0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
11 lutego 2021

„Zwieszą głowę po sobie i nic”. Jak posłanki Platformy rozmawiają z kolegami o aborcji

„Jak się tak z ludźmi porozmawia, to oni zmieniają zdanie. Chcemy wypracować takie stanowisko, że na koniec to kobieta decyduje" - posłanka Platformy opowiada OKO.press o wewnętrznych dyskusjach na temat prawa do aborcji. „Liczę, że nas to nie przewróci” - mówi

Wydrukuj

„Platformiakom nie przechodzi przez usta słowo »liberalizacja«. Ale zdecydowana większość posłanek jest "za". Naprawdę zdecydowana. Na palcach jednej ręki można policzyć te, które są przeciwko” - mówi OKO.press posłanka Platformy Obywatelskiej. To polityczka, która bierze udział w pracach zespołu pod kierownictwem Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

O liberalizacji nie mówi sama szefowa zespołu, choć właśnie w tę stronę zamierza propozycja, którą ma ogłosić. „Nie mamy prawa skazywać kogoś na podejmowanie decyzji zgodnych z moim sumieniem. Musimy stworzyć takie prawo, żeby każdy mógł się w nim odnaleźć” - powiedziała Kidawa-Błońska w rozmowie z RMF FM 11 lutego. A na pytanie, czy aborcja powinna być dozwolona do 12. tygodnia, odpowiedziała: „Uważam, że w pewnych warunkach tak”.

Jakie to warunki? Z wypowiedzi Kidawy-Błońskiej wynikało, że jej zespół zaproponuje, by kobieta przed przerwaniem ciąży musiała się skonsultować z dwoma osobami: psychologiem i lekarzem.

„Ja bym chciała, żeby ten wybór był świadomy, żeby kobieta wiedziała, że jeśli znajdzie się w trudnej sytuacji, to może liczyć na taką, taką i taką pomoc. (...) Zaufajmy kobietom, że kiedy dostaną wsparcie, poczują, że nie są same, nie będą podejmowały takiej decyzji" - uzasadniała Kidawa-Błońska.

Stanowisko zespołu Kidawy-Błońskiej mieliśmy poznać jeszcze w tym tygodniu. Tak się jednak nie stanie, prace się przedłużają.

Bowiem pisanie stanowiska to jedno. Posłanki nie tylko przygotowują dokument, ale prowadzą też wewnątrzpartyjny lobbing. Dyskutują z kolegami z partii, przekonują co bardziej konserwatywnych do zmiany stanowiska. I mówiąc wprost: próbują zapobiec temu, żeby przez aborcję Platforma się rozpadła.

O tym, jak wyglądają te rozmowy opowiada nam jedna z posłanek.

„Życzyć to ja sobie mogę drinka”

„Poświęciłam na te rozmowy bardzo wiele godzin, mnóstwo czasu. Wałkujemy jedno i to samo w różnych regionach, na różnych spotkaniach” - opowiada. „Chcemy, żeby jakiś Piasecki już nie mówił na antenie, że PO to ni pies, ni wydra. Musimy to wreszcie z siebie wyartykułować”.

Zgoda większości członków PO dotyczy jednego: aborcja jest złem, aborcji powinno być jak najmniej. I dlatego potrzebna jest edukacja seksualna, antykoncepcja (w tym awaryjna), zaś w czasie ciąży porządna opieka psychologiczna i medyczna.

A co jeśli kobieta jednak chce lub musi przerwać ciążę?

„Są takie sytuacje, że kobieta ma prawo powiedzieć, że nie chce, nie może urodzić dziecka. Gdyby nie usunęła ciąży, byłoby więcej nieszczęścia” - odpowiada posłanka. Natychmiast jednak zastrzega: „Każdy normalny człowiek wie, że aborcja jest zła. Aborcja na życzenie nie znajdzie poklasku w PO. Życzyć to ja sobie mogę drinka”.

Posłanka mówi: „Chcemy wypracować takie stanowisko: jesteśmy za życiem, dajemy kobiecie wszystkie instrumenty, żeby jej ułatwić podjęcie decyzji o urodzeniu dziecka, ale na koniec to ona decyduje”.

Jak przekonuje swoich kolegów, że kobieta może podjąć taką decyzję? Używa przede wszystkim dwóch argumentów:

„Pierwszy: wszystkie partie chadeckie w całej Europie zgodziły się na zmianę tego prawa. Prawo zwykle było zmieniane, kiedy rządziła chadecja. Drugi argument: te aborcje są. Udawanie, że ich nie ma, jest strasznie faryzejskie”.

„Newsweek" jako pierwszy pisał, że PO przedstawi stanowisko, w którym opowie się za liberalizacją. Ma ono być zbliżone do prawa obowiązującego w Niemczech. Kobieta nie jest tam karana za usunięcie ciąży, jeśli do trzech dni wcześniej skonsultuje się z psycholożką lub pracownikiem socjalnym.

„Jak zbity pies”

„Nie oszukujmy się: jest w Polsce podziemie aborcyjne” - mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska w RMF FM. I tak właśnie posłanki przekonują swoich kolegów: aborcje to polska rzeczywistość, nie znikną tylko dlatego, że ktoś tak zapisze w ustawie.

„Zdarza się taki moment w życiu kobiety, dziewczyny: jestem w ciąży, ale nie mogę urodzić. Nie chcę. To byłby koniec świata, skrzywdzę przy okazji innych ludzi" - przyznaje polityczka PO. „Takiej kobiety nikt nie powstrzyma. Ta, która ma kasę, pojedzie do Czech, do Niemiec, do Szwecji. To jest banalnie proste”.

Tutaj widać różnice między posłankami czy posłami z różnych regionów, wpływ na ich stanowisko ma to, z jakimi wyborcami i ich życiowymi sytuacjami mają do czynienia.

„Moje koleżanki posłanki, nie tylko z Platformy, które mieszkają w Szczecinie czy na terenach przygranicznych, mówią: »Znam te dziewczyny, które jeżdżą do Niemiec. U nas taka kobieta czuje się jak zbity pies, zaszczuta, zagoniona, jak jakiś wyrzutek społeczny. A tam wchodzi i ją otaczają opieką. Rozmawiają z nią jak z normalnym człowiekiem, który ma problem«” - opowiada o swoich rozmowach z partyjnymi koleżankami. I konkluduje: „Moralność jest czymś innym niż prawo”.

Kiedy pani w ten sposób opowiada o aborcji swoim kolegom z Platformy, to jak reagują? - pytamy.

„Zwieszą głowę po sobie i nic”.

Ale Bóg mówi: „Nie zabijaj!”

„Zdarzają się pojedyncze głosy: ten kompromis był tyle lat, przecież my szanujemy życie, jesteśmy za życiem, jesteśmy partią chadecką, konserwatywną” - opowiada posłanka. Jej zdaniem określenie „konserwatywna” jest dla Platformy ciężarem, bo konserwatyzm to teraz PiS.

W niektórych rozmowach z posłami PO pojawia się Bóg.

„Ktoś mi mówi: »Ale jest przecież piąte przykazanie! Nie zabijaj!«” - opowiada posłanka. „A ja na to: »No rany boskie! Pewno, że jest. Tylko że to Pan Bóg mówi do Ciebie: nie zabijaj. I nie zabijaj. Po prostu nie zabijaj. Ale nie mówi: nie każ innym zabijać«. Niewierzący też raczej nie zabija i z wiarą to nie ma nic wspólnego. To jest przykazanie do człowieka, do mnie, do pojedynczej osoby, a nie do społeczeństwa, któremu mam coś narzucić. Ja nie mogę z siebie robić drugiego Boga na ziemi”.

„Na tych zoomach nie jest łatwo”

„Jak się tak z ludźmi porozmawia, to oni zmieniają zdanie” - cieszy się posłanka, a jednocześnie martwi ją, że członkiniom zespołu nie uda się porozmawiać ze wszystkimi.

„Obawiam się, że nie jesteśmy w stanie do nich wszystkich dotrzeć. Pandemia nam nie pomaga, tak to byśmy się rozjechały po regionach, przekonywały. Spotkań w regionach mamy mnóstwo, ale one są na tych zoomach - po kilkadziesiąt osób. Nie jest łatwo” - wzdycha.

„Każdy ma swoją rundę. Nie musi się odnosić do tego, co powiedziała poprzednia osoba. Można nawet kamerkę wyłączyć. Inaczej się rozmawia. W klubie, na żywo to nawet byśmy sobie skoczyli do oczu, ale takie rozmowy są lepsze. Podeszłabym, spojrzała w oczy i zapytała:

»Popatrz, to się naprawdę dzieje. Mamy dziś prawo dla biednych. Biedni muszą go przestrzegać, a potem czasem się dzieją tragedie. Naprawdę się dobrze z tym czujecie? Naprawdę to nasze chrześcijaństwo takie ma być?« - mówię do nich”.

Będzie rozłam?

Dlaczego posłanki nie opowiadają się publicznie zdecydowanie za swoim stanowiskiem?

„Boimy się, że takich Rasiów nagle się nam zrobi więcej i dlatego najpierw z nimi wewnątrz rozmawiamy" - mówi posłanka.

Decyzja o poparciu liberalizacji „może zadecydować o dalszych losach naszej partii" - napisał 4 lutego w liście do władz PO Ireneusz Raś, poseł z Krakowa. Opowiedział się za ustawą z 1993 roku. Konserwatyści z PO grożą wyjściem z partii w razie przyjęcia przez nią liberalnego stanowiska.

Ilu może być takich polityków w Platformie?

„To nie jest tak, że jest ich pięćdziesięciu" - odpowiada polityczka PO. „Ale Borys chce uniknąć nawet tego, żeby wyszło ich dziesięciu. Chodzi nie tylko o posłów, ale też o europosłów, samorządowców”. Są to według niej np. mazowiecki poseł Czesław Mroczek czy Wojciech Saługa ze Śląska.

Odejścia z partii po ogłoszeniu stanowiska w sprawie aborcji są według posłanki, z którą rozmawiamy, nieuniknione:

„Liczę, że nas to nie przewróci. Nawet jeśli kilku bardzo twardych odejdzie”.

Bo chociaż „konserwatyści" to znane od lat nazwiska i mogą przykuwać uwagę opinii publicznej, w Platformie wiedzą, że skład partii się zmienił, a wraz z nim zmieniają się dominujące poglądy. „Również w Małopolsce gołym okiem widać, że wśród nowych członków 90 proc. to 20-, 30-latkowie, którzy w większości mają wolnościowe poglądy" - mówił „Gazecie Wyborczej" szef małopolskiej Aleksander Miszalski.

„Poradziliśmy sobie z in vitro, poradzimy sobie z aborcją"

„Ustawę mamy prawie gotową" - deklaruje posłanka. Ma ona być oparta na wcześniejszych projektach przygotowywanych przez Monikę Wielichowską i Barbarę Nowacką (nie jest w PO, ale współpracuje z Platformą w ramach klubu Koalicji Obywatelskiej).

Zespół Małgorzaty Kidawy-Błońskiej ma też przygotować jednostronicowe stanowisko. Zostanie w nim określone, „co państwo ma dobrego zrobić dla kobiety, żeby chciała urodzić dziecko". Będzie wspomniany program in vitro.

„Dziś mało kto pamięta, ale my wprowadziliśmy to w życie. To też było w Platformie nie do przejścia. Ale przewalczyłyśmy to. Poradziliśmy sobie z tamtym, poradzimy sobie i z tym”.

Czy będzie to stanowisko obowiązujące wszystkich członków Platformy?

„Na pewno będzie tam zdanie, że nie wprowadzimy dyscypliny w głosowaniu w tej sprawie. To by nas rozbiło. Nie możemy powiedzieć naszym kolegom: musisz zagłosować tak, a nie inaczej w sprawie aborcji. Tak jak nie możemy powiedzieć kobietom: musisz rodzić. Sumienia się nie łamie”.

Nowe, bardziej liberalne stanowisko PO będzie firmować Małgorzata Kidawa-Błońska, a nie szef partii - Borys Budka.

„Liczę na autorytet Małgosi. Nigdy nikomu nie powiedziała złego słowa, nigdy nikomu nie zrobiła niczego złego, wszyscy ją szanują. Powtarza co drugie zdanie, że jest przeciwko aborcji i jest wierząca, ale uważa, że ta ustawa powinna być zliberalizowana”.

A jak będą wyglądały losy prawa aborcyjnego w przyszłości? Posłanka zauważa, że są one nie tylko w rękach polityków, ale też wyborców.

„Ludzie muszą zrozumieć, że od nich zależy Sejm. O mnie będą wiedzieć, że ja zagłosuję za liberalizacją, o moim koledze konserwatyście - że zagłosuje przeciw. Niech do cholery zaczną wreszcie decydować, a nie głosują na pierwszego na liście, niech ruszą rozumem".

„Jestem spokojna. Jak będzie Lewica, jak wejdzie do Sejmu Hołownia i będzie miał koło siebie takie dziewczyny jak Gill-Piątek czy Mucha, to cokolwiek on by chciał, one zrobią po swojemu”.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne