji miejskiej. A przejadając fundusze na modernizację, będziemy odczuwać skutki wzrostu cen coraz mocniej


Jak zauważa analityk, można by zastosować rozwiązania, które również pozostawiłyby pieniądze w portfelu konsumentów, a ich efekt zostałby na lata. Można np. wydać pieniądze na termomodernizację albo ograniczanie nadmiernego zużycia energii w gospodarstwach domowych (np. wymianę energochłonnych lodówek, oświetlenia, ogrzewania). Innym perspektywicznym sposobem byłoby finansowanie paneli fotowoltaicznych, zapewniających niezależność od cen w sieci energetycznej.

„Zamiast tego wracamy do gospodarki centralnie planowanej. W PRL ceny energii dla odbiorców również były dużo niższe, niż koszty jej produkcji. Rząd kupuje sobie spokój”

– mówi Derski.

Cztery razy drożej w jeden rok

Podwyżka cen energii bierze się z czynników, na które Polska nie ma w tej chwili wpływu. Mogła je jednak przewidzieć i się na nie przygotować. Europejski system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) został bowiem zaprojektowany w taki sposób, aby ich jednostka (odpowiadająca wypuszczeniu jednej tony CO2 do atmosfery) stopniowo drożała, a państwom opłacało się stymulowanie produkcji czystej energii.

W istniejącym od 2005 roku rynkowym systemie ETS – za którego wprowadzeniem optowała m.in. Polska, choć istniały inne propozycje rozwiązań, np. stała opłata od tony emisji – każde europejskie państwo otrzymuje od Komisji Europejskiej pulę darmowych uprawnień, które może rozdzielić lub sprzedać. W kolejnych etapach systemu, takich darmowych przydziałów jest mniej. Obecnie ponad połowa uprawnień sprzedawana jest na aukcji. Poza tym istnieje możliwości handlu uprawnieniami, tak jak typowym instrumentem finansowym.

Przez ostatnie lata, aż do końca 2017 roku, ceny emisji utrzymywały się na niskim poziomie ok. 5 Euro. Jedną z przyczyn był kryzys finansowy 2007-2008, który rozpoczął się w USA, ciągnąc za sobą światową gospodarkę. Zapotrzebowanie na energię nie było tak duże, jak zakładał system. Jednak na początku 2018 r. ceny zaczęły szybować w górę osiągając obecnie cenę nawet 20 Euro. Stało się tak za sprawą dobrej koniunktury, stopniowego ograniczania podaży przez KE oraz spekulacji. Tym ostatnim ryzykiem obciążona jest każda giełda.

Za każdą tonę CO2 wypuszczoną do atmosfery w procesie spalania węgla czy gazu trzeba dziś zapłacić cztery razy więcej, niż rok temu.

Aby ratować narodowe gospodarki przed skutkiem wzrostu cen, Komisja trzyma pulę niewykorzystanych praw do emisji, które może wyemitować, zwiększając podaż. Jednak jak nieoficjalnie mówi OKO.press jeden z urzędników KE w Polsce, Komisji zależy, by emisje nie były zbyt tanie. W innym wypadku system nie spełniałby swojej funkcji: odciągania państw członkowskich od inwestowania w energetykę opartą na węglu.

Co wyprosiło ministerstwo w Brukseli?

Minister Tchórzewski chwali się, że jego resortowi udało się wynegocjować z KE możliwość sprzedaży uprawnień, których Polska nie wykorzystała w pokryzysowych latach 2007-2013. Udało się to osiągnąć mimo najgorszych w historii relacji polskiego rządu z Komisją. Jednak, jak podkreśla Bartłomiej Derski, takie umowy nigdy nie są jednostronnym ustępstwem.

OKO.press zadało w Brukseli szereg pytań dotyczących szczegółów umowy wynegocjowanej przez rząd oraz sposobów, w jaki Komisja walczy z niekorzystnymi dla Polski spekulacjami na rynku emisji. Czekamy na odpowiedź.

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. Dla OKO.press pisze o protestach, polityce ekonomicznej i wpływie gospodarki na życie każdego z nas. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press