0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Roman Bosiacki / Agencja Wyborcza.plFot. Roman Bosiacki ...

Anna ma 34 lata, kiedy zachodzi ciążę. Mieszka z mężem w Bydgoszczy. Chce opowiedzieć mi swoją historię, bo wie, że nie jest jedyna. „Robię to dla innych kobiet” – mówi. Rozmawiamy po śmierci Doroty z Nowego Targu, której lekarze kazali „leżeć z nogami do góry” i czekać, aż „wody wrócą”.

Kiedy Anna pierwszy raz zgłasza się do bydgoskiego szpitala, jest w 17. tygodniu ciąży. Jest 24 kwietnia 2023 roku.

„To moja pierwsza ciąża. Lekarze robią badania diagnostyczne i USG” – mówi Anna.

Jest po amniopunkcji, czyli zabiegu, który ma na celu diagnozę w kierunku wad rozwojowych czy aberracji chromosomalnych płodu (zmian w budowie lub liczbie chromosomów, które są główną przyczyną poronień, wielu wad wrodzonych czy chorób genetycznych). Procedura polega na pobraniu płynu, który otacza płód.

„Ja i mąż wiemy, że płód ma wady, ale nie wiemy, jak ciężkie. Czekamy na wyniki” – mówi Anna. W międzyczasie lekarze diagnozują uogólniony obrzęk płodu i zaśniad groniasty. To niezłośliwa choroba, która polega na patologicznym rozroście tkanek łożyska podczas ciąży. Powstaje w wyniku nieprawidłowego zapłodnienia.

Kontynuacja ciąży to igranie z życiem Anny

“Jeżeli u pacjentki w 20. tygodniu ciąży rozpoznaje się tak katastrofalną w skutkach patologię ciąży, jak zaśniad groniasty, to jest to informacja dla każdego rozsądnego i kompetentnego perinatologa, że uporczywa kontynuacja ciąży

to igranie z życiem i zdrowiem pacjentki.

Także zdrowiem reprodukcyjnym” – mówi OKO.press dr Bartłomiej Wolski, ginekolog, położnik, seksuolog i perinatolog, do którego później trafi Anna.

"W tej jednostce chorobowej niezwykle rzadko płód jest »zdrowy« genetycznie. Rozwój zaśniadu groniastego wiąże się ryzykiem powikłań, które zagrażają życiu ciężarnej. W takiej sytuacji

im dłużej trwa ciąża, tym ryzyko rośnie.

A techniczne możliwości zakończenia ciąży są coraz trudniejsze i obarczone ryzykiem utraty macicy" – mówi ginekolog.

Bez aborcji rośnie ryzyko złośliwego nowotworu

Ginekolog wyjaśnia, że lekarze, opóźniając zakończenie ciąży w takiej sytuacji, narażają kobietę na ryzyko rozwoju raka kosmówki (to złośliwy nowotwór tkanki, która tworzy łożysko) czy innych form zaśniadu groniastego.

„To naraża pacjentkę na potencjalne leczenie chemioterapeutyczne w przyszłości i często trwałą utratę płodności” – mówi ginekolog. Lekarze powinni więc przerwać ciążę Anny.

Ale nic takiego się nie dzieje.

„Lekarz prowadzący po 10. dniach mówi, że moje wyniki krwi są dobre. I wypisuje mnie ze szpitala. Zaleca mi regularne kontrole i badania” – mówi Anna.

Trisomia 21. Każdy dzień zwłoki jest nieetyczny

Wyniki amniopunkcji Anna dostaje 9 maja 2023 roku. Wynik: trisomia 21, czyli zespół Downa. Taka diagnoza sprawia, że zakończenie ciąży jest pilne. "Zdarza się, że jako lekarze zajmujący się medycyną matczyno-płodową, mamy wątpliwości, jakie postępowanie w danej sytuacji jest najbardziej racjonalne, szczególnie gdy mamy do czynienia z dzieckiem na granicy przeżycia.

Ale ta sytuacja do takich nie należy!"

- zaznacza dr Wolski. „W tym przypadku u płodu potwierdzono zespół Downa – stąd każdy dzień zwłoki jest nieracjonalnym medycznie i etycznie wątpliwym postępowaniem”.

Ale pani przecież zagraża aborcja

„Płód jest tak obrzęknięty, że nie mam szans na urodzenie zdrowego dziecka. Mówi to zarówno lekarz prowadzący, jak i ginekolog, do którego chodzę prywatnie. Decyduję się na aborcję. Nie chcę czekać 9. miesięcy. Nie chcę nosić w sobie obumarłego płodu. Boję się, że skończy się to dla mnie źle” – mówi Anna.

Do szpitala zgłasza drugi raz – 15 maja 2023 roku ze skierowaniem do przerwania ciąży. Ale lekarze je podważają. „W szpitalu zbiera się konsylium – narada lekarzy, którzy ustalają ostateczną diagnozę i sposób terapii. Odmawiają mi zakończenia ciąży” – mówi Anna.

Od lekarza słyszy:

„Aborcja zagraża pani zdrowiu”.

„Jestem skołowana. Boję się aborcji. Zostaję wypisana ze szpitala. I czekam. To koszmar. Boję się sepsy, boję się, co tego, co będzie. Nie wiem, ile to potrwa. Podjęcie decyzji o przerwaniu ciąży – nawet jeżeli dziecko ma wady – jest dla mnie trudne. Kobiety, które decydują się na przerwanie ciąży, są zdesperowane. A do tego dochodzi lęk o zdrowie. Kiedy to się wydarzy? A co, jeżeli nie będę w stanie iść na kontrolne badanie. I umrę?”.

Niejasne obietnice poprawy

Zaśniad groniasty rozwija się, a z każdym tygodniem rośnie ryzyko krwotoku i innych poważnych powikłań. „Nie powinny stanowić dylematu w klinice o trzecim stopniu referencyjności, w której kształci się przyszłych perinatologów pod okiem konsultanta wojewódzkiego z tej właśnie dziedziny” – mówi dr Bartłomiej Wolski.

„Uszkodzony genetycznie 20. tygodniowy płód, z obrzękiem uogólnionym, czyli płynem w jamie brzusznej, klatce piersiowej i kilkucentymetrowym obrzękiem tkanki podskórnej, ze skrajną niewydolnością krążenia nie ma perspektyw na przeżycie” – mówi ginekolog. Ale lekarze nie kończą ciąży Anny. Do dr. Wolskiego kobieta zgłasza się w 22. tygodniu ciąży.

"Jest dwukrotnie hospitalizowana, z dzieckiem w fazie przedagonalnej bez szans na przeżycie, zwodzona niejasnymi dla mnie obietnicami poprawy (?) albo

świadomie wprowadzana w błąd.

W takich sytuacjach nie wiadomo jak się zachować i co powiedzieć pacjentce, nie naruszając wewnętrznych zasad etyki zawodu" – mówi ginekolog.

Płód obumiera

Dr Wolski kieruje Annę do szpitala. Radzi, by poprosiła lekarza prowadzącego o wypisanie skierowania do szpitala w kierunku zakończenia ciąży. Ale lekarz odmawia.

„Niestety, po wyroku tak zwanego Trybunału Konstytucyjnego, lekarze boją się wypisać skierowanie w celu zakończenie ciąży. Nawet jeżeli jest zgodne z aktualnym prawodawstwem” – mówi ginekolog.

Jest 30 maja 2023 roku, kiedy Anna zgłasza się do szpitala po raz trzeci. Dowiaduje się, że płód obumarł. „Lekarze natychmiast wywołują poród. Czuję, że mieli związane ręce przez zaostrzone prawo aborcyjne. Decyzja Trybunału Konstytucyjnego mocno ich ogranicza. Kiedy płód obumiera, od razu chcą pomóc”.

Nie wiem, czy chcę być jeszcze w ciąży

Kiedy pytam, dlaczego lekarze czekali, dr Wolski odpowiada, że nie potrafi zrozumieć. A Anna miała „szczęście” w nieszczęściu – bo z uporem zgłaszała się do szpitala. A płód obumarł akurat na izbie przyjęć. "Dopiero wtedy podjęto decyzję o wywołaniu poronienia” – mówi ginekolog.

Dodaj: "Przedstawienie pacjentowi w sposób nieobiektywny sytuacji w jakiej się znajduje, używanie w argumentacji swoich działań

półprawd lub wręcz mijanie się z faktami

obraża moje poczucie etyki lekarskiej i zwykłej ludzkiej uczciwości. I tak już mocno nadszarpnięte zaufanie jakim jeszcze darzą nas pacjentki, nie ma szans w zderzeniu z tak kreowaną i zakłamywaną rzeczywistością. Powinniśmy dać pacjentowi świadomy wybór, ale wziąć jednocześnie pod uwagę ciężar psychiczny, jaki spada na jego barki. Zagubienie i poczucie bezradności jakie dotyka wtedy pacjenta stwarza innym możliwość nieuczciwej manipulacji i wystawia na szwank opinię o całym środowisku lekarskim. Nie mogę się na to zgodzić”

Anna w bydgoskim szpitalu leżała obok 32-letniej Roksany, której historię opisał tvn24.pl. Wody płodowe odeszły Roksanie już 21 dni temu. „Z badań wynika, że 24-tygodniowy płód jest nieodwracalnie uszkodzony genetycznie i ma znikome szanse na przeżycie. Jak mówi pani Roksana – lekarze czekają, aż płód obumrze” – pisze tvn24.pl.

„Chciałabym, żeby lekarze uszanowali decyzję, umożliwili przerwaniu ciąży, żebym nie musiała tyle czekać. To moja pierwsza ciąża. Po tym, co przeszłam, nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się na kolejną. Nie wierzyłam, że przydarzy mi się kiedyś potrzeba aborcji. Teraz wiem, jak to jest. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, że pomoc przyjdzie. Mówię o tym, bo chcę pomóc kobietom, które czeka ten sam koszmar” – mówi Anna.

* imię Anny na jej prośbę zostało zmienione.

Chciałaś przerwać ciążę po wyroku TK? Lekarze nie mogli tego zrobić? Prześlij swoją historię na adres [email protected]

;

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze