17 września 2020

Piekło na Lesbos trwa. 61 polskich NGO'sów domaga się przyjęcia uchodźców

"Nie wyrażamy zaniepokojenia. Nie prosimy o rozważenie. Żądamy, żebyście reprezentując nas, obywateli i obywatelki tego kraju, zachowali się po ludzku". 61 organizacji domaga się od rządu i samorządów pomocy dla uchodźców na Lesbos, którzy od tygodnia są uwięzieni na ulicy.

"Żądamy, żeby władze naszego kraju zachowały się odpowiedzialnie i dojrzale. Żądamy, żeby natychmiast przyjąć choć grupę najbardziej potrzebujących – na przykład dzieci bez opieki. Nie zgadzamy się na to, by Polska trwała w gronie państw obojętnych na tragedię dziesiątek tysięcy ludzi” - zaczyna swój apel 61 organizacji pozarządowych, m.in. Amnesty International, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Klub Inteligencji Katolickiej z Warszawy, Stowarzyszenie Nigdy Więcej i Stowarzyszenie Kongres Kobiet.

„Wiemy, jak organizować przyjęcie uchodźców i uchodźczyń, jak wspierać proces ich integracji – w tym zakresie doświadczeniem mogą służyć polskie instytucje: Urząd do Spraw Cudzoziemców, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie (w Warszawie, Lublinie, Białymstoku), Samorząd Miasta Gdańska, a także – z najwyższą chęcią – każda z niżej podpisanych organizacji społecznych. Nie brak nam kompetencji” - napisały organizacje pozarządowe.

Apel zaadresowano do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu, posłów, senatorów, ale też prezydentów miast, którzy podpisali Deklarację o współdziałaniu Miast Unii Metropolii Polskich w dziedzinie migracji - m.in. Warszawy, Białegostoku, Gdańska, Poznania i Wrocławia.

Pełną treść apelu znajdziecie tutaj: Apel w sprawie Morii.

Piekło na Lesbos

Mija tydzień od kiedy na greckiej wyspie Lesbos spłonął przeludniony obóz dla uchodźców - Moria. 13 tys. ludzi zostało bez dachu nad głową. Od tygodnia są trzymani między policyjnymi blokadami w pełnym słońcu, muszą się bić o wodę.

W międzyczasie powstaje nowy obóz, który ma być mniejszy i lepszy, ale trudno w to uwierzyć.

„Mówi się, że ma być maksymalnie dla 3 tys. osób, ale od rzecznika ministerstwa migracji i azylu usłyszałam, że będą się starali pomieścić tam tak dużo ludzi jak to możliwe" - mówi OKO.press dziennikarka Marta Burza. - „Mieszkańcy Morii są przerażeni. Nie chcą już dłużej być na drodze, ale boją się iść do nowego obozu, bo wiedzą, że będzie drugą Morią, że w każdej chwili może spłonąć".

Marta Burza mówi też o grupach samotnych dzieci, które trzymają się razem i starają się dowiedzieć czy ktoś je stąd zabierze, jak 400 dzieci, które zabrano w ciągu pierwszych kilku dni, czy już tu zostaną.

W powstaniu politycznego paraliżu, który doprowadził do istnienia porzuconej przez wszystkich Morii walny udział miała też Polska. PiS uznaje sprzeciw wobec relokacji uchodźców za swój wielki polityczny sukces. Polskie NGO'sy mają tej polityki unikania serdecznie dość. Domagają się przyjęcia części uchodźców z Lesbos.

Polska może przyjąć 500 osób

„Gdyby uchodźców z Lesbos rozłożyć na wszystkie unijne kraje, każdy z nich wziąłby niecałe 500 osób. Czy 38 milionów Polaków nie byłoby w stanie pomóc 500 osobom, które nie mają nic?” - pyta Anna Alboth, dziennikarka i aktywistka, organizatorka Civil March for Aleppo.

W Europie różne kraje zadeklarowały już, że kogoś przyjmą. Wszyscy chcą dzieci. Niemcy ponad 1750 osób, Francja – 50, Wielka Brytania – 47, Portugalia – 25, Finlandia – 24, Szwajcaria – 23, Belgia – 18, Włochy – 4 rodziny z dziećmi, Luksemburg – 12 dzieci.

Polska? Nikogo. Premier Morawiecki zaoferował 150 domów modułowych do nowego obozu, który problemu nie rozwiąże.

„Polska wiele razy sama doświadczyła wojny. Nasi dziadkowie i pradziadkowie, babcie i prababcie tułali się po obcych krajach, oglądali pogorzeliska w Polsce, nie raz spali o głodzie pod gołym niebem. Parę tygodni temu wspominaliśmy Warszawę w ruinach. Jak to możliwe, żebyśmy dziś – jako państwo – byli tak nieczuli?” - pytają autorzy apelu.

Pomaganie nie jest naiwne, stać nas na to

Organizacje od razu odpowiadają na powtarzające się zarzuty: że to naiwnie pomagać, że to dla pięknoduchów oderwanych od rzeczywistości, że pomóc nie ma jak.

„Mamy jako kraj zasoby, żeby pomóc choć niektórym z tych, którzy ucierpieli w Morii” -piszą organizacje i podają przykłady. Jak zorganizować korytarz humanitarne możemy się nauczyć od wspólnoty Sant’Egidio. W zorganizowaniu misji na Lesbos i udzieleniu wsparcia wybranym osobom może pomóc Wysoki Przedstawiciel Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR).

W kwestii przyjęcia i wsparcia integracji uchodźców i uchodźczyń doświadczenie mają już polskie organizacje społeczne i instytucje, jak Urząd do Spraw Cudzoziemców, Powiatowe Centra Pomocy Rodzinie (w Warszawie, Lublinie, Białymstoku), Samorząd Miasta Gdańska. Wystarczy chcieć.

„Niemcy, Francja, Norwegia, także Litwa, Słowenia i wiele innych państw deklarują kolejne ewakuacje ludzi w najtrudniejszej sytuacji. Ta lista cały czas rośnie. Dlaczego nie ma wśród nich Polski?” - pytają NGO'sy.

„Teraz jest właśnie czas, gdy możecie, jako liderzy i liderki dużego kraju w środku Europy, zachować się przyzwoicie – o to do Was apelujemy. Co Was, rządzących krajem, powstrzymuje?"

Wesprzeć uchodźców na Lesbos można wpłacając na zbiórkę Refocus Media Lab lub Hope Project.

Co dalej z Morią?

Chociaż Moria spłonęła ponad tydzień temu (w nocy 8 września), wiele osób nadal śpi na ulicy. W pośpiechu powstaje nowa Moria, która znowu ma być tymczasowa i znowu ma pomieścić maksymalnie 3 tys. osób. Mieszkańcy Morii mają dość. Protestują domagając się wolności.

Po pożarze zostali bez niczego. Policyjne blokady uwięziły 13 tys. ludzi na drodze. Trzymani od tygodnia w pełnym słońcu muszą walczyć nawet o wodę.

"Różne organizacje próbują dostarczać wody i jedzenia, ale są blokowani przez miejscowych" - mówi OKO.press Marta Burza. "Wygląda to w końcu często tak, że podjeżdża furgonetka i ktoś wyrzuca z niej zgrzewki wody. Oczywiście łapią je wyżsi i silniejsi, reszta zostaje z niczym. Niedawno zamknięto Lidla i stację benzynową, które były niedaleko, a to oznacza, że nawet jeśli ktoś miał kilka euro na wodę, już jej nie kupi".

Zdaniem Pawła Kołodzieja, wolontariusza z Legal Centre Lesvos, wiele zależy od widzimisię policji. „Raz przepuszcza z pomocą, raz nie. Rząd zaczął dystrybucję jedzenia i wody za pośrednictwem dużego NGO, ale to jedzenie bardzo złej jakości. Mniejsze NGO'sy nadal gotują i starają się dostarczać posiłki na własną rękę, ale do niektórych grup, jak ta zagnana przez policje w okolice Lidla przy użyciu gazu łzawiącego, dostęp jest trudny".

Na ulicy nie ma toalet, schronienia czy choćby koszy na śmieci. Uchodźcy drogi mają jednak zamknięte nie tylko przez policję. Zdaniem Marty Burzy w pobliskich miejscowościach nikt nie chce o nich nawet słyszeć, gdyby się tam pojawili, groziłoby im pobicie. Nowy obóz, który powstaje na miejscu Morii, też nie budzi nadziei.

„Przerzucają nas jak zwierzęta"

"Widziałam kobiety, które szły do nowego obozu zapłakane, jak na skazanie. Mówiły: przerzucają nas jak zwierzęta. Wszyscy widzą, że znowu będzie przeludniony, znowu może wybuchnąć pożar, a do tego jest bardzo blisko morza, nie wiadomo, co się stanie, kiedy poziom wody się podniesie" - mówi Marta Burza.

Paweł Kołodziej mówi OKO.press, że według najnowszego oświadczenie rządu greckiego osoby, które nie zarejestrują się do nowego obozu, będą automatycznie dostawać odmowę na wniosek o azyl. „To arbitralna decyzja, która łamie zasady międzynarodowej konwencji o uchodźcach i prawa europejskiego” - mówi Kołodziej.

"Od ludzi którzy się zdecydowali i są w nowym obozie mamy informacje, że nie ma tam bieżącej wody i kapią się w morzu, a jedzenie dostają raz na dobę. Prasy ani organizacji humanitarnych na razie tam nie wpuszczają".

Kołodzieja martwi też zapowiedź rządu o realizowaniu wywiadów potrzebnych w procesie azylowym on-line w nowym obozie. "Już wcześniej było trudno przez zakaz wychodzenia z obozu w związku z pandemią, ale obóz nie był ogrodzony, więc ludzie chodzili do prawników, ryzykując mandat. Ten nowy obóz przypomina więzienie. Nie będą mieli już szansy zasięgnąć bezpłatnej pomocy prawnej, jak ta udzielana przez moją organizację. I nie będzie żadnej kontroli nad nieprawidłowościami w procedurze".

„Dziś rząd ogłosił, że weźmie na ląd 6 tys. ludzi teraz, a kolejne 6 tys. zabierze do Wielkanocy. Obawiamy się, że to tylko propaganda, żeby uspokoić protestującą miejscową ludność, bo nie podano żadnych szczegółów gdzie jak i kiedy i na jakich zasadach ta relokacja miałaby się odbyć” - mówi Kołodziej.

Zdaniem Marty Burzy szczególnie zagrożeni czują się młodzi mężczyźni, którzy wiedzą, że są ostatni na liście priorytetów. Po nich nikt nie przyjedzie.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne