Ustawa antyterrorystyczna, która czeka już tylko na podpis prezydenta, może budzić niepokój. Wystarczy trochę złej woli urzędników, na przykład koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego. Kto zagwarantuje, że jej nie będzie?


Przepychana przez parlament ustawa antyterrorystyczna (...) jest szalenie niebezpieczna. Zapis sugeruje, że za terroryzm będzie uznane znieważenie prezydenta Dudy. Zapala się lampka alarmowa.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Poranek TOK FM, rozmowa z Janem Wróblem - 24/05/2016

fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


blisko prawdy. Blisko prawdy – Mem może być aktem terroru


Rządowa ustawa antyterrorystyczna, którą 16 czerwca przyjął Senat, budzi liczne obawy. Wyraziła je m.in. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Partii Razem.

Rząd (a konkretnie resort spraw wewnętrznych) uzasadnia, że choć Polska nie była w ostatnich dekadach celem terrorystów, to może nim zostać w przyszłości. Szczególnie, że minister Macierewicz zapowiada wysłanie polskich samolotów bojowych do walki z Państwem Islamskim. Zagrożenie może pojawić się jednak już w lipcu 2016 r. Na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa ma przyjechać kilkaset tysięcy osób.

Dlatego zdaniem rządu trzeba dać służbom specjalnym szersze uprawnienia do używania broni palnej czy blokowania stron internetowych i komunikacji elektronicznej, a także ograniczyć ochronę praw obcokrajowców. Ustawa nie wskazuje, jaki organ miałby nadzorować, czy działania służb naruszają prawa obywateli.

Sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych odrzuciła wniosek PO i Nowoczesnej o tzw. wysłuchanie publiczne, które stanowi formę bezpośredniego uczestnictwa obywateli w stanowieniu prawa. W tej sytuacji nieformalne „wysłuchanie obywatelskie” zorganizował  6 czerwca Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Sam skrytykował  ustawę. 14 czerwca Komisja Wenecka zwróciła uwagę, że środki wprowadzane w ustawie są nieproporcjonalnie ostre i mogą zagrażać wolności słowa czy prawu do prywatności.

Raport wydała Fundacja Panoptykon, która zajmuje się cyberbezpieczeństwem i inwigilacją. Fundacja organizowała też akcje protestacyjne, zbierała podpisy pod petycją do władz oraz stworzyła koalicję kilkudziesięciu organizacji pozarzadowych przeciwnych ustawie.

Jak dowiedziało się „Oko”, zarówno Platforma Obywatelska, jak i .Nowoczesna zamierzają zaskarżyć ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Ponieważ jednak jego pozycja została przez władze podważona, jego orzeczenie może zostać zignorowane.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zwraca uwagę na specyficzne zagrożenie wolności słowa, do którego może prowadzić ustawa. Czy ma rację?

Przy dużej dozie złej woli ze strony służb, ustawę można tak zinterpretować, że znieważenie prezydenta Dudy stanie się „aktem terrorystycznym”. Ten przykład pojawił się już wcześniej w opinii prawnej RPO. Rzecznika zaniepokoiła m. in. zmiana definicji aktu terrorystycznego.

Kodeks karny uznaje za terroryzm „czyn popełniony w celu: 1) poważnego zastraszenia wielu osób, 2) zmuszenia organu władzy publicznej RP lub innego państwa albo organu organizacji międzynarodowej do podjęcia lub zaniechania określonych czynności, 3) wywołania poważnych zakłóceń w ustroju lub gospodarce (…) – a także groźba popełnienia takiego czynu”.

Nowa ustawa antyterrorystyczna zakłada istotną zmianę prawa: obniża górną granicę zagrożenia karą z pięciu do trzech lat. Już wkrótce za akt terrorystyczny będzie można uznać czyny zagrożone mniejsza karą. W tym „publiczne znieważenie głowy państwa” zagrożone karą więzienia od 3 miesięcy do 3 lat. Daje to duże pole do interpretacji dla szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz jego przełożonego, koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego – od nich zależeć będzie, kto będzie inwigilowany i rozpracowywany. Ustawa umożliwia znaczną dowolność politycznie mianowanym urzędnikom  w określaniu poziomu zagrożenia terrorystycznego.

Można – teoretycznie – uznać, że manifestujący 4 czerwca 2016 w marszu KOD-u, który niósł transparent  „Misja skończona, wracaj do łona” nie tylko znieważył Głowę Państwa, ale także wywierał presję, by Andrzej Duda ustąpił. A to – w myśl nowej ustawy – może być uznane za aktu terroryzmu.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk nie wymyśliła sobie takiego zagrożenia.

Współzałożyciel, członek zarządu i analityk Fundacji Kaleckiego. Prawnik i Kulturoznawca, absolwent MISH UW. Współpracownik i doradca ds. międzynarodowych Instytutu Myśli Demokratycznej powołanego przez Roberta Biedronia. Publikował też m.in. w Gazecie Wyborczej, Krytyce Politycznej, Przekroju, Newsweeku, Kulturze Liberalnej, Res Publice Nowej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press