Za zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej jest tylko 9 proc. Polaków, do tego jeszcze 8 proc. chce całkowitego zakazu. Wygląda więc na to, że wbrew woli "suwerena" PiS chce ograniczyć prawo do aborcji. Bo Sejm właśnie rozpatruje projekt zaostrzenia ustawy, a Trybunał Konstytucyjny ma wykazać (nie)zgodność obecnych przepisów z Konstytucją - na wniosek posła PiS

Wyniki najnowszego sondażu „Polityki” OKO.press porównało z wynikami trzech sondaży IPSOS, wykonanych na nasze zlecenie. Sondaż „Polityki” został przeprowadzony przez Kantar Public na grupie 1063 osób, za pomocą wywiadów bezpośrednich CAPI. W przypadku takiej metody przepytywani są nieco mniej skłonni do udzielania kontrowersyjnych odpowiedzi (w tym wypadku poparcia liberalizacji ustawy antyaborcyjnej), niż przy metodzie CATI (wywiad telefoniczny), która była użyta w badaniach IPSOS na zlecenie OKO.press.

Przepisy antyaborcyjne powinny:

W powyższym sondażu „Polityki” zadano również pytanie o poparcie dla pomysłu zakazu aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu. To pytanie, które nie pojawiało się w sondażach OKO.press – pomysł bowiem jest nowy, projekt takiej ustawy właśnie trafił pod obrady Sejmu.

Pytania w sondażu „Polityki” są bardzo konkretne i padają precyzyjne odpowiedzi. To ważne, bo często grupy pro-life, przeprowadzając swoje badania, zadają pytania bardzo ogólne, np. „Czy jesteś za ochroną życia?”, które są manipulacją, wprowadzają bowiem ankietowanych w błąd.

Stosunek do ustawy antyaborcyjnej

Prawo dopuszcza przerywanie ciąży w trzech przypadkach: zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety, ciężkiego upośledzenia lub choroby płodu, pochodzenia ciąży z gwałtu. Czy ustawę należałoby:

Jak widać, w badaniach IPSOS dla OKO.press wahania nie są duże, poparcie dla liberalizacji  – stabilne: kolejno 37 proc., 42 proc. i 40 proc. Minimalnie spada odsetek osób, które chciałyby, żeby ustawę pozostawić w obecnym kształcie, niezbyt słusznie zwanym „kompromisem” (daje on możliwość około 1000 legalnych aborcji rocznie, przy szacowanej liczbie kilkudziesięciu, może nawet stu tysięcy zabiegów nielegalnych).

Zwolenników zaostrzenia ustawy jest około 10 proc., taki wynik powtarza się w wielu badaniach – i takie jest realne poparcie radykalnych pomysłów.

Co więcej, za liberalizacją prawa do przerywania ciąży opowiadają się częściej osoby z wykształceniem podstawowym i zawodowym, niż wyższym, a także ludzie z małych i średnich miast, w porównaniu z mieszkańcami wsi i największych miast. Ten fascynujący wynik tłumaczyć może fakt, że osoby mniej zamożne (niższe wykształcenie koreluje z niższymi zarobkami) boleśniej odczuwają skutki zakazu aborcji. Zamożniejszych stać na kosztowną turystykę aborcyjną i na usługi aborcyjnego podziemia.

Rada Europy bije na alarm, PiS i Kościół chcą dalej zaostrzać

Obowiązująca od 1993 roku ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży pozwala na dokonanie ciąży w trzech wypadkach:

  • gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety,
  • gdy istniej duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
  • gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

W dwóch pierwszych przypadkach przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki; w przypadku czynu zabronionego – jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.

Jednak w praktyce nawet dostęp do legalnych zabiegów jest utrudniony: wg. danych Ministerstwa Zdrowia, w 2016 roku wykonano 55 aborcji ze względu na zagrożenie zdrowia kobiety, 1042 w wyniku badań prenatalnych i zaledwie jedną aborcję ze względu na czyn zabroniony – gwałt.

OKO pisało o tym, że Komisarz Praw Człowieka Rady Europy bije na alarm: wiele państw członkowskich, w tym Polska, nie przestrzega reprodukcyjnych i seksualnych praw kobiet. Wydany przez niego w listopadzie 2017 roku raport ostrzega przed „powracającymi w ostatnich latach zagrożeniami dla praw kobiet i równouprawnienia płci”.

To komentarz do stanu aktualnego: a wiele wskazuje na to, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Obecnie w Sejmie znajdują się dwa obywatelskie projekty ustaw:

  • Pierwszy – to projekt liberalizacji „Ratujmy Kobiety 2017”, który zakłada prawo do przerwania ciąży do 12. tygodnia, refundację antykoncepcji i swobodny dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Czeka na rozpatrzenie posłów już od ponad miesiąca.
  • Drugi – to projekt obywatelski #ZATRZYMAJ ABORCJĘ –  zakaz aborcji ze względu na wady płodu. Prezydent Duda obiecał już, że jeśli projekt zostanie przegłosowany, podpisze ustawę.
  • Za wprowadzeniem całkowitego zakazu aborcji wypowiedzieli się najważniejsi politycy PiS, m.in.: Jarosław Kaczyński, szef klubu PiS Ryszard Terlecki oraz marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Według statystyk w Polsce w 2016 roku przeprowadzono 1088 legalnych aborcji, w tym 1042 właśnie z powodu nieuleczalnego uszkodzenia płodu. Projekt zaostrzenia ustawy poparła oficjalnie Konferencja Episkopatu Polski.

Warto również podkreślić, że projekt „Zatrzymaj Aborcję” nie przewiduje wprowadzenia żadnych dodatkowych rozwiązań systemowych, które miałyby pomóc w opiece nad ciężko upośledzonymi lub nieuleczalnie chorymi dziećmi. Wręcz przeciwnie, autorzy inicjatywy w uzasadnieniu zapewniają, że „projekt ustawy nie pociąga za sobą obciążenia budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego”.

Aborcja niezgodna z Konstytucją?

Politycy PiS nie chcą jednak firmować całkowitego zakazu aborcji – boją się bowiem sprzeciwu społecznego, którego wyrazem był Czarny Protest. Dlatego próbują zaostrzyć ustawę antyaborcyjną rękami Trybunału Konstytucyjnego. 27 października 2017 poseł PiS Bartłomiej Wróblewski złożył w Trybunale Konstytucyjnym wniosek o zbadanie zgodności z Konstytucją ustawy antyaborcyjnej. Chodzi o ten zapis ustawy, który pozwala na przerwanie ciąży, gdy płód jest uszkodzony. Poseł zapewnił, że prezes Kaczyński „życzliwie odnosi się” do tego pomysłu.

„Chodzi tylko o jedną rzecz, o sprawdzenie, czy obowiązujący przepis pozwalający na aborcję z powodu podejrzenia choroby dziecka jest zgodny z konstytucją. W szczególności z trzema artykułami: poszanowaniem godności człowieka, prawem do życia i zasadą równości”, tłumaczy poseł Wróblewski w rozmowie z „Gościem Niedzielnym”.

Już raz ten manewr się udał. W 1993 roku mimo ogromnego sprzeciwu społecznego (co widać w sondażach z tamtego okresu, o czym w dalszej części tekstu) drastycznie zaostrzono przepisy dotyczące aborcji – od tej pory można było legalnie przerwać ciążę jedynie w trzech przypadkach: gdy jest zagrożone życie lub zdrowie matki, gdy płód jest uszkodzony, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa.

PO: jesteśmy za zachowaniem „kompromisu aborcyjnego”

W 1996 roku ustawę zliberalizowano. Zezwolono na przerywanie ciąży także wtedy, gdy „kobieta ciężarna znajduje się w ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji osobistej”. Preambuła nowej ustawy brzmiała: „Uznając, że życie jest fundamentalnym dobrem człowieka, a troska o życie i zdrowie należy do podstawowych obowiązków państwa, społeczeństwa i obywatela; uznając prawo każdego do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci oraz prawo dostępu do informacji, edukacji, poradnictwa i środków umożliwiających korzystanie z tego prawa, stanowi się, co następuje”. W artykule 1 zastrzegano jednak, że „Prawo do życia podlega ochronie, w tym również w fazie prenatalnej w granicach określonych w ustawie”.

Ustawa nie obowiązywała długo. Na wniosek 37 senatorów Trybunał Konstytucyjny rozpatrzył w maju 1997 zgodność z Konstytucją czwartej przesłanki (trudna sytuacja kobiety). I uznał, że zapis jest niezgodny z Konstytucją. Ustawa wróciła do stanu z 1993 roku.

Udało się więc zaostrzyć ustawę, mimo, że w parlamencie większość miała ciągle koalicja SLD-PSL – ta sama, która wcześniej ustawę zliberalizowała.

TK wydał wyrok tuż przed wyborami 1997 roku, w których zwyciężyła konserwatywna AWS.

Tymczasem posłowie PO wielokrotnie powtarzali, że są za zachowaniem „kompromisu aborcyjnego”. Wiceszef PO Tomasz Siemoniak powiedział 30 listopada 2017: „Jesteśmy za tym, żeby w tych kwestiach nic nie zmieniać i takie stanowisko podziela większość Polaków – pokazują to badania. Nie ruszajmy tej sprawy – poprzednie ruszanie doprowadziło do ogromnych emocji”.

Z kolei Monika Wielichowska, „pełnomocniczka ds. równego traktowania” w Gabinecie Cieni PO powiedziała, że będzie namawiać posłów i posłanek PO do odrzucenia projektu zaostrzającego ustawę i „dalszej pracy nad projektem liberalizującym z uwagi na zawarte w nim propozycje dotyczące edukacji seksualnej, dostępności do antykoncepcji awaryjnej i klauzuli sumienia”.


Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym