Wojna na prawicy. Radykałowie ostrzegają, że rząd PiS spiskuje z Amerykanami i grozi nam „żydowska okupacja Polski”. Na to strona prorządowa tropi postmoczarowców i resortowe dzieci wśród działaczy Konfederacji, którzy niszczą polityczną przyszłość nie tylko PiS-u, ale też Donalda Trumpa

Kampania wyborcza polskiej prawicy do Parlamentu Europejskiego coraz częściej staje się ostrym sporem na temat… Stanów Zjednoczonych.

Konfederacja KORWiN Braun Liroy Narodowcy, czyli koalicja skrajnie prawicowych i antyaborcyjnych środowisk, zawiązana specjalnie na wybory do Parlamentu Europejskiego, prowadzi kampanię unijną opartą o postulaty antyamerykańskie i antysemickie jednocześnie.

O samej Unii Europejskiej konfederaci mówią mniej, za to Stanom Zjednoczonym poświęcają wiele energii. Chodzi o słynną ustawę 447, którą narodowcy straszą Polaków twierdząc, że Polska będzie musiała zapłacić Żydom 300 milionów dolarów, a wszystkiemu winny jest amerykański Kongres.

Żądają uchylenia tej ustawy, a przynajmniej wyłączenia Polski spod jej wpływu. Zbierają podpisy pod apelem do Donalda Trumpa, na 11 maja 2019 w Warszawie zapowiedzieli marsz przeciwko „roszczeniom żydowskim”, a kilka dni temu publicysta Stanisław Michalkiewicz opublikował rzekomą „tajną notatkę” z MSZ, która ma być dowodem na układanie się polskiego rządu z Amerykanami na rzecz Żydów.

W spór włączył się nawet Kukiz’15 i złożył do Sejmu projekt ustawy, w którym zobowiązuje rząd do odcięcia się od zapisów ustawy 447.

Dlaczego skrajna prawica w Polsce ma znaczenie?

Mogłoby się wydawać, że postulaty Konfederacji nie mają większego znaczenia: skrajna prawica z trudem przekracza próg wyborczy w ostatnich sondażach, prawdopodobnie nie zdobędzie więcej niż (maksymalnie) 4-5 mandatów.

W poprzednich wyborach do PE komitet Janusza Korwin-Mikkego (teraz członka Konfederacji) zdobył 4 mandaty i ten wynik nie przełożył się na wzrost poparcia dla jego ugrupowania. Jednak radykalna prawica mimo niewielkiego poparcia ma realny, choć pośredni wpływ na polską politykę.

Głosy jej wyborców są bowiem ważne dla PiS-u, zwłaszcza w tym roku. Jak pokazują ostatnie sondaże, już 1 procent głosów może zdecydować, czy wybory do PE wygra PiS czy Koalicja Europejska. Nawet minimalne zwycięstwo będzie dla każdej z tych partii wielkim sukcesem wizerunkowym i wpłynie na nastroje społeczne przed wyborami parlamentarnymi.

PiS musi dziś walczyć o każde środowisko, także o radykalną prawicę. Robi to na kilka sposobów. Czasem przejmuje hasła narodowców i wpisuje je do swojego programu (jak choćby walka z „homolobby”). Kiedy nie ma takiej możliwości – stara się przynajmniej przeciwdziałać czarnemu PR-owi, jaki robią im radykałowie. Dziś w tym kontekście problemem numer jeden jest ustawa 447.

O co chodzi w ustawie 447?

Pisał o tym w OKO.press rok temu, zaraz po uchwaleniu aktu, Adam Leszczyński.

Ustawa, w USA znana jako JUST Act (Justice for Uncompensated Survivors Today), to w zasadzie pięć punktów które zawierają wskazówki dla Departamentu Stanu USA. Ma on dorocznie włączyć do Raportu o Prawach Człowieka (lub do innego raportu) „oszacowanie natury i zakresu narodowych ustaw albo wcielanych w życie polityk dotyczących identyfikacji, zwrotu lub restytucji przejętego w czasach Holocaustu mienia”.

W polu zainteresowań Kongresu znajdują się  zwłaszcza: zwrot mienia prawowitym właścicielom, zwrot cennych zrabowanych ruchomości (głównie dzieła sztuki) i zwrot lub rekompensata mienia bezspadkowego ofiar Holocaustu” na rzecz osób, które przeżyły Zagładę, na edukację o Holokauście i inne podobne cele.

W ustawie nie ma żadnych twardych zapisów ani sankcji, zapis dotyczy 46 państw, a Polska nie jest w żaden sposób wyróżniona.

Przy czym Polska rzeczywiście sprawy mienia, także bezspadkowego (czyli takiego, którego właściciele ani ich bliscy nie przeżyli wojny), do tej pory nie uregulowała wiążącym aktem prawnym. Część uregulowań miała pojawić się w tzw. dużej ustawie reprywatyzacyjnej, ale tą PiS na razie nie zamierza się specjalnie zajmować.

Kiedy w USA podjęto temat restytucji, pojawiły się różne wyceny mienia przejętego po wojnie oraz kosztów rekompensat. Rekompensaty ze strony naszego państwa miałyby wynosić od ok. 15 miliardów złotych aż do 300 miliardów dolarów.

To najwyższe wyliczenie wskazała Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego. Nie jest ono w żaden sposób wiążące, jednak działacze Konfederacji organizując od lutego akcję przeciwko roszczeniom żydowskim powołali się oczywiście na tę najwyższą kwotę. I wokół niej budują dziś swój przekaz.

Niechęć do rządu, Żydów i żerowanie na wojennych ofiarach – w jednym!

Narracja pod hasłem #Niedlaroszczeń pasuje Konfederacji z kilku powodów:

  • po pierwsze: jest antyizraelska i daje możliwość wyrażenia antysemickich frustracji, a tego typu postaw wśród sympatyków skrajnej prawicy nie brakuje. To m.in. oni hejtowali ostatnio np. ambasador USA Georgette Mosbacher za to, że obok życzeń wielkanocnych dla Polaków złożyła też po polsku życzenia polskim Żydom obchodzącym Święto Pesach – święto to rozpoczynało się akurat w katolicki Wielki Piątek;
  • po drugie: daje możliwość atakowania rządu Mateusza Morawieckiego. Narodowcy i partia Wolność Janusza Korwin-Mikkego od dłuższego już czasu atakują PiS za nierealizowanie kluczowych postulatów ważnych dla ich środowisk. Także np. Kaja Godek, jedna z liderek ruchu antyaborcyjnego, dołączyła do Konfederacji w kontrze do rządu PiS, który nie wprowadził pełnego zakazu aborcji.
    Odróżnienie się od rządu jest dla Konfederacji fundamentalne dla dalszego istnienia, stąd wykorzystywanie każdej okazji do zaatakowania PiS;
  • po trzecie: rozbudza emocje – jak zawsze, gdy słyszymy, że ktoś ma coś nam, Polakom, zabrać. Tu dochodzi jeszcze bycie ofiarą II wojny światowej, ofiarą, która jest atakowana przez światowe mocarstwo.

I teraz ta ofiara ma płacić rekompensaty za to, co się stało podczas wojny. Skandal! – mówią środowiska związane z Konfederacją, zwłaszcza Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, które koordynuje kampanię #NieDlaRoszczeń, ale też środowisko publicysty Stanisława Michalkiewicza.

Na związanym z nim portalu Najwyższy Czas nie brakuje takich określeń jak „żydowska okupacja Polski” czy „wrogie przejęcie Polski” – to akurat określenie cytowane za Grzegorzem Braunem, który także startuje z list Konfederacji.

Marsz Niepodległości woli pisać o „grabieży Polski”: „międzynarodowe organizacje żydowskie chcą nas okraść na 300 mld dolarów z pomocą największego mocarstwa na świecie” – napisano m.in. w facebookowym zaproszeniu na marsz protestacyjny organizowany 11 maja w Warszawie.

Protesty Polonii w USA

Od końca marca temat ustawy 447 nabrał rozpędu. 31 marca w kilku amerykańskich miastach odbyły się protesty Polonii przeciwko ustawie. Nie były liczne – największy w Chicago zgromadził ok. 500 osób, inny ok. 200, co nie przeszkodziło portalowi Najwyższy Czas poinformować, że odbyły się „ogromne protesty Polonii”.

W sieci demonstracje mocno wspierali członkowie Konfederacji, powiązane z nimi portale, środowisko Michalkiewicza, portal kresy.pl oraz ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Transmisję z protestu w Chicago opublikował m.in. portal Wrealu24.pl Marcina Roli.

Jednym z największych wydarzeń całej akcji stała się informacja, że You Tube usunął jego transmisję za „naruszanie zasad dotyczących spamu, nieuczciwych praktyk i oszustw”.

Jednym z głównych wrogów Konfederacji stał się już wtedy Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, który wówczas był w USA. Podczas rozmowy z Radiem Wnet Sakiewicz  stwierdził, że: „Protestów przeciwko ustawie 447 nie należy organizować, bo to pokazuje raczej słabość niż siłę. Organizowanie pikiety, podczas której mocniej atakuje się polski rząd i „Gazetę Polską” niż samą ustawę, nie pomaga i daje paliwo Kongresowi czy Żydom amerykańskim do tego, żeby nam dokręcić śrubę”.

Michalkiewicz: „Tajna notatka MSZ”

W Polsce w mediach głównego nurtu protesty Polonii przemknęły niemal niezauważone, ale napięcie między Konfederacją a PiS-em rosło. Wybuch nastąpił w przedświątecznym tygodniu. 15 kwietnia Stanisław Michalkiewicz ogłosił, że dotarł do „tajnej notatki” MSZ, która ma być dowodem na trwające rozmowy polskiego rządu z amerykańskimi politykami na temat wypłacania rekompensat.

Notatka pochodzi podobno z 25 października 2018 roku i jest opisem rozmowy  Jacka Chodorowicza, pełnomocnika ministra spraw zagranicznych MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską, z Thomasem Yazdgerdim, specjalnym pełnomocnikiem Departamentu Stanu USA do spraw związanych z Holokaustem.

Według Michalkiewicza z notatki wynika, iż USA daje Polsce czas do końca 2019 roku na podjęcie działań regulujących kwestię restytucji mienia, ale amerykańscy partnerzy są też świadomi, że żadne działania nie zostaną wszczęte przez PiS przed wyborami parlamentarnymi.

Zapytaliśmy MSZ o notatkę: czy jest prawdziwa i czy rzeczywiście takie ustalenia zostały dokonane. Dotychczas nie dostaliśmy odpowiedzi. Jednak polityków Konfederacji sprawa poruszyła do tego stopnia, że 17 kwietnia zorganizowali Michalkiewiczowi konferencję prasową w Sejmie, a lider narodowców Robert Winnicki (wszedł do Sejmu z listy Kukiz’15, potem poseł niezależny, obecnie w kole poselskim Konfederacji) złożył interpelację w tej sprawie.

Efektem tych wszystkich działań jest przejście tematu roszczeń z narodowej niszy do mainstreamu. 18 kwietnia premier Mateusz Morawiecki podczas wizyty w USA musiał zapewnić Polonię, że „żaden z ocalałych Żydów nie mógłby ocaleć bez pomocy Polaka” i przypomniał swoje stanowisko, iż Polska nie będzie nikomu płacić żadnych roszczeń.

Już kilka dni wcześniej, 14 kwietnia, wiceminister sprawiedliwości (i kandydat do PE z listy PiS) Patryk Jaki zapytany w RMF FM o stosowanie się Polski do zapisów ustawy 447 odparł: „Po moim trupie”.

Portal wpolityce.pl przepytał też w sprawie notatki wiceministra spraw zagranicznych Szymona Szynkowskiego vel Sęk. Szynkowski stwierdził: „Stanowisko polskiego rządu w sprawie roszczeń bezspadkowych jest jasne i niezmienne. Porządek prawny przedstawiony w ustawie 447 nie ma zastosowania w stosunku do Polski. Podobnie jak roszczenia. Mienie bezspadkowe przechodzi zgodnie z prawem na Skarb Państwa”.

Szynkowski vel Sęk nie chciał potwierdzić, czy notatka jest prawdziwa: „Nie mogę tego potwierdzić, nie widziałem dokumentu, który posiada Pan Michalkiewicz”.

Rząd zajął radykalne stanowisko w tej sprawie. Nic dziwnego – każde złagodzenie linii oznaczałoby prawdopodobieństwo utraty radykalnych wyborców z narodowej prawicy.

Postmoczarowcy, a nie narodowcy?

Na tym się jednak nie skończyło. 15 kwietnia Konfederację ostro zaatakował Tomasz Sakiewicz. Opublikował w „Gazecie Polskiej”  tekst „Narodowcy w służbie lewactwa”. Zarzucił Konfederacji, że z powodu ich działań nie tylko PiS może przegrać wybory, ale także… Donald Trump.

Nazwał narodowców pseudonarodowcami oraz postmoczarowcami, którzy nawiązują „do komunistyczno-narodowej ideologii Mieczysława Moczara”. Znalazł wśród twórców Konfederacji „resortowe dzieci, które chcą zmienić wektory naszej polityki bezpieczeństwa”: w Polsce działają przeciwko PiS, a w USA przeciwko Trumpowi.

Dlaczego? Według Sakiewicza, Trump wygrał wybory dzięki głosom dwóch mniejszości: żydowskiej i polskiej. A teraz narodowcy robią wszystko, by skonfliktować te dwie grupy w USA, co w efekcie może spowodować porażkę Trumpa podczas następnych wyborów.

Konfederacja oczywiście oburzyła się artykułem Sakiewicza, ale jednocześnie zaprosiła wszystkich niezadowolonych z postawy rządu wobec żydowskich roszczeń na marsz w Warszawie 11 maja.

Robert Bąkiewicz, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, koordynator Brygady Mazowieckiej ONR, wykorzystał sytuację, by jeszcze bardziej rozdrażnić PiS.

Zatweetował:

Kluby „Gazety Polskiej” miałyby stanąć przeciwko rządowi PiS? Świat się kończy na prawicy!

Kto korzysta na antyamerykańskiej narracji?

Działania Konfederacji niepokoją PiS nie tylko ze względu na wyborców. Utrudniają PiS-owi realizowanie polityki zagranicznej, w której głównym sojusznikiem Polski są Stany  Zjednoczone (a nie UE), co wymusza utrzymywanie pozytywnych relacji także z Izraelem i diasporami żydowskimi w USA.

Rząd Morawieckiego  znajduje się między młotem a kowadłem: z jednej strony ma władze USA naciskające na  uregulowanie sprawy mienia pożydowskiego, z drugiej – polskich radykałów zarzucających rządowi zbytnią uległość wobec USA i Żydów.

Zaspokajanie interesów jednej strony zaognia sytuację po drugiej stronie. W zasadzie każdy ruch jest zły.

Nic więc dziwnego, że Konfederacja właśnie w antyamerykańskiej i antysemickiej narracji widzi swoją szansę. Nie sposób jednak nie zauważyć, że ta sama narracja jest też bardzo korzystna dla Rosji, dla której Polska w bliskim sojuszu z USA to jeden z gorszych scenariuszy (podobnie jak silna Polska w Unii Europejskiej).

Przy czym to z Konfederacji startują w wyborach znani działacze środowisk „kresowych” w Polsce: Andrzej Zapałowski i Włodzimierz Osadczy, eksperci rosyjskiego Sputnika Polska i prorosyjskiego portalu kresy.pl.

Czy antyamerykańska narracja, na której Konfederacja buduje swoją kampanię do PE, może mieć jeszcze inny wymiar niż tylko wyborczą walkę z PiS-em? Dowodów na razie nie ma.


OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autorka zewnętrzna.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!