"Jaki nie Dubaj nam w Warszawie!" - naśmiewa się internet z tandetnej architektury 19. Dzielnicy. Ale jak ustaliło OKO.press, nie to jest najśmieszniejsze w tym projekcie. Rzekoma dzielnica to rozrzucone wzdłuż 18 km Wisły 6 terenów inwestycyjnych, których nie da się skomunikować. Chyba że dookoła, przez sąsiednie dzielnice. Urbanistyczna bzdura nad bzdurami

Podczas niedzielnej (9 sierpnia) konwencji wyborczej, w burzy oklasków podsycanych przez sprawnego konferansjera, Patryk Jaki zaprezentował wielką wizję modernizacyjną  725 hektarów warszawskich gruntów – i to nie byle jakich: w paśmie nadwiślańskich terenów między północną do południową granicą miasta. Pokazał także mapę:

OKO.press opracowało dokładniejsze mapy ilustrujące pomysły Jakiego. Pierwsza przedstawia całość gruntów opisanych przez Jakiego (na czerwono).

Wymachując kartkami z „właśnie przygotowaną” ustawą o zmianie ustroju miasta stołecznego i powołaniu Dzielnicy Przyszłość, roztaczał wizję największego i najatrakcyjniejszego terenu dla high-tech na świecie. Inwestycję, która zagwarantuje Warszawie i Polsce pozycję światowej potęgi inteligentnych technologii. Dzięki ulgom podatkowym i niepowtarzalnej lokalizacji mają tu ściągnąć najnowocześniejsze firmy i rozkwitnąć startupy.

„Nasze dzieci będą myślały o karierze w Warszawie, a nie Dolinie Krzemowej, Singapurze czy innych ośrodkach, gdzie pracują najwybitniejsi eksperci nowych technologii”.

Przemowie towarzyszyła animacja. Dynamiczne ujęcia okraszone patetyczną muzyką ukazały pompatyczną i niespójną architekturę, prymitywną wersję mega budowli projektowanych przez stararchitektów dla azjatyckich reżimów. Nie zabrakło oczywiście jachtów.

Ponieważ Jaki twierdzi, że zależy mu na ochronie nadwiślańskiej przyrody, budynki zostały hojnie obsadzone zielenią i ukazane wśród bujnych drzew. Ze względu na to, że ekologia jest ważna (tak mówią sondaże), biurowce i apartamentowce mają być ekologiczne, a komunikacja w całej dzielnicy – nisko- i zeroemisyjna.

W mediach i na profilach społecznościowych natychmiast wybuchła ożywiona dyskusja, czy raczej wezbrała fala kpiącej krytyki:

internauci pisali: bajka, bzdura, warszawskie SimCity, grozili: Jaki, nie dubaj w Warszawie.

Media odmieniły słowo Dubaj przez wszystkie przypadki (nie bez powodu zresztą, sam Jaki powoływał to miasto jako przykład).
Przeciwnicy polityczni Jakiego skrytykowali jego wizje m.in. za:

My również nie daliśmy się porwać wizji Jakiego, ale postanowiliśmy przyjrzeć się tej koncepcji bliżej i potraktować ją jak obietnicę wyborczą, którą chcemy zrozumieć i wytłumaczyć jej konsekwencje czytelnikom. Sam pomysłodawca tego nie ułatwia, mówi rzeczy niespójne lub wręcz niedorzeczne. Spróbujmy jednak odrzucić poczucie absurdu i przebrnąć przez 19. Dzielnicę.

Nowoczesna dzielnica – nie takie novum

Dzielnica Przyszłość ma wykroić 725 lub 800 ha (wypowiedź Jakiego i prezentacja multimedialna są tu niespójne) z dziesięciu dzielnic, po to, aby stać się generatorem innowacji w sercu miasta. Miałaby też być zarządzana przez odrębne władze.

„Nasza dzielnica nie będzie znajdowała się na obrzeżach, będzie w samym centrum tętniącego życiem miasta, ma się stać jego nowym sercem, będzie specjalną strefą rozwoju, wyjątkową w skali świata i Europy. Będą tutaj testowane najnowocześniejsze rozwiązania, które jeśli się sprawdzą, będą promieniowały na całe miasto”.

Przeznaczanie wyodrębnionych terenów na innowacyjne inwestycje nie jest niczym nowym w Europie i na świecie – w ten sposób np. od 2000 roku przekształcane są poprzemysłowe tereny Hamburga (HafenCity), od dziesięcioleci tworzone poldery w Amsterdamie, nowa dzielnica Kopenhagi – budowane na powojskowych gruntach Ørestad, Kalastama Smart City w Helsinkach czy wymienione przez Jakiego Toronto Sidewalk Labs.

Dzielnica z niepołączonych ze sobą terenów

19. Dzielnica Patryka Jakiego różni się jednak tego typu inwestycji zasadniczo:

tereny, które ma zająć, nie stanowią jednej urbanistycznej całości – w arbitralny sposób zostały wycięte z jednostek administracyjnych, z którymi są funkcjonalnie i przestrzennie związane od dziesięcioleci.

Jedynym, co spaja (ale też dzieli) grunty planowanej 19. Dzielnicy, jest Wisła, której brzegi, objęte programem Natura 2000, nie powinny być zabudowywane, na dzikich brzegach nie powinny powstać nawet chodniki (obecnie utwardzona jest część lewego).

W praktyce oznacza to więc brak funkcjonalnego połączenia (w tym drogi, a nawet chodnika) między wchodzącymi w skład Dzielnicy Przyszłość terenami. Tym, co charakteryzuje eksperymentalne projekty dzielnic za granicą, jest ich zwartość, która ułatwia zarządzanie i monitorowanie wdrażanych systemów, ale także pozwala na ekonomiczne gospodarowanie zasobami: od energii, mediów, odpadów po tereny zielone.

Co zostało z 19. dzielnicy? Niewiele

Patryk Jaki zaprzeczył, że chce wtargnąć na tereny Natury 2000 stanowiące ogromną część planowanej dzielnicy. Po silnym ataku  mediów i internautów odpowiedział, że „na większości obszaru nie będziemy ingerowali w obszar pomiędzy rzeką a wałami, także wały pozostaną nienaruszone lub, tam gdzie to konieczne, wzmocnione”.  Na mapie (2) zaznaczyliśmy wały przerywaną linią.

Według Jakiego zabudowie miałyby podlegać jedynie:

  1. Fabryka Domów Stare Świdry (której zresztą nie zaznaczono na mapie Dzielnicy Przyszłość – przyp. red.)
  2. część Żerania,
  3. tereny okolic mostu Grota, błonia PKOL,
  4. błonia Stadionu Narodowego (na mapie zaznaczyliśmy również obszar Portu Praskiego, o którym Jaki nie wspomniał, ale według jego mapy jest częścią planowanej przez niego dzielnicy),
  5. Port Czerniakowski,
  6. Łuk Siekierkowski.

Dzielnica Przyszłość bardziej więc wygląda na zszyte ze sobą na siłę w PR-owym zabiegu sześć rozrzuconych od południa do północy Warszawy terenów. Bez szans na przekształcenie w spójny organizm.

Nad powodem wycięcia tych konkretnych gruntów pochyliło się Miasto Jest Nasze (warszawski ruch miejski działający od 2013 r.  w formie stowarzyszenia). Stowarzyszenie sprawdziło do kogo należą działki w Porcie Praskim i na Żeraniu. W tych lokalizacjach, dla których od lat tworzone są plany zabudowy mieszkaniowej i usługowej, a także miejskie strategie rozwoju

spora część gruntów jest w posiadaniu potentatów biznesowych: Zygmunta Solorza i Zbigniewa Jakubasa. Stowarzyszenie mówi wprost, że specustawa powołująca 19. Dzielnicę miałaby się stać sposobem na zwolnienie ich inwestycji z podatku.

Na wykrojonej działce przy dawnej fabryce domów przy ul. Myśliborskiej również spora część gruntów pozostaje w rękach prywatnych – powstają już tam zresztą budynki mieszkaniowe. W wyciętej połowie Łuku Siekierkowskiego jest podobnie – jest to teren, na którym od dawna planuje się zabudowę mieszkaniową. Tymczasem jest to również miejsce wyjątkowo wrażliwe – tędy przebiega korytarz napowietrzający Warszawę. Plan miejscowy dla tego terenu jest „w przygotowaniu”… od 2008 roku. Można się zastanawiać, czy specustawa nie umożliwi zabudowy w skróconej procedurze.

Jaką część Dzielnicy można zagospodarować?

Mamy podejrzenie, że twórcy projektu zdają sobie sprawę z absurdalności pomysłu tworzenia SpecDzielnicy – nie pokazali na mapie wszystkich terenów inwestycyjnych, ani nawet powierzchni całego założenia.

Rzecz w tym, że obrys całego założenia obejmuje ponad 1930 hektarów. Zapowiadane 725 hektarów pod inwestycje to tylko 37 proc. tego terenu. Czy jednak na całej tej powierzchni można inwestować? Sprawdziliśmy powierzchnie gruntów, które zostają z wielkiej Dzielnicy Przyszłości po odjęciu brzegów Wisły za wałami przeciwpowodziowymi oraz, oczywiście, samej Wisły. Otrzymaliśmy w sumie ok 625 hektarów. Liczyliśmy na podstawie obrysu przedstawionego w ogromnej skali, więc liczby nie są dokładne, ale różnica pomiędzy hucznie ogłoszonymi 725 hektarami jest znaczna – to ok 100 hektarów!  Tyle wynosi powierzchnia bulwarów pomiędzy Mostem Czerniakowskim a Centrum Olimpijskim. Gdy je dodamy, otrzymamy obiecywane 725 hektarów. Problem w tym, że bulwary trudno uznać za tereny inwestycyjne, zostały bowiem niedawno wyremontowane.

Nasze kalkulacje przedstawia mapa nr 3 (poniżej):

Wracając do 6 terenów o łącznej powierzchni 625 hektarów, ich część również jest już zagospodarowana – stoją na nim m.in. Stadion Narodowy, Centrum Olimpijskie, nowe osiedla przy Moście Gdańskim czy Kanale Żerańskim. Prawdziwą powierzchnię terenów inwestycyjnych można poznać dokładnie inwentaryzując działki, podział własności, istniejące obiekty i możliwości zabudowy, pewne jest natomiast, że będzie znacznie niższa od obiecywanej.

Konstruując swoją wielką koncepcję Patryk Jaki najwyraźniej ocenił kampanijny efekt wow wyżej od nudnej arytmetyki. Problem w tym, że obwieszczając wielką ideę, którą promuje się jako jedną z największych inwestycji smart city na świecie, warto jednak wyszperać z szuflady kalkulator i otworzyć mapę. Inaczej już nie tylko ociera się o absurd, ale wystawia się na śmieszność.

Kuriozalne cięcie

Również politycznie wydzielenie SpecDzielnicy jest absurdalne – mieszkańcom 10 dzielnic Patryk Jaki chce odebrać prawo do decydowania o przestrzeniach przy Wiśle. Dla przykładu pomyślmy o Porcie Czerniakowskim i nabrzeżu będącym częścią Śródmieścia – po rewolucji Jakiego mieszkańcy tej dzielnicy, np. sąsiadującego z portem Solca, stracą prawo do współdecydowania o jego losie, ponieważ radnych nowej dzielnicy będą wybierać mieszkańcy całej Dzielnicy Przyszłość. Najbliższym terenem, gdzie mogą zamieszkać mieszkańcy nowej dzielnicy, jest Łuk Siekierkowski, a najdalszym – tereny należące obecnie do Białołęki. Zamiast więc upragnionego przez Jakiego przywrócenia Warszawie Wisły (który to proces, czego może zapracowany minister nie zauważył, toczy się już od lat m.in. w postaci rewitalizacji bulwarów czy budowy Centrum Nauki Kopernik),

mieszkańcy sąsiadujących z Wisłą terenów zostaliby administracyjnie i decyzyjnie od niej odcięci.

Smart city – inteligentne miasto. Rewolucja PiS? Niekoniecznie

Patryk Jaki, powołując się na potrzebę wielkich idei i rzucając, że sky is the limit, stara się przekonać wyborców, że przyszłość Warszawy leży w nowoczesnych technologiach i innowacyjnych rozwiązaniach. I że stolica powinna stać się smart city.

I tu ma rację, z tym, że nie jest to żadne odkrycie. Współczesne miasta muszą wykorzystywać systemy informatyczno-komunikacyjne, by optymalizować funkcjonowanie infrastruktury miejską.

Inteligentne rozwiązania, na różną skalę, testowane i wprowadzane są na całym świecie. Powstają rankingi inteligentnych miast, odbywają się szkolenia i konferencje. Tematyka nie jest też obca polskim miastom, projekty inteligentne wprowadza np. Wrocław, Kraków i również Warszawa.  Warszawskie rozwiązania – jak system wypożyczania rowerów Veturilo czy elektrycznych samochodów – są standardem dla innych miast. Politechnika Warszawska we współpracy z przedsiębiorstwami technologicznymi prowadzi projekt Kampusplus. Ba! W najwyraźniej niezauważonej przez Patryka Jakiego strategii rozwoju m.st. Warszawy do 2030 roku, przyjętej przez Radę m.st. Warszawy 10 maja 2018 r., znajdują się plany rozwoju stolicy zgodnie z koncepcjami zrównoważonego rozwoju oraz inteligentnego miasta.

Smart technologie – złożona sprawa

Inteligentne technologie przynoszą optymalizację działania infrastruktury prowadzącą do oszczędniejszego gospodarowania zasobami i energią, a także skuteczniejszą ochronę środowiska.

Są jednak również polem rozgrywek korporacji o jeden z ważniejszych zasobów – dane o naszych zachowaniach.

W przywoływanym przez Patryka Jakiego Toronto pojawiły się wątpliwości i protesty  związane z nieprzejrzystością praktyk dotyczących gromadzenia i przetwarzania danych przez Google – potentata informacyjno-technologicznego, który jest  operatorem inteligentnej inwestycji Sidewalk Labs.

Zalecany rozsądek – a o to w kampanii trudno

Nowoczesne technologie w miastach to konieczność, należy do niej jednak podchodzić z rozsądkiem i odpowiednim przygotowaniem. Nie można, jak Patryk Jaki, zachłystywać się nowinkami, jak kuriozalny pomysł filtrów powietrza, gadżetu o niepotwierdzonej skuteczności, forsować nieprzemyślane i niedorzeczne projekty, jak szklane, obłe „autonomiczne biurowce” bez infrastruktury, czy obiecywać zeroemisyjną komunikację. I to w jednej dzielnicy, gdzie niemożliwe jest stworzenie chociaż jednej arterii łączącej wszystkie jej sześć obszarów inwestycyjnych.

Ambitne plany, szczypta populizmu i chwytliwe medialnie show – nie sposób bez tego robić kampanii wyborczej. To jednak, co zaprezentował 9 września Patryk Jaki, jest tak niedorzeczną banialuką, że do tej pory zastanawiamy się jak możliwe było jej stworzenie.

Oprócz nonszalancji i niewiedzy poraża jeszcze jedno – idea jednej centralnej, napompowanej nowinkami dzielnicy na sterydach ulg podatkowych jest dokładną odwrotnością tego, czego w tym momencie potrzebuje Warszawa. Stolica nie musi pretendować do przewodzenia w światowych rankingach na bycie naj, w mieście ma się zdrowo, bezpiecznie i dobrze żyć. Z takich prostych potrzeb również można zrobić chwytliwe hasło. Będzie mniej histerycznego śmiechu, ale za to inteligentniej. Czyli bardziej – smart.


Architektka i dziennikarka architektoniczna, współpracuje z OKO.press i miesięcznikiem Architektura-murator. 11 lat temu ukończyła Wydział Architektury i Urbanistyki Politechniki Śląskiej, teraz studiuje psychologię kliniczną na Uniwersytecie SWPS.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym