0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Adam Kozak / Agencja GazetaAdam Kozak / Agencja...

Wykształciła kilka pokoleń polskich humanistów. Interpretowała polskie mity narodowe. Była postacią ważną dla feministek, osób LGBT, ruchów mniejszościowych.

23 sierpnia 2020 r. wieczorem zmarła w Warszawie prof. Maria Janion, jedna z najwybitniejszych polskich humanistek. O jej śmierci poinformowała OKO.press jej przyjaciółka i uczennica, Kazimiera Szczuka.

Szczuka: "Odeszła tak jak chciała - w swoim domu, wśród książek. Zasnęła podczas lektury. Była niesamowitą osobą, w pełnym tego słowa znaczeniu. Szlachetną i etyczną. Do ostatniej chwili była świadoma, do ostatniej chwili dodawała nam otuchy".

"Jedną ze swoich książek zatytułowała Żyjąc tracimy życie. Swoje własne w stu procentach poświęciła pracy, przyjaźni, idei praw człowieka", mówi OKO.press Monika Rudaś-Grodzka z Instytutu Badań Literackich PAN, w którym Janion pracowała przez całe życie.

Fot. Witek Orski

Mesjanizm w wersji państwowo-klerykalnej to zguba dla Polski

Była krytyczna wobec każdej władzy, ale populistów z PiS demaskowała z precyzją opartą na głębokiej wiedzy o pułapkach tradycyjnej polskiej mentalności. W emocjonalnym liście do Kongresu Kultury w październiku 2016 roku prof. Maria Janion pisała: "Plan Morawieckiego to XIX wieczna utopia modernizacyjna, XIX –to wieczna, powtórzę i pozytywistyczna. Towarzyszy jej potężny regres w sferze mitów, symboli i wartości".

"Mija trzydzieści sześć lat [od końca komunizmu - red.] i zaklęty krąg polskości dokonał obrotu. Nieliczni już – a do nich należę – mogą zobaczyć siebie, wciąż stających wobec znamiennego dramatu. Przemysław Czapliński określił owo błędne koło jako antynomiczny dryf – sprzeczność między modernizacją a modernizmem. Ten drugi wymaga właśnie wysiłku intelektualnego i odnowienia znaczeń wspólnoty – wymaga jej desakralizacji jako warunku rzeczywistego upodmiotowienia.

Tak rozumiany modernizm żąda emancypacji mniejszości, poszanowania praw jednostek, rzeczywistej równości płci.

Nie da się to pogodzić z dążeniami prawicy. „Jedni chcą do przodu, a inni nie chcą do tyłu” – pisze Czapliński i dodaje – „sami sobie jesteśmy kulą u nogi".

Dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę.

Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu".

Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać.

Przede wszystkim wypada mi przeprosić zgromadzone grono za to, że nie przedstawiam tych słów osobiście. Proszę mi wierzyć – byłoby to dla mnie wielką przyjemnością. Teraz, gdy Kazimiera Szczuka na moją prośbę odczytuje te słowa – staram się, aby poprzez skupienie myśli i odczuć dokonała się transmisja fantazmatycznego obcowania, o której niegdyś pisałam.

Dzisiejsza inauguracja przenieść nas może w przeszłość dzięki Agnieszce Arnold dość dobrze znaną, do niedokończonego kongresu kultury z roku 1981. Głosiłam wówczas konieczność przekształcenia wielkiego emocjonalnego zrywu, jakim była pierwsza Solidarność, w wysiłek intelektualny, trwalszy od wzlotów ducha komponent zmiany. Mija trzydzieści sześć lat i zaklęty krąg polskości dokonał obrotu. Nieliczni już – a do nich należę – mogą zobaczyć siebie, wciąż stających wobec znamiennego dramatu. Przemysław Czapliński określił owo błędne koło jako antynomiczny dryf – sprzeczność między modernizacją a modernizmem. Ten drugi wymaga właśnie wysiłku intelektualnego i odnowienia znaczeń wspólnoty – wymaga jej d e s a k r a l i z a c j i jako warunku rzeczywistego upodmiotowienia.

Tak rozumiany modernizm żąda emancypacji mniejszości, poszanowania praw jednostek, rzeczywistej równości płci.

Nie da się to pogodzić z dążeniami prawicy. „Jedni chcą do przodu, a inni nie chcą do tyłu” – pisze Czapliński i dodaje – „sami sobie jesteśmy kulą u nogi”.

Diagnozy stawiane za poprzednich rządów przy niewielkiej korekcie pozostają aktualne. Plan Morawieckiego to XIX-wieczna utopia modernizacyjna, XIX-wieczna, powtórzę, i pozytywistyczna. Towarzyszy jej potężny regres w sferze mitów, symboli i wartości. Grzechem poprzedniej władzy było niedocenianie roli twórców i pracowników kultury. Dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu.

Znamienne, iż to, co łączy niedokończony kongres z ‛81 roku z dzisiejszym zgromadzeniem, to – oprócz miejsca – zdecydowana ambicja niezależności. Dwa obiegi kultury PRL i stanu wojennego dziś wzrastają w zgodzie z gombrowiczowską szyderczą symetrią: kultura państwowo-kościelna i – dodajmy – wojskowo-myśliwska – czerpie z opozycyjnej piosneczki narodowej lat 80. Krytyczna, niejednorodna, otwarta – to ta, na rzecz której zgromadził się dzisiejszy kongres. Okrzyk „Tu jest Polska!” – przyznam, szczerze mi obrzydł. Wierzę, że nie będzie dzisiaj wznoszony.

Zaklęty krąg – czy też antynomiczny dryf – to jednak coś jeszcze poza walką postępu z wstecznictwem. To zdobywanie i utrata, zwarcie szeregów wspólnoty i rozsypywanie się, niweczenie – więzi, marzeń, dokonań. Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet, do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną. Wspaniała książka Polski węgiel wydana przez Krytykę Polityczną dała mi wiele inspiracji do myślenia o aktualności holistycznej wizji „kuźni natury” stworzonej przez niemieckich romantyków. Polski romantyzm: antropocentryczny, narodowy i chrystianistyczny skupiał się na czym innych. A szkoda.

Z rozmaitych moich przemyśleń prowadzonych po roku ‘89 ważne zdaje mi się teraz skupienie na Oświeceniowej idei Bildung. Edukacja młodego człowieka – nie tylko chłopca – skorygujmy – formująca osobowość poprzez kulturę i sztukę, towarzyszyć miała nauce zawodu i kształtowaniu postaw społecznego zaangażowania. Prawdziwe oświecenie, demokratyzacja kultury, kształcenia nie księcia, ale ludu – narodu – to spadek myśli mieszczańskiej, ideał racjonalistycznej edukacji człowieka. Niepokojąca formuła Goethego – umrzyj i stań się – oznacza wieczną przemianę, możność odklejenia osobowości od ograniczeń nierównego startu, ale i traumatyzujących doświadczeń minionych pokoleń. Nie oznacza to zapomnienia, wręcz przeciwnie. Pamięć bólu i realność tego, co czyniono innym i nam, co widzieliśmy i stale widzimy – to nie może zostać zamazane. Ucząc młodych ludzi rozumienia, uczymy ich wyrastania ponad siebie jako odruchu etycznego i empatycznego.

Przed nami trudne lata, wiem o tym. Ale Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk już zostały napisane, istnieją. Odnowicielska wizja historii formuje moje nadzieje na przyszłość.

Jestem przekonana, że otwarcie zbiorowej pamięci, przemiana żałoby w empatię, odrzucenie „przedkrytycznej zgody na technicyzację humanistyki” – to praca z dziećmi, z młodymi ludźmi, jaka musi się odbyć i się odbędzie w tych najbliższych, trudnych latach.

List prof. Marii Janion został odczytany przez Kazimierę Szczukę podczas otwarcia Kongresu Kultury 2016"

Dziecko z karabinem

W rozmowie z Kazimierą Szczuka w 2009 r. ostrzegała przed zmilitaryzowanym społeczeństwem: "Jedną z rzeczy, które mnie wyjątkowo już denerwują, jest figura małego powstańca. To jest coś przerażającego. Dziecko przebrane za żołnierza z karabinem. Życie ludzkie, nie w postaci parę razy podzielonej komórki, ale w postaci prawdziwego dziecka, mającego nawet niespełna dziesięć lat, przestaje być najwyższą wartością, kiedy indoktrynujemy takie dziecko, że nic na świecie nie ma wspanialszego niż udanie się na śmierć w powstaniu czy w ogóle gdziekolwiek na wojnie.

Muzeum Powstania Warszawskiego takie rzeczy wyrabia z dziećmi, że śmierć całkowicie się odrealnia, staje się rodzajem wielkiej przygody. Tu konserwatyści mogą sobie podać ręce z producentami kultury masowej. Dotarcie do młodzieży i dzieci odbywa się właśnie za sprawą zamazania granicy między zabawą a traumatycznym doświadczeniem historycznym. Zdziecinnienie kombatantów i zmilitaryzowanie dzieci to powszechne zjawisko, zdecydowanie nie przynoszące nam chluby. Zwłaszcza w XXI wieku. Muszę przyznać, że jestem tym dosyć załamana".

;

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej przez 15 lat pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze