Samuel Pereira ma zastąpić Dominika Zdorta na stanowisku szefa portalu TVP.info, donoszą Wirtualnemedia.pl. Wcześniej, w lutym 2017 roku, to Zdort przejął tę funkcję od Pereiry. Z tej okazji OKO.press przypomina wpadki obu dziennikarzy: Pereiry raczej śmieszne i świadczące o niedouczeniu, Zdorta - groźne, bo rasistowskie i seksistowskie

Od 1 sierpnia portal TVP.info będzie miał nowego redaktora naczelnego i kierownika redakcji – dowiedziały się Wirtualne Media. Możliwe, że Dominika Zdorta zastąpi Samuel Pereira, który pełnił już tę funkcję wcześniej (od grudnia 2016 do lutego 2017).

Dziś Pereira pełni funkcję zastępcy kierownika redakcji publicystyki w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej (TAI). Zanim zaczął karierę w mediach „dobrej zmiany”, pracował m.in. w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Pisał również dla prawicowego portalu niezalezna.pl. Był rzecznikiem stowarzyszenia Solidarni 2010, które lansowało spiskowe teorie dotyczące katastrofy smoleńskiej.

Dominik Zdort od 1993 roku pracował w „Rzeczpospolitej” (z przerwą w latach 2003-06). Szefował również działowi opinii tej gazety i wydaniu weekendowemu „Rzepy” – „Plus Minus”. Opuścił redakcję w grudniu 2016 roku, a w lutym zastąpił Pereirę na stanowisku szefa TVP.info.

Według informacji „Wirtualnych Mediów”, Dominik Zdort ma otrzymać propozycję pozostania w TAI, ale już na innym stanowisku.

To kosmetyczna zmiana we flagowym medium „dobrej zmiany”. Obydwaj dziennikarze od początku wspierają rządy PiS. I obydwaj są kontrowersyjni, choć na inne sposoby: Pereira głównie przez swoje wpadki, przez które nieraz stawał się pośmiewiskiem internautów oraz środowiska dziennikarskiego. Zdort jest znany przez nieco mniej zabawne wypowiedzi – rasistowskie i seksistowskie.

Zdort „nie czuje więzi” z Tatarami

Chyba największy „hit” Zdorta to tekst o konieczności wysiedlenia muzułmanów z Europy. W felietonie entuzjastycznie odniósł się do pomysłu konserwatywnego politologa Georga Friedmana, by muzułmanów z Europy po prostu usunąć.

Zdort uznał koncept Amerykanina za „śmiały i kuszący”, ale „niesłychanie skomplikowany w realizacji”.

Nie dostrzegł, że jest on moralnie niedopuszczalny. Skupił się za to na technicznych aspektach wcielenia go w życie.

„Czy samo kryterium wyznania jest wystarczające? A może należałoby usunąć z Europy także zeświecczonych muzułmanów? Co z tymi, którzy się ochrzcili, czy można im zaufać? Dokąd deportować muzułmanów, którzy od pokoleń mieszkają w państwach południowej Europy i mają paszporty Unii Europejskiej?” – zastanawiał się, całkiem poważnie, publicysta „Rzeczpospolitej”.

W tym samym tekście z rozbrajająca szczerością wyznał również, że nie czuje „jakiejkolwiek więzi cywilizacyjnej z polskimi Tatarami”. I choć, jak zauważa, tatarskich muzułmanów jest w Polsce niewielu (od kilkuset do kilku tysięcy) i uważa się ich za zasymilowanych i spolszczonych, to jednak: „warto pamiętać, że przez wieki uparcie trwali przy swojej wierze i to ona jest głównym wyznacznikiem ich tożsamości. Jeśli od końcówki XIV do początku XX wieku, żyjąc wśród chrześcijan, nie nawrócili się, nie wyrzekli się islamu, to może jest się czym niepokoić”.

Na koniec tekstu wyraża nadzieję, że „tatarskimi wyznawcami islamu opiekują się troskliwie odpowiednie polskie służby. Bo to jednak zupełnie inna cywilizacja”.

Zdort nie lubi sado-maso

Innym razem Zdort odreagował felietonem fakt, że został ukarany mandatem przez policjantki. Panią, która wypisała mu 50-złotowy mandat nazwał „milicjantką rodem z Barei”.

„Urocza brunetka, nie powiem. Młoda, kształtna, kolczyki w uszach, włosy związane w zalotny koczek, mocno umięśnione ramiona. Te mięśnie i opalone ciało to najpewniej efekt niedawnej kajakowej wyprawy” – zauważył Zdort. Zwrócił uwagę na fizyczne walory „dwóch kolejnych paniuś” w radiowozie: błyszczącą pomadkę na ustach, wypielęgnowane dłonie i „nieskrywany seksapil”. Dodał też, że domyśla się, iż „są mężczyźni, których podnieca taka panna w granatowym uniformie, ze skórzanym biczem albo bloczkiem mandatowym”. Podkreślił jednak, że sam „woli panny w cywilu”.

Nie widział niczego złego w tym, by podać w tekście numer służbowy funkcjonariuszki, a nawet podać część personaliów policjantki. Nie mówiąc już o tym, że „pochwalił się”, iż zrobił jej kilka zdjęć, które może udostępnić zainteresowanym.

„Każdy będzie mógł zadać sobie pytanie, dlaczego tak atrakcyjne kobietki chcą tracić czas na pracę w milicji” – napisał.

W 2014 roku Zdort wziął sobie na cel biegaczy. Przyznał, że nie lubi biegać, nie znosi maratonów, a biegacze to według niego ludzie o „niezbyt subtelnej umysłowości”. Co gorsza, „w ostatnich latach bieganie zostało ono wyniesione do poziomu religii. To już nie bieganie, to raczej „biegactwo”, którego uprawianie nie jest sportem, ale wyznaniem wiary. Znam niezmiernie zapracowanych ludzi, którzy nie mają czasu, aby raz w tygodniu spędzić w kościele trzy kwadranse, za to wstają codziennie przed świtem, aby pobiegać sobie przez dwie godziny. I choć nie są w stanie spotkać się raz w miesiącu z rodziną czy przyjaciółmi, to zawsze wygospodarują parę dni, aby wyskoczyć z podobnymi sobie wyznawcami na maraton do Berlina. Jak każdy kult, ma „biegactwo” swoje święte przedmioty, których używa się przy sprawowaniu obrzędów”.

I kończy ostrzeżeniem: „Kościoły i silne ruchy religijne zawsze budowały gmachy swoich świątyń na wzgórzu w centrum miasta. Pewnie więc i wyznawcy „biegactwa” chcą nam pokazać, że ich bóg jest najważniejszy”.

Pereira, czyli dziennikarstwo pomyłek

Pereira raczej nie szokował, za to częściej narażał się na śmieszność. Podczas wyborów prezydenckich we Francji, komentując debatę Macron – Le Pen, pomylił czas wypowiedzi ze stopniem poparcia kandydatów. Na Twitterze wywołało to falę kpin:

Przy innej okazji „twórczo” przekręcił jeden z popularnych związków frazeologicznych. Na Twitterze powstał wtedy nawet hasztag #przysłowiaPereiry. Na Facebooku dziennikarz „dorobił się” fanpejdża „Czytam Tweety Samuela Pereiry dla beki„.

W styczniu 2017 roku TVP.info zaliczyło potężną wpadkę – relacjonując proces w sprawie zabójstwa Ewy Tylman stacja nie zagłuszyła czytanych w sądzie na głos nazwisk i danych osobowych podejrzanych, świadków i osób związanych ze sprawą. Powinna tak zrobić, bo sąd nie wydał zgody na transmisję procesu, a jedynie na retransmisję. W takich przypadkach telewizje „wypikowują” dane, które odczytuje sąd. Inne stacje na czas wyciszyły personalia, tylko TVP się nie udało.

Pytany o komentarz Samuel Pereira, wówczas p.o. szefa serwisu TVP.info i zastępca kierownika redakcji publicystyki Telewizyjnej Agencji Informacyjnej odpowiedział:

„Pierwszy raz słyszę, żeby sąd był tak wylewny w cytowaniu nazwisk”. Dziennikarze innych stacji oraz eksperci nie zostawili na Pereirze suchej nitki.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Masz cynk?